sobota, 12 grudnia 2015

VI. Morze kochanków


Przez nieoczekiwaną, a może jednak oczekiwaną zmianę planów Jolly Roger miał wypłynąć o świcie z portu. Jednak do poranka jeszcze daleko, nie trzeba obawiać się słonecznej jutrzenki. Ostatnia noc to przecież pożegnanie przeszłości... o nie to powitanie! 
Powitanie cudownej przygody! Czujecie miły dreszcz podniecenia, ciekawość tak głęboką, jakby stado motyli chciało roznieść na szczepy Waszą klatkę piersiową. 
Chciałoby się w tą niezwykłą noc zadrzeć głowę do góry, spojrzeć na błyszczące na niebie gwiazdy i zakręcić się tak, by cały świat przestał istnieć. 
Jest tylko tu i teraz. 
Noc, gwiazdy i rum!
Killian Jones, kapitan Jolly Rogera pomimo wszystkich swoich smutków nie zamierzał rezygnować z ostatnich chwil na stałym lądzie. Choć trzeba przyznać, że opuścił karetę Cory z mieszanymi uczuciami. Dziwny układ i niepewna nagroda. Hook nie ufał magii, nie ufał także Emmie, która mimo wszystko miała ten niebezpieczny dar. Przeczuwał, że samo przebywanie z nią będzie miało swoją cenę. 
Ale mógł jej odmówić, mógł odmówić Corze, więc dlaczego tego nie zrobił? To było dziwne uczucie - impuls, albo raczej intuicja, jak nagły wiatr popychający żagle wskazując kierunek w drodze do domu. 
Ach, wyrzucić wszystkie troski z każdym kolejnym krokiem, z każdym kolejnym łykiem palącego napoju. 
Pamiętacie karczmę "Pod Zatrutą Gruszą"? Obskurną tawernę w której Emma ubiła swój niezbyt trafny interes ze złodziejem, a potem... potem sama okradła swojego bezczelnego pirata. 
O tak, Killian również pamiętał i teraz stojąc przed jej drzwiami uśmiechnął się z przekąsem. 
Nie namyślając się dłużej pchnął solidne, drewniane drzwi i pozwolił, by do jego uszu dotarła skoczna muzyka skrzypiec, rozochocone śmiechy tłumu i głośne toasty rozbijających się o siebie kufli gorzkiego piwa. 
Wszedł miedzy tłum pewnym krokiem szukając znajomych twarzy. Jak zwykle pierwszą dostrzegł charakterystyczną, czerwoną czapkę na głowie Smee, jednego z członków załogi, który bez skrępowania odbierał kolejne porcje alkoholu, hm... jeszcze trochę, a jego twarz zrobi się równie czerwona, co ta irytująca czapka. 
Killian już miał dołączyć do swoich ludzi, gdy jego uwagę przykuł znajomy podniesiony głos. Nie mogąc w pierwszej chwili uwierzyć oparł się o stojący za sobą blat baru i zaczął przysłuchiwać się tej niespodziewanej scenie. 
Co królewska córka robiła w śmierdzącej na przemian rumem i piwem karczmie? Najwyraźniej zabawiała swoimi opowieściami... jego załogę. Nie zauważył jej w pierwszej chwili, gdyż zarzuciła na blond włosy ciemny kaptur peleryny, po za tym oczywiście nie miała sukni. A jednak temperamentu jej głosu nie dało się nie wychwycić pośród panującego tutaj gwaru, mówiła jakby chciała wznieć ogień. Nie było w tym nic próżnego, ona po prostu bawiła się, śmiała się i jak po chwili stwierdził Hook, była pijana. 
Ruszył w jej kierunku, a im bliżej podchodził tym wyraźniej słyszał jej historie. Opowiadała nie o diamantach, nie o sobie, ale o dziwo o tym jak przechytrzyć olbrzymiego ogra. Hook nie miał pojęcia z jakich przyczyn to mówiła, lecz twierdziła, że ogra najłatwiej zaskoczyć, gdyż nie jest to zbyt inteligentne stworzenie, atakować na dystans z łuku, i co brzmi okropnie celować w oko. Koniec zaakcentowała ponosząc gwałtownie mały dzbaneczek do ust i wychylając w sekundę jego zawartości. Uderzyła o stół. 
Ten nagły stukot ocknął grupę słuchaczy księżniczki i w tym samym momencie Smee zauważył stojącego za Emmą Hook'a.
- Kapitanie - wyprostował się. - Ona sama tu przyszła, chcieliśmy... pomyśleliśmy tylko, że ją przypilnujemy...
Rozbawiona Emma prychnęła. Oparła głowę na ręce i obracając się spojrzała w górę na Killina. 
- Powinnaś być na statku, co robisz tutaj? - spytał ją ignorując zdenerwowanego Smee. 
- Podejrzewam, że to samo co ty - odpowiedziała mu wprost. - Przyszłam się napić. 
Hook niedbałym gestem rozkazał załodze rozejść się i po chwili przysiadł się do stolika Emmy. 
- Jeszcze nawet nie wypłynęliśmy, a ty już ignorujesz moje rozkazy - stwierdził lekko nalewając do dzbaneczków stojący na stole rum. Emma z nieśmiałym uśmiechem obserwowała jego ruchy, nie wiedziała czego się spodziewać... w końcu to pirat.  
- Jestem dużą dziewczynką - odezwała się pod naporem jego spojrzenia. - Sama podejmuje decyzje. 
 - I twierdzisz, że zawszę są słuszne? 
Przymrużyła oczy, do czego zmierzał? I nagle jej uśmiech przygasł, gdy myśli powróciły do widoku swoich dłoni trzymających serce matki. Zacisnęła pięści. Och nie, zbyt wiele... zbyt wiele wątpliwości. Emma kątem oka spojrzała na rum pod swoją ręką, miło byłoby zagłuszyć wszystkie wątpliwości. 
- Tak więc pirat będzie mnie pouczał jak podejmować właściwie decyzje. 
Jones wzruszył ramionami. 
- Wiesz, jak na słynną Wybawicielkę jesteś strasznie... - przerwał szukając właściwego słowa, aż w końcu uśmiechnął się i dokończył - ...przemądrzała, spodziewałem się kogoś rozsądniejszego. 
- Dziś nie chce być rozsądna - rzuciła urażona i pod wpływem emocji zwyczajnie sięgnęła po rum i wychyliła go jedynym chełstem. - A ty piracie, nie mów, że przyszedłeś, aby postraszyć swoją załogę - korzystasz z życia. Dlaczego ja bym tego nie mogła robić - mówiła coraz szybciej czując, że przemawia przez nią alkohol, lecz rozsądek w tej bitwie pozostawał przegrany. 
Bo właśnie wyrwała serce matki akceptując tą cześć siebie, którą nienawidziła. O tak, dzisiejszej nocy rozum odpadał z gry, strach i wyrzuty sumienia... Emma miała dosyć tego palącego uczucia przegranej. 
Killian roześmiał się i idąc śladami Emmy ujął kieliszek nie spuszczając jej z wzroku. 
- Miałem rację, ale jesteś nie tylko przemądrzała, ale i też nieprzewidywalna. 
- To czemu się zgodziłeś? - zapytała gwałtownie. - Na wspólną podróż? Aż tak bardzo zależy ci na magicznej fasolce, czy masz jakiś inny powód? 
- Dobre pytanie, ale ja jest piratem... ciekawi mnie raczej dlaczego księżniczka podróżuje z złodziejami i bandytami. 
Emma uśmiechnęła się z przekąsem, może dlatego, że tak bardzo się od nich nie różnie, pomyślała. Poza tym potrzebowała transportu, który nie byłby związany z jej królewską rodziną. Jednak nie powiedziała tego, za to przybliżyła się do niego, by ściszonym głosem rzec: 
- Ponieważ ja... jestem księżniczką; mam swoje powody i wiem, że coś ukrywasz, albo... boisz się mnie... - Och! Rozbawiona sytuacją Swan sięgnęła po butelkę rumu i bez słowa wstała od stołu. 
Killian spojrzał w jej błękitne oczy domyślając się, tego co miała na myśli. 
- Tak sądzisz - odparł łapiąc ją mocno za ramię nie pozwalając odejść, jego pewność siebie przytłaczała Emmę w bardzo dziwny sposób, lecz wrodzona siła połączona z rumem pozwoliła jej tego nie okazać. - Spotykałem już czarowników, a z najpotężniejszych z nich walczę od wieków - powiedział podnosząc się - nie jesteś jedyna, twoja magia działa tak samo jak za każdym razem. Zawszę ma swoją cenę, znam się na tym i uwierz, potrafię cię powstrzymać. 
Emma chciała wyrwać się z jego uścisku, lecz w odruchu powiedziała jedynie usprawiedliwiającym tonem. 
- Nic o mnie nie wiesz, ani o mojej magii, ani o mojej rodzinie, więc jakim prawem...
- Oceniasz mnie? - dokończył za nią Hook. - Dokładnie takim samym, jak ty mnie księżniczko. - Wciąż nie spuszczał z niej swojego władczego spojrzenia, przez chwile sprawił, że wszystko wokół ucichło. Emma wypuściło głośno powietrze z płuc. - Nadal nie wierzysz w moje umiejętności? - zapytał. 
- Hm? Co więc zmierzasz mi zrobić? - prychnęła chcąc pokazać, że jego słowa, jego zaborcza postawa nie zrobiły na niej wrażenia. - Zmusisz mnie, żebym wróciła na statek? 
- Tego chcesz?
- Spróbuj - wyzwała go unosząc głowę do góry, lecz nim zrobiła cokolwiek innego poczuła nagłe szarpnięcie, a w kolejnej sekundzie znajdowała się już w ramionach Killiana. 
Tak, Hook nie zważając na otaczający ich tłum poderwał Emmę do góry zmuszając ją, aby zarzuciła ręce na jego szyję, hm? Na nic zdał się jej przerywany krzyk, nawet to, że po drugiej stronie nogi bezwiednie wierzgały protestując nagłemu zerwaniu kontaktu z podłogą, Hook bez słowa podrzucił ją delikatnie i nie mając zamiaru puścić z swoich objęć zaczął kierować się do wyjścia. 
- Co ty wyprawiasz? - syknęła Swan czując mimo sporej ilości alkoholu lekkie zażenowanie, tym bardziej, że w ręku wciąż trzymała butelkę rumu, właściwie mogła teraz robić ją na jego głowie, przyszło jej na myśl, ale po chwili zrezygnowała z tego pomysłu. Czy ktoś w tej zatęchłej karczmie czymkolwiek się przejmuje? Ani wynoszoną księżniczką, ani rozbitą butelką na czyjeś głowie. Westchnęła głęboko zatrwożona jego ciągłym milczeniem. - Naprawdę tym zamierzasz mnie powstrzymać? - spytała kiedy przekraczali wspólnie próg karczmy. 
- Jak na razie działa, księżniczko Swan - rzekł śmiejąc się pod nosem, na szczęście karczma była niedaleko pomostu i chwile po wyjściu widać już było ciemny zarys statku, Emma szarpnęła się gwałtownie, jednak ostatecznie trudno było uwolnić się i jednocześnie nie wylądować plackiem na ziemi. Sama już nie wiedziała, co gorsze... 
- Mam cię zanieść do samego statku, czy będziesz posłuszna rozkazom swego kapitana - zagadną szelmowsko spoglądając na blondynkę. 
- Nie - odpowiedziała Emma unosząc brwi. - A przepraszam... nie, kapitanie. 
Roześmiał się opuszczając ją powoli na ziemie. Chyba większego postępu nie powinien oczekiwać, ale czego się spodziewał? Nie łatwo ją rozgryźć, dlatego obiecał sobie, że zostawi własnemu losowi pokręconą księżniczkę. Jednak to właśnie los rzucił ją z powrotem w jego ramiona. Także upór i charakter Emmy fascynował go, w pewnym sensie chciał ją przełamać i zyskać nad nią przewagę, lecz rozmawiając z nią czuł się jakby rozmawiał z wzburzonym oceanem i to było najlepsze, była wyzwaniem. 
- Masz mi jeszcze coś do powiedzenia? - mruknęła zdezorientowana Emma, kiedy tak Hook pogrążył się w własnych myślach patrząc właśnie na nią. 
- Nie - odpowiedział z przekąsem unosząc swój metalowy hak do góry i wskazując nim Emmie drogę. - Radzę ci się wyspać i zostawić rum... hm? chyba, że chcesz...
- Dobra! - przerwała mu. - Wracam na ten twój przeklęty statek, zadowolony? 
O tak przecież zawszę musi robić to, co każą jej inni. Emma obróciła się na pięcie mając mętlik w głowie przez... wszystko! Przez matkę, którą przyrzekła uratować za wszelką cenę, przez swoją magią i wrogów. Miała dosyć siebie, swojego przeznaczenia oraz tego kim jest! 
Nagle poczuła, że pragnie krzyczeć, może w innej sytuacji przełknęłaby to dławiące gardło uczucie, ale nie dziś. Tak więc naglę obróciła się. - Wiesz może i dzisiejszej nocy zachowuje się jak kompletny błazen, ale to jest cholernie lepsze niż spojrzenie prawdzie w oczy, bo idealni rodzice kłamali przez całe moje życie, a nie mogę nawet za to na nich nawrzeszczeć, bo mama może w każdej chwili umrzeć. Wszyscy nazywają mnie bohaterką, więc co robi bohaterka... zawiera układ z Mrocznym, po czym ucieka i wyrywa matce serce, chce dalej uciec ale nie może, więc ląduje w cholernej pirackiej bandzie łudząc się, że jeszcze może wrócić do swojego dawnego życia. Ochhh!! - wrzasnęła wyrzucając na pół pełną butelkę złoto-brązowego płynu. 
Chyba czas najwyższy się schować twarz w dłoniach i udawać, że wcale nie otworzyła się przed piratem. Zacisnęła pięści w geście nadziei, że jego tu nie będzie i okaże się, że gadała co najwyżej do ściany. Przegryzła delikatnie wargę unosząc wzrok do góry, lecz Hook wciąż stał przed nią nie odzywając się ani słowem, postanowiła nie pozwolić mu jakkolwiek to komentować. 
- Chodziło mi o to, że nie chce, aby ktoś mnie potrzebował. Chce być wolna, więc najgorszą rzeczą jaką możesz zrobić dla siebie, to wydawać mi rozkazy, kapitanie - zakończyła, a jej głos stał się rzeczowy i zimny. Z tymi uczuciami Emma odeszła na Jolly Rogera. 

Cudowną, ciepłą noc spotkało gwałtowne oziębienie, niebo przestało tańczyć, a muzyka grać w uszach. Nastała cisza przerywana jedynie przez smutne zawodzenie wiatru zwiastującego... właśnie co? Co zwiastowała przerażająca pustka nawiedzająca duszę zarówno Emmy, jak i Killiana? Może nie długo się dowiemy. 
Tymczasem słońce zaznaczyło swoją obecność na horyzoncie otulając zimny świat naszej baśni. Czas na rozpoczęcie przygody, którą przecież nie może popsuć jedna gorąca noc. Tak więc nawet jeśli cała załoga wróciła nad ranem z nieokiełznanym bólem głowy, teraz musiała wziąć się w garść i zacząć pracować. 
Po kwadransie na pokładzie zaczęło robić się tłoczno od biegających ludzi, wnosili zapasy załadowane po brzegi w skrzyniach, dbali by wszystko było na swoim miejscu i działało jak należy podczas złych wiatrów. Pozostawało jeszcze tylko sumienie sprawdzić żagle i wytrzymałość grubych lin. 
Jednakże cała ich paca nie byłaby nic warta, gdyby nie jeden niezwykły człowiek przyodziany w czarny, skórzany płaszcz, z przywieszonym u boku rapierem, w którym odbijał się blask wschodzącego słońca, jego spojrzenie zwykle szelmowskie, mroczne teraz było w pełni skupione - to on z właściwą sobie pewnością ustalał wraz z kilkoma swoimi najlepszymi ludzmi północy kurs na krainę zwaną Moor... aż w końcu nadszedł ten moment. 
Nieważne ile razy Killian monotonie powtarzałby tę samą czynność, moment wypłynięcie na niezmierzone wody zawszę pozostawał dla niego upajający niczym najmocniejszy trunek. Kiedy czujesz jak zrywający się wiatr uderza na twoją twarz ze wzmożoną siłą, czujesz jak pojedyncze krople wody wirują w powietrzu nasyconym cudownym zapachem morza i wolności. O tak, to chwila kiedy krew zaczyna buzować w żyłach, kiedy upijasz się najwspanialszym uczuciem, wolnością. 
- Stawiać żagle! - krzyknął zdzierając gardło, na pokładzie rozbrzmiały wzburzone głosy załogi Jolly Rogera, ich kapitan ciężkimi krokami podszedł do steru i położył na nim swoją jedyną ręką. Ach nie mógł powstrzymać uśmiechu cisnącego się na usta. 
Z dumą ogarnął wzrokiem swój statek, spojrzał na powiewające na wietrze śnieżnobiałe żagle, tak zapierały dech w piersiach. Nagle jednak jego wzrok przeniósł się zupełnie w inne miejsce, tam gdzie oparta o barierkę stała kobieta nie z tego świata, z rysującym się na twarzy szerokim uśmiechem i rozwiewanymi przez wiatr jasnymi włosami. 
Jakby wyczuwając spoczywający na sobie wzrok odwróciła się do niego. 
- Kapitanie... myślę, że idzie ci całkiem nieźle - rzekła Emma z uznaniem. 

Pierwszy dzień na morzu był beztroski i tak, to właściwe określenie odnoszące się do nieziemskiej barwy czystego nieba, spokojnego horyzontu nasyconego wiecznym ukojeniem. 
Tak wielkie, tak niebieskie, tak piękne... 
Statek był jak jedna ogromna, nie zawszę urokliwa kołysanka. Na początku co silniejsze kołysanie było denerwujące, szczególnie gdy chciało się ukryć w tłumie, lecz z czasem stało się to nieodłączną częścią podróży, jak oddychanie. Wróćmy do słowa ukryć? To Was martwi? 
Emma nigdy nie przyznałaby się do ukrywania się, to zwykła bierność taktyczna, a wypracowała ją podczas sprzeczek z Śnieżką, kiedy coś przydatkiem wymknęło się jej spod kontroli. Dokładnie tak jak poprzedniej nocy, parę słów, dobra zbyt dużo słów wymknęło się z ust osączonych ohydnym rumem. Nie chciała rozmawiać z Hookiem, w ogóle nigdy nie chciała go poznawać, był jej zbędny i do tego stał jej na przeszkodzie. 
Postanowiła więc pozwiedzać statek, popatrzeć na niebieskie niebo i dla każdego sprawiać wrażenie nieprzeniknionej wojowniczki. Z czasem doszło jednak Emmy, że na statku wcale nie ma dużo zajęć, kiedy tak wałęsa się samotnie to na dziób, to na pokład, albo ewentualnie do swojej ciasnej kajuty. 
Aż słońce obniżyło się, zgasło i nastała ciemność.
Emma spędzała wieczór w samotności, leżąc na plecach i gapiąc się beznamiętnie w górę. Na początku myślała o mamię i Wodzie Życia, którą obiecała odnaleźć, potem pragnęła o wszystkim zapomnieć i tak znów powróciła myślami do nieuniknionego. Jej uczucia były nieokiełznane - w jednej chwili nienawidziła rodziców i ich kłamstwa, w drugiej za wszelką cenę chciała ich ratować udowadniają wszystkim, że potrafi więcej niż ładnie wyglądać. Także gdzieś tam w głębi zastanawiała się nad istotą Wody Życia, magii która miała ją wybawić od wszelkiego zła. Zagadka tak bliska jej duszy była boleśnie fascynująca, bo zarazem wiązała się z niesamowitą przygodą jak i bólem przełamania własnych słabości. 
Wszystko kołysało, w prawo, w lewo, w uszach zaczęło szumieć, Emma złapała się za głowę myśląc, że cały ten wybuch dzieję się tylko w nękanym demonami umyśle, lecz to nie prawda. 
 Naglę otrzeźwiała podnosząc się gwałtownie, szarpnęło ją tak mocno, że o mało nie przewróciła się, w ostatniej chwili zdołała schwytać się poręczy dwupiętrowego łóżka. Coś było nie tak, a zbyt zajęta sobą nawet tego nie zauważyła.
Teraz poważnie zalękniona nie miała zamiaru siedzieć bezczynie, nie zależnie od tego czy na górze spotka Hooka czy nie. 
Wbiegła po schodach znajdując się natychmiast na pokładzie, przez ten czas zdążyła się sporo po obijać o ciasne ściany statku. 
Kiedy stanęła na zewnątrz najpierw musiała znaleźć równowagę tak ciężko wyćwiczoną w monotonnych treningach na zamku. Dopiero po chwili zorientowała się w sytuacji: była noc, lecz nie sądziła, że będzie tak głęboka, pochłonięta przez ciemność, jedyne światło dawały nieliczne lampiony rozbujane przez szarpiący nimi porywisty wiatr zmieszany z ostrym deszczem. Och, jednak wiatr był najstraszniejszy, zawodził niczym głodne wilczysko żądające ofiar, a morze niczym cicha wspólniczka czekała tylko na moment, gdy jakieś niedorajdzie powinie się noga, by mógł wpaść w jej zimny uścisk. 
Emma zatoczyła się do tyłu uderzając przypadkiem jakiegoś pirata, to jednak nie czas na litość, ktoś po prostu odepchnął ją wracając do swojego zadania. Swan zacisnęła pieści i wbiegła na ster poszukując wzrokiem swego kapitana, odnalazła go pomimo panującego wokół wiru ludzi i wzburzonego morza. 
- Swan, wracaj do kajuty! - usłyszała głos przebijający się do niej jak przez ścianę. Bez względu na wszystko musiała do niego podejść, przecież mówiła mu, że nie lubi rozkazów. 
- Nie mam zamiaru! Chce pomóc! 
- Pomożesz schodząc mi z drogi - odparł gniewnie walcząc z sterem. Emma nie ruszyła się z miejsca, zrobił więc to co mu pozostawało. 
- Garet! Malcolm! - warknął przez gardło i za chwile obu mężczyzn stanęło przed nim na baczność. - Przejmujecie stery, sztorm odchodzi na północ, odbijamy na wschód! 
Mówiąc to złapał Emmę za ramię i pociągnął przez schody. 
- Wschód?! Ej, zatrzymaj się! - wrzeszczała protestując, jeszcze chwila i to ani nie morze, ani nie sztorm zagrozi niepokonanemu piratowi, lecz jej własna pieść. - Przecież to zupełnie inny kierunek, mieliśmy trzymać się planu. 
W tym momencie usłyszeli pełnej bólu krzyk, przerwany przez szarpiący statkiem wicher i niszczące fale. 
- Obejrzyj się, tego nikt nie planuje - zawołał Hook głosem, który przeszywał na wskroś, po czym obrócił ją do siebie ściskając za ramiona. - Niektórych rzeczy nie da się zaplanować, Swan. To nic złego poddać się emocją, musisz tylko wierzysz, że sprostasz panującej wokół burzy! Rozumiesz!
- Naprawdę myślisz, że to dobra chwila - odrzekła Emma wyłamując się z letargu jakiego wprowadziły ją słowa Killiana. 
- Może nie ma złych chwil, są tylko te nie wykorzystane - odparł i zaraz podbiegł do miejsca skąd niedawno dobiegał krzyk. Emma ruszyła za nim. 
- Co się stało?! - rozległo się skierowane do załogi ostre pytanie ich kapitana. 
Akcja rozgrywała się tuż pod jednym z masztów, dwóch mężczyzn ciągnęło nieprzytomnego towarzysza, którego twarz zasłaniała wylewająca się z rany na czole ciemna, gęsta krew. 
- Jedna z lamp oderwała się od ściny, a wiatr rzucił ją prosto w głowę Branda. 
- Zanieście go pod podkład, niech ktoś z nim zostanie, opatrzy rany i wraca na statek. 
- Kapitanie! - dobiegł ich kolejny głos nadchodzący od tyłu. - Liny na szalupach nie wytrzymały i jedna z nich odłączyła się. Brakuje nam ludzi, Garet i Malcom wciąż są na sterach... - nagle pirat skulił się pod gniewnym wzrokiem kapitana Hooka. 
- Idiota! Nie widzisz, co się dzieje! - warknął. 
- Ja pójdę! - krzyknęła Emma przekrzykując wszystkich i wszystko wokół. 
- Nie znasz się na tym, zmykaj pod podkład. 
- Poradzę sobie - odparła tonem, który kończył wszelkie pretensje do roszczeń. 
Killian przez chwile obserwował ją jak biegnie za piratem, który niechętnie musiał przyjąć pomoc kobiety. Emma dostała liny, które przerzucała na zmianę od rąk do rąk zawiązując przy tym mocne węzły. Nie można było powiedzieć, że nie potrafi sobie radzić. 
- Achh! - warknął Killian przeczesując palcami mokre od deszczu włosy i ruszył w kierunku swojego steru. 

Kiedy tylko Jolly Roger umknął burzowym chmurom nastał względny spokój, ostatnim śladem dawnego sztormu pozostał drobny deszcz ochładzające rozgrzane twarze załogi. 
Podczas, gdy statek płynął nieśpiesznie nurzając się w zimnym morzu Swan przechadzała się wolnym krokiem. Obserwowała uważnie swoje stopy stąpające po mokrych deskach pokładu i rozkoszowała się nieziemskim powietrzem uwolnionym od wszelkich napięć. 
Była wykończona, lecz czuła zarazem ulgę, dziwnym zrządzeniem losu to właśnie sztorm uwolnił jej umysł zmartwień, choćby to miało trwać tylko moment, czuła się szczęśliwa. Postanowiła właściwie wykorzystać chwile. 
Podeszła do Killiana, stał oparty o żółtą balustradę na dziobie statku. 
- Przepraszam za ostatni wieczór w karczmie, nie powinnam tak... wrzeszczeć bez sensu. 
Hook zerknął w jej stronę z zaciekawieniem. 
- Hm? - mruknął przyglądając się jej twarzy, zmęczonej i za razem pełnej wewnętrznej ulgi. - Właściwie... - zaczął - to było dosyć interesujące. 
- Interesujące - żachnęła się, to było jej życie, a nie interesująca historyjka. 
- Próbowałem poskładać w całość wszystko, co o tobie wiem i muszę przyznać, że nie jesteś jedynie śliczną blondynką. 
- Czy to miał być komplement?
- Zależy jak na to patrzeć - odparł, a kącik jego ust uniósł się do góry. Emma przechyliła niewinne głowę na bok. 
- Pozwól, że podsumuje: jesteś księżniczką podróżującą z piratami, wymachujesz mieczem, okradasz i czarujesz - tu w sensie nie tylko przenośnym, kłopoty na zamku i matka... której wyrwałaś serce. Domyślam się także, że pomimo złości na rodziców za to, że cię z jakiegoś powodu okłamywali wciąż chcesz jakimś cudem ich uratować. Mam racje?
- Niestety tak. Cieszę się, że nie powiedziałam ci więcej - odparła szczerze. 
- Moja ciekawość została jednak niezaspokojona - szepnął z dziwnym błyskiem w oku. 
- Ciekawość jest bardzo niebezpieczna - odparowała nieugięta, na co usłyszał równie intrygującą odpowiedź:
- Tak jak ty, Swan.
Nie odpowiedziała już nic więcej, uśmiechnęła się nieznacznie i odeszła w drugą stronę. Dobrze, że nie widziała ciągnącego się za nią spojrzenia Hooka, jego mroczne, błyszczące oczy wyrażały, że wie o niej znacznie więc niż przypuszczała - o dziwo znał jej zadanie nawet lepiej od niej samej i póki co nie zamierzał rezygnować z własnego planu. 
Killian podniósł wzrok na rozchodzące się przed nim czarne, nocne wody i... zmrużył powieki, coś z oddali zamajaczyło na horyzoncie. Wyczekiwał w samotności nieznanego. Intuicja człowieka, który spędził całe życie na morzu podpowiadała mu, czym jest ten migoczący cień. 
Wrak. 
Po drodze Jolly Roger zaczął mijać połamane deski, powyrzucane meble i skrzynie, nic cennego, a jednak... Hook wiedział, że morze pochłonęło coś o wiele droższego niż pieniądze i piękne suknie - zabrało życie. 
Nasz statek płynął powoli w ciemnościach pośród zniszczenia. Jak to możliwe, że coś tak niezwykłego jak bezgraniczne morze, jest zarazem tak okrutne i bezwzględne. Dwa oblicza zbyt dosadnie obrazujące władzę przypadku nad życiem i śmiercią. 
Wokół kapitana zebrało się kilkoro ludzi, zaciekawiona zbiegowiskiem podeszła również Emma. 
- Co... co to jest? - szepnęła do siebie. 
- Wracajcie do swoich zajęć! - padł rozkaz kapitana, ludzie jednak niechętnie ruszali się z miejsca wpatrując się w ciemną noc, czyżby szukali ciał? 
Zniechęceni po chwili zaczęli się rozbiegać, w przeciwieństwie do Emmy, ona nie mogła pogodzić się z tym widokiem. Jolly Roger wciąż płynął, a ona wciąż miała swoje zadanie, lecz ci pozostali? Nie pozostało po nich nic więcej niż skupiska drewna i tkanin. 
- Emma, powinnaś się położyć, jesteś zmęczona, a przed nami nowy dzień. 
- Zaczekaj - mruknęła nieobecna. 
- Proszę...
- Nie, zaczekaj! - powtórzyła tym razem głośniej. - Tam chyba ktoś jest! 
- Wydaje ci się, jesteś zmęczona nikt tego nie przeżył - naciskał - musieli trafić w samo serce sztormu. 
Emma jednak nie dawała za wygraną. 
- Nie tam ktoś jest - upierała się nie odrywając wzroku od jednego punktu. Hook podążył za nią, czyżby miała rację? Ale to nic nie zmieniało. - Tam na tej wielkiej skrzyni, musisz też to wiedzieć. To kobieta - stwierdziła po chwili. 
- Za późno, Emma. Wracaj do swojej kajuty - kontynuował Hook z odrobioną gniewu w głosie, który narastał. Czas przyśpieszył, jakby zbyt szybko zaczęli zbliżać się do punku tak wyczekiwanego przez Emmę, miał złe przeczucia. 
- Ona może potrzebować pomocy - odezwała się po raz pierwszy nawiązując z nim kontakt. 
- Chyba oszalałaś, co chcesz zrobić?
Emma jeszcze raz rzuciła wzrokiem na postać kobiety, teraz miała pewność, dryfowała na morzu i choć Emma miała świadomość, że sytuacja wyglądała beznadziejnie, nie mogła oprzeć się myśli, że ta kobieta ją potrzebuje.
Nie zastanawiając się dłużej oparła się o balustradę stawiając na niej swoją stopę. 
- Hej, co robisz! - zareagował natychmiast Killian łapiąc ją przed wyskokiem. Jej nagły czyn znów przyciągnął uwagę załogi która nie odrywała wzroku od kapitana i jego niezwykłej towarzyszki. 
- Musisz pozwolić mi samej decydować - poprosiła cichym głosem. - Wiem co robię. 
- Możesz się zabić, nie wiesz co robisz! - odparł Killian wściekle, nie miał co ukrywać, ten czyn był nawet bardziej idiotyczny niż picie rumu w karczmie. 
- Po prostu mnie puść - powiedziała spokojnie i naglę ręka Killiana zwolniła uścisk.
Postawiła na swoim, tak? Skoczyła w głąb lodowatej wody, w środku nocy za obcą kobietą, która prawdopodobnie i tak już nie żyje. 
- Przeklęta bohaterka - mruknął do siebie Killian, by za chwile krzyknąć do załogi - Wyrzucić na morze liny! 
Jego oczy czujnie obserwowały Emmę, zatopiła się z morzu pozwalając mu na chwile pochłonąć całą siebie, Killian naprawdę bał się, że nie wypłynie... upadek na pewno był bolesny, przecież tak wielu nie dało rady morzu. Odetchnął z ulgą, kiedy wynurzyła się łapczywie łapiąc cenny oddech. Swan nie czekała długo, nie oglądała się nawet za siebie, zaczęła jak najszybciej płynąć w kierunku dryfującej bezwiednie kobiety. 
Zatrzymała się dopiero będąc przy niej i otoczyła ją ramieniem, Hook był pewny, że coś mówiła... och, bał się myśleć jak dalej to wszystko się potoczy. Jedno słowo i wszystko stało się jasne. 
- Żyje! - krzyknęła uradowana Emma. - Ona żyje! 
Hook przeklął pod nosem, to naprawdę fatalny obrót sprawy. Dodatkowa pasażerka? Nie, to obłęd, czy oni wciąż są na pirackim statku, a może teraz to pierwsza pomoc rybacka? 
Ona może nie przeżyć, myślał sobie, może wydaje właśnie ostatnie tchnienie... prawdę mówiąc przecież mogła mieć gorszą śmierć, ta nadchodziła prawie bez boleśnie, jak zimny sen. 
Ale gdyby przeżyła, jak potoczy się dalej podróż jego i Emmy? Mogła zepsuć cały plan, skomplikować wszystko. Naprawdę okrutny losie!
Nim się obejrzał jego załoga pomagała wejść już Emmie trzymającej w ramionach swoją ofiarę sztormu. 
Jakim cudem przeżyła? Przecież była blada jak trup, a może wrażenie to potęgowały ciemne, długie włosy okalające twarz i równie ciemna suknia przylepiona teraz do ciała. Mimo to kobiecie nie można było odmówić urody, wyglądała na silną, a opisać można ją było mianem majestatycznej i mrocznej zarazem. 
- Ona żyje - powtórzyła szeptem Emma łapiąc oddech, ktoś rzucił jej parę szarych koców, którymi zaczęła okrywać nieznajomą. 
Hook nie dowierzając przerzucił wzrok na ciemnowłosą postać. Gdyby nie wolny, nieregularny oddech zaznaczony przez poruszającą się klatkę piersiową, mógłby pomyśleć, że była jedynie zimnym posągiem wyrzeźbionym z marmuru lub duchem nawiedzającym jego ukochany statek.

❀❀❀

Miałam długą przerwę, nie będę dużo pisała, gdyż wystarczy sięgnąć do ostatniego mini-postu. Teraz jakoś nic się nie zmieniło, mam zbyt wiele zajęć , ale przecież nie zrezygnuje ze swojej pasji jaką jest pisanie. A maturka próbna zdana... ale matura to bzdura. 
Tak w ogóle jak rozdział? Oby był dobry, ja osobiście mam dziwny stosunek do moich rozdziałów, wiem, że włożyłam w niego serce, lecz zawsze mi czegoś brakuje - jakby wewnętrzny głos w mojej głowie mówił, że mogłam lepiej... Hm? Ogólnie pierwsza scena jest nawiązaniem do finału 3 sezonu OUAT, jednego z moich ulubionych odcinków, więc mam sentyment, lecz ogólnie staram się być w miarę oryginalna. Np. wymyśliłam piękną scenę CS i tak sobie pomyślałam, że gdyby ta scena (o której niedługo napisze haha) pojawiła się w serialu, większość anty-CS zaczęłaby rzygać tęczą i cukierkami (sorry za wyrażenie), ale mam nadzieje, że Wy będziecie czekać na tą scenę. 
A na koniec wlepiam taki plakacik z nieznajomą kobietą z lodowatego morza, już nie mogę się doczekać kiedy przedstawię Wam jej historię, 


wtorek, 24 listopada 2015

Cisza, bo...

Krótki wpis, dlaczego nie pisze... po pierwsze miałam techniczne jak i duchowe problemy (i nie tylko problemy, bo pobawić, odpocząć też trzeba), więc z pisaniem u mnie kiepsko, ale dobra wiadomość jest taka, że mam już początek nowego rozdziału. Poza tym mam jak zwykle masakrę w szkole, tym bardziej, ze matury próbne (hehe dziś piałam z polaka... Boże! Uchroń mnie przed matmą!!!). Bardzo chciałabym pisać i mam nadzieje, że w następnym tygodniu opublikuje rozdział. Chciałabym do was wrócić, tylko czy o mnie nie zapomnieliście?? Błagam, oby nie! 

Wrócę na dniach, I swear on Killian Jones. 

Ps. Na koniec mój ulubiony obrazek, który zrobiłam x czasu temu... 


niedziela, 18 października 2015

V. Układy w Zaczarowanym Lesie cz. 2


Woda życia? To chyba jakaś paranoja. Bajka! Nie można podążać za urojeniem, fantazją zupełnie obcej staruszki, która w dodatku przekonana jest o szalonym pokoleniowym powiązaniu - daleka wnuczka pierwszego poszukiwacza Wody Życia?
Z całą pewnością jest to jeden wielki obłęd.
Naprawdę? Więc jeśli tak, to dlaczego Emma wbrew swoim myślą, wpatrywała się błagalnie w David'a domagając się prawdy.
Nie. Nie. Zbyt dużo wątpliwości, same pytania bez odpowiedzi...
- Tato, chce po prostu wiedzieć, czy ta staruszka mówiła prawdę. Czy istnieje lek, sposób na uratowanie mamy - powiedziała wskazując ręką na pogrążoną w śnie Śnieżkę. - I czy ja mogę go zdobyć.
Ale on milczał i zaprzeczał. Nie wiedział nic o niezwykłych przodkach, ani o tajemniczym lęku. Emma zaciskała zęby ze złości i bezsilności.
Dość. Uwolnić umysł? Czemu to jest takie trudne? Za każdym razem, kiedy układasz swoje życie, kiedy odzyskujesz nadzieje i wiarę... mówisz, znajdę rozwiązanie, poradzę sobie... wtedy znowu los, cholerne przeznaczenie wali cię obuchem w głowę.
I choć wciąż oddychasz nie wiedząc dlaczego, trzymasz się na nogach pośród wirującej wokół pustki słysząc natarczywy głos mówiący ci: upadłaś - jesteś i byłaś tą pokonaną. 
Czy kiedyś będę tą wygraną, myślała Emma. Na pewno nie teraz stojąc w pokoju rodziców, patrząc na nieprzytomną matkę ułożoną przez troskliwych opiekunów na królewskim łożu - nie teraz patrząc w oczy ojca wiecznie czuwającego przy swojej ukochanej. Nie musiała o nic pytać, wiedziała, że jego serce pękało z każdym kolejnym słabnącym oddechem Śnieżki - za to serce Emmy rozpadało się od sekretów wychodzących na światło dzienne.
David podszedł do córki, do zmęczonego i nieszczęśliwego człowieka. Chciał ją pocieszyć, przytulić, lecz ona odsunęła się.
- Nie - zatrzymała go przenikliwym zimnem.
- Emmo, zacznijmy od początku, proszę cię... - odparł David dławiącym głosem.
- Ale gdzie jest początek? - wyrzuciła wściekle. - Kiedy jakiś facet wyruszył na poszukiwanie przeklętej wody, kiedy ktoś bez pytania okrzyknął mnie wybawicielką, czy teraz gdy umiera mama! Bo nie wiem, gdzie jest początek, ani co mam robić.
David próbował zachować spokój w całej tej pokręconej sytuacji, lecz wszystko było zbyt skomplikowane i takie zimne, cały świat wokół wydawał się piekielną lodową krainą, do której cała jego rodzina nagle została wepchnięta.
- Woda Życia nie istnieje - powiedział - to zapomniana bajka, a wierząc w nią narazisz tylko siebie na niebezpieczeństwo, nie opuszczaj mamy w takiej chwili.
Swan nie mogła powstrzymać grymasu, który wykwit na jej twarzy, miała się roześmiać, czy płakać?
- Więc poddajesz się, tato? - zapytała niedowierzająca. - Będziesz po prostu czekał na jej śmierć? I ty mienisz się bohaterem?
- To nie tak! - zaprzeczył rwąc się do przodu.
- Właśnie tak to wygląda i nie mów mi, że to bajka, bo czasami wydaje mi się jakbyśmy codziennie żyli w jakieś chorej bajce. Ale ja jestem prawdziwa i śmierć mamy również!
Zamilkła powoli cofając się do drzwi komnaty. Emmie nie wystarczyło jednak odwagi, aby w gniewie pożegnać z ojcem. Przylgnęła do starego drewna walcząc pomiędzy wściekłości a miłością do rodziców.
Niespodziewanie poczuła na swojej dłoni dotyk Davida, drgnęła ale nie spojrzała na niego.
- W całym tym zamieszeniu, proszę cię Emmo, pamiętaj jedynie kim jesteś.
- Tato, ale ja nie wiem kim jestem - odpowiedziała mu przymykając ciężkie powieki.
 - Jesteś naszą córką - odparł David nie chcąc wypuścić Emmy,  jego małej księżniczki w zbroi.
Lecz innej możliwości nie było.

Emma musiała potwierdzić, czy historia o przodku szukającym Wody Życia była prawdziwa. Czy bezimienny poszukiwacz okaże się jej bliski i prze wszystkim rzeczywisty?
Dlaczego dowiaduje się o tym teraz?
Bezczelny los?
Szansa, czy pułapka? Co innego pozostaje jej niż zaryzykować. Nie czuła, że ma coś do stracenia.
Skierowała kroki ku królewskiej bibliotece. Mieściła się ona w zamku i była, jak na wielką bibliotekę przystało, ogromna. Cóż... dla Emmy komnata z tysiącami starych ksiąg zawszę była przerażająca i zarazem strasznie pociągająca. Aż ciarki przechodzą po plecach od tajemnic jakie mogła skrywać.
Gdy Emma była dzieckiem spędzała w bibliotece tygodnie na zabawie w poszukiwacza zagubionych wspomnień. Wspinała się na najwyższe szczyty półek odkurzając swoimi sukienkami dawno osiadły kurz, rozrzucała książki i wynajdowała najciaśniejsze kąty w których mogła znaleźć upragniony skarb. Jednak ku jej rozczarowaniu największym znaleziskiem okazała się pożółkła od starości kartka z informacją "nie zbieraj malin po zmroku".
Jakże cenna uwaga, prawda?
Po wielu latach Emma znów była poszukiwaczką, lecz tym razem wagę znaleziska szacowała na cenę swojej przyszłości. Ruszyła więc przed siebie spoglądając na pierwszą półkę w której mogła znaleźć coś na temat genealogii swej rodziny - a przynajmniej ze strony Śnieżki.
Pierwsza księga została agresywnie wyrzucona po upływie mniej więcej pół godziny siedzenia w książkach i bezsensownych ryciach drzew genealogicznych.
Po drugiej wbijającej się w przestrzeń księdze Emma usłyszała cichy trzepot... hm? Trzepot skrzydeł... odwróciła się z irytacją i wściekłością, którą nabawiła się w trakcie poszukiwań.
Czyż jej życie nie jest koszmarną bajką? Nawet w bibliotece prześladują ją magiczne istoty.
- Niebieska - mruknęła księżniczka wznosząc oczy ku górze.
- Witaj Emmo - przywitała się mała, niebieska wróżka, która z gracją utrzymywała się w powietrzu. - Może mogłabym ci pomóc?
- Myślę, że to nie jest najlepszy pomysł - odparła Swan nie chcą słyszeć tych pełnym nadziei sentencji wróżek.
- Powiedź mi czego szukasz, a może będę znała odpowiedź.
- Och, nie potrzebuje pomocy wróżki chrzestnej, świetnie radze sobie sama.
Niebieska uśmiechnęła się wymuszonym grymasem i przysiadła na małym stosie książek leżących na stole.
- Nie dla mnie, lecz dla swoich rodziców, porozmawiaj ze mną - poprosiła cichym głosem, który rozchodził się w pustej przestrzeni biblioteki. - Szukasz Wody Życia. Nie wiem, kto ci o tym opowiedział, ale powinnaś porzucić tę myśl.
- Im więcej razy słyszę, że nie powinnam tego robić, tym bardziej mnie do tego ciągnie - powiedziała Emma przechylając leniwie głowę. - Z twoich słów wnioskuje, że Woda Życia istnieje, a więc mogę uratować mamę.
Zadrżała na myśl o iskierce nadziei, która właśnie narodziła się w jej duszy.
- Nie znasz ceny magii. Ani nie wiesz, co kryje w sobie opowieść.
- To mnie oświeć. Niech chociaż jedna osoba będzie ze mną szczera - wycedziła Emma, dodając zaraz łagodniejszym głosem. - Odpowiedź mi na przykład o moim przodku.
- O tym również wiesz - zauważyła Niebieska. - Skąd?
- Nie ważne - rzuciła Swan. - Czekam na wyjaśnienia.
Niebieska odetchnęła głęboko i w zaistniałej sytuacji przeobraziła się do ludzkich rozmiarów.
- Dawno temu na królewskim dworze żyła wyjątkowa rodzina, którą spotkało wielkie nieszczęście. Nieznana choroba dotknęła ojca trojga rodzeństwa. Wtedy zrozpaczeni synowie postanowi sięgnąć po zakazaną magie i wyruszyć po Wodę Życia. Nikomu nie udało się powrócić, nawet najmłodszemu synowi, który podobnie jak ty miał niezwykłą moc. Ty pochodzisz z jego rodu.
Serce Emmy ścisnęło się niespodziewanie, magia; z lękiem błyszczącym w oczach spojrzała na niebieską wróżkę.
- Istnieje szansa, że mógł odnaleźć wodę, prawda? - zapytała Emma pragnąc przerzucić temat.
- To wszystko jest tajemnicą, mroczną tajemnicą, Emmo. Nie wiemy, co stało się z braćmi... oni poświęcali wszystko, rodziny, synów... w pogoni za nieznanym. Jedyne, co wiemy na pewno ze starych podań jest to, że miejsce ukrycia Wody Życia jest niezwykłe i kryje w sobie zarówno dobrą jak i złą magie.
- Może to jest właśnie to, co powinnam zrobić, nie sądzisz? Może to jest moim przeznaczeniem.
- Albo twoją zgubą. Nie na darmo skarb został ukryty na wieki. Nie jest to tylko moje zdanie, ale i wszystkich magicznych stworzeń.
Emma zerwała się dotknięta nagłym impulsem. Dlaczego każdy zabrania jej mieć nadzieje?
- Nie zgadzam się - powiedziała. - Nie poświęcę jedynej szansy na ratunek mamy, ona nie zasłużyła na śmierć. Wszystko komplikujesz. Daj mi chociaż spróbować, gdyż nie chce siedzieć z założonymi rękami.
I tak czekała w ciszy na jakiś ruch ze strony Niebieskiej, lecz ona bez słowa spuściła głowę.
- Jeśli nie dla mnie, zrób to dla Śnieżki - poprosiła cicho Emma, jak jeszcze niedawno sama wróżka.
Nic. Rozczarowana obróciła się w stronę wyjścia. Więc skończyło się jak zwykle - jedna wielka porażka. Bo co miała zrobić z faktem istnienia skarbu? Co? Przekopać ogródek, czy przeszukać doniczki? Żaden przeklęty przodek, żadna magia nie wskaże jej, co powinna zrobić, ani od czego zacząć.
Jak samotnie ma odnaleźć drogę ku światłu?
- Emmo, zaczekaj!
Niebieska pojawiła się tuż przed twarzą Emmy znów w postaci małej wróżki.
- Nazywał się Nathaniel. W królestwie Moor istnieje miejsce, które wybudowała ukochana Nathaniela ku jego pamięci. Być może tam znajdziesz odpowiedź.
Oddech utknął w płucach Emmy - lecz teraz po prostu z ulgi. Odchyliła głowę do tyłu tłamsząc uśmiech, by po chwili powiedzieć zwykłe dziękuje.
- Śnieżka nie przeżyje do końca twojej wędrówki - przypomniała smutnym głosem Niebieska.
- O to nie musisz się martwić - odparła Emma z uśmiechem w geście pożegnania.

Najmłodszy z braci nie chcąc patrzeć na cierpienia ojca zatopił w jego klatce piersiowej dłoń i wyrwał z niej gasnące serce... dopóki trzymał w swoich dłoniach zaklęte serce, jego ojciec żył będąc jednocześnie martwym.
To najbardziej okrutna rzecz na świecie, wykraść komuś cząstkę jego jestestwa... pozbawić go woli! Ale to jedyna możliwość. Jedyna.
Emma nawet nie spodziewała się jak wielkie pociągnie to ze sobą konsekwencje.
Jednakże pierwsze kroki po wyjściu z biblioteki skierował do swojej komnaty, ukochanego miejsca pełnego wspomnień z którym zbyt często musiała się żegnać.
Kolejna wspaniałą przygoda, lecz jeszcze nigdy przyszłość nie wydawała się tak skomplikowana, niepewna jakby otoczona przez mgłę.
Emma przezwyciężając drżenie sięgnęła do szafy wyciągając z niej brązową torbę przypominającą w pierwszej chwili nieduży worek. Spakowała do niego koszule, jedną wygodną suknie i oraz ciemnoczerwoną pelerynę. Na siebie zaś ubrała dopasowane spodnie w nijakim odcieniu, cóż...  nie mogła się wyróżniać, co w jej przypadku było trudne; do tego biała koszula z skórzaną, ciepłą kamizelką i ciemne kozaki o długich cholewach, które mocno ściągnęła aż do kolan sznurówkami. Na koniec do pasa przypięła swój miecz z głupia nadzieją, że nie będzie musiała z niego korzystać.
Jeszcze trochę pieniędzy, zapasów... tak pełna lęku i wewnętrznego podniecenia przygodą mogła stwierdzić, że jest gotowa. Gotowa? Co ona sobie wmawia... po prostu poddaje się losowi.
W drodze do komnaty swojej matki Emma wpadła na David'a. Czy to dobrze, czy źle nie potrafiła określić. Ale chyba powinien wiedzieć.
- Emma! - zawołał z przerażeniem. - Wyruszasz na poszukiwania? - spytał, choć bardziej zabrzmiało to jak stwierdzenie faktu.
- Musze - odparła mu spoglądając na drzwi od pokoju Śnieżki. - Czy z mamą ktoś jest?
- Oczywiście - rzekł. - Nikt jej nie opuszcza. Ona może... naprawdę chcesz wyruszyć?
- Tato, mama nie umrze... a na pewno nie teraz. Nie dopuszczę do tego - powiedziała z przekonaniem. Czy zdoła to zrobić? Czy będzie wystarczająco silna? - Potem zdobędę dla niej lek, za wszelką cenę.
- Jak? O czym ty mówisz? - zaniepokoił się. - Co chcesz zrobić?
Emma nie odpowiedziała natychmiast. Podbiegła do drzwi komnaty i z krzykiem, nie kontrolując własnego głosu wygoniła przebywających tam Krasnali.
- Tato, ja muszę wyrwać mamie serce - powiedziała patrząc na zmieszanego ojca, lecz nie mogła zważać na jego zakazy, wkroczyła do komnaty barykadując drzwi.
Jak do tego doszło? Zawsze brzydziła się magią, była jak niepasujący kawałek dla jej stabilnego świata... tak bardzo broniła się przed mocą...
Och, musiała przywołać  to, czego najbardziej się obawiała - mrok. Tylko on będzie w stanie przebić się przez bariery i dotrzeć do serca.
Teraz! Nim David sforsuje nędzną barykadę podstawioną pod drzwiami.
Zatopił w jego klatce piersiowej dłoń i wyrwał z niej gasnące serce... w jej głowie rozbrzmiał głos staruszki.
Tak, muszę to zrobić... sięgnąć w najgłębsze zakamarki duszy... nie zastanawiać się - poczuć.
Och, David przedostał się do komnaty wbiegając jak szalony., lecz nagle zamarł.
Było już za późno. Emma walcząc o oddech trzymała w swojej dłoni bijące szkarłatne serce, a jej wzrok... tak głęboko wpatrzony w swoje dzieło był przerażający.
Małe, przypominające kryształ serce, tak cenne i takie kruche. Jednak, czy gdzieś tam w głębi pomimo bijącego światła nie skrywało iskierki ciemności? Tak. I to ona naprawdę przyciągała uwagę.
Musiała powrócić do rzeczywistości.
- To jedyna szansa - powiedziała łamiącym głosem zwracając się do ojca.
Lecz nagle Emma poruszyła się pod wpływem dziwnego przeszywającego zimna. Przeniosła swe spojrzenie na spoczywające w dłoni serce matki... zaczęło bić nierównym rytmem, aż w końcu rozpłynęło się w powietrzu. Znikło!
- Jak? - mamrotała zaciskając puste dłonie, które jeszcze przed sekundą ściskały niezwykłe serce.
- Cora - wyszeptał David przypominając sobie dawne słowa pewnej czarownicy, gdy wraz z Śnieżką zawierali przed laty układ.
Teraz twoje serce należy do mnie, Śnieżko. Przyjdę kiedyś po nie i po twoją córkę. Nie sprzeciwisz się ani mnie, ani przeznaczaniu Emmy.
Jak to szło? Magia zawszę ma swoją cenę.

Dzień zbliżał się ku zachodowi, a świat wraz z nim pogrążał się w ciemności, kolory blakły z każdą kolejna minutą. Ponad to zrywał się mroźny wiatr otaczający coraz silniej samotną postać kobiety pędzącej na rozpędzonym wierzchowcu.
Uciec, uciec jak najdalej i jak najszybciej.
Lecz musiała zwolnić widząc bramy miasta, musiała otrzeć łzy i przybrać kamienną maskę nieugiętej bohaterki.
Emma Swan znalazła się w tłumie ludzi, którzy na przekór dniowi właśnie teraz zaczynali swoje życie. Szum był ogromny, setki rozmów, śmiechów i krzyków łączących się w nieznośnej kakofonii dźwięków.
Och, czy kiedyś umilkną!
Przestańcie wieczne powtarzać wciąż od nowa te bzdury! Ile razy kłamstwo z ust ukochanej osoby uderzy w moje serce, myślała Emma, ile razy jeszcze będę musiała walczyć sama ze sobą, by móc komuś zaufać.
David nie miał wyboru, cały świat runął, a sekrety nie miały już znaczenia. Łamiącym głosem zmuszony był do opowiedzenia Emmie wszystkie o dniu jej narodzin, o układzie z Corą, która przy ostatnim spotkaniu przyrzekła im, że powróci zabierając serce Śnieżki. Jednak to nie była metafora. Tak okrutne pozbycie się Reginy z ich życia kosztowało wiele, lecz prawdziwą cenę magii płacą dopiero teraz.
To był wręcz realny ból, uświadomić sobie, że kłamstwem i tajemnicami odebrało się własnej córce wiarę w dobro i bohaterstwo.
Bez znaczenia, mruknęła głuchym głosem Emma opuszczając zamek - Ja ucznie to, co powinnam, a później...
Właśnie, co później nie miała pojęcia. Lecz teraz ściskając w dłoni niezwykłą rzecz, za która jeszcze parę dni temu była gotowa oddać cały majątek, Emma była gotowa na przygodę.
Zamiar był taki... wejść na ten przeklęty statek wkurzającego pirata. Wystarczyło zrobić krok, aby znaleźć się na kładce, która łączyła pokład z portowym chodnikiem.
Wystarczyło, ale... trzeba przyznać statek był imponujący, prawda? Wysokie żagle, które teraz oczywiście były zwinięte, lecz na otwartym morzu musiały wyglądać niesamowicie.
Nie, Boże! Nie upadłam jeszcze tak nisko by pertraktować z piratami! I jakby odpowiadając własnemu wnętrzu pokiwała głową, wypuściła oddech i powoli zaczęła się cofać.
Cofanie jest bardzo niebezpieczne, bo na przykład możesz wpaść na osobistego, wkurzającego pirata, chociaż nie, lepiej... kapitana. Zupełnie tak jak Emma, która zaskoczona miotała się w objęciach Kiliana.
- Możesz mnie puścić - fuknęła Emma.
- Jak sobie życzysz - odparł szelmowsko nie mogąc powstrzymać się od uśmiechu.
Emma odskoczyła natychmiast poprawiając strój, który został naruszony podczas niespodziewanego zderzenia.
- Co tu robisz? - zapytał Hook. - Racze wątpić, że księżniczka przybyła w odwiedziny.
- Zabawny jesteś - rzuciła gorzko. - Nic od ciebie nie chce, wychodziłam.
I natychmiast ruszyła do przodu, chciała go po prostu zignorować i wyminąć, ale Hook zastąpił jej drogę zmuszając by spojrzała na niego.
- Może jednak... wejdziesz na pokład - zaproponował nie pewnym głosem. - Wciąż masz coś, co należy do mnie.
Emma uniosła do góry brwi... ona miała inne zdanie odnośnie kwestii przynależności. Podniosła rękę do góry trzymając w palcach małą, ale jakże dobrze znaną nam magiczną fasolkę.
- O to ci chodzi? - zapytał z prowokującym uśmiechem. Szybko schowała fasolkę widząc nieznaczny ruch ze strony Hook\a.
Chcąc nie chcąc Emma idąc za Killianem weszła na statek.
- Co proponujesz? - spytał.
- Układ - odparła Swan. - Ja oddam ci moją fasolkę, a ty zabierzesz mnie statkiem na ziemie królestwa Moor. Potem nasze drogi się rozstają.
Hook przechylił głowę zastanawiając się nad słowami pięknej blondynki.
- Po co  ci statek? Nie możesz zrobić tego swojego... - zrobił dziwny ruch rękoma.
- Nie zamierzam używać magii - przerwała mu zirytowana Emma. - Wcale mnie nie znasz.
- I tego się boje - odparował.
- Nic, zapomnij!
- Zaczekaj! - zawrócił ją, by powiedzieć - Witaj na Jolly Roger, Swan.
Hook wyciągnął dłoń, a Emma z wahaniem uścisnęła ją - układ został zatwierdzony.
- Tylko pamiętaj - rzekł do niej - póki jesteśmy na pokładzie ja jestem kapitanem... na tym statku ludzie wykonują moje rozkazy.
Emma prychnęła odchodząc od Killiana.
- A co z fasolką? - rzucił.
- Dostaniesz ją, jak dopłyniemy do Moor.
- Nie ufasz mi?
- Sam sobie odpowiedź - odparła odwracając się nie niego plecami.
Ach, a sądził, że zdoła trzymać się od niej z daleka.

Macie już dość tajemniczych układów w Zaczarowanym Lesie? Brudy przeszłości zawiązują się z przyszłością, lecz to nie koniec. Ciekawi?
Działo się to jeszcze tego samego wieczoru, kiedy Emma trafiła na Jolly Rogera, gdy ciemność całkiem opanowała świat, a na niebie pojawiły się miliony gwiazd.
Swan widziała jak Hook opuszczał statek, ale do głowy jej nie przyszło, aby go śledzić. Miała dość własnych problemów, nie obchodziły ją pirackie ciemne sprawki.
A może powinna? Gdyby tylko wiedziała na jakie spotkanie pędził Hook pod osłoną nocy.
Wyszedł poza miasto, gdzie kilkanaście metrów dalej samotnie stała czerwona kareta. Zbliżył się do niej, ale nie wszedł, czekał, aż drzwi same otworzyły się zapraszając do go środka.
- Zapraszam kapitanie - powitał go kobiecy głos.
Killian ociągając się wskoczył do pełnej przepychu karocy, mimo wszystko czuł się w niej wielce niezręcznie.
- Miałaś racje, księżniczka przyszła dzisiaj na mój statek i kieruje się do królestwa Moor.
- Och - roześmiała się jego towarzyszka. - A nie mówiłam, jest taka naiwna, zupełnie jak jej matka...
Hook spojrzał w jej oczy nie podnosząc głowy do góry. Cora nic się nie zmieniła, wciąż była okrutna, nieprzewidywana i wyniosła niczym prawdziwa królowa serc. Przede wszystkim była jednak egoistyczna.
- Nie będzie łatwo jej pilnować - odparł Hook na przekór przekonania Cory o naiwności Emmy.
Cora nie odpowiedziała, sięgnęła do leżącej obok szkatułki. Otwierała ją powoli, jakby z czcią, a jednak towarzyszyło temu zupełnie odwrotne uczucie.
- Wiesz co to jest? - spytała pokazując zawartość Killian'owi.
Nie było wątpliwości. - To serce - odparł.
- To serce wyrwała Emma swojej własnej matce... oj... wystarczyło ją tylko nakierować na właściwą ścieżkę. A ty, pomóż jej odnaleźć skarb, jej upragnioną Wodę Życia - mówiła głosem pełnym drwiącego szyderstwa. - A przysięgam znajdziesz i coś dla mnie i dla siebie naprawdę wyjątkowego.
- Co dokładnie?
- Mrok... mrok i władzę, silniejszą niż posiada Mroczny. Zemścisz się, kapitanie. Bo tylko na tym ci zależy, prawda?
- Tak - odpowiedział Killian zaciskając zęby. - Tylko na zemście.

Koniec części pierwszej

❀❀❀

Długaśny wstęp opowiadania zakończony! Cieszycie się? Bo ja bardzo, teraz najlepsze przed nami. Jupi! Oby dobrze ułożyłam historie o Wodzie Życia... to bardzo trudne poskładać wszystko w całość, w dodatku większość wymyślam na bieżąco... Oceńcie, proszę! Dlaczego koniec części 1. - gdyż jest to zakończenie pewnego etapu i na poprawę humoru po odcinku powiem, że teraz praktycznie przez cały czas Emma będzie podróżowała wraz z Killianem, a co z tego wyniknie.. zobaczycie!
Pisząc rozdział miałam cudną refleksje, czy aby nie powinnam pójść na przystań najbliższego miasta i zacząć chodzić do tyłu... może wpadnę w końcu na swojego wymarzonego, wkurzającego pirata? Hm? (co prawda pirata rzecznego, nie mieszkam przy morzu, a szkoda...)
A kim jest ta piękna pani obok? To Sharon Den Adel, wokalistka cudownego zespołu Within Temptation. Dlaczego o tym piszę... ponieważ Sharon stała się dla mnie inspiracją do stworzenia nowej postaci, która pojawi się już w następnym rozdziale! Jest cudna, bajkowa i ... (och nie mogę zdradzić!). Oglądacie premierowe odcinki OUAT? Odcinek 2. był cudny pod każdym względem, z czego pamiątka... obrazek po niżej mojego wykonania, piękna scena Emmy z Śnieżką :)  Dobra, tym akcentem kończę. Do zobaczenia!


sobota, 26 września 2015

IV. Układy w Zaczarowanym Lesie cz. 1


Chciała oddać magiczną fasolkę Rumpelstiltskin'owi. Pożegnać się z swoją przeklętą mocą, która przyniosła jej jedynie samotność i sekret zatruwający serce. Mogła być znowu dawną Emmą Swan; nie będzie musiała martwić się, czy za tydzień, miesiąc, rok... nie skrzywdzi ludzi, których kocha. 
Emma wiedziała, że gdy odda mu fasolkę jej życie stanie się prostsze. Wróci na zamek i przywita go z ulgą, że kiedyś to ona zatroszczy się o przyszłość wszystkich jego mieszkańców. A potem... potem będzie tylko pustka. 
Bezdenna pustka. 
Bez mamy, która zawszę wierzyła, że wszystko ułoży się, jeśli tylko postępuje się właściwie. Bez uśmiechu taty i jego radości życia. Śnieżka i David byli fundamentem tego zamku oraz życia Emmy - bez nich wszystko legnie w gruzach. 
Emma nie była gotowa ich stracić. 
Tak, mogła oddać magiczną fasolkę w zamian za pozbycie się mocy, jednak uzmysłowiła sobie, że nigdy nie wybaczyłaby sobie, gdyby chociaż raz nie spróbowała. 
Nie, musiała zaryzykować, nawet jeśli oznaczałoby to użycie magii. Będzie gotowa na każdą okoliczność, na długą wędrówkę, magie, walkę z wszystkim wokół - tylko jednego nie mogą się przewidzieć, a co stanie się najważniejszą częścią podróży. 
- Nie, Mroczny - powiedziała zamykając dłoń z leżącą w niej małą, magiczną fasolką; przytuliła ją do siebie jak najcenniejszą rzecz na świecie. - Zrywam umowę. 
Zaskoczony Rumpelstiltskin nawet nie opuścił swoich zachłannych rąk wyciągniętych w stronę Emmy. Dopiero po chwili cofnął się i bez wiary w to co usłyszał powiedział:  
- Pozwól, że ci coś wyjaśnię, kochanieńka. Ja nie zrywam umów. Ty oddajesz fasolkę, ja odbieram twoją moc i wszyscy są szczęśliwi - zaakcentował. - Więc... dalej... - zachęcił ja ponownie wyciągając dłoń. 
- Ale ja muszę spróbować uratować mamę - odparła Emma niczym dziecko, odpowiedź jednak nie usatysfakcjonowała Mrocznego, który w nagłej złości jak błyskawica znalazł się tuż przy Swan.
-  Nie chcesz mnie mieć za wroga, moja miła księżniczko. Ja zawsze dostaje to, czego chce. 
- Umowa była taka, że mam dla ciebie zdobyć fasolkę, a potem ci ją oddać - Emma wbrew sobie zmusiła głos do krzyku. - Nie dotrzymam drugiej części umowy, choćbyś miał mnie prześladować, obiecywać zemstę... uratuje mamę za wszelką cenę. 
- Ona już umiera! - wysyczał Rumple prosto w twarz Emmy dodając nienawistnym głosem. - Nie uratujesz ją od przeznaczenia, musi zginąć, a ty musisz się z tym pogodzić. 
- Nie! - krzyknęła wyrywając się spod wpływu Mrocznego. 
- Oddaj mi fasolkę! 
Emma drżąc uniosła wysoko głowę. Musiała zebrać całe swoje siły, aby z dumą przeciwstawić się mu niczym prawdziwy wojownik. Walczyła i to nie było łatwe, ale wierzyła w swoja siłę, więc zacisnęła usta zaczynając cofać się krok po kroku od Rumpelstiltskin'a. 
- Nie będę robiła tego, co inni ode mnie oczekują. Będę robiła to, co chce... Od zawszę wszyscy mówią mi jak mam postępować, kim mam być - przeklętą bohaterką... Wybawicielką, którą nie jestem! Nie będę więcej wierzyła w wasze kłamstwa. Nadszedł czas abym zaczęła życie na własny rachunek. 
Wypowiadając ostatnie słowa Swan obróciła się, nie będzie dłużej zastanawiać się czy ruszyć przed siebie, zrobiła to i już. Lecz czy poczuła ulgę? Nie, jej serce ścisnął lęk o przyszłość swoją, Śnieżki, a także całego królestwa, za które w końcu była odpowiedzialna. 
Ale podjęła ryzyko, więc pozostaje wierzyć, że postąpiła słusznie. 
Odchodząc słuchała proroczego głosu Mrocznego z wyraźną nutką rozbawienia. 
- Pamiętaj tylko, panno Swan, ja - nie odpuszczam. Prędzej, czy później nasze drogi się zejdą, a wtedy zapłacisz za wszystko. Bo magia - zawsze ma swoją cenę! 
I nagle fasolka, którą Emma trzymała w dłoni stała się ciężka niczym kamień. 


Emma Swan tej nocy nie zmrużyła oka. 
Po kryjomu wślizgnęła się do wieży zamkowej, by tam ułożyć swoje myśli i plan działania. Nic jednak nie mogła poradzić na to, że najchętniej po prostu przestałaby myśleć. 
Zbyt wiele uczuć kłębiło się, nakładało na siebie, jak kule miażdżące umysł, które sprawiały realny ból. 
Dlatego gdy Swan znalazła się w wieży jedyne, co mogła zrobić to wychylić się ku zamkowemu oknu i z wysokości obserwować pogrążony w żałobie świat. 
Ciemność była wszechogarniająca, jakby zza światów przyszła sama Śmierć przynosząc ze sobą niekończącą się rozpacz i noc. Niebo sprawiało wrażenie czarnego, wzburzonego oceanu, z którego potokiem wylewały się miliony łez. Czy ktoś zdołał usłyszeć ich historie nim rozbiły się o twardą rzeczywistość? 
Nie, upłynęło wiele czasu nim niebo znudziło się okaleczać świat swym żalem, aż pozostawiło po sobie jedynie mdłą szarość spowijającą wszystkie sekrety Zaczarowanego Lasu. 
Gdzie się podziała stała, solidna rzeczywistość? To nie może być prawdziwe, to tylko odbicie najgorszego koszmaru. Gdyż wszystko jest lepsze, niż samotność. 
Samotność, która przypomina ci to, co utracone - jakby było się jedynie duchem osoby, którą dawniej doskonale się znało.  
Niczym kołysanka układająca do snu... samotność. 
Emma czuła jak jej ciało ogarnia zmęczenie, niedbałym gestem odgarnęła z twarzy wilgotne i poplątane od deszczu włosy zarzucając je na plecy. A przepiękna suknia? Teraz nie wyglądała już tak idealnie. Przemoczona i oklapnięta... materiał, z którego została uszyta wydawał się być szary jak cały świat wokół. Bezbarwny oraz brudny, przypomniał utracone dni. 
Wciągając do płuc duszne powietrze wieży Emma złapała delikatnie w palce rąbek sukienki i udając, że tańczy wraz z swoim niewidzialnym towarzyszem opadła zgrabnie na leżący w kącie stóg siana. 
Naprawdę chciała wierzyć, że wszystko będzie dobrze. Musiała w to wierzyć, bo nic innego jej nie pozostawało.


Nad ranem Swan wymknęła się z wieży nie wiedząc dokąd zmierza. Bała się wrócić do rodziców, a nikogo innego tutaj nie miała, nie ufała przyjaciołom, którzy tak naprawdę nic o niej nie wiedzieli. 
Problemy... zawszę rozwiązywała sama. 
Ni stąd ni zowąd znalazła się więc w stajni, gdzie z radością przywitała swojego białego rumaka, Maximusa. Uśmiechnęła się do niego ciepło, jakby był czym więc niż tylko zwierzęciem. Oczywiście, był jej towarzyszem wypraw, tych udanych i tych będących porażką - przypomnieniem, że nie wolno obawiać się przygody. 
A przygoda wzywa! Emma tylko jeszcze nie wie jak bardzo zmieni jej doczesne życie.  
Po niespokojnej nocy zimny poranek wydawał się być cudownie orzeźwiający, a obecność Maximusa łagodząca. Podeszłą do niego leniwie gładząc jego rozpuszczoną, jasną grzywę. 
- Może ty powiesz mi, co powinnam zrobić? - zapytała z lekkim rozbawianiem spoglądając w jego wielkie, brązowe oczy. - Jak mam uratować mamę? 
Lecz pytanie chyba przerosło Maximusa. Emma z uśmiechem pogłaskała go uspokajająco... gdyby to było takie łatwe. 
Niespodziewanie Maximus zarżał i poruszył się niespokojnie. Jak porażona Emma obróciła się spodziewając się najgorszego wroga, bo czyż ostanie dni nie były pasmem istnych niepowodzeń. Równie dobrze mogłoby jej teraz spaść na głowę drzewo. Chyba nie zdziwiłoby ją już nic.  
Ale Emma zobaczyła jedynie niską staruszkę z plecionym koszykiem w ręku i w wysłużonym, czarnym płaszczu, który miała niedbale zarzucony na zgarbione plecy. 
Staruszka zapewne także nie spodziewała się tu nikogo zastać, wyraźnie mówiła to jej zlękniona twarz poraniona przez czas zmarszczkami i zamglonym spojrzeniem. W pierwszym odruchu zaczęła cofać się pochylając nisko głowę, lecz gdy tylko usłyszała cichy głos Emmy, zatrzymała się. 
- Proszę się mnie nie bać - powiedziała łagodnie, a potem dodała z nikłym uśmiechem - nie jestem potworem. 
Zrażona tymi słowami staruszka uniosła szybko, jak na swój dostojny wiek głowę i z przestrachem odpowiedziała.
- Oczywiście, księżniczko, ja tylko... - i zamilkła. 
- Żadna ze mnie księżniczka - zaczęła Emma szarpiąc swoją brudną sukienkę, z której nawet nie miała kiedy się przebrać, przynajmniej podkreślała beznadziejność sytuacji w jakiej się znalazła. - Mam na imię Emma i właściwie czuje się lepiej tutaj, w stajni rozmawiając z babcią, a nawet z moim koniem - roześmiała się - niż gdybym była na królewskiej uczcie. Byłabym rada, gdyby mogła dotrzymać towarzystwa babci - dodała nazywając ją tak z szacunku. 
Zachęcona staruszka poprawiła swoją starą narzutę i powolnym, wiekowym krokiem zbliżyła się do karego konia. 
Emma obserwowała ją ukradkiem. Przy tym wielkim zwierzęciu wydawała się być taka drobna i krucha.
- To bardzo piękne i mądre zwierzęta - zaczęła staruszka po czasie z lekką chrypką, głos miała całkiem przyjemny, jakby stworzony do tajemniczych opowiadań. - Opiekowałam się nimi przez całe życie. Nawet kiedy przestałam być im potrzebna zawszę do nich wracam. Inni... pozwalają mi tu przychodzić. 
Emma spojrzała na nią łagodnie ciesząc się, że nie okazała się być takim bezlitosnym potworem. 
- Tak, zgadzam się - odparła. - A jednak, nie widziałam tutaj babci wcześniej... 
- Ani ja księżniczki - odpowiedziała zwięźle. - Lubię przychodzić o świcie, kiedy wiem że nikogo nie spotkam i nikomu nie będę przeszkadzać. Wole skryć się przed ludzkim wzrokiem. 
- Ja również, w przeciwieństwie do ludzi mój Max mnie nie oceni, nie będzie kazał mi decydować - powiedziała Emma z nutą rozbawienia, za którym tak naprawdę krył się wielki smutek. 
- Naprawdę przykro mi, księżniczko z powodu naszej królowej - rzekła powoli staruszka, lecz pomimo najlepszych chęci te słowa sprawiły ból Emmie. 
- Mama wciąż żyje - odparła sucho. 
- Nie chciałam cię urazić, księżniczko...
- Emmo - poprawiła ją. - I nie uraziłaś mnie; uratuje mamę, nawet wtedy gdy wszyscy zwątpią. 
Schowała twarz w cieniu nie chcąc mówić już nic więcej. Musiała uciekać, znaleźć sposób... przyczynę - cel. Broniła się aby bezradność znów nie wypełniła jej wszystkich myśli. 
Nie mogła znowu się temu poddać. 
Niespodziewanie Emma poczuła na swoim policzku chłodną i szorstką dłoń, otworzyła oczy napotykając wzrok nieznajomej. Musiała na chwile stracić poczucie rzeczywistości, gdyż staruszka pojawiła się tak nagle i bezszelestnie, poczuła niepokój. 
- Szukasz Wody Życia, moja droga. Jesteś gotowa zapłacić każdą cenę, by uratować matkę. Podobna historia miała już miejsce, a jej zakończenie... Lepiej pogodzić się z okrutnym losem, czas leczy rany. 
- O czym pani mówi? - zaniepokoiła się Emma ściągając z twarzy lodowatą dłoń staruszki. 
- Och - westchnęła uniżając głowę. - Wybacz mi, och... nie wiem, co mówię, jestem tylko niedołężną babcią... wspomnienia powracają tak nieoczekiwanie. 
- Wciąż nie rozumiem, co to ma wspólnego ze mną. 
- A ma! - wykrzyknęła odsuwając się od Emmy. - Tak, bo kiedyś już słyszałam tą opowieść, czuje wszystko w moich starych kościach, chcesz zrobić to samo co on. 
Nie przestawała się cofać, jej drżące dłonie rozmasowywały ramiona, jakby nagle w całym pomieszczeniu zapanował chłód. 
Swan zignorowała podszepty rozsądku, które mówiły jej, że staruszka bredzi pokonana przez czas. Podeszła do niej i otoczyła ją ramieniem prowadząc do w miarę wygodnego miejsca, na którym obie mogły usiąść. 
 - Może babcia opowie mi wszystko od początku, chętnie wysłucham opowieści. Nawet myślę, że skądś ją kojarzę... Woda Życia... to stara bajka o poszukiwaniu magicznej wody oraz o tym, by zawszę pomagać innym. Prawda?
Ale staruszka zaprzeczyła zdecydowanie.
- Dobra z ciebie dziewczyna - odparła chcąc ponownie dotknąć Emmy, zatrzymała się jednak w połowie drogi wbijając swój wzrok w lodowatą, drżącą dłoń. Po chwili zamyślenia odsunęła się. Emma widząc jej onieśmielenie nie namyślała się długo, ujęła jej ręce w swoje nie zważając ani na chłód, ani na starą, poniszczoną skórę. 
- Ja pamiętam... trochę inną historie... czasy wyparły ją pozostawiając przyjemną wersje wydarzeń. Zycie nie jest przyjemne.
- Możesz mi ją opowiedzieć - zachęcała Emma kierowana nieokreślonym pragnieniem.
Staruszka obróciła twarz w stronę pustej przestrzeni, jej wzrok zdawał się przenikać rzeczywistość i czas. Swą opowieść snuła nieprzerwanie głosem powolnym, zmęczonym - przepojonym mrocznymi zakamarkami dawno utraconej przeszłości.
- Dzieło się to jeszcze przed moimi narodzinami, a więc bardzo dawno, dawno temu... lecz jak widać historia lubi się powtarzać - przerwała. Emma myślała, że to z strachu, który z niewiadomego powodu ogarnął małą, skuloną postać staruszki. 
- Właśnie tego nie rozumiem, co się powtarza? 
- Ty... ty... księżniczko... dokładnie te same słowa, to właśnie wywołało moje wspomnienia z dzieciństwa. "Nawet wtedy gdy wszyscy zwątpią" - powiedziałaś. On mówił dokładnie to samo. 
Zamilkła odwracając wzrok. Emma musiała wymusić z niej odpowiedź, czuła się zaintrygowana, a jednocześnie gdzieś wewnątrz pojawił się niepokój. 
- On? Bohater opowieści, tak? 
Staruszka kiwnęła głową kontynuując swoja bajkę, melodyjnym głosem.  
- To był młody, dobry chłopiec wychowywany z dwójką swego starszego rodzeństwa jedynie przez ojca. Pewnego dnia ojciec trojga synów zachorował ciężko na nieuleczalną chorobę, która z każdym dniem wysysała jego siły życiowe. Synom pozostawiło jedynie patrzeć jak dusza kochanego patriarchy ucieka z słabego ciała, dzień po dniu, uderzenie serca po uderzeniu. 
Wkrótce najstarszy syn podkuszony chyba opowieściami samego czarta wyruszył na poszukiwania lekarstwa, które miało zwać się Wodą Życia. Parę dni później na poszukiwania wyruszył także drugi syn. Oboje nie powrócili. 
Przerwała spoglądając przez chwile na skupianą twarz księżniczki. - Oboje nie powrócili - powtórzyła z melancholią. 
- Najmłodszy z braci nie chcąc patrzeć na cierpienia ojca zatopił w jego klatce piersiowej dłoń i wyrwał z niej gasnące serce. A musisz wiedzieć, że było on wielkim czarownikiem mimo swego młodego wieku... Wtedy spostrzegł, że choroba przestała postępować. Dopóki trzymał w swoich dłoniach zaklęte serce jego ojciec żył, będąc jednocześnie martwym. 
Młodzieniec podjął więc decyzje, że ukryje serce ukochanego rodzica i sam wyruszy na poszukiwani Wody Życia. 
Podobno wiele przeszedł nim odnalazł to czego szukał. Pod drodze spotkał nawet swoich braci, o których powiadają, że mieli szaleństwo w oczach, a zło w sercach. Chłopak musiał ich zabić, gdyż ich serca sczerniały, niczym smoła i nie mieli w sobie ani krzty człowieczeństwa.
Cierpiał, moja babka mówiła, że krzyki młodego czarownika rozbrzmiewały pośród całego lasu, powracały jak głuche echa. Wciąż na nowo i na nowo... powtarzały się... niczym nieme głosy. 
- Och - westchnęła znów Starucha podnosząc się z łamiącymi kościami. - Powinnam iść, to już nie ta głowa, powinnam wrócić do domu. 
- Nie! - zatrzymała ją Emma gwałtownie. - A zakończenie? Proszę, chce poznać zakończenie twojej opowieści. 
- Zakończenie? - powtórzyła babcia jakby zapominając o wszystkim, co przed chwilą powiedziała. 
- Co stało się z chłopcem, czy uratował ojca? - zapytała dociekliwie Emma. 
Staruszka rozciągnęła swoje blade wargi w grymasie, który mógłby przypominać uśmiech. Cała jej postać wydawała się być w tej chwili nierealna, utkana z nierzeczywistego, duchowego materiału. 
- Powstało kilka zakończeń - rzekła dostojnie i nie śpiesząc się owinęła głowę czarną chustą - jedni mówią, że nigdy nie odnalazł Wody Życia... że umarł w bólu i żalu; inni z kolei mówią, że jego poszukiwania zakończyły się szczęśliwie i Wodę Życia oddał swemu ojcu. Albo, że Woda Życia nigdy nie istniała i nie istnieje. Myślę, że chłopiec wierzył w moc magicznej wody, nawet wtedy gdy wszyscy zwątpili, on jedyny wierzył do końca.  
Emma nie wiedziała, co mam myśleć. Dla niej ta historia była jedną z wielu bajek z dzieciństwa, nierealną opowieścią, która miała nauczyć małą dziewczynkę, że dopóki ma się nadzieje można naprawić wszystko. To, co wypłynęło z ust staruszki było inne, prawdziwsze i szarpiące za jej niepewne serce. Woda Życia stała się dla Emmy ideą - czymś co właśnie powinna znaleźć.
Ale jeśli to kłamstwo? Nie ma w końcu żadnego punktu odniesienie.
Emma zbyt długo rozmyślała, bo gdy podniosła wzrok staruszka zdążyła wziąć swój koszyk i stanąć przy drzwiach. Tknięta paniką Emma odruchowo wyciągnęła przed siebie ramiona - z skutkiem takim, że znów uwolniła swoją moc - i drzwi które tak bardzo próbowała zatrzymać, zamknęły się z hukiem tak głośnym, że zwierzęta zadrżały na swoich miejscach. 
Babcia zatrzymała się obracając się znów do Emmy. Nie było czasu na wyjaśnienia.
- Jakie zakończenie jest prawdziwe? 
- Wszyscy mają inne, ale ja czuje w moich kościach jak było naprawdę. Obyś nie musiała przekonywać się o tym na własnej skórze.
- To wszystko bajka - odparła lekko Swan chcąc przekonać tymi słowami chyba bardziej samą siebie.
- Nie - zaprzeczyła. - Naprawdę nie wiesz? To wydarzyło się naprawdę, cała ta historia jest prawdą i jest bliższa tobie bardziej niż myślisz, księżniczko.
- Dlaczego? Dlaczego uważasz, że postąpię tak samo jak ten chłopak... nie jest aż tak naiwna, aby szukać wiatru w polu, Wody Życia, która nawet nie istnieje.
- Och, moja złotowłosa księżniczko... ten chłopiec... nie wiesz? Jest twoim przodkiem, a ty jego daleką prawnuczką... mimo upływu wieków widzę jak w rozbitym zwierciadle. Och... widzę jego poświęcenie, na które ty także jesteś gotowa. Może nie powinnam tego mówić, starość przyćmiewa mój osąd... och...
- Za późno - rzuciła Emma czując w gardle dławiący strach.
- Nie. Jeszcze na nic nie jest za późno. 
Zaskoczona tą odpowiedzią Emma nie zatrzymywała już staruchy, pozwoliła odejść nieznajomej pozostając sam na sam z pustką, która wydawała się wypełniać wszystkie kąty, dawniej tak przytulnej stadniny.


 Gdyby Emma wiedziała o wszystkich układach w Zaczarowanym Lesie... gdyby mogła spojrzeć przez rozbite zwierciadło i ujrzeć prawdę.
 Czym była prawda?
 Drobna, zgarbiona staruszka opowiedziała Swan prawdę. Przodkiem naszej księżniczki rzeczywiście był bohater legendy o Wodzie Życia, czarownik i poszukiwacz.
 Lecz intencje to już zupełnie inna sprawa. Gdyż pod maska starości kryła się dawna wspólniczka tajemnicy Śnieżki i David'a.
 Więc poznajcie prawdę i zobaczcie w biednej babci potężną kobietę o imieniu sławnym i dobrze Wam znanym - Cora.
 Zaczyna się historia, która została już przepowiedziana nad kołyską niewinnej, małej Emmy.
 Czy jesteście gotowi poznać dalszy ciąg układów w Zaczarowanym Lesie? Uwaga, to może boleć.

❀❀❀

Nareszcie! To bardzo dobre słowo. To była długo przerwa, lecz spowodowana po prostu brakiem czasu, aby w ogóle zasiąść do pisania... w sumie pisałam rozdział tyle co zwykle, czyli jakieś 4/5 dni... To dlaczego tak długo się nie pojawiał? Jedno, najgorsze słowo na świcie - MATURA! Nienawidzę go!! Ach!! Zwykle przychodzę do domu tak zmęczona, że mam ochotę jedynie spać... a tu jeszcze masa nauki! Tym bardziej, ze geniusz (wielka ironia) wybrał trzy przedmioty rozszerzone na maturze: polski, historia i filozofia - hahaha - uwierzcie, że to jest tragiczne. Dlaczego? Chce studiować historie, już mam nawet wybrany uniwersytet! :) No z tego się cieszę. Ale dosyć o mnie... 
Rozdział jest na razie tylko pierwszą częścią... planując go nie spodziewałam się, że będę musiała go podzielić, więc w tej części nie ma nic o Killianie :( W następnej będzie!! Jupi!! Baśń o Wodzie Życia istnieje w Baśniach Braci Grimm ...(mam na półce ponad 1000-stronową księgę z baśniami Grimm, więc będę często wplatała ich historie)... i to ona będzie głównym celem FF. Przerobiłam ją jednak i skomplikowałam... czyli coś w stylu serialu OUAT. Podoba Wam się taka koncepcja? 

Na koniec dla tych, co czytają mój dziwny ff mam mały spoiler: wspólna przygoda Emmy i Hook'a rozpocznie się na statku, będę wspólnie podróżować, wpadać na siebie, kłócić się i posyłać sobie takie słodkie spojrzenia! :) 
PS. Cudna animacja!!! Mam nadzieje, ze rekompensuje brak Hook'a w rozdziale :) 

(c) captainswanouat.tumblr.com

sobota, 29 sierpnia 2015

III. Posłuchaj deszczu


- Wynoś się z mojego pokoju! - krzyknęła Emma targana sprzecznymi emocjami.
Policzki jej płonęły z wściekłości i od łez, które bez pozwolenia wypływały z smutnych, zielonych oczu. Piękna fryzura, diadem i suknia, jak mogła prezentować się w tym stroju poważnie? Pragnęła krzyczeć, walić pięściami, uciec - cokolwiek, byleby tylko nie stać twarzą w twarz z tym przeklętym piratem.
- Nie wyglądasz najlepiej, księżniczko - rzucił Killian, trafnie jak nigdy i dość wkurzając jak na obecny stan Emmy.
- Wynoś się - powtórzyła z ściśniętym gardłem, głos uświadomił jej jak musiała wyglądać żałośnie. Wciąż stała przecież przyciśnięta do drzwi swojej komnaty, a jej wzrok... zacisnęła usta tak mocno, że właściwie tworzyły jedną kreskę rysującą się na twarzy. Zaczęła też szamotać się z włosami wyrzucając swoją koronę na podłogę, zaś włosy rozpuściła pozbywając się swojej idiotycznej na ten moment fryzury.
- Jesteś mi coś winna - zaczął Hook z uśmiechem na ustach widząc swoją rywalkę w stanie nie najlepszym, łagodnie mówiąc.
- Nic ci nie jestem winna, odebrałam tylko to co swoje - powiedziała przez zaciśnięte zęby szukając wzrokiem miecza pozostawionego na jednym z swoich pluszaków.
Hook przechwycił jej spojrzenie i zapytał niewinnie unosząc do góry swoje znalezisko.
- Tego szukasz? Pluszowy tygrysek słabo ochronił twój cenny miecz - dorzucił swoją wartościową uwagę.
Och, tak? Pomyślała Emma unosząc zadziornie głowę do góry.
- Myślisz, że sobie nie poradzę bez broni?
- Spróbuj - zachęcił ją. - Ale najpierw fasolka, najlepiej będzie jak po prostu wezmę ją i zniknę z twojego królewskiego życia.
Swan wzruszyła lekko ramionami. Podeszła bliżej zachowując jednak dystans. Podejrzliwie obserwowała jego ruchy, sądziła, że może spodziewać się wszystkich chwytów, w końcu sama przy ostatnim spotkaniu popisała się nie ładną sztuczką. Cóż, z zaufaniem zawsze było u niej kiepsko.
- Co chcesz w zamian, piracie? Złoto, klejnoty...
Hook przeszedł się po pokoju, uśmiech zadowolenia nie schodził mu z ust, w końcu obrócił się do Emmy i rozkładając ręce odpowiedział.
- Wiesz, że nie tego chce.
- Jesteś piratem.
- A ty księżniczką - przerwał jej znajdując się błyskawicznie blisko Emmy, mówił patrząc jej prosto w oczy. - A mimo wszystko właśnie planujesz jak mnie zabić, chodzisz do podejrzanych knajp w mieście i obrabowujesz uczciwych ludzi.
- Co? - prychnęła Emma bez cienia rozbawienia, jej oczy pozostawały zimne, a oblicze nieprzeniknione. - Taki z ciebie uczciwy człowiek, co ze mnie księżniczka.
Przeniosła na niego swoje spojrzenie. Patrząc teraz na niego poczuła... gniew. Tak, bo przecież coś stało się jej mamie, a ona stoi w swojej komnacie targując się z piratem. Chciała być przy Śnieżce, odwlekała spotkanie jedynie dlatego, że bała się usłyszeć złe wieści.
Była w pułapce i ogarniał ją strach, który dla własnej ochrony zamieniała na wściekłość i żal.
Właściwie nie myślała, co robi... pięści same zacisnęły się na jej rękach i kierowane jedynie impulsem uderzyły w twarz Kapitana Hook'a. Dalej korzystając z całkowitego szoku wybiła z jego dłoni swój miecz i przyłożyła ostrze do szyi.
- Myślisz, że kim ty jesteś, piracie? - wyrzuciła z siebie Swan pozwalając, by wszystkie emocje uleciały z niej niczym rozpędzony huragan. - Ty! Nie masz pojęcia kim jestem, ani do czego jestem zdolna, a pojawiłeś się w najgorszym momencie mojego życia. Słyszałeś może, że jestem bohaterką... przychodzisz tutaj, myśląc, że przestraszę się złego kapitana, że będę potulną księżniczką. Dość. Po prostu powiem ci coś... to wszystko kłamstwa.
- Emma! - to jej imię przywróciło ją do rzeczywistości, nie padło jednak z ust Hook'a. Zamknęła oczy opadając z wszelkich sił. Ten głos był pełen żalu i to zwyczajnie bolało.
- Tato, odejdź - wykrztusiła.
Nie zwracając uwagi na jej słowa, David przekroczył próg komnaty. Swoje spojrzenie najpierw utkwił w córce. Drżała na całym ciele, lecz jej oczy były zimne jak stal. Nigdy jeszcze nie widział Emmy w takim stanie, przez co od razu zapał nienawiścią do mężczyzny, którego trzymała na ostrzu miecza.
- Emma, odsuń się! A ty, nie ośmielaj się tknąć mojej córki - zawołał pragnąc jedynie chronić Emmę, mimo jego słów nie odstąpiła.
Hook trzymając nieruchomo głowę zatartą do góry oddychał ciężko przez zaciśnięte zęby. Och, to chyba nie był jego dzień, zdecydowanie.
- Jakbyś nie zauważył, kolego, to twoja córka pragnie zostać złoczyńcą - wydusił siląc się na śmiech, po którym poczuł jak ostrze mocniej wbija się w jego skórę.
- Nie waż się nawet o niej mówić - wyrzucił z siebie David coraz mniej panując nad sobą, zresztą tak jak wszyscy dzisiejszego wieczoru.
Emma nie mogła tego słuchać, ani przebywać dłużej w tym miejscu.
- Achhh! - wrzasnęła przeciągle, jakby siłując się z własnym wnętrzem. Czuła, że zaraz pęknie wewnątrz na drobne kawałeczki.
Aż czas stracił swoją wartość.
Wyczuwała drżenie podłogi, lecz tak naprawdę nie zdawała sobie z tego sprawy, dopóki jakaś nieistotna rzecz nie rozbiła się przywołując ducha Emmy do realnego świata. Co ona robi? Wszystko wymakało się spod kontroli, nie wiedziała, co się dzieje? Z przestrachem odrzuciła miecz wypuszczając powietrze, które zbyt długo zatrzymywała w płucach.
- Dość - powiedziała spoglądając na swojego ojca, głos miała jednak cichy. - Koniec udawania, to po prostu ja... - zakończyła i gwałtownie uniosła dłoń do góry, by sekundę później otoczyć siebie błękitnym dymem, w którym to rozpłynęła się na oczach Davida i Killiana.

Użyła mocy. Po raz pierwszy świadomie Emma postanowiła wykorzystać swoją magię. Nawet nie wiedziała, że tak potrafi, a szczerze mówiąc nie chciała tego wiedzieć.
Magia była dla Emmy czymś dziwnym, niebezpiecznym. Widziała zbyt wielu ludzi, których czary przemieniali niszcząc ich serca. Także od dziecka rodzice mówili, jej że magia zawszę ma swoją cenę i prędzej czy później każdemu przyjedzie ją zapłacić. Nikt nie powinien korzystać z drogi na skróty.
Dlatego Emma bała się... siebie - tego do czego jest zdolna i jak bardzo może się zmienić. Czy inni ją nie odtrącą? Czy zrozumieją? Lecz im większy ogarniał ją strach tym bardziej moc wymakała się jej spod kontroli. Stawała się nieprzewidywalna, tak jak teraz w dzień urodzin Śnieżki.
Pozbyć się mocy - taki plan był od dawna, nim jednak zdążyła go zrealizować nadszedł dzień fatalnego balu. Wiele się wydarzyło, jednak Emma nie potrafiła połączyć wszystkich tych zdarzeń w jedną całość. Najpierw moc, magia - która doprowadziła ją na skraj szaleństwa i samotności, a kiedy była już tak blisko ukojenia - wybuch, eksplozja i naglę traci to, co kocha najmocniej, rodzinę.
A czy w ogóle miało to teraz jakieś znaczenie? Nie pozostaje już nic do ukrycia... więc poddać się?
Ale czy naprawdę zbudowała cały swój świat, by go teraz rozbić?

Swan pojawiła się bezpośrednio w komnacie rodziców w kłębach magicznego dymu. Nie zależało jej, czy ktoś ją zobaczy; straciła dziś zbyt wiele, aby przejmować się ludzkim gadaniem.
W pokoju, jak się spodziewała był tylko medyk, przyjaciel Śnieżki z lat jej młodości, czyli Krasnoludek Mędrek. Po wyłonieniu się Emmy z błękitnych chmur Mędrek, choć pełen zdziwienia i zakłopotania, co wyrażały jego rozdygotane dłonie poprawiające druciane okulary, nie powiedział nic. Jedynie zaproponował grzecznie, jak na Krasnoludka przystało, czy nie zostawić matki i córki samych.
Emma na jego słowa postarała się skinąć przyjaźnie głową z nikłym uśmiechem, mimo wszystko od dziecka darzyła Krasnoludki swoją sympatią.
Nim jednak wyszedł musiała zapytać go z ściśniętym gardłem.
- Jak czuje się mama? Co jej się stało?
- To chyba... magia - odparł zawstydzony Mędrek, a potem śmielej dodał - wróżki, mówią, że to nie klątwa... tylko jakby ktoś osłabiał ciało... serce bije coraz wolniej, aż...
Zamilkł.
- Aż jej serce przestanie bić - dokończyła za niego Emma ze wzrokiem wbitym w podłogę. Nie mogła patrzeć jak potwierdza słowa, który wydawały się być wyrokiem.
Stojąc w bezruchu zaczekała na wyjście Krasnoludka, a kiedy została sama z Śnieżką odważyła się zrobić ku niej pierwszy krok.
Leżała na łóżku oddychając wolno, jakby śniła snując słodkiego marzenia tak odległe od realnego świata. Zupełnie nie wyglądała, że cierpi - umiera.
Dlaczego David nie może zbudzić ją swoim pocałunkiem? Jak przed laty wyrwałby ją z snu, tak jak w opowieściach do dziś snutych przez całe królestwo.
Rozwiązanie nie było takie proste, pocałunek nie wystarczy, tu nie zatriumfuje miłość, a jedynie śmierć.
Emma uniosła rękę nad śpiącą matką, chcąc pocieszyć ją swoją obecnością, jednak zatrzymała się w połowie drogi.
- Chciałabym być bohaterką - zaczęła wolno, nie chcąc wzburzyć łez w swoich oczach. - Bohaterką, którą we mnie widziałaś... ale nie wiem... nie wiem, czy potrafię.
Wypowiadając ostatnie słowa cofnęła się przygnębiona znikając dzięki swojej znienawidzonej magii.

Była cholernie zimna noc.
Królestwo nawiedziły ciężkie, ciemne chmury przynosząc ulewny deszcz w środku felernej nocy. Nie szczędził on niczego, ani nikogo.
Przysłonił jedyny blask księżyca, ozdabiał miejskie drogi wieloma uciążliwymi kałużami, w które jutro nieszczęśliwcy będę pewnie wpadać z przekleństwem na ustach.
Lecz nasz Captain Hook wędrował pośród uciążliwych smug deszczu z swoistym spokojem pocierając z niedowierzaniem swoją twarz. Tak, został okradziony, pobity i na koniec zbesztany przez wściekłego ojca kobiety, od której dostał prosto w szczękę.
Prawdziwie pirackie życie, raz na wozie, raz pod wozem, choć zawszę wygodniej ułożyć się jednak na przysłowiowym wozie.
Killian odrzucił głowę do tyłu z rozkoszą wsłuchujac się w ciszę wymarłego miasta zmąconą jedynie kroplami deszczu intensywnie opadającymi na ziemie.
To na pewno nie jest mój dzień, przyznał po raz któryś w myślach. A chciał jedynie włamać się do zamku, odwiedzić piękną, aczkolwiek w jego mniemaniu dość rozpuszczoną księżniczkę, która okradła go w ciemną noc pod obskurną karczmą wykorzystując przy tym swój urok osobisty, co prawda bardzo obiecujący, gdyby nie była złodziejką... a dodając jej magie?
Nie. To naprawdę złe połączenie, od którego pirat przy zdrowych zmysłach powinien trzymać się na dystans.
Ale charakterek to ona ma, trzeba przyznać... chyba po rodzinie, stwierdził Hook zaraz po tym, gdy został sam na sam z jej ojcem, David'em.
Ten to dopiero wytrzeszczał oczy, kiedy jego córka zniknęła niczym prawdziwa czarownica.
- Zaskakujący obrót sprawy - przyznał Hook wyciągając się po niezbyt wygodnej pozycji, w której jego głowa była na ostrzu miecza.
Już zaczął zbierać się do wyjścia, zostawiając przemyślenia na później, gdy rozzłoszczony tatuś rzucił się na niego przyszpilając go do ściany.
- Hej! - wrzasnął łapiąc Killiana za kołnierz płaszcza. - Co łączy cię z Emmą?! Co robiłeś w jej komnacie!
- Spokojnie, kolego - odparł próbując wydostać się z uścisku Księcia.
- Nie jestem twoim kolegą. Czego od niej chciałeś i co to ma wszystko znaczyć! - ciągnął wściekły David.
Hook wyrwał się i przytaknął starając się odzyskać rezon, pokręcona rodzina. Zdecydowanie.
Ale do diabła, co miał mu powiedzieć?
- Odzyskiwałem swoją własność - rzekł prostodusznie, właściwie on tu był niewinny - o resztę zapytaj córkę... chyba, że macie więcej tych swoich pokręconych, królewskich tajemnic, wszystko jedno, uciekam - zakończył z lekkim skinieniem głową, a wychodząc słyszał jeszcze ostrzegawcze słowa David'a.
- Pożałujesz, jeśli jeszcze kiedykolwiek cię z nią zobaczę.
Tak Killian Jones znalazł się po za murami zamku. Deszcz padał nieustanie, wstąpił więc do pierwszej lepszej karczmy, w której wciąż paliło się światło. Gwar ludzkich rozmów i ich pijackich śmiechów obudził go wystarczająco, by na jego twarzy znów pojawił się zadziorny uśmiech.
Tam postanowił odpuścić i zapomnieć o jasnowłosej książnice, zbyt niebezpiecznej, aby ryzykować zburzenie swojego pełnego prostoty i beztroski, bandyckiego świata.

Emma czekała w ciemnościach, jednak nie było tam nic poza przeklętym deszczem, żadnych odpowiedzi; nic co by przywróciło jej spokój, nikt kto by zabrał ja spowrotem do domu.
Czy ktoś tu jest? Halo? Słyszycie? Odpowiedź szepczącą w kroplach deszczu opadających na ubrania, twarz, ramiona, skórę...
Nasza księżniczka słuchała, lecz swej odpowiedzi nie otrzymała. Tajemnica pozostawała tajemnicą, jeszcze dziś nie odsłoniętą przed Emmą Swan, ale może wkrótce?
Gdyby mogła rozgryźć swoje życie, poznać samą siebie i finalnie poczuć ulgę. Gdzie się podziało szczęśliwe zakończenie dla jasnowłosej księżniczki? Czyżby na nie nie zasługiwała?
Dlaczego wszystko jest takie niejasne, pogmatwane od początku do końca. I ta cholerna samotność... czy kiedyś odejdzie?
Zamknęła oczy pozwalając otulić się łzą nieba oraz ciemnością otaczającą ja niczym oziębła peleryna utkana z mroków nocy.
- Coś się stało, moja droga? - usłyszał zza pleców głos z udawanym smutkiem, przez który przebijał się pełen samouwielbienia śmiech, a raczej radosny chichot połączony z ekspresywną gestykulacją.
Emma obrócił się w jego stronie nie mając wątpliwości z kim przyjdzie jej się teraz zmierzyć.
- Witaj, Mroczny - przywitała się z nutą drwiny, co na pewno wskazywało na wcześniejsze kontakty z podstępnym czarownikiem, jakim był Rumpelstiltskin.
- Och... - westchnął przeciągle Rumple - witaj, księżniczko Swan! Tak! Słyszałem już o twoim nieszczęściu, jak się trzyma tatuś? - zapytał zastygając w miejscu jakby wyczekując odpowiedzi.
- Możesz jakoś pomóc mojej mamie? - zignorowała jego pytanie, musiała dowiedzieć się, czy istnieje sposób, aby uratować Śnieżkę.
Rumple przyłożył swój złuszczony palec do głowy zastanawiając się głęboko.
- Hmm... - mruknął zachęcająco, by w końcu zawyrokować: - Niiee - wyrzucił odmowę z charakterystyczną sobie beztroską, a potem pocierając dłonie powiedział do Emmy.
- Bardziej interesujesz mnie... ty! I nasza umowa! Umowa. Umowa! - powtarzał niczym tykający zegar, było to widocznie jego ulubione słowo.
- Dlaczego jej nie pomożesz? Zrobię wszystko - ciapnęła nadal, chciała przywołać do siebie swoja dawną odwagę, ale ona była daleko... jak wspomnienie beztroskich dni.
- Nieee - powtórzył Mroczny. - Śnieżka do niczego nie jest mi potrzebna, a kiedy oddasz mi swoją magie, staniesz się tak samo bezużyteczna jak ona. Ale wróćmy do naszej umowy, masz fasolkę?
- Jeśli ci ją oddam, zabierzesz moją moc? - odparła Emma bezbarwnie wpatrując się pustym wzrokiem w przestrzeń.
- Tak, jak obiecałem. Tak! - ucieszył się czując już przedsmak łatwego zwycięstwa. - Ulży ci, kochanieńka. Zobaczysz!
- Ale nie mogę ocalić mamy? Proszę cię powiedź mi, prawdę... czy potrafię ją jeszcze ocalić.
- Aj, widzę przyszłość i zapewniam cię... - tu zatrzymał się by podejść do Swan i rozkoszować się jej smutkiem - że matki swej nie ocalisz.
Dla Emmy słowa wypowiedziane przez Mrocznego, były więcej niczym tysiące mieczy wymierzone w jej serce. Wtopiła dłonie w swoje mokre od deszczu włosy nie mogą znieść bólu promieniującego od klatki piersiowej na całe ciało.
- Twój ból także ucichnie... zniknie mętlik w głowię, z czasem pogodzisz się z światem... więc oddaj mi fasolkę bym mógł ukoić twój ból.
Emma nie odpowiedziała natychmiast, odrzuciła głowę do tyłu pragnąc wyciszyć myśli i tak jak radził Rumpelstiltskin pogodzić się z losem. Poddać się.
- Nie mam przy sobie magicznej fasolki - wymamrotała. - Została na zamku.
- Wiesz gdzie jest, to przywołaj ją - doradził z błyskiem w zimnych oczach. - Ostatni raz użyj swojej mocy, ostatni raz!
- Ale ja nie wiem jak - zaprotestowała głucho Swan.
- Nie myśl, po porostu to poczuj... przedsmak ukojenia - zakończył zniżając głos niczym wyśmienity hipnotyzer.
Emma kiwnęła potulnie głową zapatrując się na swoją otwartą dłoń. Jak łatwo jest się poddać? Zapomnieć? Zamknęła rękę i oczy czekając na przypływ uczuć, o których mówił Rumpelstiltskin.
Drgnęła porażona nagłym impulsem i nagle poczuła ciężar małej fasolki.
Spojrzała mały magiczny przedmiot z niejakim zdziwieniem i dumą, a potem przeniosła wzrok na rozradowanego Mrocznego.
Oto, co musi zrobić. 
***

Cześć Wam wszystkim! Czekam na Wasze opinie, co do kolejnego rozdziału i przy okazji dziękuje za tak wspaniałe opinię o moim skromnym ff. Mam nadzieję, że Was nie zawiodę. Ten rozdział znowu był smutny, ale już następny będzie radośniejszy... chociaż to chyba zły przymiotnik - oby był zaskakujący! Taki mam plan... ukazać niektóre układy i sojusze w Zaczarowanym Lesie, a jak odnajdą się w tym Emma i Hook, to sami przeczytacie! Zamierzam wplątać ich w niezłą przygodę! 
A tak ode mnie... niedługo szkoła,więc uprzedzam rozdziały będę pojawiały się pewnie rzadziej, niestety, ale ostatnia klasa liceum wzywa, a konkretnie matura, którą chcąc nie chcąc strasznie się stresuję. Dobra, dziękuje za uwagę, pozdrawiam!