poniedziałek, 10 sierpnia 2015

I. Kłamcy i złodzieje


Wiele lat upłynęło od narodzin Emmy, córki Śnieżki i Księcia. Zła Królowa, Regina zniknęła z z Zaczarowanego lasu i życia wszystkich, których znała. Jej osoba pozostała jedynie mroczną legendą, złym wspomnieniem dawnych, minionych czasów. Nikt tak naprawdę nie poznał jej historii, tak jak nikt nie wiedział w jakie sposób zniknęła oraz gdzie obecnie przebywa. Wielu po prostu myślało, że królowa nie żyje, że to miłość Śnieżki i Księcia wygrała - a zło, które płynęło od Reginy musiało w końcu polec w walce. 
Jedynie parę osób znało prawdę. A była to Cora, matka Reginy, której historię na razie pominę, gdyż pozostaje tajemnicą dla wszystkich bohaterów. 
Prawda ciążyła najbardziej na królewskiej parze, Śnieżce i David'owi. Oni jedyni znali tajemnice Złej Królowej, powód jej zemsty i mroku w jej duszy, oraz to w jaki sposób Regina zniknęła z Zaczarowanego Lasu. 
Tajemnica ta była dla nich niczym najostrzejsze szpony potworów nocy, które bezlitośnie wbijały się w ich bohaterskie serca. I za każdym razem, gdy patrzeli sobie w oczy, gdy przemawiali do królestwa niczym herosi i gdy mówili swojej jedynej córce jak ma postępować, czuli jak mrok coraz bardziej zagnieżdża się w ich wnętrzu. Wstyd i upokorzenie, który musieli skryć za maską idealności. 
Mogli sobie wmawiać, że postąpili słusznie, że cenę za ten czyn spłacają z każdym dniem z nawiązką, ale w głębi zawszę wiedzieli, że postąpili jak potwory.
Długo się zastanawiali, czy gdyby dana była im druga szansa podjęliby inną decyzję. Myśleli wtedy o Emmie, mądrej księżniczce i pięknej kobiecie o dobrym, walecznym sercu. I wiedzieli już, że dla niej poświęciliby swoje serce i życie Reginy, raz jeszcze. 

Zobaczycie jeszcze, czy cena jaką zapłacili Śnieżka i David są wystarczające, czy magia nie wymaga więcej ofiar? Lecz na razie zatrzymajmy się na chwilę i posłuchajmy początku niesamowitej historii, którą jak sądzę powinna zaciekawić Was ponad miarę. 

Zaczynało już zmierzchać. Chmury wędrujące po niebie przybrały barwę purpury. Ptaki ucichły pozostawiając wieczorny koncert szumiącemu pośród drzew wiatrowi, a cień i mrok niespiesząca się kładły swoje łapy na letnią krainę Zaczarowanego Lasu. 
Było przyjemnie ciepło, lecz ciałem Emmy Swan wstrząsną nieoczekiwany dreszcz. Przystanęła na chwilę rozkoszując się chwilą. Wokół panowała cisza zakłócona jedynie pogwizdywaniem wiatru cudownie ochładzającym rozgorączkowany umysł. Czuła podekscytowanie, bo choć była już wprawioną w boju wojowniczką dobrze znającą swoją sztukę oraz świat, to wyczekiwanie przygody zawszę sprawiało Emmie tyle samo nieposkromionej radości. 
Tak jak teraz, gdy wyruszała samotnie, w sekrecie na wyprawę, która była jej misją i walką z przeznaczeniem. 
Emma niepokojąc nikogo, nawet własnych rodziców bezszelestnie wymknęła się z zamku. Włożyła na siebie spodnie i skórzaną kamizelkę - ubranie którym mało która księżniczka chciałaby się poszczycić, ale nie Emma. Ponadto przy swoim boku zawiesiła swój wysłużony miecz, który dawno temu dostała od ojca. 
Tak przygotowana skierowała się do królewskiej stajni. Od razu wiedziała do kogo ma się skierować. 
- Witaj Maximusie - szepnęła z uśmiechem do pięknego, białego konia głaszcząc swojego zwierzęcego przyjaciela po grzbiecie. - Ruszamy na przygodę, gotowy?
A Maximus jakby w odpowiedzi potrząsną głową i z niespotykaną radością w swoich końskich oczach dał się poprowadzić Emmie ku zachodzącemu słońcu. 

Kiedy Emma dotarła do celu słońce już całkiem ustąpiło miejsca srebrnemu blaskowi księżyca. 
Zatrzymała Maximusa przed niewielką, ale za to strasznie obskurną karczmą, która już na pierwszy rzut oka zapraszała jedynie kłamców i złodziei. 
Nazwa jej brzmiała "Pod Zatrutą Gruszą".
Nie wywołało to jednak strachu u księżniczki, a jedynie skryty uśmiech szalonej osoby, którą w rzeczywistości była. Jednak szaleństwo to tylko jedna z wielu odsłon Emmy Swan. 
Emma wkroczyła do karczmy i już od samego wejścia uderzyła ją woń mocnego alkoholu, piski tanich panien i rechot pijanych, podejrzanych typów. Z kąta pokoju dobiegał do jej uszu dźwięk pianina, nie była to elegancka i czysta gra do jakiej przywykła na królewskich salonach, lecz za to idealnie wpasowująca się w posępny klimat pomieszany z rubasznym humorem stołujących się tu gości. 
Nie chcąc czekać dłużej, Emma ruszyła odważnym krokiem ku stojącemu w rogu stolikowi. Bez zbędnych ceremonii i z miną zahartowanej w świecie kobiety przysiadła się do obcego mężczyzny. 
- Sądzę, że możemy ubić interes - powiedziała Emma tonem pewnym siebie - Dobry interes. 
Facet, do którego się dosiadła zmierzył ją jakby wygłodniałym wzrokiem. Był dosyć tęgi, choć nie gruby. Twarz zasłaniała mu szczeciniasta, czarna broda. Policzki miał czerwone od taniego alkoholu, co w sumie dawało dość nieprzyjemny widok. Złe wrażenie spotęgował na dodatek jego zachrypnięty głos. 
- No, skarbeńku... myślę, że moglibyśmy się dogadać - rzucił niby nonszalancko i wyciągnął swą rękę ku siedzącej na przeciw pięknej blondynce. 
Ręka jednak nie zdołała zbliżyć się do Emmy, gdyż dziewczyna z zaskakującą siłą i szybkością odepchnęła ją od siebie przyciskając do drewnianego blatu stołu. 
- Magiczna fasola - odparła Emma nie odrywając swoich stalowych oczu od uciekającego wzroku faceta. - Wiem, że mogę ją tu od ciebie kupić. Słono zapłacę, nie pożałujesz. Ale jeśli jeszcze raz spróbujesz mnie dotknąć osobiście przefasonuje ci twarz. Zrozumieliśmy się? 
Kiedy zniknął z jego twarzy pierwszy szok i alkoholowe zamroczenie, mężczyzna kiwną głową na znak, że przyjmuje warunki. Zaczął rozmowę. 
- To bardzo cenny przedmiot, wyjątkowy i jeszcze bardziej rzadki - powiedział szeptem, widocznie transakcja nie potrzebowała dodatkowych słuchaczy.
Emma westchnęła. Spod swojej kurtki odpięła skórzaną sakiewkę wypchaną brzęczącymi, złotymi monetami. 
- To tylko część twojej zapłaty. 
- Tak, dogadamy się - odparł, pomimo ciemności Emma mogłaby przysiąc, że w jego oczach pojawiły się iskierki. Nie uznała tego za dobry znak. 
Handlarz jak wcześniej po Emmę, tak teraz po złoto, a może nawet bardziej łapczywie wyciągną swą długą łapę. Na szczęście Emma, jak wiemy, miała dobry refleks i zdołała zabrać sakiewkę z stołu. 
- Najpierw fasolka. 
- A skąd mam wiedzieć, że mnie nie oszukasz? - odrzekł. 
- Mogłabym powiedzieć to raczej o tobie. To ja tu jestem ta dobra. 
Na dźwięk ostatnich słów handlarz zaśmiał się wręcz teatralnie i zwrócił się do Emmy. 
- Słuchaj, wiele już przeżyłem i wiele widziałem, znam się na ludziach. Ty, maleńka, aż gotujesz się od emocji. A najciekawsze, że potrafię zobaczyć czające się w twoim sercu zło, które pragnie wyjść na światło dzienne. Dlatego szukasz fasoli. Prawda?
Swan zadrżała pod jego wnikliwym spojrzeniem, pod głosem, który przedzierał się do umysłu, podszeptując podstępnie, mówi prawdę
- Sprzedaj mi tą cholerną fasolkę, a jak już mówiłam nie pożałujesz - starała się nie odwracać od niego wzroku, pokazać, że myli się całkowicie. Była twarda. 
Po chwili cichej bitwy, mężczyzna zaśmiał się ponownie i ściągnął z swojej szyi naszyjnik z szklaną buteleczką, w której środku jasno błękitnym światłem świeciła niewielka magiczna fasola. 
Podał ją Emmie przyglądając jej się bacznie. Dziewczyna z chwilą dotknięcia fasolki poczuła niezwykłość tego przedmiotu przebijającą się nawet przez kruche szkło buteleczki. 
Odłożyła na chwile niezwykły naszyjnik i wyjęła z powrotem swoją sakiewkę, dorzucając na stół mały złoty przedmiot. 
- W środku jest 100 złotych monet, a złota bransoletka jest warta o wiele więcej. Dobijamy targu. 
Kiedy podniosła wzrok zauważyła, że handlarz ponownie waży w ręce naszyjnik odpływając myślami daleko. 
- Aż smutno rozstawać mi się z moim miłym talizmanem... 
- To dobra cena - oparła Emma zaciskając pięści z niecierpliwości. 
Facet wzruszył ramionami rzucając buteleczkę na stół, po czym wziął zapłatę i uśmiechnął się zachęcająco. 
- Sprzedane. 
Emma odetchnęła z ulgą, co starała się oczywiście ukryć pod surową miną. Nie czekając na nic więcej założyła buteleczkę z czarnym rzemykiem na swoją szyję i wyszła z karczmy nie oglądając się za siebie. 

Tajemniczy uśmiech zaczął błądzić na ustach Emmy, kiedy tylko przekroczyła próg tawerny "Pod Zatrutą Gruszą". 
Prawdą było to, że magiczna fasolka miała dać Emmie odpowiedź na dręczące ją pytania. Dlatego teraz czuła ogromną ulgę. Nie żałowała, ani pieniędzy, ani swojej biżuterii, obie te rzeczy miała po dziurki w nosie na zamku i obie były dla niej kompletnie bez wartości. 
Ale przygoda się jeszcze nie zakończyła. Zdobycie magicznej fasolki to tylko cześć jej planów. Jutro czeka ją kolejne spotkanie i kolejne chwile niepewności. 
Aby opanować drżenie i myśli, Emma oparła się o zimną ścianę karczmy i sięgnęła po rzemyk z niesamowitą fasolą. Dotknęła ją z myślą o spokoju i magii, jaką od niej spodziewała się poczuć - jednak nie poczuła, ani spokoju, ani tym bardziej magii. 
Zaniepokojona przyjrzała się buteleczce. Fasolka rzeczywiście tam była, ale straciła swój niepowtarzalny blask. Coś było nie tak... Odpowiedź przyszła naglę i była oczywista. 
Podróba. Musiał ją podmienić. 
Emma w wściekłości rzuciła wisiorem o ziemie. Usłyszała dźwięk tłuczonego szkła. 
- Nie. Nie. Nie. 
Powtarzała zaciskając pięści. Oszukał ją. Ten bezczelny złodziej, kłamca. Oszukał ją, Emmę Swan. Przeklęty. 
Pod wpływem impulsu wróciła do tawerny szukając wzrokiem oszusta. Oczywiście, fuknęła z złości - nie było go. Przeszukała jeszcze raz pomieszczenie i oczyma odszukała tylne wyjście. 
Szybko przedarła się tłum ludzi wybiegając za tył karczmy. Zobaczyła go jeszcze. Złodziej nie spieszył się, obrócił się w stronę Emmy i posłał jej jeden z tych swoich chamskich uśmieszków. 
Bezczelny, wyrzuciła w myślach Emma, przysięgam w swojej dobroci, przynajmniej złamie mu nos. 
Już miała krzyknąć, podbiec, kiedy zauważyła wychodzący z mroku cień, zarys jakieś postaci, która wyszła na przeciw jej oszustowi. Bez zbędnych pytań on, bo to był na pewno mężczyzna, stwierdziła Emma, przywalił mu w twarz na tyle mocno, że złodziej zatoczył się do tyłu i upadł na ziemie. 

Zamarła. Była zaintrygowana tym mężczyzną kryjącym się w cieniu, a za razem czuła już, że jest na niego wściekła - za to, że odebrał jej całą przyjemność w przywaleniu temu bezczelnemu handlarzowi. 
Podeszła do nich bliżej, na wszelki wypadek trzymając dłoń na rękojeści miecza. Wtedy zobaczyła, że sytuacja uległa małej zmianie. Teraz złodziejem nie był już jej niedoszły znajomy z karczmy, lecz dziwny cień, który pojawił się nie wiadomo skąd i nie wiadomo po co. 
Emma nie poznawała go, a może powinna? Nie ważne. Najważniejsza była dla niej buteleczka z magiczną fasolką, którą na jego nieszczęście trzymał w ręku. 
- Hej! - krzyknęła Emma nareszcie zwracając na siebie uwagę ich obu. - Ta buteleczka jest moja. 
- Nie sądzę - odparł tajemniczy mężczyzna wychodząc z cienia, bliżej ku Emmie.  
Emma po raz pierwszy przyjrzała mu się dobrze. Miał ciemne włosy, przystojną twarz na której igrał szelmowski uśmiech. Ubrany był na czarno, w skórzany płaszcz, może więc dlatego z daleka wydawał się być jedynie nierzeczywistym cieniem błądzącym pośród nocy. Mimo to coś jeszcze przyciągało uwagę. To coś, co trzymał w ręce i co odbijało światło księżyca. Ale nie... to chyba był hak... i nie trzymał go w dłoni, bo po prostu jej nie miał. 
Odetchnęła unosząc głowę do góry, nie mogła pozwolić, by zbliżył się do niej zbyt blisko. Wyciągnęła miecz. 
- Kupiłam tą cholerną fasolkę - odezwała się przyjmując pozycje do walki, kątem oka zauważyła jak handlarz z tawerny ucieka oglądając się na nich. - Potrzebuje ją. Więc oddaj mi ją, albo walcz ze mną. 
- Oszukano cię i niestety, moja piękna pani, rozczaruje cię, ale nie oddam ci tej cennej buteleczki. Tak się składa, że potrzebuje jej bardziej od ciebie. 
Swan prychnęła pogardliwie, nie zamierzała się poddawać, wciąż trzymała przed sobą swój miecz. 
Nieznajomy z nieokreślonego powodu zamiast odejść, czy walczyć podszedł do Emmy. Nie przejął się trzymaną w jej dłoni bronią - zbliżał się, tak że ostrze miecza naparło na jego hak. Teraz choć przestrzeń pomiędzy nimi była niewielka, wciąż dzielił ich miecz skrzyżowany z hakiem. 
Emma opanowała drżenie wywołane przez jego nagłą i niebezpieczną bliskość. Jej wzrok zapatrzony w skrzyżowane bronie przeniósł się w górę. Tam napotkała jego mroczne spojrzenie, za którym kryło się zbyt wiele emocji, by Emma mogła je tak łatwo zinterpretować. 
- Kim jesteś? - zapytała mrużąc oczy, pchnięta dziwnym impulsem.
- Killian Jones - przedstawił się - ale większość nazywa mnie barwniejszym imieniem... Hook. 
Emma odskoczyła. Wzięła głęboki oddech, była zła na siebie, że straciła kontrole, lecz bardziej wściekła była na niego. 
- Captain Hook? - Skojarzyła od razu księżniczka. - Pirat. 
- Do usług - odparł Hook robiąc delikatny ukłon w stronę Emmy. 
Dziewczyna prychnęła złośliwie spoglądając na jego hak w miejscu, gdzie powinna być ręka. 
- Oczywiście, mogłam się domyślić - powiedziała lekceważąco. Złość dodawała Emmie wiele uroku. - Wam, piratom, zawszę brakuje jakieś części ciała? Jednoręki, jednooki, drewniana noga... Hm? Ta magiczna fasolka jest moja. Więc walcz ze mną, chyba, że brakuje ci jeszcze innej części ciała... by być prawdziwym mężczyzną. 
Hook spojrzał na Emmę uśmiechając się kącikiem ust. 
- Chcesz, możemy się o tym przekonać? 
Lecz Swan nie zwracała uwagi na słowa, raczej na jego ruchy, w których jak spostrzegła starał się zamaskować, że zawiązuje rzemyk z magiczną fasolą u swojego pasa. 
A więc tak, pomyślała postanawiając schować miecz. 
Bez namysłu znalazła się przy Killianie obdarowując go pięknym, niewinnym śmiechem. Otoczyła go wolnym krokiem, stając lekko za nim, musiał obrócić głowę, by spojrzeć w jej oczy. A jednak nie sprawiał wrażenia niezadowolonego. 
- Proszę - powiedziała Emma pokazując swoje nowe oblicze, zmysłowe, lecz nie uległe, choć prosiła robiła to dumnie. - Ja naprawdę potrzebuje tej fasolki.
- Jest zbyt cenna, nawet jak dla ciebie - odparł Hook pragnąc rozszyfrować tą niezwykłą kobietę. 
Emma wstrzymała oddech przysuwając się do niego. Killian cofnął się zaskoczony, lecz szybko napotkał opór ściany. 
- Proszę - powtórzyła i naprawdę bardzo trudno było odmówić, kiedy jej zielone oczy wpatrywały się tak intensywnie, kiedy była tak blisko. Otworzyła usta zbliżając się coraz to mocniej do niego, czuł jej słodki oddech, prawie jej usta na swoich. Zahipnotyzowała go całkowicie i wtedy odeszła, jakby rozpływała się powietrzu. 
Killian potrzebował chwili, by wrócić do realnego świata, by zapomnieć o pragnieniu poczucia jej ust na swoich. 
Potrząsnął głową podświadomie sprawdzając buteleczkę, którą zawiązał rzemykiem u pasa. 
Coś było nie tak. Zaczął to sprawdzać niedbale, w końcu z złości wyrwał rzemyk od pasa. Nic na nim było, żadnej buteleczki, żadnej przeklętej, święcącej fasoli.  
Nie wiedział jakim cudem obwiązała buteleczkę od sznurka, ale zrobiła to. Nie wiedział nawet jak się nazywała, choć może wyglądała znajomo. Czyżby spotkał ją wcześniej? Nie pamiętał. Odkąd stracił Milah, inne kobiety nie miały dla niego znaczenia. 
Zaśmiał się z własnej głupoty. Rzucił rzemykiem o ziemie, jak jeszcze parę minut temu oszukana Emma. Role szybko się odwracają. 
Zaczął biec mając nadzieje, że ją jeszcze dogoni, lecz ujrzał jedynie jak puszcza się galopem na swoim białym koniu. 
Emma obejrzała się za nim z szerokim uśmiechem. 
- Powodzenia, piracie! - krzyknęła zadowolona trzymając w dłoni swoją cenną zdobycz. 
- Jedź - odkrzyknął za nią Hook. - Ale wiedz, że i tak się znajdę, choćbyś ukryłaś się w najbardziej zapomnianym z światów. 
Hook słyszał jeszcze jej kolejne złośliwe prychnięcie, a potem nieznajoma zniknęła pozostawiając go samego pośród srebrnego blasku księżyca. 
Odpowiedź na dręczące go pytanie przyszła nieoczekiwanie. 
- Swan... Emma Swan - wyszeptał z zadowoleniem i bez zmartwień ruszył przed siebie.

***

Witam po pierwszym rozdziale. Jestem ciekawa, co o nim sądzicie. Będę z Wami szczera, kocham komentarze! Więc jeśli to czytacie liczę choćby na słówko od was. To mnie strasznie motywuje do pisania i wymyślania, co raz to lepszych historii. Skoro to chwila szczerości muszę Was uprzedzić. Otóż chyba nie potrafię pisać krótkich rozdziałów... nie za bardzo wiem cz do dobrze, czy źle - sami oceńcie. Pisząc scenę w karczmie nie wiem czemu skojarzyła mi się ta scena z Shreka 2 - kiedy ojciec Fiony wchodził do tawerny, gdzie spotkał Kota w Butach. Pamiętacie? Od razu musiałam dorzucić do opowiadania ponurą grę pianina 9 piosenka ta jest w odtwarzaczu. 
Pozdrawiam, a na koniec...
Mam dla Was zagadkę: 
Koń Emmy nazywa się Maximus. Jaką bajką - ja - inspirowałam się nadając mu to imię? 
Jeśli zgadniecie w pod następną notką pojawi się skromna tapeta mojej roboty z Captain Swan.

8 komentarzy:

  1. Maximus jest to koń zainspirowany koniem królewskim z bajki Zaplątani :D to dobrze że rozdziały są długie, naprawdę świetnie się je czyta oby tak dalej :D kocham twoje opowiadanie :D jest wspaniałe :D czekam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak!! :) To z Zaplątanych, moja ulubiona bajka więc zapewne nawiązań do niej będzie jeszcze więcej :)

      I dziękuje bardzo :)

      Usuń
  2. To opowiadanie jest jak na razie genialne! Do tej pory czytałam fanfiki, które sztywno trzymały się fabuły serialu. Wreszcie coś ciekawego!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nic tak nie potrafi motywować jak Wasze komentarze! :) Dziękuje! Jeszcze dziś zabieram się za kolejny rozdział.

      Usuń
  3. Nie mogę się doczekać następnego rozdziału! Świetny pomysł i wykonanie! :D

    OdpowiedzUsuń
  4. To opowiadanie jest niesamowite! Uwielbiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuje i zapraszam do czytania dalszych rozdziałów! :)

      Usuń