Kiedy lustro przestanie kłamać? Pokazując rzeczywistość nie odsłaniając prawdy? Kiedy? Emmę Swan nie obchodziło, jak świat ją postrzega. Widzieli ją jako piękną księżniczkę. Jako córkę osławionej pary, Śnieżki i Księcia. Buntowniczkę nie przestrzegającej reguł i wojownika walczącego w obronie królestwa.
I co z tego? Odbicie rozbitego zwierciadła.
W głębi duszy Emma wiedziała - prędzej czy później to się skończy, lecz nikt nie zrozumie. Że gdzieś tam w środku jest jedynie złamaną i zagubioną, samotną księżniczką.
Ona - Emma Swan - najdzielniejsza z rycerzy, po prostu bała się, że inni nie zrozumieją, odtrącą ją i wszystkich zawiedzie. Musiała ukrywać sekret wyniszczający od środka.
Teraz stała sama w swojej bajkowej komnacie, gdzie nie zmieniło się zbyt wiele, choć upłynęło sporo czasu. Zamiast kołyski wystawiono łóżko z aksamitną pościelą w kolorze ciemnego fioletu. Pułki ustawione przy ścianach uginały się od książek, pamiątek i prezentów, tych najcenniejszych sercu. Pluszaki wciąż ozdabiały kąty pokoju z tą różnicą, że teraz na jednym z nich, czerwonym tygrysku, leżał pozostawiony miecz Emmy. Dorosła na swój wyjątkowy sposób.
Księżniczka Swan przyglądała się sobie w lustrze nie potrafiąc przywołać na twarz szczerego uśmiechu. Wszystko wydawał się być błahe. Piękna sukienka z błękitnego materiału, niesamowita, gorsetowa przeplatana srebrnymi niciani. To wszystko było nie ważne.
Nie wiedziała kim jest, ani dokąd zmierza. Nie chciała przeżywać tego wszystko sama. Wyciągnęła rękę dotykając zimnej powierzchni zwierciadła.
- No, Wybawicielko - szepnęła. - Potrafisz ocalić samą siebie?
Odpowiedzi jednak nie otrzymała.
W zamyśleniu, Emma zaczęła przechadzać się po komnacie. W pewnym momencie zatrzymała się i ukucnęła.
Zaczęła dotykać opuszkami palców chłodnej powierzchni płytki. Uśmiechnęła się na wspomnienie czasów kiedy ją odkryła, mimo to z lekkim wahaniem podważyła płytkę ukazując lekkie wgłębienie - sekretny schowek na najbardziej bolesne cienie przeszłości.
Były tu listy, do których nie odważyła się zaglądać. Wspomnienia, o których pragnęła zapomnieć. A także mała, szklana buteleczka z magiczną fasolką.
Wzięła ją ostrożnie do ręki czując już przedsmak ukojenia duszy, którą ten niezwykły przedmiot miał jej zapewnić.
Wtedy usłyszała pukanie. Emma drgnęła ściągnięta nagłym przerażeniem, jej dłoń mocniej zacisnęła się na fasolce. To tylko mój sekret, podszepnęła jej podświadomość, nikogo więcej.
Szybko wrzuciła z powrotem buteleczkę zakrywając ją odsuniętą płytką.
- Emma, jesteś już gotowa? - usłyszała zza drzwi głos, który bardzo dobrze znała.
Musiała zamknąć oczy, by uspokoić myśli; wyciszyć się, by udawać, że nic się nie dzieje.
- Tak tato, możesz wejść - odparła poprawiając swoją rozłożystą suknie.
Wtenczas do komnaty wślizgnął się David. Nie stracił on nic z swojego książęcego uroku, to był ciągle ten sam Prince Charming, któremu przybyło parę ładnych lat. Mimo to wciąż zachowywał swoją młodzieńczą sylwetkę i ten błysk w oczach, coś co nie znało granic czasu i w jego historii czyniło go nieśmiertelnym.
Uśmiechnął się ciepło na widok swojej córki. Od zawszę łączyły ich wyjątkowe relacje, może dlatego, że Emma także miała w sobie coś prostego w obyciu oraz niesłychaną waleczność często wpakowującą ją w kłopoty. Zupełnie jak jej ojciec, który przecież wychowywał się na farmie, jako zwyczajny wieśniak z odwagą godną bohatera.
- Pięknie wyglądasz - rzekł Książę ujmując Emmę za ręce. Wzroku nie mógł od nie oderwać i niej ukrywał tego. - Mama będzie zachwycona jak cię zobaczy.
- Wolałabym coś wygodniejszego - westchnęła zrozpaczona, a potem śmiejąc się dodała - tato, w tym nie można oddychać, ani skopać niczyjego tyłka. A wiesz, że jak przyjdzie córka Kopciuszka, to nie ręczę za siebie. Nie lubię tej rozpuszczonej dziewuchy.
- Emma - upomniał ją David, sam doskonale rozumiejąc córkę, potomkini Kopciuszka była naprawdę rozpieszczona. - Dzisiaj odłóż miecz, a jedynie uśmiechnij się i z radością tańcz na urodzinach swojej matki.
Na podkreślenie swoich słów poprowadził Emmę, by zrobiła taneczny obrót i choć zaprzeczała kiwając głową, za chwilę śmiała się widząc jak jej suknia płynie w powietrzu.
- Swoją drogą zdradzisz w końcu staremu ojcu, jaki masz prezent?
- Tylko nie staremu - poprawiła go. - I nie zdradzę. Zobaczysz... to coś pięknego, drobnego i do bólu sentymentalnego, że aż chce mi się to wyrzucić przez okno. Czyli mamie się spodoba - dodała z przekonaniem. - Idziemy?
- Myślę, że czegoś jeszcze brakuje - odparł rozglądając się po komnacie, a gdy tylko ruszył po to Emma pisnęła przestraszona.
- Tato...
- Cii - uciszył ją i bez pozwolenia nałożył na jej głowę niewielki, choć ciężki, bo uginający się od diamentów błyszczący diadem. Pasował do Emmy idealnie, do jej upiętej w niedbały kok fryzury, do twarzy na której rysowała się ostra zaciętość, a także wielka delikatność.
- Teraz już jesteś naszą perfekcyjną księżniczką - ocenił David z ojcowską miłością i przesadą.
Emma nie protestowała, jedynie wzniosła oczy do góry w geście, który miał wyrażać zażenowanie, lecz za chwilę, gdy tata podał jej ramie i poprowadził na bal po prostu uśmiechnęła się.
Chciała zatrzymać tą chwile, kiedy nic się nie liczy i gdy wszystko jest takie do bólu proste i zwyczajne.
Emma zeszła na bal.
Tak, wielka sala balowa we własnym domu... nie - w zamku. Wielkim, kamiennym, fantastycznym zamku. Emma była jego księżniczką, córką pary królewskiej, głowę zdobiła jej diamentowała korona, a ciało osłaniała baśniowa, błękitna suknia. Cudnie, prawda?
Słała uśmiechy i pozdrowienia ludziom, którzy także byli władcami, królewnami lub hrabiami. Słuchała muzyków, którzy odgrywali swoje najpiękniejsze partię, dawali rozkosz dla uszu. Widziała najróżniejsze potrawy czekające tylko na skosztowanie.
I pragnęła uciec stąd jak najdalej, gdzie tylko oczy poniosą i gdzie serce zaprowadzi. Choć widziała całe klasyczne piękno wokół, za nic nie potrafiła czerpać z niego radości. Taniec, śmiech... co z tego kiedy czuła, że z nikim nie potrafi go szczerze dzielić. Dławiący strach zabierał jej każdą iskierkę szczęścia sprawiając, że widziała dzisiejszy wieczór pozbawiony kolorów.
Wszystko, co robiła wynikało jedynie z świadomości, że tak powinna, bo kochała swoich rodziców i chciała, żeby byli z niej dumni.
Znowu została sama. David opuścił ją, szepcąc, że już czas poprosić Śnieżkę do tańca. Uśmiechnęła się życząc im dobrej zabawy.
Oddychała pośród obcych ludzi. Dlaczego czuła się taka pusta w środku, taka zimna?
Skazywała siebie na izolacje nie ufając ludziom. A ludzie samotni nigdy nie są szczęśliwi.
Miejmy nadzieje, że Emma Swan zmieni się, a w przyszłości - nikt nie skrzywdzi jej zbyt mocno, by zamknęła się na zawszę w mroku i samotności.
Wśród tłumu zapanowała poruszenie, które zapowiadało ciszę. Czas na toast.
Emma westchnęła udając się gdzieś z dala od tłumu, a idąc wzięła ze sobą kieliszek szampana.
Wreszcie, gdy zapadła cisza rozległ się podniosły głos David'a.
Dziękował wszystkim za przybycie, uśmiechał się i żartował. Wspomniał o rodzinie, Emma uniosła smutno kącik ust, tak rodzina to wszystko, co miała. Nie chciała nawet myśleć o ich stracie, może też dlatego tak bardzo bała się powiedzieć im prawdy o sobie.
Wiecznie ten sekret, on zatruwał jej serce i umysł.
- Nigdy nie zapomnę chwili, gdy cię spotkałem, Śnieżko - powiedział David patrząc na swoją drugą połówkę. - Z wieloma rzeczami musieliśmy się zmierzyć, ale nie żałuje żadnej decyzji, bo mamy siebie i naszą wspaniałą córkę, Emmę, która oczywiście musiała gdzieś się ukryć - zaśmiał się w poszukiwaniu córki.
Emma przesłała mu karcące spojrzenie, ale jeśli miała się śmiać to jedynie do nich.
David skinął przekornie głową i ujmując rozpromienioną Śnieżkę za rękę dokończył swoją mowę:
- Dziękuje, że mogę być częścią waszego szczęścia. Za naszą Śnieżkę!
Emma wraz z gośćmi wzniosła rękę do toastu i szepnęła.
- Wszystkiego najlepszego, mamo.
Gdy tylko odstawiła kieliszek od ust jej uwagę mimowolnie zwrócił jeden z gości, a konkretnie kobieta przyodziana w suknie czarną jak noc. Nie pasowała tu, wskazywała na to jej samotność i zarazem duma - to w jaki sposób unosiła głowę i trzymała w dłoni kieliszek. Emma z całego serca zapragnęła ją poznać, nawet jeśli gdzieś tam w głębi intuicja ostrzegała.
A może to właśnie przyciągało Emmę, mrok.
Zaczęła przedzierać się przez tłum nie bacząc na dobre wychowanie, dopóki postać czarnej kobiety nie rozmyła się w rzeczywistości, jakby była jedynie majakiem wytworzonym przez umysł.
Nadeszła chwila, aby wręczyć Śnieżce prezent. Miał być wyjątkowy i do bólu sentymentalny, jak to określiła sama Emma.
A Śnieżka? Ona także nie zmienia się zbyt wiele, przynajmniej z wyglądu, pozostawała dojrzałą kobietą o cerze białej jak śnieg, policzkach rumianych jak krew i włosach czarnych jak heban. Jednak wiele lat panowania zmieniło ją bardziej niż by chciała, przypominała dobrą mateczkę wiecznie z radą na ustach. Aczkolwiek od czasu do czasu ujawniał się w niej dawny pazur bandytki, gdy upierała się, że ma rację oraz gdy musiała walczyć o swoją rodzinę, o szczęście, którego każdy pragnie w swoim życiu.
Śnieżka królowała na balu wyprawionym na jej cześć. Widziano ją jak tańczyła z swoim księciem, Kopciuszkiem i nawet Czerwonym Kapturkiem, którą jednak zdołała wyciągnąć na parkiet, nawet to jej się udało.
Emma zaskoczyła ją kiedy lekkim krokiem obracała się w tańcu, matka i córka prawie wpadły na siebie, ale w ostatniej chwili Śnieżka schwytała się Emmy i chichocząc przytuliła córkę swoim żelaznym, matczynym uściskiem.
- Mamo - pisnęła Emma. - Udusisz mnie.
- Ciebie nie tak łatwo udusić - odparła lekko Śnieżka - w końcu jesteś moją córką. Smutną córką. Co się dzieje, Emma?
Zeszły na bok z parkietu,
- Nic, mam po prostu taki jakiś... humor, przejdzie mi.
- Problemy?
- Nie - rzuciła szybko Emma. - Przynajmniej nie takie, z jakimi sama bym sobie nie poradziła.
- Oczywiście - rzekła wolno Śnieżka. - Pamiętasz kiedy pierwszy raz zobaczyłam cię w zbroi wojownika? Myślałam, że uduszę David'a, ale potem coś zrozumiałam. Jesteś bohaterką i nosisz ją zawszę, nawet kiedy ubierasz suknie i diamenty - mówiąc to wzięła kosmyk jasnych włosów Emmy i założyła jej za ucho.
Emma uśmiechnęła się walcząc sama ze sobą.
- Nie powinnaś się zamartwiać, mamo - powiedziała w końcu. - Choć mam dla ciebie prezent.
Śnieżka skinęła głową. Wierzyła Emmie, ale nawet najgłębsza wiara nie przegoni cienia lęku w sercu matki.
Swan poprosiła, by chwile zaczekała przy stole, a kiedy wróciła zastała przy matce, także ojca. Och, złe myśli ciągle atakowały jej umysł, zbyt dużo było idealności wokół, nawet jej rodzice. Przetarła dłonią szkatułkę, prezent dla Śnieżki, o tak, na swój dziwny sposób on także był idealny.
Potrząsnęła głową chcąc wrócić do rzeczywistości i przywołać na twarzy uśmiech.
- Wszystkiego najlepszego, mamo. Myślę, że powinno ci się spodobać - powiedziała Emma stawiając prostokątne pudełeczko przed Śnieżką, a ona od razu odwdzięczyła się uściskiem. Emma posłała wołające o ratunek spojrzenie do David'a.
- Och, dobra - westchnęła Śnieżka wyczuwając nastrój. - Śmiejcie się ze mnie, zobaczymy.
- Po prostu otwórz - roześmiała się Emma.
To była biała, prostokątna szkatułka skromnie zdobiona, ale już na pierwszy rzut oka sprawiała wrażenie, że skrywa coś wyjątkowego. Śnieżka otworzyła ją powoli, by zobaczyć w środku niedużą figurkę czarnego łabędzia. Był piękny, kryształowy i idealnie wyrzeźbiony, swoją długą i smukłą szyje dumnie wznosił do góry jednocześnie rozciągając mroczne skrzydła, jakby zaraz miał wyfrunąć ku nieznanym przygodom i lądom.
Łabędź, był znakiem Emmy z czasów kiedy jeszcze dorastała. Wiąże się z tym magiczna historia, która zostanie opowiedziana później.
Ale dlaczego był czarny niczym najmroczniejsza noc? Dlaczego taki delikatny, a zarazem mroczny wewnątrz?
- Emma... - wyszeptała Śnieżka nie odrywając wzroku od niezwykłego ptaka. Musiała go dotknąć, a może chciała po prostu pocieszyć mroczne stworzenie swoim matczynym dotykiem. - To jest... au
Ukuła się; nie sądziła, że krawędzie kryształu są aż tak ostre. Wciąż trzymała szkatułkę, ale uniosła ukuty palec do góry. Jedna kropla szkarłatnej krwi zaznaczyła już swoją obecność na opuszku wskazującego palca Śnieżki.
To było takie dziwne, nie mogła oderwać wzroku od jednej małej rany zadanej jej przez czarnego łabędzia. Myślała tylko o tym, aż zatrzymał się czas.
Świat ucichł, pozostały jedynie szepty, nieme głosy dochodzące z oddali. Zrobiło się tak cicho, zimno, otoczył ją chłód przeszywający jej skórę, umysł i kości... jakby nie istniało nic poza czerwienią błyszczącą się na jej zranionym palcu.
- Mamo! - krzyknęła Emma przytrzymując upadające ciało swojej matki.
Coś trzasnęło o ziemie, pośród ciszy dźwięk ten był niczym ostre noże wymierzone w serce. Emma spojrzała na upadający przedmiot, to szkatułka wypadła z dłoni Śnieżki, a zrobiła to z najgłośniejszym na świecie trzaskiem, choć był to zaledwie odgłos pękającego szkła. Czarny łabędź, który zdobił wnętrze szkatułki wyrwał się z swojego bezpiecznego domu łamiąc jedno z swoich skrzydeł podczas upadku.
- Mamo... - wołała Emma pragnąc zbudzić ją swoim dotykiem. - Tato, proszę cię zrób coś - przeniosła swoje zamglone oczy na David'a, ale on sam nie wiedział co robić. Razem mogli jedynie trzymać Śnieżkę w objęciach, patrzeć jak powoli zamyka oczy opływając z rzeczywistości.
- Nie - usłyszała głos swojego ojca, a potem on wziął nieprzytomną Śnieżkę na ręce i wyniósł z sali nie bacząc na tłum ludzi gapiących się z rozdziawionymi ustami na rodzinę królewską niczym na przedstawienie teatralnie.
Emma jeszcze przez chwile została na zimnej podłodze, nie miała sił wstać, ani spojrzeć tym ludziom w oczy. Jej matka upadła trzymając w rękach szkatułkę od niej, mogła być zatruta, mogła... to pierwsze, co przyszło Emmie do głowy i wiedziała, że inni myślą dokładnie to samo.
Załkała, starając się zatrzymać dłońmi drżenie ust, otrzeć łzy lecące po policzkach. Bez sensu, wszystko bez sensu. Wtopiła ręce w delikatny, jasny materiał sukni i zapragnęła go rozerwać na strzępy.
Nagle wstała gwałtownie, poczuła obok siebie czyjąś obecność. Nie chciała nawet wiedzieć kto to, ani po co przyszedł.
Podniosła wzrok do góry patrząc na milczący tłum ludzi, którzy jeszcze niedawno bawili się w najlepsze. I po raz pierwszy Emma poczuła, że brak jej sił aby powiedzieć... cokolwiek. Zamknęła oczy i wybiegła.
Jeśli czarny łabędź był odzwierciedleniem Emmy, to czuła się dokładnie jak on teraz. Jakby upadła z wysoka rozbijając swój bezpieczny dom, raniąc się przy tym dotkliwie.
Może byłoby łatwiej gdyby znała przyczynę, ale tak nie było. Ostatnie minuty to ciąg jakiś dziwacznych zdarzeń, nawet połączone ze sobą nie mają sensu.
Emma skryła się w swoim pokoju, zamknęła drzwi od komnaty i oparła się o nie, jakby bała się, że ktoś może zaraz wejść. Zamknęła oczy, lecz w głowie wciąż przesuwały się te same obrazy upadającej matki, rozbitej szkatułki i ojca niosącego Śnieżkę w ramionach.
Tego było zbyt wiele. Nie teraz, nie dziś, powtarzała w myślach jak mantrę.
Odetchnęła otwierając oczy, jednak dopiero co zaczerpnięty oddech utknął w płucach Emmy, gdy zobaczyła jego.
On był ostatnią osobą, jaką spodziewałaby się dziś ujrzeć i to jeszcze w swoim własnym pokoju. Stał oparty o kolumnę łóżka z założonymi rękoma w swoim jakże zaskakującym czarnym, skórzanym stroju z przyczepionym do twarzy szelmowskim uśmiechem.
Emma nie wierzyła własnym zmysłom.
- Hook - wymamrotała.
***
Hej :D Witam wszystkich po 2. rozdziale! Przyznam, jak na razie sprawił mi najwięcej problemów, robiłam dużo poprawek, tylko końcówkę napisałam na jednym wdechu. Początek był taki depresyjny, że w pewnym momencie chciałam zmienić tytuł rozdziału na: Księżniczka na skraju depresji, która najprawdopodobniej popełni samobójstwo wyskakując przez okno. I tak odcinek jest dobijający, ale zostawiam tą wersje. Usunęłam też moment, kiedy pojawia się córka Kopciuszka... nie wiem, nie pasowała mi w tym odcinku, ale może kiedyś postanowię o niej napisać...
Tak jak obiecałam mam dla Was także tapety. Dwie w różnych stylach i całkowicie mojego wykonania, cóż także dwa moje ulubione fragmenty o CS. Napiszcie, która lepsza, albo która bardziej beznadziejna, jak wolcie :)
Poza tym Wy także nie możecie do czekać się 5 sezonu? Mnie już ściska z niecierpliwości. Ja chce mroczną Emmę i troszkę złego Killiana - tak! No i Camelot, wprost kocham Legendy Arturiańskie i Merlina oczywiście.
Na koniec, mam nadzieje, że nie zanudzam, znalazłam na YT ciekawy filmik o Captain Charming Hood. Mnie powalił na kolana, nowe Aniołki Charliego!



super rozdział, taki smutny, idealny na mój dzień też był masakryczny, na końcówce rozdziału w sumie miałam tendencje do śmiania się :) GG :D czekam na next.
OdpowiedzUsuńCzasami trzeba napisać coś smutnego, ja już nie mogę się doczekać, kiedy będą smutne momenty o Emmie i Hook'u - trochę tragizmu nie zaszkodzi :D
UsuńDziękuje bardzo za komentarz :)
Kolejny fenoenalny rozdział! Kocham Twoje FF, jest niesamowite ♥ Tyle szukałam czegoś ciekawego o CS i nareszcie mam czego chciałam! Pisz dalej, wyczuwam wspaniałą lekturę ;)
OdpowiedzUsuńAż chce mi się skakać z radości! Wprost ubóstwiam wszystkich czytelników za Wasze komentarze i takie pochlebne opinię, których w życiu się nie spodziewałam. To dla mnie największe szczęście być czytaną i docenianą :) Dziękuje!
UsuńOpowiadanie genialne, jak dwa poprzednie.
OdpowiedzUsuńUwielbiam czytać ludzi, którzy nie są pisarzami, a jednak mają na nich tak wielkie zadatki. Gratulacje! :D
Och, za ten komplement to mam Cię ochotę ozłocić! Cały czas staram się, żeby rozdziały były coraz lepsze i mam nadziej, że Was nie zawiodę :D
Usuń