wtorek, 30 sierpnia 2016

XII. Krew z mojej krwi


Duszne powietrze wpadało do płuc niepoprawnej księżniczki i bezczelnego pirata. Oddychali ciężko i czuli się oszołomieni. Wszystkim. 
Sklepienie grobowca było niskie i brudne, oblepione z rzadka paskudnymi pajęczynami wplątującymi się we włosy. Zewsząd docierał do ich nozdrzy zapach stęchlizny i mokrej ziemi. Ale nie to było wcale najgorsze, podziemny szyb tworzyły ściany z polnego kamienia i choć wydawały się one stabilne przyprawiały o zawroty głowy. Pewnie gdyby nie światło bijące od ognia pochodni wędrówka przez wąski korytarz byłaby szaleństwem, a przynajmniej dużym krokiem w jego stronę. Już samo zejście było śmiertelnie niebezpieczne. Szyb znajdował się niedaleko morza oraz strzelistych klifów, każdy więc krok w mniejszym lub większym stopniu zdawał się naruszać sekretną konstrukcje grobowca. W sekundzie wyczekiwany cel podróży mógł okazać się ich bezsensownym końcem. 
Emma poczuła jak serce przyśpiesza rytmu, a dłonie zaczynają się nieprzyjemnie pocić. To ona prowadziła cichą wędrówkę, to była jej misja. Nie jakaś złodziejska wyprawa rabunkowa po skarb, ani nie bezmyślna, młodzieńcza zabawa. Miała uratować swoją matkę z objęć śmierci i tylko to się liczyło. 
Hook był równie milczący, jak ona od czasu gdy po raz pierwszy ujrzeli namacany znak istnienia Nathaniela, pierwszego poszukiwacza Wody Życia sprzed wieków. To nie mógł być przypadek. To wszystko nie mogło być zrządzeniem losu. A oni? Emma i Hook? Czy spotkanie tych dwojga było przypadkowe? 
Zbyt dużo było zbieżności. Nathaniel poszukiwał Wody Życia aby ocalić ojca, Emma zaś matkę. Oboje byli równie wyjątkowi, tak że można by rzec - magiczni. Wyrwali serce swym rodzicom i naprzeciw ostrzeżeniom innych rzucili się wir przygody. Jaki był koniec Nathaniela? Jaki będzie koniec Emmy? I co w tym wszystkim robi pirat? 
Kapitan kompletnie nie pasował do całości obrazka. Lecz jednak był tam, tuż o krok za jasnowłosą księżniczką. Tak blisko, że Emma aż słyszała jego powolny oddech i szelest skórzanego płaszcza. 
Uśmiechnęła się pod nosem. Nie musiała na niego spoglądać, by wyczuć jaki wyraz twarzy ma w tej chwili. Był zmieszany. Z lękiem zdała sobie sprawę ile czasu spędziła z nim wspólnie. 
- Coś cię niepokoi? - zapytała wprost. 
- Nie wiem, a ciebie? 
Wzruszyła ramionami i odparła. 
- Grobowiec nie może być duży, więc za chwile dotrę do celu swej podróży. Wszystko idzie zgodnie z planem. 
- Pewnie - mruknął Hook na odchodne. - Mam pytanie. Co zamierzasz dalej? 
- Jak będę miała Wodę Życia? Uzdrowię matkę, znajdę jej serce, które wyrwałam i które ktoś ukradł i... - przerwała. 
- Pokręcona historia po której będziesz żyła długo i szczęśliwie w zamku? 
- Tak - odszepnęła. - Wszystko wróci do normy - powiedziała w końcu głośno. 
- No więc - Killian podniósł zadziornie głos. - Będziesz za czymś tęsknić? 
- Za ciepłymi wieczorami na morzu - przyznała. 
- A czy za kimś? - dopytywał. 
Emma odwróciła się w jego stronę i uśmiechnęła się kącikiem ust. 
- Może - odparła i ruszyła dalej przed siebie. 
Hook uśmiechnął się smutno w półmroku. Czy będzie tęsknić za piratem i kłamcą, który spiskuje z jej największym wrogiem? Za tym kto okłamuje ją z każdą godziną wspólnie spędzonego czasu coraz bardziej nikczemnie. 
Nawet w tym momencie. 
Nie wiedział gdzie jest magiczne źródło Wody Życia, bo tylko Emma mogła go odnaleźć. Tego właśnie pragnęła Cora, która jedynie zmotywowała Wybawicielkę aby rozpoczęła poszukiwania tajemniczej Mocy w przekonaniu, że postępuje słusznie, czyli jak bohaterka. 
Ale Hook wiedział, tak jak i wiedziała wiedźma, że Wody Życia nie odnajdą w grobowcu Nathaniela. Spacer po tym jakże mrocznym i smutnym miejscu nie miał żadnego sensu i to gryzło kapitana najbardziej. 
W środku duszy Killiana Jonesa pojawiło się dawno utracone uczucie troski o drugiego człowieka, nie - tak naprawdę tylko o Emme. Ta niezwykła kobieta roztaczała wokół siebie mury, za których przebijało kuszące światło dające ukojenie dla zbolałego, czarniejącego przez wieki serca Jonesa. 
Lecz on był zdrajcą nie zasługującym, choć na jej odrobione. 
Dalej, dalej... w dół ku czeluści mroku duszy, ku kłamstwom i dalej krok w krok za Emmą w głębiny grobowca Nathaniela gdzie zostaną wszyscy poświęceni nadziei, tej nigdy nie spełnionej, gdyż po prostu za bardzo się bali. 
Podziemia wcale nie były duże, choć mogłoby się wydawać, że Emma i Killian są już tam całą wieczność. Jednakże czas rozwiązania zawsze prędzej czy później nadchodzi. 
- Widzisz to, co ja? - zapytała Swan. - To pomieszczenie na końcu?
- Tak - przyznał i nabierając powietrza w płuca nagle wyciągnął dłoń zaciskając ją na ramieniu Emmy. - Zaczekaj, chce ci coś powiedzieć. 
- Teraz? 
- Posłuchaj mnie. Tutaj niczego nie znajdziesz - oznajmił z powagą, która przeraziła Emme. - Nic tu nie ma - powtórzył. 
- Nie rozumiem! Dlaczego mi to mówisz? Co to ma znaczyć... - słowa wypływały z jej ust. 
- Po prostu to wiem. Myślę, tak bo... nie wydaje ci się, że mógł tu być ktoś przed nami? Takie miejsca przyciągają złodziei. 
- Więc twoim zdaniem z tego powodu mam odwrócić się, odpuścić i patrzeć jak moja matka umiera. 
- Swan! 
- Milicz i jak chcesz odejdź. 
⚔ ⚔ ⚔ 

Na końcu korytarza znajdowało się ciemne pomieszczenie, niewielka komnata o prostokątnym kształcie. U jej ścian przymocowane były drewniane belki, które tworzyły coś na wzór regałów. Emma w świetle zauważyła leżące na tychże półkach skrzynki, a w kącie jedną większą. Po środku stał zaś pokryty kurzem i pajęczynami stół. To wyglądało jak opustoszała... spiżarnia. 
Emma znalazła tuż przy ścianie metalową obręcz, na której zawiesiła pochodnie i podeszła do stołu dotykając delikatnie jego brudnego blatu. Pustka. Wszędzie. To miejsce zostało wykorzystane i zapewne doszczętnie splądrowane przez ludzi. Czy coś tu pozostało? Obiecywała sobie, że brak wskazówki jej nie rozczaruję, nie sprawi że się podda.  
Lecz oddech utkwił w jej płucach i nagle tknięta paniczną myślą odrzucała trzymaną ławę przed siebie. W komnacie rozległ się głuchy trzask łamanego drewna, gdy mocne krawędzie uderzyły o deski regału. 
Mglista zasłona kurzu uniosła się, a kiedy ponownie opadła Emma dostrzegła wystający z ziemi kamień. Ukucnęła i dotknęła go. Był pęknięty wpół, naderwany z każdej strony. 
Zawiedziona podeszła następnie do skrzyni szarpiąc się z jej wiekiem. Przez łzy cisnące się do oczu nie wiedziała wiszącej kłódki, aż nagle ktoś bez uprzedzenia odsunął ją na bok. To był Killian, który sam zaczął uderzać swoim hakiem o zamek dopóki nie pękł. 
Otworzyli skrzynie w milczeniu, macając każdy jej kąt, lecz było to bezcelowe. W końcu Swan otrząsnęła kurz z swych spodni i podniosła się. 
- Miałeś racje - głośno oznajmiła stawiając wolne kroki ku wyjściu. 
- Tak - odszepnął Hook zaciskając zęby. - Przykro mi. 
Emma była przy wyjściu, gdy niespodziewanie wróciła się. 
- Nie twoja wina - wydusiła, ale tak trudno było wytrzymać. - Och! Przeklęty los! - krzyknęła upadając na kolana niemalże na wystającym kamiennym nagrobku, instynktownie wyciągnęła przed siebie ręce łapiąc wyszczerbiony kamień.  
- Swan - Hook rzucił się jej na pomoc. Zabrał jej dłonie do siebie. - Krwawisz. 
- To nic - mruknęła wyrywając ręce z jego uścisku. Czuła tępy ból, ale on był niczym w porównaniu z traconą powoli nadzieją. Ciepłe stróżki krwi wędrowały po liniach na jej dłoni i kiedy minął szok oraz napięcie zaczęły powoli, jedna za drugą kapać na ziemie. 
Czerwona kropla, czerwone kap, kap - wydawało się, że słychać jak upadają, jak wybijają nierówny rytm, by potem rozpłynąć się. Tak? Nie? Tak. 
One niknęły, ulatniały się, a może wchłaniały w kamienne płyty? 
- Co się dzieję? - zapytała Emma. 
- Nie mam pojęcia - odpowiedział jej pusto Hook, był wciąż pochylonym obok. 
Znikły wszelkie ślady krwi z ziemi, a po chwili znikła także kamienna posadzka ukazując małą wnękę. 
Po pomieszczeniu rozniósł się śmiech Emmy, która bez zastanowienia sięgnęła do wnętrza skrytki i wyciągnęła z niej oprawioną w czerwoną skórę książkę. 
- Wiesz to zabawne - zaczęła, lecz Hook odpowiedział jej powątpiewającym spojrzeniem. - Mam podobną skrytkę w swoim pokoju, tylko mniej magiczną - dodała. 
W głowie kręciło się od nadmiaru emocji, lecz mimo to na jej ustach zagościł najpiękniejszy uśmiech. Wzroku nie można było od niego oderwać. 
Gdyby miesiąc temu wynikło podobne zdarzenie kapitan Hook byłby już pięćset metrów dalej z butelką rumu, która skutecznie pomogłaby zapomnieć o magii oraz o jej uśmiechu. Jednakże dziś pozwolił Emmie wesprzeć się na swoim ramieniu, by wraz z nią obejrzeć niewiarygodny skarb. 
Swan przy blasku pochodni rozpoczęła kartkowanie. Robiła to tak szybko, że jej umysł wychwytywał tylko wyrwane z pełnych zdań słowa. 
Nadszedł czas na pożegnanie...
...roztrzaskało mój świat. 
Wciąż pamiętam... widok serca ojca. 
Straciłem. 
...byli moi bracia... pochłonięci...
Czas stanąć przed strażnikami... wygłodniali od wieków strzegą bram. 
...sam. 
Brak... sił... tęsknie za światłem. 
- To jego dziennik, to opis całej podróży poszukiwacza - powiedziała Emma nie odrywając wzroku od księgi. 

Strumień światła wlatywał przez otwór grobowca. Pierwsza schody ku niemu pokonała Emma. Wspinanie się na powierzchnie było trudniejsze, tym bardziej że ramie wciąż było obolałe po przygodach na Jolly Rogerze. Wylądowała więc niezdarnie na ziemi z cichym jękiem, jednakże obchodziła ją tylko trzymana w objęciach księgę Nathaniela. 
Odnalezienie dziennika zdawało się było lekkim podmuchem wiatru pod skrzydłami - wiatru, który nagle zniknął z chwilą gdy księżniczka uniosła wzrok i napotkała dwa łuki naprężone i wycelowane prosto w jej klatkę piersiową. 
Skamieniała, lecz nie ze strachu. 
- Swan, jesteś tam? - zawołał Hook wydostając się na powierzchnie. W przeciwieństwie do Emmy jego wzrok od razu napotkał wycelowane, teraz także w niego strzały. 

Dwa dni pisania, jeden dzień korekty i prawie dwa miesiące przerwy. Takie rzeczy tylko u mnie. Lecz wena mi padła jak nigdy i nie potrafiłam się nawet zmusić do pisania. Niestety bywa, wybaczycie mi? Rozdzialik nawet wyszedł, jak myślicie? Mam skłonności do patetycznych akapitów i zachowań, to wszystko przez muzykę jaką słucham gdy piszę! Jakieś opinie - złe - dobre - komentujcie śmiało, zawsze odpowiem przyjmując krytykę lub pochwałę. A przy okazji od października zaczynam studia nad historią! Ale jestem tym podekscytowana! Dobra, już znikam, tak więc do zobaczenia!  

niedziela, 3 lipca 2016

XI. Niebezpieczny pirat


Emme Swan obudziło skrzeczenie mew w oddali, natarczywe światło przedzierając się przez powieki, kujące w oczy. Co dzieje się wokół? Co działo się kilka godzin temu? Tkwiła pomiędzy światem sennej otchłani a rzeczywistości. 
Czas się obudzić księżniczko, wydawał się wołać głos z oddali.
Lecz nie teraz, mówił na przekór zmęczony umysł. Pragnął on pozostać w błogim stanie niewiedzy.
Obudź się. Po co? Ach, czemu te cholerne ptaki nie ucichną? A ten głos? Ten ból, coraz intensywniejszy. Zdaje się, że wystarczy jeden ruch by zostać rozerwanym na strzępy.
Ramie szczypało i rwało, mięśnie odmawiały posłuszeństwa.
Koniec. Emma zerwała się zaciskając pięści, były pełne złocistego piasku. Otworzyła oczy.
- Wstała, księżniczka - powitał ja zirytowany głos kapitana Hooka.
Nie wiedziała dlaczego, ale zapragnęła przezwyciężyć ból w całym ciele i rzucić mu prosto w twarz tę garść piachu, którą wciąż ściskała. Ale nie było na to czasu. Obejrzała się niepewnie, znajdowali się na plaży, to jasne - lecz gdzie byli dokładnie? Co oni tu do cholery robią? Razem.
Byłoby łatwiej skupić myśli, gdyby nie szarpiące ramie i ten irytujący ból w potylicy głowy. Zabawne, że to właśnie on przywrócił wspomnienia na swoje miejsce.
- Clarissa - Emma z cichym przerażeniem wypowiedziała imię morskiego widma. - Później Garett i twoja załoga.
- Tak, ale chyba należałoby powiedzieć "moja była załoga" - warknął Jones.
Emma nie pamiętała całości ataku, tylko strzępy. Radowała się pokonaniem Clarissy, gdy załoga zbudziła się z hipnotycznego snu. Przestraszeni, wściekli, a może po prostu chytrzy? - wykorzystali sytuacje i zaatakowali.
Emma dostała w głowę, straciła przytomność. Hook próbował uspokoić załogę, było to jedynym wyjściem, gdyż samotna walka przyniosłaby zgubę obojgu.
- Obwiniasz mnie? - spytała nie patrząc na niego, jedynie na horyzont morza, który nie nosił żadnych śladów ludzkiego istnienia. Jolly Roger odpłynął, pewnie z nowym kapitanem Garettem... było jej naprawdę przykro.
- Cholera Swan, straciłem załogę i statek! Jestem cholernym kapitanem i straciłem statek.
- Przepraszam - odpowiedziała sucho, na nic więcej nie było jej stać.
W chwili, gdy oboje milczeli Emma postanowiła opatrzyć swoja ranę - niepotrzebnie - ktoś zrobił już to za nią i dobrze wiedziała kto. Hook odmył ranę i przywiązał ją czarną szmatką, skrawkiem swojej koszuli. 
Podziękowała mu skinieniem głowy.
Właściwie to on tę ranę zadał, ale Emma nie chciała wracać do tych chwil. Były zbyt intymne, emocjonalne i zupełnie nie potrzebne im w tym momencie.
A Jones? Nie przestawał wpatrywać się w księżniczkę pragnąc być na nią zły, wściekły. Jeszcze nigdy przez kobietę nie stracił statku, najważniejszego miejsca w życiu pirata. Stał się bezdomny, jak podrzędny złodziejaszek. Tym go uczyniła ta piękna, zgubna księżniczka!
Lecz przecież nie mógł pozwolić jej zginąć, była zbyt cenna dla świata, zbyt droga... 
W co ja się wplątałem? Pytał Killian samego siebie odchodząc na parę kroków. Emma wciąż siedziała na piasku i jak mógł zgadywać także zbierała własne myśli. Powinienem w ogóle nie brać roboty od Cory, zapewne istnieje inny sposób na zemstę na Krokodylu niż szukanie Wody Życia. Dlaczego zachciało mi się igrać z magią. 
Kłopoty, kłopoty - podpowiadała intuicja przy ich pierwszym spotkaniu, ale Emma była taka hipnotyzująca, jej uśmiech i hardość ducha. Na statku myślał, że może ją uwieść, złamać - ale im bardziej próbował, tym bardziej zaniechiwał planów. To ona uwodziła jego.
Spojrzał na Emme ponownie, wciąż wyglądała pięknie pomimo wszystkiego, co przeszła. Nie, nie mógł tak myśleć, wziął głęboki wdech i zaczął sucho.
- Sądząc po tym jak blisko byliśmy celu będąc jeszcze na statku, to właśnie stoimy u brzegów krainy Moor. Tam gdzie chciałaś być, moja księżniczko. Ja dopełniłem swej części umowy, zabrałem ci do Moor. Teraz ty dopełnij swojej, oddaj mi magiczną fasolkę. Pójdę w swoją stronę, by odzyskać statek, a ty w swoją... po cokolwiek tu przybyłaś.
To będzie koniec, przyznał w duchu. Teraz jest koniec. 
Emma wzruszyła ramionami.
- Nie mam jej.
- Jak kto? - wyrwało mu się zbyt ostro, niczym syk.
- A widzisz gdzieś tu moje rzeczy? Wszystko zostało na statku. Fasolka była schowana pod materacem... - zacięła się - wiesz pryczy... - dodała, lecz z każdą sekundą traciła zainteresowanie kapitanem.
To coś rysującego się w oddali lądu przyciągało jej wzrok, zaczynało się tuż przy skarpie i schodziło dalej w stronę zielonych łąk - ruiny.
Grób Nathaniela. 
Emma poderwała się z nową energią, zaczęła biec. 
- Jak tylko wrócę do zamku wynagrodzę ci fasolkę... czym tylko, oczywiście w granicach... będziesz chciał    - mówiła bez ładu, nawet na niego nie patrzyła. - Jak się nie mylę, niedługo będziemy mogli tam się spotkać    - wyminęła go, na odchodne krzycząc. - Do zobaczenia, piracie!

☸ ☸ ☸
 Ruiny.
To mogło być wszystko. 
To było nieprawdopodobne.
Nawet jeśli się rozczaruje, nie ważne - dodarła aż tutaj i dotrze jeszcze dalej. 
Emma biegnąc w stronę pagórka wyobrażała sobie jak przytula mamę, jak mówi jej że wszystko dobrze się skończyło, tak jak zawsze wierzyła. Postanowiła także, że nie będzie robiła kłótni rodzicom o wydarzenia z dnia swoich narodzin. Zła królowa odeszła, a Cora jeśli takiej zapłaty pragnęła, to już ją otrzymała. Wycierpieli zbyt dużo, myślała nie wiedząc, że cała historia jeszcze się nie zakończyła, a wręcz to ona odgrywa w niej główną role. 
Na wzgórzu Emma zastała jedynie gruzy i niesamowity widok na morze, sentymentalny i pełen nadziei na lepszą przyszłość. Patrzała w kierunku swojego królestwa - nie - domu i czuła ból tęsknoty. 
Czyżby w tym samym miejscu stała ukochana Nathaniela witając nowy początek i żegnając smutną przeszłość? 
Emma obróciła się wokół własnej osi szukając punktu zaczepienia. 
Otaczały ją cztery kolumny, dwie z nich były przewrócone, a środek zdobiły nierówne kwadratowe płytki. Miejsce tak oddalone od ludzi, otoczone z jednej strony przez łąki i las, z drugiej przez morze. Czuła się niepewnie stawiając pierwsze kroki na kamieniach i jeszcze to uczucie, które mówiło jej, że odnalazła nareszcie... sens.
Tylko od czego zacząć? pytała szczęśliwa. 
- Swan! - usłyszała kłos kapitana. 
- Nie miałeś iść szukać szczęścia - rzuciła na odchodne nawet nie patrząc na niego.
- Oszukałaś mnie - powiedział z przekąsem. - Znowu. 
- Naprawdę chciałam oddać ci fasolkę - odrzekła obracając się, nagle wstrzymała oddech. Był tuż za nią, jakim cudem go nie usłyszała, gdy podszedł tak blisko. Zbyt blisko. Na jego ustach zagościł szelmowski uśmiech. 
- Taka była umowa - dodał Hook.
- Wiesz, jeśli to cię pocieszy, to nadal uważam cię za niebezpiecznego pirata. 
Emma odsunęła się przeczesując nerwowo swoje jasne włosy, nie powinna pozwalać mu się tak zaskakiwać. 
- Tak, miło mi, Swan, zważywszy na okoliczności, w jakich się znalazłem dzięki tobie. Czego tu szukasz? - zapytał przysiadając na zwalonej kolumnie. 
Emma powoli dosiadła się do niego, mięśnie wciąż bolały. 
- Mogłabym ci powiedzieć, ale czy mnie nie zdradzisz? 
Kapitan spróbował zaśmiać się, naprawdę? Czy nie zdradzał ją cały czas mając układ z Corą? Przecież to właśnie robił mimo coraz bardziej ciążącego poczucia winy. Emma prychnęła uważając śmiech za naigrawanie się z niej samej. 
- Słyszałeś o Wodzie Życia? 
- Niewiele - odpowiedział szeptem, był zaskoczony. 
Mówiła dalej, nie bez powodu. 
- Szukam jej, aby uratować mamę. Wiesz ja użyłam magii, by... - słowa wciąż grzęzły gdzieś w gardle, spojrzała na niego szukając zrozumienia, skinął głową. On wiedział, przecież nakrzyczała na niego wtedy przed karczmą, wylewając żale wraz z swymi sekretami. - Użyłam magii, by wyrwać jej serce. By móc ją uratować - mówiła pełna wiary w swoje słowa. - Woda Życia może ją uratować. 
- Chcesz znaleźć to tu? W Moor? 
- Tak - przyznała. - Woda Życia, to jedyny sposób, aby uratować resztki mojego dawnego życia. Wiem, kto jej szukał i być może zostawił jakieś wskazówki. 
- Skąd masz pewność? Skąd wiesz to wszystko - drążył temat Hook, przecież wiedział o wszystkim, nie musiał więc pytać. Chciał jednak wiedzieć, w jak wielkim niebezpieczeństwie postawiła księżniczkę jej własna wiedza.
- Przypadek, ale w naszym świecie nie ma przypadków. Sądzę, że nawet moja magia nie jest przypadkiem. Przepowiedziano, że zrobię coś dla królestwa i chyba już wiem co. 
Killian uśmiechnął się niepewnie, może zbyt nerwowo i wbił wzrok w ziemię. Pomyślał, że Emma jest pewna swego bliskiego, szczęśliwego zakończenia, ale Cora oszukiwała ją - ona szukała końca.
 Zmrużył oczy nie przestając przyglądać się płytą. 
- Coś jest nie tak - mruknął. - Emmo, sądzisz, że znajdziesz tu jakieś wskazówki? 
- Tu? - powtórzyła. - Wskazówki są w miejscu pamięci pierwszego poszukiwacza Wody Życia. Może to tylko zwykłe ruiny, ale... 
Hook podniósł się i przeszedł po płytach w pewnym momencie przystając.
Emma podeszła bliżej, ale odsunął ją. 
- Przynieś mi coś do podważenia tego - zawołał i przykucnął przy jednej z płyt. 
- Co? - wymsknęło się jej, ale zrobiła o co prosił. Po chwili wróciła z jedynym znaleziskiem, czyli niedużym, okrągłym kijem. - Może być? 
Skinął głową sprawdzając, czy drewno jest wystarczająco mocne. No cóż, powinno dać radę, pomyślał i zaczął siłować się z płytą. Poszło łatwo, nie tego oczekiwał. Wysunął płytę odsłaniając niewielką wnękę, choć na tyle dużą, by przepuściła człowieka. 
- To wejście i...  schody?
- Nie mylisz się, kochana - odparł posyłając jej szeroki uśmiech. 
Emma odwzajemniła go. 
- Przebiegły z ciebie pirat - powiedziała z uznaniem. 
- Niebezpieczny - poprawił ją. Emma prychnęła rozbawiona. 
Zapanowała cisza, Swan przykucnęła obok wnęki nie przerywając ich milczenia. Tym razem to ona znalazła się zbyt blisko kapitana. 
- Dziękuje - powiedziała z powagą prawdziwej księżniczki, a po chwili zastanowienia dodała. - Dlaczego tu jesteś? Dlaczego nie wyruszasz w podróż swojego życia? 
- Prędzej, czy później odzyskam statek - odparł powoli. - Na razie ty... zapowiada się doskonała przygoda z tobą. Idę pierwszy - zawyrokował. 
- Nie - zaprzeczyła twardo - jak powiedziałeś, to moja przygoda. 
Hook prychnął rozbawiony. 
- Dobra, jak sobie życzysz księżniczko - powiedział podając jej dłoń. 
Emma odetchnęła przyjmując jego pomoc, jednak nim to zrobiła spojrzała na niego myśląc, tym razem z pewna dozą obawy, że Killian Jones to prawdziwie niebezpieczny pirat, a ona... 
Nie myśl, działaj - poprawiła się - wykorzystaj chwile. 
Zeszła w dół po niewielkich kamiennych schodach. Było naprawdę ciasno i już po paru chwilach czuła się cała brudna. Martwiła się trochę o swoją ranę, dopiero co została opatrzona. 
Wędrowała macając ścianę i o dziwo szybko znalazła to, czego szukała. Zważyła pochodnie w dłoni, nie była zbyt zniszczona, powinna się jeszcze nadać. Czyżby los się odwrócił? 
Czuła, że Hook także zaczął schodzić w dół, pośpieszyła się więc stawiając pierwsze kroki na pewny grunt. 
- Ciemno - usłyszała za swoimi plecami jego głos, był obok. 
- Chwila - powiedziała przymykając powieki. Przesycone wilgocią i stęchlizną powietrze wpadło do jej płuc. Kiedy otworzyła oczy, pochodnia paliła się. - Magia - szepnęła nie pozwalając dojść do głosu żadnym negatywnym uczuciom, tylko nadziei. 
- Idziemy, Hook? 
Spojrzała na niego, zbyt intensywnie przypatrywał się ścianie. Co tam było? zastanawiała się podążając za jego wzrokiem. Podeszła bliżej. 
Nie wierzyła, musiała tego dotknąć. Jej palce zagłębiły się w wyżłobieniach tajemniczego napisu, który choć z trudem potrafiła odczytać. 
To było imię, Nathaniel. 
A pod spodem poświęcony nadziei. 


Krótki rozdział, ale zanosi się, że teraz właśnie będę takie pisała. Ogólnie jestem już tak w połowie ff, z moim tempem pisania pewnie za rok go zakończę ;) A wytrwałym, którzy już są ze mną rok dziękuje. Tak właśnie, za miesiąc mija mi rok bloga. Nie przewidywałam tak długiego pisania... cóż jak jest, tak jest.
A ja? Jakoś sobie żyje. Przez większość czasu pracuje, każda praca wymaga zaangażowania, a już praca dziennikarza szczególnie. Ja jako, że jeszcze nawet studiów nie zaczęłam, ani samodzielnego życia, mało o tym wiedziałam, zaznaczę ten użyty czas przeszły. Ale jest naprawdę ciekawie i stale uczę się czegoś nowego, tego właśnie chciałam. Dziennikarstwo super, lecz z studiowania historii nigdy nie zrezygnuje. Och, już kończę. Jeśli będą jakieś błędy w rozdziale, przepraszam, troszkę boli mnie głowa.
Do zobaczenia!
Ps. Za dwa rozdziały, będzie niesamowita scena!! W końcu jakaś konkretna!

wtorek, 14 czerwca 2016

X. Hej za burtę


 - Przestań, to nie pomaga - powiedziała Emma przyciszonym głosem. Chciała, aby wszystkie problemy przestały istnieć, jak przed chwilą kiedy pozwoliła mu na ten tak... nietypowy gest... na dotknięcia zimnego metalu haka z jej skórą.
Ale odnalazła w sobie siłę i odskoczyła od jego postaci na kilka kroków. Bezpieczna? Ściągnęła głos, by mieć w nim więcej władzy i oznajmiła:
- To nie pomaga w odnalezieniu sposobu na walkę z Clarissą. Proszę weź się w garść. 
Odetchnęła.
- Ale jest całkiem przyjemne - odrzekł lekko zmieszany Hook nie tracąc przy tym swojego poczucia humoru.
Jego uśmiech pozbawił Emmę pewności siebie, bez myślenia odparła.
- To był więc ostatni raz kiedy sprawiłam ci jakąkolwiek przyjemność, kapitanie - wstrzymała powietrze.
- Dlatego, że nie chcesz, czy dlatego że wiedźma ma chętkę na moje serce?
Prychnęła rozbawiona wracając do siebie.
- Jedno i drugie - odpowiedziała zirytowana. - Jakiś plan?
- Więc... co ty na to, żeby ją poćwiartować?
- Nie. To obrzydliwe - skrzywiła się. 
- Hm a twoja magia? - dodał wyraźnie niechętnie. - Skoro mojego miecza się nie ima, to może chociaż twojej magii?
- Nie.
I jak nieprzewidziany akcent rozległ się niski, męski krzyk i następny, zduszony ryk.
Oczywiście wiedzieli, że była to pułapka, ale co innego im pozostawało? 
Hook odsunął od siebie Emmę i ruszył w kierunku drzwi. 
- To co Swan? - uśmiechnął się z przekąsem odwracają głowę w jej stronę. - Gotowa na śmierć u mego boku?
- U twojego? Za żadne skarby świata - odparła i podążyła za swoim kapitanem.

⚓ ⚓ ⚓

Gabriel, mój dzielny małżonek nie żyje, powtarzała sobie w myślach dawna Clarissa tuż po pogrzebie. Cóż, na sam pogrzeb nie dotarła, ale to wcale nie przeszkodziło jej rozkoszować się wygraną. 
Nie każdemu udaje się zadrzeć i wygrać ze samą śmiercią. Clarissie przechytrzyła wszystkich, a cena? Ona wcale nie była wielka. Przecież ani serce, ani uczucia nie były jej kiedykolwiek potrzebne. 
Któż teraz odważy się związać z Clarissą? Kto? Jaki głupiec? Piękny czarny anioł pozostanie na zawszę wolny. Gabriel naprawdę sądził, że swoją obietnicą miłości zmiękczy jej duszę? Oczyści ją?
Dla Clarissy historia była prosta. Gabriel był gotowy za jej miłość umrzeć, dostał więc to czego pragnął najbardziej - najpierw ją, a potem śmierć. 
Mijały miesiące, a Clarissa nie odzyskiwała zdrowego wyglądu po przechadzce z zaświatów. Eliksir zadziałał, bo wciąż żyła, ale dawna uroda pełnej życia kobiety nie chciała powrócić. Zamiast zdobiących twarz rumieńców pozostała twarda i biała jak marmur skóra, a oczy? Na zawszę zdawały się być zimne, tajemnicze i mordercze zarazem. Coraz trudniej było utrzymywać pozory dobrotliwej córeczki. 
Odwieczna gra stała się wyzwaniem. 
Żal? O nie. Miała wszystko, czego tylko w życiu pragnęła. 
Jeszcze w miesiącach żałoby Clarissa wyruszyła w morską podróż by złożyć kondolencje rodzinie małżonka. Wyprawa na pełnym morzu przypieczętowała jej los. 

Dokładnie jak myślicie. Zburzone morze połączyło historie Clarissy sprzed laty i walkę Emmy Swan u boku swego nieokrzesanego pirata z hakiem zamiast dłoni.
Ciekawi kto zwycięsko wyjdzie z tej bitwy?

 Pokład opanowała nocna cisza zakłócona przez szum wody i delikatne fale uderzające o deski Jolly Rogera. Gdzie się podziały przerażające krzyki, które słychać było aż pod pokładem? Ucichły. Emma i Killian doskonale wiedzieli, że spokój jest jedynie zapowiedzią nadchodzącego sztormu.
Swan zacisnęła swoje dłonie przenosząc mimowolnie na nie twardy niczym stal wzrok, co jeśli rzeczywiście jedynym sposobem na wygraną będzie magia, jej magia, której tak mocno się obawiała? Wspomnienia, gdy trzymała serce matki były wciąż żywe. Zbyt bolesne.
Hook pierwszy spostrzegł ciche poruszenie na pokładzie, czyżby jego załoga była tutaj? Gdzie Clarissa? Plan, plan, plan... powtarzał w myślach. Emma pochwyciła jego spojrzenie, Hook odwzajemnił je lecz po chwili jego oczy rozwarły się szeroko.
- Uważaj! - krzyknął jednocześnie popychając Swan w bezpieczne miejsce. Obok nich przeleciała sylwetka rozpędzonego pirata z kordelasem w ręku.
- Garett - mruknęła Emma wciąż będąc w szoku.
Mrok. Naglę zgasły latarnie statku, ciemność i szum wody. W pełnej napięcia atmosferze wydawało się, że wyłonią się z przestrzeni nocy najgorsze straszydła, widma. Zamiast ich, oczom naszych bohaterom ukazała się w całej swej upiorności załoga otoczona krwistą mgłą.
Stojący blisko siebie Emma i Hook zapragnęli cofnąć się, uciec, lecz tym razem nie było dokąd.
- Nie zabijajcie ich - rozniósł się echem nieskazitelny, kobiecy głos Clarissy - Nie. Jeszcze nie.
- Co jest wiedźmo - zawołał Hook, a Emma powstrzymywała się by nie walnąć go w takiej chwili. - Podejdź. Chcesz to chętnie znów przebiję cię na wylot.
Clarissa przybyła więc krocząc wśród zaklętej załogi z wyciągnięta przed siebie dłonią, jakby była już gotowa by tylko położyć rękę na jego klatce i wyrwać z niej bijące serce.
- Och, możemy spróbować, moje słodkie pyskate trofeum. - Oboje nie spuszczali z siebie wzroku, Clarissa delikatnie musnęła jego ciało i dodała. - Ale potem ja zrobię dokładnie to samo i sięgnę aż do twego wnętrza - po to, co w tobie rwie się i wyrywa do walki, aby zniszczyć i uczynić cię mym zwycięstwem.
Emma wyszarpnęła się do przodu z drżącymi dłońmi, na wpół otwarte usta przymknęły się naglę.
- Śmiesz myśleć, że mnie pokonasz swą durną magią? Problem w tym, że ja już nie żyje. Nie wierzysz? Oczywiście księżniczko. Ty zawszę będziesz widziała tylko to, co sobie założysz... nie, co sobie uroisz, że jest prawdą. Pragnęłaś uratować nieszczęsną damę w potrzebie? Więc masz co chciałaś, więc teraz posłusznie zamknij oczy i idź dalej przez życie w kłamstwie i obłudzie.
Emma poczuła w ustach gorzki smak krwi z przegryzionej wargi. Czy właśnie to ma sobie poczuć chcąc uaktywnić moc? Gniew, złość, zawiść?
Pozwoliła by energia przepłynęła przez jej ciało, otwarła dłonie i wraz z okrzykiem furii wypuściła fale energii nacierającą w Clarisse. Lecz Clarissa? Ona zatrzęsła się nieznacznie pod naporem magicznej fali.
- Nieźle, złotowłosa księżniczko. - Emme otoczyli piraci obezwładniając ją. - Pozwól, że teraz ja trochę się zabawie, co kapitanie?
Zwróciła się do niego, a kiedy podeszła bliżej Hook nie namyślając się przebił jej ciało swoją jedyną na ten moment bronią - hakiem. Nie poddając się wyszeptał do niej.
- Wydaje się jakbyś była otchłanią, pustą i czarną, dokładnie jak miejsce gdzie powinno leżeć twe serce.
- I tu masz absolutną racje, kapitanie - odrzekła z prawdziwie złowieszczym błyskiem w oczach i rysującym się złośliwym uśmieszkiem na twarzy. Pewnym ruchem wyciągnęła z siebie rękę z hakiem, nawet nie okazała śladu bólu.
Była jedynie widmem.

⚓ ⚓ ⚓

 Podróżowała oparta o barierę statku. 
- Clarisso. Twoje wnętrze jest otchłanią, ciemnością - tam gdzie powinno leżeć twe serce. Nigdy nie sądziłem, że wypowiem takie słowa o własnej córce, ale sprzedałaś własną duszę, by zemścić się na człowieku, który tylko chciał twojego szczęścia. 
Nim spojrzała w oczy ojca dotknęła swego serce chcąc wyczuć jak wybija choćby nierówny rytm... nie biło... 
- Takie są zasady gry, drogi tatku - odparła Clarissa. 
- Nikt nie kazał ci w niej uczestniczyć... gdybyś chociaż miała powód... 
- Miałam powód, wciąż go mam. Chce zwyciężać... nie, ja już zwyciężyłam.
- Nie, nie pozwolę ci na to. Nie wiem w którym momencie straciłem córkę, chciałem widzieć w tobie wyłącznie dobro, choć rozum podpowiadał inaczej. Chciałem być ślepy, bo nie mogłem pojąć byś była zdolna uśmiercać, ale to robiłaś, prawda? To co stało się z Gabrielem przelało czarę. 
- I co zrobisz? Teraz to ty mnie usuniesz? 
- Powiem ci prawdę - odparł ojciec czując się teraz jak najstarszy człowiek na świcie, brakowało powietrza. 
- Jaką prawdę?
- Że twoje poświęcenie... własnej duszy poszło na marne. 
Clarissa spojrzała na ojca martwymi oczami, podeszła bliżej. 
- Nie pozwoliłem Gabrielowi umrzeć, widziałaś jedynie dobrze wykonany fortel. Nie umarł, bo nie zasłużył na cierpienie. 
- Będzie cierpieć! - wrzasnęła Clarissa nie bacząc na nic, swoje dłonie zatopiła w klatce ojca. 

- Już dawno na bezkresnych wodach nie wyczułam tyle potencjału jak na tym statku - rozbrzmiewał zimny głos Clarissy. Teraz to ona dominowała na pokładzie, podczas gdy zarówno Hook i Emma byli przetrzymywani przez zahipnotyzowaną załogę na jej rozkazach. - Poczucie wartości zakłamanej bohaterki, które z przyjemnością złamie i serce przeklętego mężczyzny, który zniewolił nie jedną kobietę uczynniając z niej zabawkę. Tak się nie robi, kochany - zagadnęła. - Serce kobiety powinno być wolne.
- To szaleństwo! - uniosła się Emma. - A ty jesteś przeklęta, wszystko co powiedziałaś było kłamstwem, grą. Kto pozwolił tobie tak surowo oceniać innych?
- Ponieważ mogę! - wykrzyczała. - Zrobię wszystko, by zniszczyć was wszystkich. A on będzie cierpieć! - Złowrogie spojrzenie wbiła w postać wyprostowanego i gotowego na wszystko kapitana. - Za wszystko, za waszą miłość i poświęcenie, nienawidzę tego! Waszego zakłamania... - wysyczała. - Tylko ja miałam odwagę by być w życiu tym, kim naprawdę pragnęłam być. A wy? Ile zła kryje się w waszych sercach? - Zakończyła Clarissa podchodząc do Hooka i zatapiając w jego ciele dłoń.
Z gardła wydobył się ryk bólu, jego powieki zamknęły się. Delikatność nie była w naturze czarnego anioła. Tak, wreszcie miała jego serce, bijące czerwienią i z miejscami przysłoniętymi wirującymi plamami.
- Nie... - szepnęła Emma.

⚓ ⚓ ⚓

 - Nie zabrałam duszy Gabriela, to zabiorę setki innych. Będę przekleństwem wszystkich mężczyzn, którzy uważają, że potrafią zniewolić kobietę. Wyrwie im serca i będę rozkoszowała się ich upadkiem. 
Rozpętała się burza - nie - piekło. 
Trzymała w dłoniach serce ojca, ale wciąż nie wierzyła. Przynajmniej pewna cząstka jej, która jeszcze nie została pochłonięta przez mrok, reszta pragnęła już tylko niszczyć. 
- Gabriel żyje? - zapytała przekrzykując sztorm, który wydawało się sama wezwała, aby roznieść na strzępy cały statek. 
- Żyję - wydusił ojciec. - Nigdy już nie zejdziesz na ląd i nigdy go nie dosięgniesz. 
- Więc przeklinasz mnie? Własną córkę? - zapytała bez śladu emocji ściskając mocniej jego serce. 
- Nie córkę... - wyszeptał bez mocy - ...tylko mrok który ją ogarnął. 
Tak ostatnim ludzkim wspomnieniem zostało uczucie - uczucie jak popiół z serca ojca prześluzuję się pomiędzy palcami. 
Potem? Grzmoty, ulewny deszcz i ludzie, którzy próbowali ją skrzywdzić. Ranili ją, a ona wyrywała im serca, jedno po drugim jakby znaczyła ścieżkę samej śmierci. 
Niszczyła. Była na dnie, patrzyła martwymi oczyma na świat, który był jakby taki sam, tylko bardziej mroczny, rozpływający się. Gdzie miejsce ukojenia? 
Spojrzała na wzburzone wody z wraku statku i skoczyła zatapiając się w niezbadane głębiny. Tam gdzie fale będą ukojeniem. Takie słodkie, takie zimne.
Jej dłonie zaciskały się pod wodą, czarne włosy rozpływały się pomiędzy wzburzonymi falami. 
Nie ma ukojenia, jedynie pragnienie zemsty. 

Emma doskonale pamiętała moment, gdy wyrwała serce matki. Miała wtedy w dłoni nie tylko jej życie, ale również wszystkie pragnienia, marzenia i obawy. Wszystko. Uświadomiła sobie, że śmierć przez zniszczenie czyjegoś serca jest najokrutniejsza oraz taka prosta. Wystarczy zacisnąć dłoń i poczuć nienawiść. 
Clarissa miała tyle nienawiści, miała serce Killiana Jonesa w dłoniach.
Swan zapragnęła uwolnić się z niekończącego się kręgu zawiści.
- Przykro mi - powiedziała Emma przyciągając uwagę Clarissy. - Opowiadałaś o tym jak się czułaś, że zawsze byłaś odtrącana.
- Może tylko się tobą bawiłam? 
- Może - powtórzyła Emma głucho. - Ale mówiłaś szczerze, wiem to. 
- Kapitanie - rzuciła Clarissa głosem wypranym z emocji. - Rozkazuje. Zabij naszą dzielną bohaterkę.
Miała go we władaniu, na każde polecenie.
Jeden z członków załogi rzucił do ręki Killiana szpadę, on złapał ją kręcąc głową, bronił się - na nic.
- Zabij ją!
Przeniósł spojrzenie na uwolnioną Emme, w jego oczach kryło się tyle bólu. Nie mogąc uwolnić się spod władania widma zaatakował Swan tnąc powietrzu tuż obok niej, była jak ofiara czekająca na drapieżnika. 
- Killian - szepnęła Swan. - Nie chce cię skrzywdzić.
- A gdzie się podziało "piracie"? - Podburzała Clarissa. Hook zaatakował z zwiększona siłą natarcia. - No dalej Emmo Swan, broń się. Przecież nie zaryzykujesz własnego życia dla jakieś bandyty. 
Emma zachwiała się unikając po raz ostatni cięcia kapitana. Broń się, uciekaj - zbyt długo jej życie polegało wyłącznie na tym.
Nie mogła więcej tak postępować, zmusiła ciało by wyprostowało się dumnie - jaka była tego cena? 
Najpierw poczuła lodowane zimno, a potem zalewającą fale piekielnego gorąca. 
Ramie, choć draśnięte natychmiast spłynęło szkarłatną krwią. 
Nie potrafiła. Upadła przetrzymując krwawiąca ranę, zaciskając mocno powieki. Może nie chciała ich otworzyć? 
Lecz zrobiła to i ujrzała załogę, jak stado duchów czekającą na jej egzekucje - katem był Hook. Stał nad nią, ale to nie była jego wina, nie miał przecież żadnego wyboru. Prawda?
Killian uniósł błyszczącą stal nie przestając wpatrywać się w jej krew powoli przeciekającą przez palce.
Jeden moment, gdy spotkały się ich spojrzenia, chwila przed zamachem i nagły paraliż. Szpada bez żadnego ostrzeżenia wypadła z jego ręki obijając się o pokład z głuchym echem. 
Emma wychwyciła konsternacje Clarissy. Wtedy zobaczyła, że jednocześnie z ostrzem z jej rąk wypadło serce Jonesa.
To był odruch, rzuciła się osłaniając niedoszłe trofeum przed upadkiem, złapała w ostatniej chwili. Znów miała ludzkie serce w swojej władzy, lecz tym razem było inaczej. Uśmiechnęła się do Hooka, po czym podbiegła do niego niezdarnie przywracając mu serce. 
Czy było w tym coś magicznego? Nauka zaufania, próba pokonania własnych słabości, uprzedzeń. Tak. Widocznie to jest magiczne.
Clarissa zatrzęsła się nie odrywając wzroku od Emmy i Killiana. Powoli bez słowa zaczęła cofać się aż znalazła się przy barierze.
W jej ostatnim spojrzeniu kryło się coś dziwnego, niedowierzanie... a może i odrobina zazdrości, w końcu ona nigdy nie potrafiła zaufać. Choćby na jedną chwilę w swoim życiu.
Skoczyła po raz kolejny dając pochłonąć się falą, na zawszę. 

⚓ ⚓ ⚓

Odeszła, czarny anioł rozpłynął się pośród fal. Emma z uwagą obserwowała morze, jednak ono z każdą sekundą wydawało się emanować coraz to większym spokojem.
- Udało nam się! - wykrzyknęła pełna rozpierającego ją szczęścia.
- Swan - uśmiechnął się do niej Hook, lecz on wiedział, że o czymś zapomniała. - Nie całkiem.
W końcu do niej dodarło, przeniosła wzrok na budzącą się z otępienia załogę, tą samą która jeszcze parę dni temu gotowa była nazwać ją potworem. Czyż teraz nie będą szukać wyjaśnienia ich dziwnego stanu? Clarissa odeszła, obwinią więc ją.
- Ta wiedźma... - usłyszała pierwszy złowieszczy syk któregoś pirata.
- Uratowała nas wszystkich! - krzyk kapitana, lecz jego głos nie przedzierał do rozgorączkowanego tłumu, 
Emma cofnęła się niczym wystraszony ptak, była w pułapce. Znów. 
Poczuła czyjeś dłonie zaciskające się na jej ciele. 
A potem była już ciemność, tylko ciemność zakrapiana przez ból pulsujący od jej krwawiącego ramienia.

Koniec części drugiej.


Witam po długiej przerwie. Aktualności: napisałam maturę, więc generalnie powinnam mieć czas, lecz... zaczęłam pracę, więc znów nie miałam czasu pisać. Taaak. Chociaż powinnam powiedzieć wprost nie miałam siły i ochoty, gdyż zaczęłam prace w gazecie lokalnej i właśnie tam głównie piszę... po wyczerpującym artykule nie mam siły stukać więcej w klawiaturę. Ale wiedźcie, że na tyle ile będę mogła pisać fanfic, będę to robiła. Cóż mam jeszcze mówić... w czasie przerwy przypomniałam sobie sezon najlepszego serialu jaki powstał i choć OUAT zajmuje wyjątkowe miejsce, nie mówię o nim, a o Charmed. Ktoś słyszał? Powiedźcie, że tak bo poczuje się staro, serial mojego dzieciństwa. Gdyby ktoś chciał obejrzeć mega pozytywny o magii, rodzinie, wspaniałych kobietach i tak naprawdę wszystkim - polecam Charmed. Tu zachęcam. 
Do zobaczenia przy następnym wpisie, przy kolejnej części przygód księżniczki Emmy i jej pirata Killiana. ❤

sobota, 26 marca 2016

IX. Stara baśń


Czas na snucie opowieści... starej baśni, która ukradkiem wydostała się z pożółkłych stron księgi, by trafić wprost do Was. Teraz przeszłość powraca do życia, wzburza swą obecnością fale oceanu i przyprawia o szybsze bicie serca. 
Lecz zacznijmy od słów dawno, dawno temu...
Tak... czas przestaje być istotny, jedyne znaczenie mają wdzięczne kroki przepięknej, kruczowłosej pani. Wirowała ona w tańcu niczym wchodzący na niebo księżyc, była pewna siebie i niesamowicie dumna, tym przyciągała spojrzenia wszystkich zgromadzonych. 
Och słodkie uwielbienie, tylko tyle mogli jej ofiarować. Po chwili odeszła od zabawy, a zrobiła to nagle i bez wyrzutów, ignorując wszystkich. Ludzie zdawali się być cieniami nieistniejącymi w jej blasku, niestety oślepieni tymże blaskiem nie potrafili ujrzeć lodu we wnętrzu ich kruczowłosej królowej. 
Skierowała się ona ku stołowi suto zastawionym smakołykami, zastanowiła się chwile i sięgnęła po dwa puchary napełniając je winem w odcieniu soczystej czerwieni. 
Biorąc ze sobą szlachetny trunek podeszła do grupy starszych ludzi dyskutujących w kącie sali. To jak się poruszała było zadziwiające, robiła wszystko z lekkością unosząc się w powietrzu. O tak... unosząc się ponad zwyczajnych ludzi. 
- Przepraszam panów - zagadnęła czarnowłosa dźwięcznym głosem. - Nie chciałam przeszkadzać zapewne w bardzo ważnym temacie, ale postanowiłam się przejść po ogrodach, czy mój drogi tatko zgodziłby się towarzyszyć córce?  
Z szeregu wyszedł starszy mężczyzna, jego elegancko przystrzyżona broda zupełnie jak głowa była przyprószona siwizną, mimo wiekowego wyglądu w jego oczach wciąż skakały młodzieńcze iskierki. 
- Z przyjemnością, moja Clarisso. 
Odwzajemniła się uśmiechem i wyprowadziła ojca podając mu wino. 

 Clarissa miała wszystko, prócz miłości w sercu. Z wyboru i z zabawy, ponieważ cudownie czuła się z myślą, że znajduje się poza zasięgiem zwykłych ludzi. Odkryła to kiedy była jeszcze słodką, małą dziewczynką. Poczuła wtedy jak wielką władzę daje jej to kim jest... ale nie zwykłą władzę jaką mają królowie - ona panowała nad ludzkimi sercami. Zniewalała! 
Clarissa długo rozmyślała jaką kobietą jest. Ojciec uczył ją szacunku do drugiego człowieka, przytakiwała wtedy śliczną główką rozmyślając w duszy nad słowami jedynego rodzica. Jednak nic nie mogła poradzić na to, co czuła do innych, a była to jedynie odraza. 
Tak, czuła wstręt, pogardę i do tego nikomu nie przyznałaby się - także strach. Clarissa bała się poniżenia. Przecież nie mogła zrównać się z zwykłymi śmiertelnikami. Uroda, pieniądze i pozycja sprawiały, że była wyjątkowa. 
Taka chciała pozostać na zawsze. Pełna blasku, władcza, urokliwa i jakże samotna. 
Pragnęła samotności, gdyż jak sądziła tylko ona zapewni jej niezależność. Nikt nie odbierze panowania nad własnym losem. 
W życiu Clarissy był jeszcze jeden szkopuł. 
Nie mogła pokochać. By na to poradzić wymyśliła zwariowane życzenie, które jak sądziła pozwoli jej zachować wolność. A jednak myliła się. Mimo dziwacznego życzenia, znalazł się ktoś, kto pokochał Clarisse i stał się jej mężem. 
Czas to jednak zmienić i odzyskać wolność. 
- Tatku - zaczęła Clarissa trzymając się blisko ojca, ślepie ją kochającego. - Dużo ostatnio myślałam nad życiem, jakie teraz wiodę. Jestem żoną... - powiedziała cicho i tylko ona wiedziała jak wstrętne było to słowo. - Mój dawny pomysł wydaję się być teraz bez sensu - kłamała patrząc rzewnie przed siebie. Spacerowali po ścieżkach ogrodu kierowani przez światła lamp, w których tańczyły płomienie świec. 
- Przynajmniej wiesz, że Gabriel jest ciebie wart - zaśmiał się, lecz w jego głosie pobrzmiewała nuta niezadowolenie. -  Chociaż twój pomysł był lekko niepokojący...
- Gabriel zobowiązał się mnie chronić - przerwała mu dość ostro. - Niech więc tak pozostanie, do samego końca. 
- Nie mów takich głupot, Clarisso. 
- Och nie - szepnęła. - Dobrze, że pojawił się na mojej drodze. Podziwiam go za odwagę i kocha mnie najbardziej na świecie. W końcu przyrzekł mi, że gdybym umarła pierwsza on umrze wraz ze mną. Taki był mój warunek ślubu. 
- Ale to już przeszłość, będziecie żyć długo i szczęśliwie, prawda? 
Clarissa uśmiechnęła się czule do ojca. 
- Oczywiście - odpowiedziała, choć w duchu układała zupełnie inny plan. 
Jej drogi Gabriel powinien dostać nauczkę, nie ma pojęcia jaka jest moc obietnic. 
Nikt nie będzie przygasał jej blasku. 

Nazajutrz Clarissa wyruszyła w podróż. Narzuciła na siebie swój elegancki czarny płaszcz podszywany jedwabiem i zaplątała długie włosy, zawszę i wszędzie musiała prezentować się idealnie nawet w odwiedzinach u znajomej wiedźmy. 
Clarissa grzecznie pożegnała męża Gabriela i sędziwego ojca, zaprzęgła powóz zabierając ze sobą najbardziej poddanych jej urokowi sług. Czar Clarissy nie był zwykły, było w tym coś magicznego. 
Znajoma wiedźma była niesławną mistrzynią różnej maści eliksirów. Och idealnie się składało, bo właśnie czegoś takiego potrzebowała. Tego dnia Clarissa otrzymała magiczną buteleczkę wypełnianą czarnym, niezwykłym płynem, który zapewnić miał jej zwycięstwo i spokój na resztę życia. 
Ukryła eliksir jak swój największy skarb. Nie myślała o konsekwencjach, o niczym innym jak tylko o chwili, gdy czarny płyn wypełni jej usta. 

⚓ ⚓ ⚓

- Swan! - Krzyczał Killian Jones dobijając do drzwi zamkniętej kajuty. Dlaczego przeklęte drzwi zacięły się właśnie w tej chwili. - Emma! - krzyknął, gdy do jego uszu dodarły ciche jęki bólu. Cierpiała jego nieustraszona złota księżniczka. 
Nie, nie. Musi się tam dostać, uratować ją i przekonać się, że wszystko w porządku. 
Z całych sił napierał na drzwi, aż poczuł pulsujący ból w barku. Nie, nie przestawał atakować.
Przecież musiał ją zobaczyć. Myślał: dla Wody Życia, którą tylko ona mogła znaleźć; dla Cory, która zniszczyłaby go za to, że pozwolił jej zginąć; ale nie... 
...tylko i wyłącznie musiał ją ujrzeć dla samego siebie. 
Przedostał się z trzaskiem wyłamywanego zamka. Kajuta była ciasna, widocznie jednak dostarczenie na tyle duża, by móc przygwoździć dorosłą kobietę do ściany między pryczami. Lecz to nie była zwykła szarpanina. Clarissa stała w nieznacznej odległości od Emmy i unosząc prawą dłoń dusiła jej krtań. Z jej ust wydobył się potok słów, jednak Hook nawet nie zwrócił na nie uwagi. Jego wzrok przyciągała przerażona twarz księżniczki. Cierpiała. 
Nie namyślając się długo Hook sięgnął po szpadę i przy niesamowitej pewności ruchów wbił ostrze w postać Clarissy. 
Czarownica, teraz już nie miał wątpliwości, drgnęła upuszczając Emmę na ziemie. Ostrze tkwiło w jej placach, wyglądała niczym potworne monstrum przebite srebrną wykałaczką, ale cóż to... niespiesznie zaczęła obracać się w stronę kapitana. Jej oczy rozjarzyły się na jego widok. 
Hook nie miał czasu zastanawiać się, czemu mordercza czarownica wciąż żyje, przerwał mu zduszony głos Swan. 
- Uciekaj - chrząknęła księżniczka. - Uciekaj! Ona chce ciebie. 
Oczy Emmy i Hooka na moment spotkały się, oboje tkwili pomiędzy czarownicą nie mając pojęcia, co począć. Czas bezlitośnie się dopełnił. 
Wołała uciekaj, a instynkt pirata podpowiadał mu dokładnie to samo. Do diabła, wystarczyło tylko obrócić się na pięcie, umknąć by zdobyć przewagę w walce. W tej chwili Clarissa była przerażająca jak nigdy, zwilżała swe krwiste usta pragnąc bez wątpienia jego śmierci. 
Oderwał wzrok od Emmy, lecz zamiast kroku w tył z zacięciem ruszył do przodu rzucając się na wiedźmę. Złapał za rękojeść szpady tkwiącej w ciele Clarissy i z całą siłą na jaką było go stać przycisnął ją do ściany. 
Odetchnął z ulgą, kiedy czarownica utknęła w groteskowej pozie między nim a ścianą. 
- Emma - szepnął biegnąc ku księżniczce. - Uciekamy. Razem. 
Kapitan podał jej swą dłoń, zaskoczona ujęła go i dopiero wsparta na jego ramieniu opuściła przerażający pokój. 
Syk Clarissy wypełnił ich uszy, uciekając nie obejrzeli się za wiedźmą. 

- Do mojej kajuty - zawyrokował Jones podczas biegu. 
- Sądzisz, że tam cię nie znajdzie? - przerwała Swan. 
Hook zatrzymał cisnące się na usta pytania, zacisnął zęby i pognał Swan czym prędzej, jak mu się zdawało w najbezpieczniejsze miejscu na statku. 
Po chwili byli na miejscu, Hook pchnął ją delikatnie do wnętrza kajuty samemu chcą zabarykadować drzwi. Oboje nie wierzyli, że to coś pomoże, bo jak skryć się przed mocą wiedźmy? 
Względnie bezpieczni. Czyż nie czas teraz porozmawiać? 
 Zapadła cisza. Emma z dziwnym lękiem zdała sobie sprawę, że po raz pierwszy jest w kajucie kapitana, w miejscu gdzie planuje, śpi i marzy. Zakłopotana oparła się o jego burko, czy powinna? Spuściła wzrok nie wiedząc na co może patrzeć, a na co nie. 
- Dobra - rzekł Killian stając na przeciw Emmy. - Przynajmniej wiemy, kto zabił Malcolma. 
Emma uniosła wzrok. Jasne to Clarissa. 
- Uratowałam potwora, tak - powiedziała przez zęby Emma. - Zadowolony? Przyznaje się. 
- Nie prosiłem byś się przyznawała. 
- Daruj - rzuciła kwaśno, emocje opadały i Emma poczuła pulsujący ból w prawym ramieniu, tak niezgrabnie upadła na podłogę i teraz całe ramie było gorące i napuchnięte. Och, dokładało do tylko irytacji do wrzącego już kotła emocji. - Dlaczego mnie nie posłuchałeś? - zapytała. 
Hook zgarniał właśnie swoje papiery z biurka, ale jego pytanie brzmiało, dlaczego ona musi zadawać takie głupie pytania. 
- Jestem kapitanem na swoim statku - wzruszył ramionami - nie muszę wykonywać twoich zaleceń, ale ty powinnaś słuchać moich. Czego do diaska, chce ta wiedźma? 
Emma znów uciekła wzrokiem, tym razem kryła się za tym złość. 
- Chce ciebie. Nie wiem dlaczego, ale ona chce ciebie, kapitanie. Mówiła, że brakuje jej czasu i musi zemścić się póki wciąż jesteśmy na morzu - umilkła. - Pytanie, co jej zrobiłeś? 
- Nic, Swan - odparł zaskoczony. - Nawet jej nie znam. 
- Jesteś pewny, kapitanie butelka wiecznie pełna rumu? 
Uniosła brwi do góry, a Hook roześmiał się cicho. Naprawdę miał teraz ochotę chichotać, pomyślała Emma. Chciała się podnieść, lecz zamiast tego syknęła, ból z ramienia przeszył dreszczem jej ciało. 
- Zostań - zatrzymał ją Killian. 
- Przydałoby się coś zimnego - westchnęła mimowolnie.  
Jones uniósł na wysokość swojej twarzy metalowy hak, który miał zamiast dłoni. W jego wyobraźni zrodziła się zbyt śmiała myśl. 
- Nie ruszaj się - poprosił zbliżając się do niej. 
Nie miała jak zaprotestować. Teraz stał tuż za nią, a ona wciąż opierała się o biurko trzymając rękę na spuchniętym ramieniu. Jego słowa sprawiły, że oddech utknął na chwile w płucach. Dlaczego stała się posłyszana jego rozkazom? 
Delikatnie zdjął jej dłoń niechcący wywołując kolejną fale dreszczów. Niech tego nie robi, prosiła w duchu. 
- Nie - szepnęła łapiąc cenny oddech, czy ją usłyszał? Nie przestał, nie odszedł. Poczuła na swoim ramieniu przeszywający skórę chłód. Każdym centymetrem ciała wyczuwała, jak zimna stal jego haka wędrowała po wrażliwej, nagiej skórze. Och, pragnęła zachować powagę, jednak wnętrze dygotało od tego cudownego uczucia. Rozgorączkowane ciało potrzebowało ukojenia, które tylko on mógł zapewnić. Swan zdusiła westchnienie przymykając powieki, ulga hipnotyzującego dotyku stawała się jednocześnie nieznośna, jak i oszałamiająca. 
Kłamstwem byłby stwierdzenie, że Hook potrafił powstrzymać się od obserwowania uległego ciała Emmy. Wydawała się cała płonąć... jej policzki, oczy i usta. Sprawiał, że rozpływała się w sobie. Nie, ona sprawiała, że zaczynał wielbić każdy fragment jej ciała. 

⚓ ⚓ ⚓

 Gorzki smak eliksiru wypełnił usta Clarissy. Daleko w przeszłości czarnowłosa bogini rozpływała się podekscytowana nadchodzącą zemstą na Gabrielu. Jakże cudowne uczucie ogarnęło jej ciało, uczucie zwycięstwa zapierające dech... dech... dech... 
Powietrze? Utknęło w ciele Clarissy, zatrzymało się gwałtownie rozprzestrzeniając ból na wszystkie organy. Wydawało jej się, że cała krwi - nie - jest krwią i bólem. Najgorsze było jednak to, że nie mogła krzyczeć, wydrzeć krzyku, który przeszywał jej umysł. 
Gabriel obiecał kochać Clarisse nie bacząc na jej prowokujący pomysł. Ha ha, nareszcie będzie miał za swoje, prawda? Clarissa zawyrokowała: poślubię tylko tego, kto zgodzi się umrzeć, gdybym śmierć postanowiła zabrać mnie pierwszą. 
Clarissa wezwała więc śmierć, która była jej przyjaciółką i drogą do celu. 
W ostatnich chwilach agonii uniosła się na łożu, a potem upadła bezwiednie wydając tchnienie pełne ulgi. Pomyślała, że jej cierpienie jest niczym w porównaniu z cierpieniem Gabriela. Myśl ta napełniła ją zadowoleniem. 

Nie pamiętała nic z czasu, gdy trwała pomiędzy...

Umarła, a jej dusza oderwała się od ciała - sprawiła to magia i teraz magia pomoże jej wrócić. 
Stało się to wraz z oddechem, który wtargnął w zimne ciało Clarissy. Nie od razu doszła do siebie, potrzebowała czasu nim zapanowała nad swymi ruchami, ale gdy to zrobiła...
Najpierw powoli otworzyła oczy, świat wydawał się inny niż pamiętała, a jednocześnie był dokładnie taki sam. Przez długą chwile leżała na plecach wpatrując się w biel sufitu. Poznawała jeden z pokoi swego domu. Teraz nadeszła chwila odebrania zapłaty za swój ból. Zemsta smakuje tak słodko, a upaja niczym najmocniejsze wino. 
Obróciła głowę w prawo, pustka... parę badyli kwiatów i świece... obróciła się w lewo i westchnęła z ulgą. Obok niej leżąc na plecach spoczywał Gabriel. Odziany w odświętny strój miał zamknięte oczy i jak zwykle nic nie wyrażającą twarz. Clarissa nie chciała wiedzieć jak zginął, zabił się, czy otruł? Bez znaczenia, już nigdy nikt nie odważy się jej zniewolić - myślała w swoim chorym umyśle. 
Teraz dopełnienie chwili. Clarissa złapała się za głowę, zdusiła uśmiech cisnący się na ustach i rozpoczęła swą ulubioną grę. Zaczęła krzyczeć wniebogłosy, głośnio i przerażająco... po chwili nie mogła złapać tchu, lecz wciąż wrzeszczała póki wszyscy żałobnicy nie zebrali się wokół jej osoby. 
Stary ojciec o smutnym spojrzeniu przebił się przez tłum i zgarnął w niedźwiedzim uścisku swą zmartwychwstałą córkę. Oboje pytali jak? Jak? Jak? 
Nie było odpowiedzi... 
- Gabriel wypełnił swą obietnice. 
Wydawałaś się martwa... a więc on ruszył za tobą i odebrał swoje życie. 
- Nie, ojcze ja nie byłam martwa - mówiła chrapliwym głosem. - To musiał być podstęp, ktoś mnie otruł, ale wróciłam. Nie byłam martwa, a Gabriel powinien żyć. 
Powtarzała nieustannie, na co ojciec mógł odpowiedzieć tylko jedno. 
- Tak, powinien był żyć. 
❀❀❀


Podkręcam tępo. Następny odcinek to już koniec historii Clarissy, zacznie się więc coś nowego. Rozdział, choć krótki napisałam wczoraj wieczorem w całości, szczerze nie mam za bardzo czasu pisać... być może po maturze fanfiction przyśpieszy. Wiem, że chcecie więcej Captain Swan... już się rozkręcam! Więcej takich scen jak dzisiaj i więcej emocji. Zobaczymy co powstanie! 

wtorek, 9 lutego 2016

VIII. Miłość, zemsta i Swan


Miała 6 lat i radośnie przemykała pośród tłumu gości zaproszonych na bal. Biała sukienka, jasne włosy splecione w warkoczyk przy drobnej twarz anioła. Miała swój dziecięcy, niewinny cel, ukryć się przed wzrokiem mamy. O tak! Od jednego do drugiego kąta, pomiędzy bufiastymi sukniami wystrojonych panien oraz dopiętymi na ostatni guzik strojami panów. 
- Emmo! - z oddali usłyszała swe imię, lecz do kogo należał ten głos? 
Mała dziewczynka zatrzymała się zaciekawiona w samym środku sali i poczęła oglądać się w każdą ze stron. Skakała jak najwyżej tylko potrafiła w delikatnych bucikach, które kazała założyć jej mama, ale nie potrafiła dostrzec kobiety wołającej jej imię. Może się pomyliłam, pomyślała zawiedziona i chciała już ruszyć przed siebie w poszukiwaniu zabawy, aż niespodziewanie poczuła na swoim ramieniu zimną dłoń. 
Odskoczyła. 
- Nie chciałam cię przestraszyć, Emmo - powiedziała starsza kobieta o mocnych rysach twarzy, była jak posąg wyrzeźbiony z kamienia ponadto ubrany w czarną, prostą suknie. Oczy Emmy otwarły się szeroko. 
- Kim jesteś? - spytała wprost głosem, z którego nie była dumna. Był zbyt piskliwy, zbyt delikatny, a ona przecież chciała być odważna jak tata. 
Kobieta przykucnęła, by patrzeć prosto w błyszczące oczy Emmy. 
- Jestem przyjaciółką twoich rodziców, stałam nad twoją kołyską kiedy się urodziłaś. Wyrosłaś, och i jesteś coraz piękniejsza! Jak anioł! - zawołała z zachwytem wyciągając swoją dłoń w kierunku Emmy. 
Dziewczynka nieufnie przyjęła gest. Nie wiedziała, że za chwile usłyszy coś, co zmieni jej całe życie. 
- Wiesz, jesteś kimś wyjątkowym. Jesteś wybawicielką.
- Kim? - spytała odruchowo, jednak małe serduszko księżniczki przyśpieszyło na dźwięk niezwykłego słowa. 
Królowa serc powtórzyła wyraźną przyjemnością. 
- Wybawicielką. 
Nie. Potworem. Monstrum. 
Tak właśnie wszyscy szepczą za plecami, ich ciche głosy zawsze zdają się wracać. 
Echo. Echo. 
Jaka córka ucieka od umierającej matki? Co? Pozostaje schować twarz w dłoniach. 
Och. Przecież nie ucieka, chce ją uratować. Śmiechu warte! Nie uciekam, przekonywała siebie. Mimo tego, że mnie okłamywała. Mimo, że płaci cenę za magie, którą użyła lata temu do wypędzenia Złej Królowej z tego świata. 
Musisz być silna Emmo Swan, aby zostać tym, kim wszyscy oczekują byś się stała - wybawicielką. 
Wstań, wyrzuć za burtę tego przeklętego statku cały swój strach i oczyść się. Potrafisz to zrobić, więc wstań do cholery i poszukaj odpowiedzi. 
Milion pytań, które z nich jest najważniejsze? Woda Życia? Nathaniel? Cora? Serce matki? Magia? Rumplestiltskin? Czy ten okropny pirat, Hook? A może dzisiejszej nocy po prostu morderstwo? 
Emma uniosła wysoko głowę, świat wokół był taki nierzeczywisty, przyszło nam żyć w okrutnej bajce, z której nie ma wyjścia. Clarissa leżała obrócona do Emmy plecami, spała? To było nieważne... inne istotne pytanie to kim ona jest? Taka oschła i wyniosła, kogo uratowała pośród niszczących fal oceanu? Czy miała coś wspólnego z morderstwem? 
Znów te cholerne pytania! Swan warknęła przeciągle i wyskoczyła z pryczy. Jeśli ten statek skrywa tajemnice, ona ją odkryte i oczyści swe imię. 
Nie wzięła ze sobą żadnego światła, po cichu opuściła kajutę planując rozejrzeć się po pokładzie. W nieodgadnioną ciemność korytarza wkroczyła z obawą. Czarna pustka - co skrywała? Jedynym śladem życia w tym mroku wydawał się równy oddech dźwięczący w płucach. 
Gdzie wyjście? Pytała ciągnąc dalej noga za nogą. Do głowy dobijały się niechciane myśli, coś w akcencie: ej, kobieto, morderstwo... ktoś rozharatał człowiekowi gardło. Odebrał mu życie i prawdopodobnie patrzył jak powoli ucieka z jego ciała. Piracki statek! To tylko piraci, którzy sądzą, że jesteś potworem, oni nie cofną się przed niczym. Więc jak potulny baranek wbiegasz w ich łapska błądząc po omacku w zupełnie obcym miejscu. 
Naprawdę trudno wyrzucić niektóre myśli. Ale... ale czy to złudzenie? Czy serce przyśpieszyło rytmu? Czy kroki stały się zbyt pośpieszne? Naglę drgnęła, ale było już za późno by zahamować, wpadła w czyjeś ramiona z cichym krzykiem, którego nie potrafiła zatrzymać w płucach. Stojąc tak blisko niego poczuła dziwną, aczkolwiek intrygującą mieszankę zapachu morza i rumu... nie, nie musiała unosić głowy, by rozpoznać na kogo wpadła, lecz mimo tego zrobiła to, aby spojrzeć w jego rozbawione oczy. 
- A niech mnie, Swan - rzucił szelmowsko wciąż zaciskając wokół niej swoje ramiona. 
- Możesz mnie już puścić - odparła stanowczo, a zarazem jak grymasząca dziewczynka. 
- Jak sobie życzysz. 
I wypuścił ją śmiejąc się pod nosem. Choć nadal otaczała ich ciemność, Emma potrafiła już dokładne rozpoznać zarys sylwetki swojego kapitania, dla bezpieczeństwa wolała cofnąć się o krok w tył. 
- Co tu robisz? - zapytała. 
- Miałem zapytać o to samo. 
- Byłam pierwsza. 
- Jesteś co najwyżej bardziej uparta - przyznał. - Spaceruje po moim statku, mogę to robić nawet w środku nocy, nawet gdy powinnaś siedzieć w swojej kajucie. 
- Bo twoja załoga wyrzuci mnie za burtę? - żachnęła się, a jednak uśmiech zszedł z jej ust, gdy ujrzała poważną minę Hooka. 
Killian nie odpowiedział, sięgnął po buteleczkę rumu, którą wydawałoby się zawsze miał przy sobie, po czym upił jej spory łyk. Spojrzał na Emmę i podsunął jej flaszeczkę złocistego napoju. 
Zaległa pomiędzy nimi cisza pełna napięcia i choć Emma nie miała ani grama ochoty poczuć znów w przełyku ognistą gorycz, to właśnie zmuszona przez tą atmosferę sięgnęła po rum i także zamoczyła  w nim usta. 
Oddając go Killianowi powiedziała:
- Nie jestem potworem. 
- Wiem - odparł odbierając rum, wydawało się jakby musnął przy tym jej dłoń, jednakże w morzu ciemności pozostało to tylko ulotnym momentem. 
- Znajdę morderce - powiedziała Swan przełamując chwile ciszy, jej słowa brzmiały jak obietnica. - Udowodnię wszystkim, że nie jestem potworem za jakiego mnie mają. 
- Nie musisz nic nikomu udowadniać - rzekł językiem równie ognistym, co Emma.
Swan potrząsnęła głową.  
- Jestem cholerną księżniczką, ale jak mam nią być skoro wszyscy myślą, że jestem potworem. 
- To chociaż wiedz, że nie musisz udowadniać nic mi.  
Hook zmarszczył brwi. Słowa te zaskoczyły nie tylko Emmę, ale i samego kapitana. Teraz czuł na sobie jej wzrok pełen rezerwy i jednocześnie ciekawości. Kontynuował. 
- Jeśli świat uzna ciebie za złoczyńce, masz do wyboru dwie ścieżki, jedna: stać się potworem, którego chcą z ciebie zrobić, albo druga: pozostać sobą, głuchą na gadanie innych. 
Emma uśmiechnęła się z przekąsem. W milczeniu wyminęła Hooka i ruszyła ku strumieniowi światła, do wyjścia z ciemności. Kiedy przekonała się, że on podąża za nią, zatrzymała się u progu schodów i rzekła. 
- Nie jestem już do końca pewna o kim mówisz. O mnie? O sobie? Kim jesteś? Kimś kogo stworzyli opowiadania innych ludzi, jesteś okrutnym i krwawym piratem? Czy naprawdę sobą, kapitanie? - zatrzymała na nim swój wzrok, jakby chciała go przeszyć na wskroś - przez ubranie, skórę, kości i sięgnąć po kawałek duszy. Uśmiechnęła się. - Co jest dla ciebie ważne?  
- Och. To będzie cię coś kosztować. 
- Słucham, kapitanie? - zachęciła unosząc do góry brew. 
- Niech pomyśle... - zaczął świadom, że mógłby poprosić o wiele. - To będzie cię kosztowało... opowieść. Jedna historia z twojego życia o którą poproszę, co ty na to Swan? 
Emma roześmiała się cicho zgadzając się na te warunki. Stawało się to coraz bardziej intrygujące, jak balansowanie na granicy. 
Najpierw jednak oboje wydostali się spod pokładu. Kiedy minął pierwszy zachwyt uderzania świeżego powietrza, Emma spostrzegła, że tym razem pokład nie jest pusty. Było cicho, a zarazem gwarno, jakby każdy swoją obecnością sprzeciwiał się wydarzeniom poprzedniej nocy. Większość zbiła się w grupę przy rozłożonym prowizorycznym stole, piraci jak to mieli w zwyczaju popijali swoje zakazane trunki przygrywając w karty. To z ich strony pochodził największy zgiełk, reszta czuwającej załogi przechadzała się mamrocząc pomiędzy sobą, ich rozmowy zdawały się cichsze niż skrzypienie starych desek pokładowych. Nie zabrakło oczywiście wyjątków, jak pirat, który na przekór mrozowi nocy rozłożył się na stołku w dość niewygodnej pozycji oparty o ścianę i tam pochrapywał cichusieńko. 
Emma poczuła się obca, a wraz z tym uczuciem jej ciało ogarnął chłód. Jak pewnie się spodziewacie jej pojawienie się w środku nocy wzburzyło bandę piratów, zawszę zwracała na siebie uwagę i zawszę sprawiało to problemy. Wracają do załogi, oni swe zainteresowanie ukazali w najgorszy sposób - poszeptując i śląc niejednoznaczne spojrzenia. 
- Nie okazuj strachu, Swan - usłyszała głos Killiana. - Pomyśl, że oni też się boją, te wszystkie słowa to tylko ich reakcja obrona. Nie każdy jest nastawiony przeciw tobie. 
- To reakcja na pojawienie się obcej, czy potwora, który przybył ich powybijać. - Jest to nawet nielogiczne, przyznała w duchu Emma. Ale kto ich tam zrozumie!
- Jesteś zamknęła w sobie, z nikim nie rozmawiasz, cóż poza Clarissą. Cała ta sprawa wydaje się... dziwna - rzekł Hook krocząc tuż obok Emmy.
- Oni tu wszyscy są z powodu morderstwa, ja również, a ty? - Chciała wiedzieć. - Podejrzewasz kogoś.
- W nocy zawszę ktoś czuwa, większość pewnie dość późno zejdzie pod pokład... ja zostanę wraz z Garettem. Pewnie nikt się nie zjawi, ale mamy trochę do obgadania i uspokoimy resztę załogi.
- Ale czy kogoś podejrzewasz? - Skąd tę drżenie w głosie?
- Tak - odpowiedział, a jego oczy nieznacznie pociemniały. - Spokojnie, ty musisz jedynie się rozluźnić. Pokaż, że nie masz nic do ukrycia. 
- Jak? - spytała rozcierając dłońmi ramiona. 
Niespodziewanie Hook przystanął, obejrzał się po statku i podszedł do jednego z swoich ludzi, Emma nawet w ciemności zauważyła jego rażącą czerwoną czapkę. 
- Smee - powitał go Hook szerokim uśmiechem, a potem szybko przeszedł do konkretów. - Załatw mi czapkę. 
- Przepraszam, co kapitanie? - mruknął zdziwiony. 
- Czapkę - powtórzył. Smee sięgnął głowy. - Nie twoją... - zdusił wyzwisko, które miał już na końcu języka - coś bardziej... pirackiego. 
- Aaa - wymamrotał Smee i ruszył w kierunku siedzącej przy stole załogi, wydawało się jakby targował się, hm... chyba z powodzeniem. Po chwili wrócił z niedużym, czarno-szarym kapeluszem. Podał go kapitanowi otrzepując pobieżnie kurz. 
- To mnie trochę kosztowało - rzekł z uśmiechem. 
- Taak, jestem ci bardzo wdzięczny - podziękował ładnie Hook i zabrał kapelusz pirata. Smee uniósł palec u ręki jakby miał coś jeszcze do powiedzenie, ale natychmiast zamilkł, gdy kapitan odwrócił się. Och niedoceniany Smee, pozostaje ci tylko wrócić do swoich zajęć. 
 Killian dotarł do księżniczki dumny ze swojej zdobyczy, nawet nie czekał na jej komentarz, zapewne byłby złośliwy jak zwykle, dlatego bez pozwolenia przełożył jej jasne włosy na bok i założył istny piracki kapelusz! 
- Teraz możesz się tutaj czuć, jak jedna z nas - powiedział półszeptem, radosny i dumny ze swojego pomysłu. 
Emma kątem oka dostrzegła rozbawioną załogę, chyba pozytywnie... sama uniosła wzrok do góry, jakby miało to jej umożliwić zobaczenie siebie w nowej ozdobie. Czemu nie? Pomyślała, skoro miało to pomóc. Na znak zgody poprawiła delikatnie kapelusz strzelając w niego palcami. Nowa księżniczka piatów, co? 
- Mówię ci, będą z ciebie ludzie, Swan - przyznał Hook i uśmiechnął się. 
Ni z tego ni z owego Emma roześmiała się, naszła ją dziwna wizja... w końcu stała jak gdyby nigdy nic na statku, w mroźną noc pośród złoczyńców i o dziwo, było jej z tym całkiem dobrze. Hook czekał cierpliwie.
- Nic, tylko pomyślałam, że mój tata dostałby zawału gdyby mnie teraz widział. Ale do rzeczy, kapitanie - zaczęła rozmowę opierając się o balustradę. Tej nocy statek kołysał się w leniwym rytmie, uspokajająco. - Co cenisz najbardziej w świecie? Szczerze.
Killian dołączył do niej. 
- Tak szczerze - wzruszył ramionami. - Cóż... w dawnym życiu powiedziałbym, że uczciwość, lojalność, honor. Tak, ale pewne rzeczy niestety się zmieniają i czasami musisz być tym złoczyńcą, którym inni chcą żebyś był. - Mówił cicho, wśród panującego szumu morza usłyszeć mogła go wyłącznie Emma. - Nawet będąc piratem wierz mi, ceniłem miłość, którą miałem i nienawiść, którą wybrałem. Lecz miłość została mi odebrana, zamieniłem ją na zemstę - Spojrzał na nią niepewnie, słuchała z uwagą. - To tyle o mnie, temu poświęciłem życie. Miłości i zemście.
- Więc jesteś innym człowiekiem niż przedstawiają cię legendy.
- Legendy? - zapytał zaintrygowany, jego twarz rozjaśniła się łobuzersko.
- Nie... przesadziłam, nie pusz się tak, kapitanie Hook. - Emma przywołała na usta nieśmiały uśmiech. Hook pochwycił go.
Miała zamiar odejść. Teraz. Przemyśleć wszystko, co dziś usłyszała. Ale co najważniejsze chciała odejść, by zastanowić się na tym, jak znaleźć tajemniczego wysłannika śmierci z zeszłej nocy. Lecz on zatrzymał ją. 
- Jedna historia z twojego życia, księżniczko - rzekł zachęcając Emmę skinieniem głowy. - Teraz twoja kolej.
- Co chcesz wiedzieć? - zapytała, w jej głosie ledwie wyczuwalnie brzmiała nuta wahania.
- To zależy, czy chcesz zaryzykować. - Starał się nakreślić swą myśl. - Spróbować czegoś nowego: zaufać. Podejmiesz wyzwanie?
- Nie - wydusiła z siebie Swan i odwróciła się. 
Hook nie zrezygnował, coś podpowiadało mu, że sam musi zaryzykować. Złapał ją za ramie i odwrócił w swoją stronie. Nie była zła, może to dobry znak? 
- Pamiętasz kiedy odwiedziłem cię na zamku...
- Włamałeś się - poprawiła go bez entuzjazmu. 
- Nieważne - zbył ją. - Odwiedziłem cię na zamku, byłaś dosyć roztargniona... a potem znikłaś w kłębie dymu jak...
- Jak wiedźma - dokończyła Emma wyrywając się z uścisk. 
Podeszła bliżej. Czekał.
- Czego się wtedy tak bardzo bałaś? - zakończył pytaniem, kiedy była jakże blisko niego. Hook przeniósł swoje spojrzenie na jej błyszczące zielone oczy. Niedługo trwała milcząca potyczka, odpuściła pierwsza. Zdała sobie sprawę, że jej złość jest bezsensu.
Ponieważ ta rozmowa i tak nie miała znaczenia. Oboje podróżowali na statku, gawędząc sobie o rzeczach mniej, lub bardziej przyjemnych - ale w perspektywie podróży Emmy Swan ta noc była nieistotna. Za parę dni dopłyną do brzegu ziemi Moor, kapitan Hook dostanie swoją zapłatę, magiczną fasolkę wedle umowy, a Emma ruszy dalej w poszukiwaniu miejsca pamięci Nathaniela, poszukiwacza Wody Życia, by tam szukać dalszych wskazówek.
Każdy z nas ma własną misje - życia biegnące w przeciwnych kierunkach.
 - To był jeden z najgorszych momentów mojego życia, a przynajmniej tak wówczas sądziłam, teraz już sama nie wiem... ale co do ciebie przyznam, masz wyczucie czasu - roześmiała się nieudolnie. - Nie była to najlepsza chwila na włamanie do mej komnaty.
Emma umilkła bojąc się, czego? Nie, nie mogła tego przyznać nawet przed sobą. Myśli pokierowała ku szaremu kapeluszowi, zdjęła go i przez chwile wpatrywała się w niego, jakby był symbolem. Zostawiła go na statku.  
Dobra, jeśli ma mówić, będzie mówić.
- Mówisz, że o tak... zniknęłam w kłębie dymu, cholera zrobiłam to pierwszy raz w życiu! Ja tylko chciałam być w innym miejscu, nie czuć... nie chciałam używać magii, nigdy nie chciałam jej nawet mieć. Zaskoczony? Nigdy nie chciałam mieć magii - powtórzyła. - Ona jest zła i przynosi wyłącznie zło. Ale ja świadomie ją użyłam, kiedy byłeś ze mną tego przeklętego dnia, więc nie dziw się, że po prostu...  bałam się.
- Czego? Magii, czy siebie? - zapytał Hook uważnie, lecz nie patrzył na nią, swój wzrok skupił na pirackim kapeluszu w jej dłoni. W pewnym momencie zostawiła go. 
- Wiesz jak dowalić - rzekła Emma i ruszyła w kierunku dziobu Jolly Rogera. - Widziałam zbyt wiele ludzi, których magia przemieniała, nie... niszczyła. Kiedyś też miałam taką śmieszną przygodę, może ją słyszałeś. Dzięki niej stałam się sławna. Księżniczka łabędzi, Emma Swan - stąd mój przydomek. - sprecyzowała i spojrzała na niego, zaprzeczył. 
Tą historię znała większość ludzi w królestwie. Tak, dla wszystkich była to ciekawa bajeczka, jedynie nie dla Emmy. 
- Niesamowicie śmieszna - powtórzyła Emma. - W sąsiednim królestwie miała odbyć się jakaś uroczystość, nie byłam tam do niczego potrzebna, ale i tak musiałam jechać. Ile miałam lat? - zapytała, choć doskonale wiedziała, dni wyjęte z młodzieńczych lat. - Trzynaście. Rodzice wyruszyli królewską karetą, powiedziałam, że pojadę za nimi swoim koniem. Pragnęłam... nie muszę ci mówić czego, sam to doskonale wiesz. Postanowiłam dotrzeć tam na własnych warunkach, choćbym potem miałam składać się z bólu, mimo protestów i... czy robiłam coś złego? Może, nie wiem - przyznała obojętnie. - W połowie drogi zobaczyłam, że kareta się zatrzymuje. Wysiadła z niej moja mama i przywołała mnie. Powiedziała, że jestem nieodpowiedzialna, nie powinnam się tak zachowywać. Nie tak? Więc jak? Zawsze musiałam być kimś. Kiedyś myślałam, że czyni mnie to wyjątkową, ale potem zrozumiałam, że przeklętą. Pierwszy śmieszny akcent w mojej historii. 
Więc wskoczyłam na konia i pognałam ile tylko miałam sił. Nie wiedząc dokąd, ani gdzie. Zostawiłam rodziców daleko za sobą, lecz co mnie podkusiło, abym zeszła ze ścieżki? Pewnie myślałam, że jeśli tego nie zrobię rodzice mnie znajdą, spojrzą na mnie tym zawiedzionym wzrokiem i... pamiętam tylko jak w pewnym momencie przeszły moje ciało zimne dreszcze. Zgubiłam się, choć znałam las, choć potrafiłam się w nim poruszać od dziecka, ale wtedy oglądałam się we wszystkie możliwe strony świata i nie poznawałam rzeczywistości wokół.
Była znajomy i obcy jednocześnie, chciała powiedzieć, ale powstrzymała się. - Za nic w świecie nie opowiem ci, co czułam dalej. Nie pamiętam. Bo zostałam przeklęta, tym razem na serio, księżniczka została zaklęta w łabędzia. Zabawne, aż mi się pewnie zatrzęsły piórka. Podobno miałam białe piórka, wiesz? I latałam na nich na błękitnym niebie, naprawdę szkoda, że nic nie pamiętam. Obudziłam się nad jeziorem odczarowana przez rodziców. I tak mi zostało Emma Swan. Niby to byłaby tylko przygoda z szczęśliwym zakończeniem, ciekawa anegdota z mojego dzieciństwa, ale coś kazało mi się zastanawiać, kto mógł mi to zrobić. Kto jest na tyle okrutny, by przemieniać zagubioną dziewczynę w łabędzia, tak by do końca życia wędrowała po świecie pozbawiona pamięci kim jest. Ten ktoś władał magią, tak jak reszta złoczyńców, bo jest to jedyny powód istnienia magii - zło, które zawsze za sobą niesie.
Emma odeszła od Killiana Jonesa przyglądając się pustoszejącemu pokładowi, większość załogi już wróciła do swoich pryczy i twardych poduszek.
- Już wiesz, dlaczego tak myślę o magii. Teraz wezmę chyba przykład z twojej załogi i wrócę do siebie.

⚓ ⚓ ⚓

To co Emma i Killian wyznali sobie tej mroźniej nocy było prawdą. Wzajemnie nie okłamywali się - lecz warto zaznaczyć, że w ich słowach były nieszczerości - Emma mówiła wszystko z przekonaniem, że to tylko gra. Hook sądził, że zwierzenia przyniosą mu zaufanie księżniczki, niezbędne do wykonania zadania powierzonego mu przez Corę. Dlaczego w tych sądach była nieszczerość? Gdyż tak naprawdę oboje potrzebowali bliskości i rozumienia dryfując samotnie na niszczącym morzu. Nie chcieli się po prostu przyznać się potrzebują siebie nawzajem.
To byłyby idealne słowa podsumowujące dzisiejszą opowieść, lecz to jeszcze nie koniec. Tej nocy miały rozbrzmieć nie tylko cenne słowa i ale krzyki, oba pełne przerażenia.
Statek pustoszał, sen pewnie zmorzył nieubłaganie. Tylko dwoje wartowników pozostało, Killian Jones i Garett, znany już nam łajdak.
Trzymać kurs, byle tylko nie skończyć jak Malcom. 
Wracając do naszych bohaterów, rozstali się oni tak jak spotkali - w mroku korytarza pod pokładem Jolly Rogera. Emma w milczeniu skierowała swe kroki w stronę drzwi, prawie już dotykała klamki, gdy nagle obróciła się na pięcie. 
Chciała zapytać, dlaczego opowiedział jej swoją historie, ty przeklęty piracie, dlaczego? Dlaczego przyznałeś się do tego zakamarka duszy, którego od wieków skrywałeś przed światem zewnętrznym? By potem rozjuszyć jej własne demony. W jednej chwili zrezygnowała z tego.
- Obiecaj mi coś, kapitanie - powiedziała cicho. - Obiecaj, że nigdy więcej nie zapytasz mnie o moje życie. Nigdy więcej. 
Uniósł głowę zaskoczony jej słowami, nie mógł nic więc zrobić.
- Obiecuje. - powiedział a ona zamian uśmiechnęła się leniwie i rzekła. 
- Dobranoc. 
- Nawzajem, Swan - skinął głową i odszedł.
Targały nim dziwne uczucia. Nie, nie zmienił decyzji, co do umowy z Corą - nawet nie pomyślał, że mógłby z tego zrezygnować. Wystarczająco mocno pamiętał o korzyściach z dotarcia do Wody Życia. Jedynie pogłębiły się jego obawy w stosunku do Emmy. Ona była pełna sprzeczności, otaczały ją setki barier i zobowiązań, przebić się przez nie? To szaleństwo, które nie przyniesie nic dobrego. Ale... odtrąciła go i jednocześnie pozwoliła mu słuchać.
Gdyby tylko bardziej mu zaufała.
Gdyby wszedł tam do niej i powiedział jej prawdę.
Ale co gdyby... nie rozległ się teraz jej krzyk? Niewyartykułowany krzyk dobiegający przez zamknięte drzwi, przebijający się przez wszelkie bariery.
- Emma! - Wrzasnął Killian bez kontroli własnego głosu.
Gdyby tylko bardziej mu zaufała.
❀❀❀

(c) emmaandhook.tumblr.com

Mam ferie to w końcu zabrałam się za pisanie. Mam nadzieje, że spodobał się Wam rozdział, mało efektowny, jeśli chodzi o akcje, ale dużo opowiedziałam. W końcu wiecie, czemu Swan to Swan, tłumacząc po prostu księżniczka łabędzi :) Przyznam, że poświęcam więcej uwagi na stylistykę opowiadania, zajmuje to czas, ale lepiej aby było porządnie! Jeśli są jakieś błędy to przepraszam, lecz czytając po raz dziesiąty akapit, tak już mam go dość, że nie wszystko jestem zdolna wyłapać. Dobra, pozdrawiam ciepło wszystkich moich czytelników. Kasia.