- Wynoś się z mojego pokoju! - krzyknęła Emma targana sprzecznymi emocjami.
Policzki jej płonęły z wściekłości i od łez, które bez pozwolenia wypływały z smutnych, zielonych oczu. Piękna fryzura, diadem i suknia, jak mogła prezentować się w tym stroju poważnie? Pragnęła krzyczeć, walić pięściami, uciec - cokolwiek, byleby tylko nie stać twarzą w twarz z tym przeklętym piratem.
- Nie wyglądasz najlepiej, księżniczko - rzucił Killian, trafnie jak nigdy i dość wkurzając jak na obecny stan Emmy.
- Wynoś się - powtórzyła z ściśniętym gardłem, głos uświadomił jej jak musiała wyglądać żałośnie. Wciąż stała przecież przyciśnięta do drzwi swojej komnaty, a jej wzrok... zacisnęła usta tak mocno, że właściwie tworzyły jedną kreskę rysującą się na twarzy. Zaczęła też szamotać się z włosami wyrzucając swoją koronę na podłogę, zaś włosy rozpuściła pozbywając się swojej idiotycznej na ten moment fryzury.
- Jesteś mi coś winna - zaczął Hook z uśmiechem na ustach widząc swoją rywalkę w stanie nie najlepszym, łagodnie mówiąc.
- Nic ci nie jestem winna, odebrałam tylko to co swoje - powiedziała przez zaciśnięte zęby szukając wzrokiem miecza pozostawionego na jednym z swoich pluszaków.
Hook przechwycił jej spojrzenie i zapytał niewinnie unosząc do góry swoje znalezisko.
- Tego szukasz? Pluszowy tygrysek słabo ochronił twój cenny miecz - dorzucił swoją wartościową uwagę.
Och, tak? Pomyślała Emma unosząc zadziornie głowę do góry.
- Myślisz, że sobie nie poradzę bez broni?
- Spróbuj - zachęcił ją. - Ale najpierw fasolka, najlepiej będzie jak po prostu wezmę ją i zniknę z twojego królewskiego życia.
Swan wzruszyła lekko ramionami. Podeszła bliżej zachowując jednak dystans. Podejrzliwie obserwowała jego ruchy, sądziła, że może spodziewać się wszystkich chwytów, w końcu sama przy ostatnim spotkaniu popisała się nie ładną sztuczką. Cóż, z zaufaniem zawsze było u niej kiepsko.
- Co chcesz w zamian, piracie? Złoto, klejnoty...
Hook przeszedł się po pokoju, uśmiech zadowolenia nie schodził mu z ust, w końcu obrócił się do Emmy i rozkładając ręce odpowiedział.
- Wiesz, że nie tego chce.
- Jesteś piratem.
- A ty księżniczką - przerwał jej znajdując się błyskawicznie blisko Emmy, mówił patrząc jej prosto w oczy. - A mimo wszystko właśnie planujesz jak mnie zabić, chodzisz do podejrzanych knajp w mieście i obrabowujesz uczciwych ludzi.
- Co? - prychnęła Emma bez cienia rozbawienia, jej oczy pozostawały zimne, a oblicze nieprzeniknione. - Taki z ciebie uczciwy człowiek, co ze mnie księżniczka.
Przeniosła na niego swoje spojrzenie. Patrząc teraz na niego poczuła... gniew. Tak, bo przecież coś stało się jej mamie, a ona stoi w swojej komnacie targując się z piratem. Chciała być przy Śnieżce, odwlekała spotkanie jedynie dlatego, że bała się usłyszeć złe wieści.
Była w pułapce i ogarniał ją strach, który dla własnej ochrony zamieniała na wściekłość i żal.
Właściwie nie myślała, co robi... pięści same zacisnęły się na jej rękach i kierowane jedynie impulsem uderzyły w twarz Kapitana Hook'a. Dalej korzystając z całkowitego szoku wybiła z jego dłoni swój miecz i przyłożyła ostrze do szyi.
- Myślisz, że kim ty jesteś, piracie? - wyrzuciła z siebie Swan pozwalając, by wszystkie emocje uleciały z niej niczym rozpędzony huragan. - Ty! Nie masz pojęcia kim jestem, ani do czego jestem zdolna, a pojawiłeś się w najgorszym momencie mojego życia. Słyszałeś może, że jestem bohaterką... przychodzisz tutaj, myśląc, że przestraszę się złego kapitana, że będę potulną księżniczką. Dość. Po prostu powiem ci coś... to wszystko kłamstwa.
- Emma! - to jej imię przywróciło ją do rzeczywistości, nie padło jednak z ust Hook'a. Zamknęła oczy opadając z wszelkich sił. Ten głos był pełen żalu i to zwyczajnie bolało.
- Tato, odejdź - wykrztusiła.
Nie zwracając uwagi na jej słowa, David przekroczył próg komnaty. Swoje spojrzenie najpierw utkwił w córce. Drżała na całym ciele, lecz jej oczy były zimne jak stal. Nigdy jeszcze nie widział Emmy w takim stanie, przez co od razu zapał nienawiścią do mężczyzny, którego trzymała na ostrzu miecza.
- Emma, odsuń się! A ty, nie ośmielaj się tknąć mojej córki - zawołał pragnąc jedynie chronić Emmę, mimo jego słów nie odstąpiła.
Hook trzymając nieruchomo głowę zatartą do góry oddychał ciężko przez zaciśnięte zęby. Och, to chyba nie był jego dzień, zdecydowanie.
- Jakbyś nie zauważył, kolego, to twoja córka pragnie zostać złoczyńcą - wydusił siląc się na śmiech, po którym poczuł jak ostrze mocniej wbija się w jego skórę.
- Nie waż się nawet o niej mówić - wyrzucił z siebie David coraz mniej panując nad sobą, zresztą tak jak wszyscy dzisiejszego wieczoru.
Emma nie mogła tego słuchać, ani przebywać dłużej w tym miejscu.
- Achhh! - wrzasnęła przeciągle, jakby siłując się z własnym wnętrzem. Czuła, że zaraz pęknie wewnątrz na drobne kawałeczki.
Aż czas stracił swoją wartość.
Wyczuwała drżenie podłogi, lecz tak naprawdę nie zdawała sobie z tego sprawy, dopóki jakaś nieistotna rzecz nie rozbiła się przywołując ducha Emmy do realnego świata. Co ona robi? Wszystko wymakało się spod kontroli, nie wiedziała, co się dzieje? Z przestrachem odrzuciła miecz wypuszczając powietrze, które zbyt długo zatrzymywała w płucach.
- Dość - powiedziała spoglądając na swojego ojca, głos miała jednak cichy. - Koniec udawania, to po prostu ja... - zakończyła i gwałtownie uniosła dłoń do góry, by sekundę później otoczyć siebie błękitnym dymem, w którym to rozpłynęła się na oczach Davida i Killiana.
Użyła mocy. Po raz pierwszy świadomie Emma postanowiła wykorzystać swoją magię. Nawet nie wiedziała, że tak potrafi, a szczerze mówiąc nie chciała tego wiedzieć.
Magia była dla Emmy czymś dziwnym, niebezpiecznym. Widziała zbyt wielu ludzi, których czary przemieniali niszcząc ich serca. Także od dziecka rodzice mówili, jej że magia zawszę ma swoją cenę i prędzej czy później każdemu przyjedzie ją zapłacić. Nikt nie powinien korzystać z drogi na skróty.
Dlatego Emma bała się... siebie - tego do czego jest zdolna i jak bardzo może się zmienić. Czy inni ją nie odtrącą? Czy zrozumieją? Lecz im większy ogarniał ją strach tym bardziej moc wymakała się jej spod kontroli. Stawała się nieprzewidywalna, tak jak teraz w dzień urodzin Śnieżki.
Pozbyć się mocy - taki plan był od dawna, nim jednak zdążyła go zrealizować nadszedł dzień fatalnego balu. Wiele się wydarzyło, jednak Emma nie potrafiła połączyć wszystkich tych zdarzeń w jedną całość. Najpierw moc, magia - która doprowadziła ją na skraj szaleństwa i samotności, a kiedy była już tak blisko ukojenia - wybuch, eksplozja i naglę traci to, co kocha najmocniej, rodzinę.
A czy w ogóle miało to teraz jakieś znaczenie? Nie pozostaje już nic do ukrycia... więc poddać się?
Ale czy naprawdę zbudowała cały swój świat, by go teraz rozbić?
Swan pojawiła się bezpośrednio w komnacie rodziców w kłębach magicznego dymu. Nie zależało jej, czy ktoś ją zobaczy; straciła dziś zbyt wiele, aby przejmować się ludzkim gadaniem.
W pokoju, jak się spodziewała był tylko medyk, przyjaciel Śnieżki z lat jej młodości, czyli Krasnoludek Mędrek. Po wyłonieniu się Emmy z błękitnych chmur Mędrek, choć pełen zdziwienia i zakłopotania, co wyrażały jego rozdygotane dłonie poprawiające druciane okulary, nie powiedział nic. Jedynie zaproponował grzecznie, jak na Krasnoludka przystało, czy nie zostawić matki i córki samych.
Emma na jego słowa postarała się skinąć przyjaźnie głową z nikłym uśmiechem, mimo wszystko od dziecka darzyła Krasnoludki swoją sympatią.
Nim jednak wyszedł musiała zapytać go z ściśniętym gardłem.
- Jak czuje się mama? Co jej się stało?
- To chyba... magia - odparł zawstydzony Mędrek, a potem śmielej dodał - wróżki, mówią, że to nie klątwa... tylko jakby ktoś osłabiał ciało... serce bije coraz wolniej, aż...
Zamilkł.
- Aż jej serce przestanie bić - dokończyła za niego Emma ze wzrokiem wbitym w podłogę. Nie mogła patrzeć jak potwierdza słowa, który wydawały się być wyrokiem.
Stojąc w bezruchu zaczekała na wyjście Krasnoludka, a kiedy została sama z Śnieżką odważyła się zrobić ku niej pierwszy krok.
Leżała na łóżku oddychając wolno, jakby śniła snując słodkiego marzenia tak odległe od realnego świata. Zupełnie nie wyglądała, że cierpi - umiera.
Dlaczego David nie może zbudzić ją swoim pocałunkiem? Jak przed laty wyrwałby ją z snu, tak jak w opowieściach do dziś snutych przez całe królestwo.
Rozwiązanie nie było takie proste, pocałunek nie wystarczy, tu nie zatriumfuje miłość, a jedynie śmierć.
Emma uniosła rękę nad śpiącą matką, chcąc pocieszyć ją swoją obecnością, jednak zatrzymała się w połowie drogi.
- Chciałabym być bohaterką - zaczęła wolno, nie chcąc wzburzyć łez w swoich oczach. - Bohaterką, którą we mnie widziałaś... ale nie wiem... nie wiem, czy potrafię.
Wypowiadając ostatnie słowa cofnęła się przygnębiona znikając dzięki swojej znienawidzonej magii.
Była cholernie zimna noc.
Królestwo nawiedziły ciężkie, ciemne chmury przynosząc ulewny deszcz w środku felernej nocy. Nie szczędził on niczego, ani nikogo.
Przysłonił jedyny blask księżyca, ozdabiał miejskie drogi wieloma uciążliwymi kałużami, w które jutro nieszczęśliwcy będę pewnie wpadać z przekleństwem na ustach.
Lecz nasz Captain Hook wędrował pośród uciążliwych smug deszczu z swoistym spokojem pocierając z niedowierzaniem swoją twarz. Tak, został okradziony, pobity i na koniec zbesztany przez wściekłego ojca kobiety, od której dostał prosto w szczękę.
Prawdziwie pirackie życie, raz na wozie, raz pod wozem, choć zawszę wygodniej ułożyć się jednak na przysłowiowym wozie.
Killian odrzucił głowę do tyłu z rozkoszą wsłuchujac się w ciszę wymarłego miasta zmąconą jedynie kroplami deszczu intensywnie opadającymi na ziemie.
To na pewno nie jest mój dzień, przyznał po raz któryś w myślach. A chciał jedynie włamać się do zamku, odwiedzić piękną, aczkolwiek w jego mniemaniu dość rozpuszczoną księżniczkę, która okradła go w ciemną noc pod obskurną karczmą wykorzystując przy tym swój urok osobisty, co prawda bardzo obiecujący, gdyby nie była złodziejką... a dodając jej magie?
Nie. To naprawdę złe połączenie, od którego pirat przy zdrowych zmysłach powinien trzymać się na dystans.
Ale charakterek to ona ma, trzeba przyznać... chyba po rodzinie, stwierdził Hook zaraz po tym, gdy został sam na sam z jej ojcem, David'em.
Ten to dopiero wytrzeszczał oczy, kiedy jego córka zniknęła niczym prawdziwa czarownica.
- Zaskakujący obrót sprawy - przyznał Hook wyciągając się po niezbyt wygodnej pozycji, w której jego głowa była na ostrzu miecza.
Już zaczął zbierać się do wyjścia, zostawiając przemyślenia na później, gdy rozzłoszczony tatuś rzucił się na niego przyszpilając go do ściany.
- Hej! - wrzasnął łapiąc Killiana za kołnierz płaszcza. - Co łączy cię z Emmą?! Co robiłeś w jej komnacie!
- Spokojnie, kolego - odparł próbując wydostać się z uścisku Księcia.
- Nie jestem twoim kolegą. Czego od niej chciałeś i co to ma wszystko znaczyć! - ciągnął wściekły David.
Hook wyrwał się i przytaknął starając się odzyskać rezon, pokręcona rodzina. Zdecydowanie.
Ale do diabła, co miał mu powiedzieć?
- Odzyskiwałem swoją własność - rzekł prostodusznie, właściwie on tu był niewinny - o resztę zapytaj córkę... chyba, że macie więcej tych swoich pokręconych, królewskich tajemnic, wszystko jedno, uciekam - zakończył z lekkim skinieniem głową, a wychodząc słyszał jeszcze ostrzegawcze słowa David'a.
- Pożałujesz, jeśli jeszcze kiedykolwiek cię z nią zobaczę.
Tak Killian Jones znalazł się po za murami zamku. Deszcz padał nieustanie, wstąpił więc do pierwszej lepszej karczmy, w której wciąż paliło się światło. Gwar ludzkich rozmów i ich pijackich śmiechów obudził go wystarczająco, by na jego twarzy znów pojawił się zadziorny uśmiech.
Tam postanowił odpuścić i zapomnieć o jasnowłosej książnice, zbyt niebezpiecznej, aby ryzykować zburzenie swojego pełnego prostoty i beztroski, bandyckiego świata.
Emma czekała w ciemnościach, jednak nie było tam nic poza przeklętym deszczem, żadnych odpowiedzi; nic co by przywróciło jej spokój, nikt kto by zabrał ja spowrotem do domu.
Czy ktoś tu jest? Halo? Słyszycie? Odpowiedź szepczącą w kroplach deszczu opadających na ubrania, twarz, ramiona, skórę...
Nasza księżniczka słuchała, lecz swej odpowiedzi nie otrzymała. Tajemnica pozostawała tajemnicą, jeszcze dziś nie odsłoniętą przed Emmą Swan, ale może wkrótce?
Gdyby mogła rozgryźć swoje życie, poznać samą siebie i finalnie poczuć ulgę. Gdzie się podziało szczęśliwe zakończenie dla jasnowłosej księżniczki? Czyżby na nie nie zasługiwała?
Dlaczego wszystko jest takie niejasne, pogmatwane od początku do końca. I ta cholerna samotność... czy kiedyś odejdzie?
Zamknęła oczy pozwalając otulić się łzą nieba oraz ciemnością otaczającą ja niczym oziębła peleryna utkana z mroków nocy.
- Coś się stało, moja droga? - usłyszał zza pleców głos z udawanym smutkiem, przez który przebijał się pełen samouwielbienia śmiech, a raczej radosny chichot połączony z ekspresywną gestykulacją.
Emma obrócił się w jego stronie nie mając wątpliwości z kim przyjdzie jej się teraz zmierzyć.
- Witaj, Mroczny - przywitała się z nutą drwiny, co na pewno wskazywało na wcześniejsze kontakty z podstępnym czarownikiem, jakim był Rumpelstiltskin.
- Och... - westchnął przeciągle Rumple - witaj, księżniczko Swan! Tak! Słyszałem już o twoim nieszczęściu, jak się trzyma tatuś? - zapytał zastygając w miejscu jakby wyczekując odpowiedzi.
- Możesz jakoś pomóc mojej mamie? - zignorowała jego pytanie, musiała dowiedzieć się, czy istnieje sposób, aby uratować Śnieżkę.
Rumple przyłożył swój złuszczony palec do głowy zastanawiając się głęboko.
- Hmm... - mruknął zachęcająco, by w końcu zawyrokować: - Niiee - wyrzucił odmowę z charakterystyczną sobie beztroską, a potem pocierając dłonie powiedział do Emmy.
- Bardziej interesujesz mnie... ty! I nasza umowa! Umowa. Umowa! - powtarzał niczym tykający zegar, było to widocznie jego ulubione słowo.
- Dlaczego jej nie pomożesz? Zrobię wszystko - ciapnęła nadal, chciała przywołać do siebie swoja dawną odwagę, ale ona była daleko... jak wspomnienie beztroskich dni.
- Nieee - powtórzył Mroczny. - Śnieżka do niczego nie jest mi potrzebna, a kiedy oddasz mi swoją magie, staniesz się tak samo bezużyteczna jak ona. Ale wróćmy do naszej umowy, masz fasolkę?
- Jeśli ci ją oddam, zabierzesz moją moc? - odparła Emma bezbarwnie wpatrując się pustym wzrokiem w przestrzeń.
- Tak, jak obiecałem. Tak! - ucieszył się czując już przedsmak łatwego zwycięstwa. - Ulży ci, kochanieńka. Zobaczysz!
- Ale nie mogę ocalić mamy? Proszę cię powiedź mi, prawdę... czy potrafię ją jeszcze ocalić.
- Aj, widzę przyszłość i zapewniam cię... - tu zatrzymał się by podejść do Swan i rozkoszować się jej smutkiem - że matki swej nie ocalisz.
Dla Emmy słowa wypowiedziane przez Mrocznego, były więcej niczym tysiące mieczy wymierzone w jej serce. Wtopiła dłonie w swoje mokre od deszczu włosy nie mogą znieść bólu promieniującego od klatki piersiowej na całe ciało.
- Twój ból także ucichnie... zniknie mętlik w głowię, z czasem pogodzisz się z światem... więc oddaj mi fasolkę bym mógł ukoić twój ból.
Emma nie odpowiedziała natychmiast, odrzuciła głowę do tyłu pragnąc wyciszyć myśli i tak jak radził Rumpelstiltskin pogodzić się z losem. Poddać się.
- Nie mam przy sobie magicznej fasolki - wymamrotała. - Została na zamku.
- Wiesz gdzie jest, to przywołaj ją - doradził z błyskiem w zimnych oczach. - Ostatni raz użyj swojej mocy, ostatni raz!
- Ale ja nie wiem jak - zaprotestowała głucho Swan.
- Nie myśl, po porostu to poczuj... przedsmak ukojenia - zakończył zniżając głos niczym wyśmienity hipnotyzer.
Emma kiwnęła potulnie głową zapatrując się na swoją otwartą dłoń. Jak łatwo jest się poddać? Zapomnieć? Zamknęła rękę i oczy czekając na przypływ uczuć, o których mówił Rumpelstiltskin.
Drgnęła porażona nagłym impulsem i nagle poczuła ciężar małej fasolki.
Spojrzała mały magiczny przedmiot z niejakim zdziwieniem i dumą, a potem przeniosła wzrok na rozradowanego Mrocznego.
Oto, co musi zrobić.
***
Cześć Wam wszystkim! Czekam na Wasze opinie, co do kolejnego rozdziału i przy okazji dziękuje za tak wspaniałe opinię o moim skromnym ff. Mam nadzieję, że Was nie zawiodę. Ten rozdział znowu był smutny, ale już następny będzie radośniejszy... chociaż to chyba zły przymiotnik - oby był zaskakujący! Taki mam plan... ukazać niektóre układy i sojusze w Zaczarowanym Lesie, a jak odnajdą się w tym Emma i Hook, to sami przeczytacie! Zamierzam wplątać ich w niezłą przygodę!
A tak ode mnie... niedługo szkoła,więc uprzedzam rozdziały będę pojawiały się pewnie rzadziej, niestety, ale ostatnia klasa liceum wzywa, a konkretnie matura, którą chcąc nie chcąc strasznie się stresuję. Dobra, dziękuje za uwagę, pozdrawiam!








