sobota, 29 sierpnia 2015

III. Posłuchaj deszczu


- Wynoś się z mojego pokoju! - krzyknęła Emma targana sprzecznymi emocjami.
Policzki jej płonęły z wściekłości i od łez, które bez pozwolenia wypływały z smutnych, zielonych oczu. Piękna fryzura, diadem i suknia, jak mogła prezentować się w tym stroju poważnie? Pragnęła krzyczeć, walić pięściami, uciec - cokolwiek, byleby tylko nie stać twarzą w twarz z tym przeklętym piratem.
- Nie wyglądasz najlepiej, księżniczko - rzucił Killian, trafnie jak nigdy i dość wkurzając jak na obecny stan Emmy.
- Wynoś się - powtórzyła z ściśniętym gardłem, głos uświadomił jej jak musiała wyglądać żałośnie. Wciąż stała przecież przyciśnięta do drzwi swojej komnaty, a jej wzrok... zacisnęła usta tak mocno, że właściwie tworzyły jedną kreskę rysującą się na twarzy. Zaczęła też szamotać się z włosami wyrzucając swoją koronę na podłogę, zaś włosy rozpuściła pozbywając się swojej idiotycznej na ten moment fryzury.
- Jesteś mi coś winna - zaczął Hook z uśmiechem na ustach widząc swoją rywalkę w stanie nie najlepszym, łagodnie mówiąc.
- Nic ci nie jestem winna, odebrałam tylko to co swoje - powiedziała przez zaciśnięte zęby szukając wzrokiem miecza pozostawionego na jednym z swoich pluszaków.
Hook przechwycił jej spojrzenie i zapytał niewinnie unosząc do góry swoje znalezisko.
- Tego szukasz? Pluszowy tygrysek słabo ochronił twój cenny miecz - dorzucił swoją wartościową uwagę.
Och, tak? Pomyślała Emma unosząc zadziornie głowę do góry.
- Myślisz, że sobie nie poradzę bez broni?
- Spróbuj - zachęcił ją. - Ale najpierw fasolka, najlepiej będzie jak po prostu wezmę ją i zniknę z twojego królewskiego życia.
Swan wzruszyła lekko ramionami. Podeszła bliżej zachowując jednak dystans. Podejrzliwie obserwowała jego ruchy, sądziła, że może spodziewać się wszystkich chwytów, w końcu sama przy ostatnim spotkaniu popisała się nie ładną sztuczką. Cóż, z zaufaniem zawsze było u niej kiepsko.
- Co chcesz w zamian, piracie? Złoto, klejnoty...
Hook przeszedł się po pokoju, uśmiech zadowolenia nie schodził mu z ust, w końcu obrócił się do Emmy i rozkładając ręce odpowiedział.
- Wiesz, że nie tego chce.
- Jesteś piratem.
- A ty księżniczką - przerwał jej znajdując się błyskawicznie blisko Emmy, mówił patrząc jej prosto w oczy. - A mimo wszystko właśnie planujesz jak mnie zabić, chodzisz do podejrzanych knajp w mieście i obrabowujesz uczciwych ludzi.
- Co? - prychnęła Emma bez cienia rozbawienia, jej oczy pozostawały zimne, a oblicze nieprzeniknione. - Taki z ciebie uczciwy człowiek, co ze mnie księżniczka.
Przeniosła na niego swoje spojrzenie. Patrząc teraz na niego poczuła... gniew. Tak, bo przecież coś stało się jej mamie, a ona stoi w swojej komnacie targując się z piratem. Chciała być przy Śnieżce, odwlekała spotkanie jedynie dlatego, że bała się usłyszeć złe wieści.
Była w pułapce i ogarniał ją strach, który dla własnej ochrony zamieniała na wściekłość i żal.
Właściwie nie myślała, co robi... pięści same zacisnęły się na jej rękach i kierowane jedynie impulsem uderzyły w twarz Kapitana Hook'a. Dalej korzystając z całkowitego szoku wybiła z jego dłoni swój miecz i przyłożyła ostrze do szyi.
- Myślisz, że kim ty jesteś, piracie? - wyrzuciła z siebie Swan pozwalając, by wszystkie emocje uleciały z niej niczym rozpędzony huragan. - Ty! Nie masz pojęcia kim jestem, ani do czego jestem zdolna, a pojawiłeś się w najgorszym momencie mojego życia. Słyszałeś może, że jestem bohaterką... przychodzisz tutaj, myśląc, że przestraszę się złego kapitana, że będę potulną księżniczką. Dość. Po prostu powiem ci coś... to wszystko kłamstwa.
- Emma! - to jej imię przywróciło ją do rzeczywistości, nie padło jednak z ust Hook'a. Zamknęła oczy opadając z wszelkich sił. Ten głos był pełen żalu i to zwyczajnie bolało.
- Tato, odejdź - wykrztusiła.
Nie zwracając uwagi na jej słowa, David przekroczył próg komnaty. Swoje spojrzenie najpierw utkwił w córce. Drżała na całym ciele, lecz jej oczy były zimne jak stal. Nigdy jeszcze nie widział Emmy w takim stanie, przez co od razu zapał nienawiścią do mężczyzny, którego trzymała na ostrzu miecza.
- Emma, odsuń się! A ty, nie ośmielaj się tknąć mojej córki - zawołał pragnąc jedynie chronić Emmę, mimo jego słów nie odstąpiła.
Hook trzymając nieruchomo głowę zatartą do góry oddychał ciężko przez zaciśnięte zęby. Och, to chyba nie był jego dzień, zdecydowanie.
- Jakbyś nie zauważył, kolego, to twoja córka pragnie zostać złoczyńcą - wydusił siląc się na śmiech, po którym poczuł jak ostrze mocniej wbija się w jego skórę.
- Nie waż się nawet o niej mówić - wyrzucił z siebie David coraz mniej panując nad sobą, zresztą tak jak wszyscy dzisiejszego wieczoru.
Emma nie mogła tego słuchać, ani przebywać dłużej w tym miejscu.
- Achhh! - wrzasnęła przeciągle, jakby siłując się z własnym wnętrzem. Czuła, że zaraz pęknie wewnątrz na drobne kawałeczki.
Aż czas stracił swoją wartość.
Wyczuwała drżenie podłogi, lecz tak naprawdę nie zdawała sobie z tego sprawy, dopóki jakaś nieistotna rzecz nie rozbiła się przywołując ducha Emmy do realnego świata. Co ona robi? Wszystko wymakało się spod kontroli, nie wiedziała, co się dzieje? Z przestrachem odrzuciła miecz wypuszczając powietrze, które zbyt długo zatrzymywała w płucach.
- Dość - powiedziała spoglądając na swojego ojca, głos miała jednak cichy. - Koniec udawania, to po prostu ja... - zakończyła i gwałtownie uniosła dłoń do góry, by sekundę później otoczyć siebie błękitnym dymem, w którym to rozpłynęła się na oczach Davida i Killiana.

Użyła mocy. Po raz pierwszy świadomie Emma postanowiła wykorzystać swoją magię. Nawet nie wiedziała, że tak potrafi, a szczerze mówiąc nie chciała tego wiedzieć.
Magia była dla Emmy czymś dziwnym, niebezpiecznym. Widziała zbyt wielu ludzi, których czary przemieniali niszcząc ich serca. Także od dziecka rodzice mówili, jej że magia zawszę ma swoją cenę i prędzej czy później każdemu przyjedzie ją zapłacić. Nikt nie powinien korzystać z drogi na skróty.
Dlatego Emma bała się... siebie - tego do czego jest zdolna i jak bardzo może się zmienić. Czy inni ją nie odtrącą? Czy zrozumieją? Lecz im większy ogarniał ją strach tym bardziej moc wymakała się jej spod kontroli. Stawała się nieprzewidywalna, tak jak teraz w dzień urodzin Śnieżki.
Pozbyć się mocy - taki plan był od dawna, nim jednak zdążyła go zrealizować nadszedł dzień fatalnego balu. Wiele się wydarzyło, jednak Emma nie potrafiła połączyć wszystkich tych zdarzeń w jedną całość. Najpierw moc, magia - która doprowadziła ją na skraj szaleństwa i samotności, a kiedy była już tak blisko ukojenia - wybuch, eksplozja i naglę traci to, co kocha najmocniej, rodzinę.
A czy w ogóle miało to teraz jakieś znaczenie? Nie pozostaje już nic do ukrycia... więc poddać się?
Ale czy naprawdę zbudowała cały swój świat, by go teraz rozbić?

Swan pojawiła się bezpośrednio w komnacie rodziców w kłębach magicznego dymu. Nie zależało jej, czy ktoś ją zobaczy; straciła dziś zbyt wiele, aby przejmować się ludzkim gadaniem.
W pokoju, jak się spodziewała był tylko medyk, przyjaciel Śnieżki z lat jej młodości, czyli Krasnoludek Mędrek. Po wyłonieniu się Emmy z błękitnych chmur Mędrek, choć pełen zdziwienia i zakłopotania, co wyrażały jego rozdygotane dłonie poprawiające druciane okulary, nie powiedział nic. Jedynie zaproponował grzecznie, jak na Krasnoludka przystało, czy nie zostawić matki i córki samych.
Emma na jego słowa postarała się skinąć przyjaźnie głową z nikłym uśmiechem, mimo wszystko od dziecka darzyła Krasnoludki swoją sympatią.
Nim jednak wyszedł musiała zapytać go z ściśniętym gardłem.
- Jak czuje się mama? Co jej się stało?
- To chyba... magia - odparł zawstydzony Mędrek, a potem śmielej dodał - wróżki, mówią, że to nie klątwa... tylko jakby ktoś osłabiał ciało... serce bije coraz wolniej, aż...
Zamilkł.
- Aż jej serce przestanie bić - dokończyła za niego Emma ze wzrokiem wbitym w podłogę. Nie mogła patrzeć jak potwierdza słowa, który wydawały się być wyrokiem.
Stojąc w bezruchu zaczekała na wyjście Krasnoludka, a kiedy została sama z Śnieżką odważyła się zrobić ku niej pierwszy krok.
Leżała na łóżku oddychając wolno, jakby śniła snując słodkiego marzenia tak odległe od realnego świata. Zupełnie nie wyglądała, że cierpi - umiera.
Dlaczego David nie może zbudzić ją swoim pocałunkiem? Jak przed laty wyrwałby ją z snu, tak jak w opowieściach do dziś snutych przez całe królestwo.
Rozwiązanie nie było takie proste, pocałunek nie wystarczy, tu nie zatriumfuje miłość, a jedynie śmierć.
Emma uniosła rękę nad śpiącą matką, chcąc pocieszyć ją swoją obecnością, jednak zatrzymała się w połowie drogi.
- Chciałabym być bohaterką - zaczęła wolno, nie chcąc wzburzyć łez w swoich oczach. - Bohaterką, którą we mnie widziałaś... ale nie wiem... nie wiem, czy potrafię.
Wypowiadając ostatnie słowa cofnęła się przygnębiona znikając dzięki swojej znienawidzonej magii.

Była cholernie zimna noc.
Królestwo nawiedziły ciężkie, ciemne chmury przynosząc ulewny deszcz w środku felernej nocy. Nie szczędził on niczego, ani nikogo.
Przysłonił jedyny blask księżyca, ozdabiał miejskie drogi wieloma uciążliwymi kałużami, w które jutro nieszczęśliwcy będę pewnie wpadać z przekleństwem na ustach.
Lecz nasz Captain Hook wędrował pośród uciążliwych smug deszczu z swoistym spokojem pocierając z niedowierzaniem swoją twarz. Tak, został okradziony, pobity i na koniec zbesztany przez wściekłego ojca kobiety, od której dostał prosto w szczękę.
Prawdziwie pirackie życie, raz na wozie, raz pod wozem, choć zawszę wygodniej ułożyć się jednak na przysłowiowym wozie.
Killian odrzucił głowę do tyłu z rozkoszą wsłuchujac się w ciszę wymarłego miasta zmąconą jedynie kroplami deszczu intensywnie opadającymi na ziemie.
To na pewno nie jest mój dzień, przyznał po raz któryś w myślach. A chciał jedynie włamać się do zamku, odwiedzić piękną, aczkolwiek w jego mniemaniu dość rozpuszczoną księżniczkę, która okradła go w ciemną noc pod obskurną karczmą wykorzystując przy tym swój urok osobisty, co prawda bardzo obiecujący, gdyby nie była złodziejką... a dodając jej magie?
Nie. To naprawdę złe połączenie, od którego pirat przy zdrowych zmysłach powinien trzymać się na dystans.
Ale charakterek to ona ma, trzeba przyznać... chyba po rodzinie, stwierdził Hook zaraz po tym, gdy został sam na sam z jej ojcem, David'em.
Ten to dopiero wytrzeszczał oczy, kiedy jego córka zniknęła niczym prawdziwa czarownica.
- Zaskakujący obrót sprawy - przyznał Hook wyciągając się po niezbyt wygodnej pozycji, w której jego głowa była na ostrzu miecza.
Już zaczął zbierać się do wyjścia, zostawiając przemyślenia na później, gdy rozzłoszczony tatuś rzucił się na niego przyszpilając go do ściany.
- Hej! - wrzasnął łapiąc Killiana za kołnierz płaszcza. - Co łączy cię z Emmą?! Co robiłeś w jej komnacie!
- Spokojnie, kolego - odparł próbując wydostać się z uścisku Księcia.
- Nie jestem twoim kolegą. Czego od niej chciałeś i co to ma wszystko znaczyć! - ciągnął wściekły David.
Hook wyrwał się i przytaknął starając się odzyskać rezon, pokręcona rodzina. Zdecydowanie.
Ale do diabła, co miał mu powiedzieć?
- Odzyskiwałem swoją własność - rzekł prostodusznie, właściwie on tu był niewinny - o resztę zapytaj córkę... chyba, że macie więcej tych swoich pokręconych, królewskich tajemnic, wszystko jedno, uciekam - zakończył z lekkim skinieniem głową, a wychodząc słyszał jeszcze ostrzegawcze słowa David'a.
- Pożałujesz, jeśli jeszcze kiedykolwiek cię z nią zobaczę.
Tak Killian Jones znalazł się po za murami zamku. Deszcz padał nieustanie, wstąpił więc do pierwszej lepszej karczmy, w której wciąż paliło się światło. Gwar ludzkich rozmów i ich pijackich śmiechów obudził go wystarczająco, by na jego twarzy znów pojawił się zadziorny uśmiech.
Tam postanowił odpuścić i zapomnieć o jasnowłosej książnice, zbyt niebezpiecznej, aby ryzykować zburzenie swojego pełnego prostoty i beztroski, bandyckiego świata.

Emma czekała w ciemnościach, jednak nie było tam nic poza przeklętym deszczem, żadnych odpowiedzi; nic co by przywróciło jej spokój, nikt kto by zabrał ja spowrotem do domu.
Czy ktoś tu jest? Halo? Słyszycie? Odpowiedź szepczącą w kroplach deszczu opadających na ubrania, twarz, ramiona, skórę...
Nasza księżniczka słuchała, lecz swej odpowiedzi nie otrzymała. Tajemnica pozostawała tajemnicą, jeszcze dziś nie odsłoniętą przed Emmą Swan, ale może wkrótce?
Gdyby mogła rozgryźć swoje życie, poznać samą siebie i finalnie poczuć ulgę. Gdzie się podziało szczęśliwe zakończenie dla jasnowłosej księżniczki? Czyżby na nie nie zasługiwała?
Dlaczego wszystko jest takie niejasne, pogmatwane od początku do końca. I ta cholerna samotność... czy kiedyś odejdzie?
Zamknęła oczy pozwalając otulić się łzą nieba oraz ciemnością otaczającą ja niczym oziębła peleryna utkana z mroków nocy.
- Coś się stało, moja droga? - usłyszał zza pleców głos z udawanym smutkiem, przez który przebijał się pełen samouwielbienia śmiech, a raczej radosny chichot połączony z ekspresywną gestykulacją.
Emma obrócił się w jego stronie nie mając wątpliwości z kim przyjdzie jej się teraz zmierzyć.
- Witaj, Mroczny - przywitała się z nutą drwiny, co na pewno wskazywało na wcześniejsze kontakty z podstępnym czarownikiem, jakim był Rumpelstiltskin.
- Och... - westchnął przeciągle Rumple - witaj, księżniczko Swan! Tak! Słyszałem już o twoim nieszczęściu, jak się trzyma tatuś? - zapytał zastygając w miejscu jakby wyczekując odpowiedzi.
- Możesz jakoś pomóc mojej mamie? - zignorowała jego pytanie, musiała dowiedzieć się, czy istnieje sposób, aby uratować Śnieżkę.
Rumple przyłożył swój złuszczony palec do głowy zastanawiając się głęboko.
- Hmm... - mruknął zachęcająco, by w końcu zawyrokować: - Niiee - wyrzucił odmowę z charakterystyczną sobie beztroską, a potem pocierając dłonie powiedział do Emmy.
- Bardziej interesujesz mnie... ty! I nasza umowa! Umowa. Umowa! - powtarzał niczym tykający zegar, było to widocznie jego ulubione słowo.
- Dlaczego jej nie pomożesz? Zrobię wszystko - ciapnęła nadal, chciała przywołać do siebie swoja dawną odwagę, ale ona była daleko... jak wspomnienie beztroskich dni.
- Nieee - powtórzył Mroczny. - Śnieżka do niczego nie jest mi potrzebna, a kiedy oddasz mi swoją magie, staniesz się tak samo bezużyteczna jak ona. Ale wróćmy do naszej umowy, masz fasolkę?
- Jeśli ci ją oddam, zabierzesz moją moc? - odparła Emma bezbarwnie wpatrując się pustym wzrokiem w przestrzeń.
- Tak, jak obiecałem. Tak! - ucieszył się czując już przedsmak łatwego zwycięstwa. - Ulży ci, kochanieńka. Zobaczysz!
- Ale nie mogę ocalić mamy? Proszę cię powiedź mi, prawdę... czy potrafię ją jeszcze ocalić.
- Aj, widzę przyszłość i zapewniam cię... - tu zatrzymał się by podejść do Swan i rozkoszować się jej smutkiem - że matki swej nie ocalisz.
Dla Emmy słowa wypowiedziane przez Mrocznego, były więcej niczym tysiące mieczy wymierzone w jej serce. Wtopiła dłonie w swoje mokre od deszczu włosy nie mogą znieść bólu promieniującego od klatki piersiowej na całe ciało.
- Twój ból także ucichnie... zniknie mętlik w głowię, z czasem pogodzisz się z światem... więc oddaj mi fasolkę bym mógł ukoić twój ból.
Emma nie odpowiedziała natychmiast, odrzuciła głowę do tyłu pragnąc wyciszyć myśli i tak jak radził Rumpelstiltskin pogodzić się z losem. Poddać się.
- Nie mam przy sobie magicznej fasolki - wymamrotała. - Została na zamku.
- Wiesz gdzie jest, to przywołaj ją - doradził z błyskiem w zimnych oczach. - Ostatni raz użyj swojej mocy, ostatni raz!
- Ale ja nie wiem jak - zaprotestowała głucho Swan.
- Nie myśl, po porostu to poczuj... przedsmak ukojenia - zakończył zniżając głos niczym wyśmienity hipnotyzer.
Emma kiwnęła potulnie głową zapatrując się na swoją otwartą dłoń. Jak łatwo jest się poddać? Zapomnieć? Zamknęła rękę i oczy czekając na przypływ uczuć, o których mówił Rumpelstiltskin.
Drgnęła porażona nagłym impulsem i nagle poczuła ciężar małej fasolki.
Spojrzała mały magiczny przedmiot z niejakim zdziwieniem i dumą, a potem przeniosła wzrok na rozradowanego Mrocznego.
Oto, co musi zrobić. 
***

Cześć Wam wszystkim! Czekam na Wasze opinie, co do kolejnego rozdziału i przy okazji dziękuje za tak wspaniałe opinię o moim skromnym ff. Mam nadzieję, że Was nie zawiodę. Ten rozdział znowu był smutny, ale już następny będzie radośniejszy... chociaż to chyba zły przymiotnik - oby był zaskakujący! Taki mam plan... ukazać niektóre układy i sojusze w Zaczarowanym Lesie, a jak odnajdą się w tym Emma i Hook, to sami przeczytacie! Zamierzam wplątać ich w niezłą przygodę! 
A tak ode mnie... niedługo szkoła,więc uprzedzam rozdziały będę pojawiały się pewnie rzadziej, niestety, ale ostatnia klasa liceum wzywa, a konkretnie matura, którą chcąc nie chcąc strasznie się stresuję. Dobra, dziękuje za uwagę, pozdrawiam! 

wtorek, 18 sierpnia 2015

II. Zagubiona księżniczka


Kiedy lustro przestanie kłamać? Pokazując rzeczywistość nie odsłaniając prawdy? Kiedy? Emmę Swan nie obchodziło, jak świat ją postrzega. Widzieli ją jako piękną księżniczkę. Jako córkę osławionej pary, Śnieżki i Księcia. Buntowniczkę nie przestrzegającej reguł i wojownika walczącego w obronie królestwa.
I co z tego? Odbicie rozbitego zwierciadła.
W głębi duszy Emma wiedziała - prędzej czy później to się skończy, lecz nikt nie zrozumie. Że gdzieś tam w środku jest jedynie złamaną i zagubioną, samotną księżniczką.
Ona - Emma Swan - najdzielniejsza z rycerzy, po prostu bała się, że inni nie zrozumieją, odtrącą ją i wszystkich zawiedzie. Musiała ukrywać sekret wyniszczający od środka.
Teraz stała sama w swojej bajkowej komnacie, gdzie nie zmieniło się zbyt wiele, choć upłynęło sporo czasu. Zamiast kołyski wystawiono łóżko z aksamitną pościelą w kolorze ciemnego fioletu. Pułki ustawione przy ścianach uginały się od książek, pamiątek i prezentów, tych najcenniejszych sercu. Pluszaki wciąż ozdabiały kąty pokoju z tą różnicą, że teraz na jednym z nich, czerwonym tygrysku, leżał pozostawiony miecz Emmy. Dorosła na swój wyjątkowy sposób.
Księżniczka Swan przyglądała się sobie w lustrze nie potrafiąc przywołać na twarz szczerego uśmiechu. Wszystko wydawał się być błahe. Piękna sukienka z błękitnego materiału, niesamowita, gorsetowa przeplatana srebrnymi niciani. To wszystko było nie ważne.
Nie wiedziała kim jest, ani dokąd zmierza. Nie chciała przeżywać tego wszystko sama. Wyciągnęła rękę dotykając zimnej powierzchni zwierciadła.
- No, Wybawicielko - szepnęła. - Potrafisz ocalić samą siebie?
Odpowiedzi jednak nie otrzymała.
W zamyśleniu, Emma zaczęła przechadzać się po komnacie. W pewnym momencie zatrzymała się i ukucnęła.
Zaczęła dotykać opuszkami palców chłodnej powierzchni płytki. Uśmiechnęła się na wspomnienie czasów kiedy ją odkryła, mimo to z lekkim wahaniem podważyła płytkę ukazując lekkie wgłębienie - sekretny schowek na najbardziej bolesne cienie przeszłości.
Były tu listy, do których nie odważyła się zaglądać. Wspomnienia, o których pragnęła zapomnieć. A także mała, szklana buteleczka z magiczną fasolką.
Wzięła ją ostrożnie do ręki czując już przedsmak ukojenia duszy, którą ten niezwykły przedmiot miał jej zapewnić.
Wtedy usłyszała pukanie. Emma drgnęła ściągnięta nagłym przerażeniem, jej dłoń mocniej zacisnęła się na fasolce. To tylko mój sekret, podszepnęła jej podświadomość, nikogo więcej.
Szybko wrzuciła z powrotem buteleczkę zakrywając ją odsuniętą płytką.
- Emma, jesteś już gotowa? - usłyszała zza drzwi głos, który bardzo dobrze znała.
Musiała zamknąć oczy, by uspokoić myśli; wyciszyć się, by udawać, że nic się nie dzieje.
- Tak tato, możesz wejść - odparła poprawiając swoją rozłożystą suknie.
Wtenczas do komnaty wślizgnął się David. Nie stracił on nic z swojego książęcego uroku, to był ciągle ten sam Prince Charming, któremu przybyło parę ładnych lat. Mimo to wciąż zachowywał swoją młodzieńczą sylwetkę i ten błysk w oczach, coś co nie znało granic czasu i w jego historii czyniło go nieśmiertelnym.
Uśmiechnął się ciepło na widok swojej córki. Od zawszę łączyły ich wyjątkowe relacje, może dlatego, że Emma także miała w sobie coś prostego w obyciu oraz niesłychaną waleczność często wpakowującą ją w kłopoty. Zupełnie jak jej ojciec, który przecież wychowywał się na farmie, jako zwyczajny wieśniak z odwagą godną bohatera.
- Pięknie wyglądasz - rzekł Książę ujmując Emmę za ręce. Wzroku nie mógł od nie oderwać i niej ukrywał tego. - Mama będzie zachwycona jak cię zobaczy.
- Wolałabym coś wygodniejszego - westchnęła zrozpaczona, a potem śmiejąc się dodała - tato, w tym nie można oddychać, ani skopać niczyjego tyłka. A wiesz, że jak przyjdzie córka Kopciuszka, to nie ręczę za siebie. Nie lubię tej rozpuszczonej dziewuchy.
- Emma - upomniał ją David, sam doskonale rozumiejąc córkę, potomkini Kopciuszka była naprawdę rozpieszczona. - Dzisiaj odłóż miecz, a jedynie uśmiechnij się i z radością tańcz na urodzinach swojej matki.
Na podkreślenie swoich słów poprowadził Emmę, by zrobiła taneczny obrót i choć zaprzeczała kiwając głową, za chwilę śmiała się widząc jak jej suknia płynie w powietrzu.
- Swoją drogą zdradzisz w końcu staremu ojcu, jaki masz prezent?
- Tylko nie staremu - poprawiła go. - I nie zdradzę. Zobaczysz... to coś pięknego, drobnego i do bólu sentymentalnego, że aż chce mi się to wyrzucić przez okno. Czyli mamie się spodoba - dodała z przekonaniem. - Idziemy?
- Myślę, że czegoś jeszcze brakuje - odparł rozglądając się po komnacie, a gdy tylko ruszył po to Emma pisnęła przestraszona.
- Tato...
- Cii - uciszył ją i bez pozwolenia nałożył na jej głowę niewielki, choć ciężki, bo uginający się od diamentów błyszczący diadem. Pasował do Emmy idealnie, do jej upiętej w niedbały kok fryzury, do twarzy na której rysowała się ostra zaciętość, a także wielka delikatność.
- Teraz już jesteś naszą perfekcyjną księżniczką - ocenił David z ojcowską miłością i przesadą.
Emma nie protestowała, jedynie wzniosła oczy do góry w geście, który miał wyrażać zażenowanie, lecz za chwilę, gdy tata podał jej ramie i poprowadził na bal po prostu uśmiechnęła się.
Chciała zatrzymać tą chwile, kiedy nic się nie liczy i gdy wszystko jest takie do bólu proste i zwyczajne.

Emma zeszła na bal.
Tak, wielka sala balowa we własnym domu... nie - w zamku. Wielkim, kamiennym, fantastycznym zamku. Emma była jego księżniczką, córką pary królewskiej, głowę zdobiła jej diamentowała korona, a ciało osłaniała baśniowa, błękitna suknia. Cudnie, prawda?
Słała uśmiechy i pozdrowienia ludziom, którzy także byli władcami, królewnami lub hrabiami. Słuchała muzyków, którzy odgrywali swoje najpiękniejsze partię, dawali rozkosz dla uszu. Widziała najróżniejsze potrawy czekające tylko na skosztowanie.
I pragnęła uciec stąd jak najdalej, gdzie tylko oczy poniosą i gdzie serce zaprowadzi. Choć widziała całe klasyczne piękno wokół, za nic nie potrafiła czerpać z niego radości. Taniec, śmiech... co z tego kiedy czuła, że z nikim nie potrafi go szczerze dzielić. Dławiący strach zabierał jej każdą iskierkę szczęścia sprawiając, że widziała dzisiejszy wieczór pozbawiony kolorów.
Wszystko, co robiła wynikało jedynie z świadomości, że tak powinna, bo kochała swoich rodziców i chciała, żeby byli z niej dumni.
Znowu została sama. David opuścił ją, szepcąc, że już czas poprosić Śnieżkę do tańca. Uśmiechnęła się życząc im dobrej zabawy.
Oddychała pośród obcych ludzi. Dlaczego czuła się taka pusta w środku, taka zimna?
Skazywała siebie na izolacje nie ufając ludziom. A ludzie samotni nigdy nie są szczęśliwi.
Miejmy nadzieje, że Emma Swan zmieni się, a w przyszłości - nikt nie skrzywdzi jej zbyt mocno, by zamknęła się na zawszę w mroku i samotności.
Wśród tłumu zapanowała poruszenie, które zapowiadało ciszę. Czas na toast.
Emma westchnęła udając się gdzieś z dala od tłumu, a idąc wzięła ze sobą kieliszek szampana.
Wreszcie, gdy zapadła cisza rozległ się podniosły głos David'a.
Dziękował wszystkim za przybycie, uśmiechał się i żartował. Wspomniał o rodzinie, Emma uniosła smutno kącik ust, tak rodzina to wszystko, co miała. Nie chciała nawet myśleć o ich stracie, może też dlatego tak bardzo bała się powiedzieć im prawdy o sobie.
Wiecznie ten sekret, on zatruwał jej serce i umysł.
- Nigdy nie zapomnę chwili, gdy cię spotkałem, Śnieżko - powiedział David patrząc na swoją drugą połówkę. - Z wieloma rzeczami musieliśmy się zmierzyć, ale nie żałuje żadnej decyzji, bo mamy siebie i naszą wspaniałą córkę, Emmę, która oczywiście musiała gdzieś się ukryć - zaśmiał się w poszukiwaniu córki. 
Emma przesłała mu karcące spojrzenie, ale jeśli miała się śmiać to jedynie do nich. 
David skinął przekornie głową i ujmując rozpromienioną Śnieżkę za rękę dokończył swoją mowę: 
- Dziękuje, że mogę być częścią waszego szczęścia. Za naszą Śnieżkę!  
Emma wraz z gośćmi wzniosła rękę do toastu i szepnęła. 
- Wszystkiego najlepszego, mamo. 
Gdy tylko odstawiła kieliszek od ust jej uwagę mimowolnie zwrócił jeden z gości, a konkretnie kobieta przyodziana w suknie czarną jak noc. Nie pasowała tu, wskazywała na to jej samotność i zarazem duma - to w jaki sposób unosiła głowę i trzymała w dłoni kieliszek. Emma z całego serca zapragnęła ją poznać, nawet jeśli gdzieś tam w głębi intuicja ostrzegała. 
A może to właśnie przyciągało Emmę, mrok. 
Zaczęła przedzierać się przez tłum nie bacząc na dobre wychowanie, dopóki postać czarnej kobiety nie rozmyła się w rzeczywistości, jakby była jedynie majakiem wytworzonym przez umysł.  

Nadeszła chwila, aby wręczyć Śnieżce prezent. Miał być wyjątkowy i do bólu sentymentalny, jak to określiła sama Emma. 
A Śnieżka? Ona także nie zmienia się zbyt wiele, przynajmniej z wyglądu, pozostawała dojrzałą kobietą o cerze białej jak śnieg, policzkach rumianych jak krew i włosach czarnych jak heban. Jednak wiele lat panowania zmieniło ją bardziej niż by chciała, przypominała dobrą mateczkę wiecznie z radą na ustach. Aczkolwiek od czasu do czasu ujawniał się w niej dawny pazur bandytki, gdy upierała się, że ma rację oraz gdy musiała walczyć o swoją rodzinę, o szczęście, którego każdy pragnie w swoim życiu. 
Śnieżka królowała na balu wyprawionym na jej cześć. Widziano ją jak tańczyła z swoim księciem, Kopciuszkiem i nawet Czerwonym Kapturkiem, którą jednak zdołała wyciągnąć na parkiet, nawet to jej się udało. 
Emma zaskoczyła ją kiedy lekkim krokiem obracała się w tańcu, matka i córka prawie wpadły na siebie, ale w ostatniej chwili Śnieżka schwytała się Emmy i chichocząc przytuliła córkę swoim żelaznym, matczynym uściskiem. 
- Mamo - pisnęła Emma. - Udusisz mnie. 
- Ciebie nie tak łatwo udusić - odparła lekko Śnieżka - w końcu jesteś moją córką. Smutną córką. Co się dzieje, Emma? 
Zeszły na bok z parkietu, 
- Nic, mam po prostu taki jakiś... humor, przejdzie mi. 
- Problemy? 
- Nie - rzuciła szybko Emma. - Przynajmniej nie takie, z jakimi sama bym sobie nie poradziła. 
- Oczywiście - rzekła wolno Śnieżka. - Pamiętasz kiedy pierwszy raz zobaczyłam cię w zbroi wojownika? Myślałam, że uduszę David'a, ale potem coś zrozumiałam. Jesteś bohaterką i nosisz ją zawszę, nawet kiedy ubierasz suknie i diamenty - mówiąc to wzięła kosmyk jasnych włosów Emmy i założyła jej za ucho. 
Emma uśmiechnęła się walcząc sama ze sobą. 
- Nie powinnaś się zamartwiać, mamo - powiedziała w końcu. - Choć mam dla ciebie prezent. 
Śnieżka skinęła głową. Wierzyła Emmie, ale nawet najgłębsza wiara nie przegoni cienia lęku w sercu matki. 
Swan poprosiła, by chwile zaczekała przy stole, a kiedy wróciła zastała przy matce, także ojca. Och, złe myśli ciągle atakowały jej umysł, zbyt dużo było idealności wokół, nawet jej rodzice. Przetarła dłonią szkatułkę, prezent dla Śnieżki, o tak, na swój dziwny sposób on także był idealny. 
Potrząsnęła głową chcąc wrócić do rzeczywistości i przywołać na twarzy uśmiech. 
- Wszystkiego najlepszego, mamo. Myślę, że powinno ci się spodobać - powiedziała Emma stawiając prostokątne pudełeczko przed Śnieżką, a ona od razu odwdzięczyła się uściskiem. Emma posłała wołające o ratunek spojrzenie do David'a. 
- Och, dobra - westchnęła Śnieżka wyczuwając nastrój. - Śmiejcie się ze mnie, zobaczymy. 
- Po prostu otwórz - roześmiała się Emma. 
To była biała, prostokątna szkatułka skromnie zdobiona, ale już na pierwszy rzut oka sprawiała wrażenie, że skrywa coś wyjątkowego. Śnieżka otworzyła ją powoli, by zobaczyć w środku niedużą figurkę czarnego łabędzia. Był piękny, kryształowy i idealnie wyrzeźbiony, swoją długą i smukłą szyje dumnie wznosił do góry jednocześnie rozciągając mroczne skrzydła, jakby zaraz miał wyfrunąć ku nieznanym przygodom i lądom. 
Łabędź, był znakiem Emmy z czasów kiedy jeszcze dorastała. Wiąże się z tym magiczna historia, która zostanie opowiedziana później. 
Ale dlaczego był czarny niczym najmroczniejsza noc? Dlaczego taki delikatny, a zarazem mroczny wewnątrz?
- Emma... - wyszeptała Śnieżka nie odrywając wzroku od niezwykłego ptaka. Musiała go dotknąć, a może chciała po prostu pocieszyć mroczne stworzenie swoim matczynym dotykiem. - To jest... au 
Ukuła się; nie sądziła, że krawędzie kryształu są aż tak ostre. Wciąż trzymała szkatułkę, ale uniosła ukuty palec do góry. Jedna kropla szkarłatnej krwi zaznaczyła już swoją obecność na opuszku wskazującego palca Śnieżki. 
To było takie dziwne, nie mogła oderwać wzroku od jednej małej rany zadanej jej przez czarnego łabędzia. Myślała tylko o tym, aż zatrzymał się czas. 
Świat ucichł, pozostały jedynie szepty, nieme głosy dochodzące z oddali. Zrobiło się tak cicho, zimno, otoczył ją chłód przeszywający jej skórę, umysł i kości... jakby nie istniało nic poza czerwienią błyszczącą się na jej zranionym palcu. 
- Mamo! - krzyknęła Emma przytrzymując upadające ciało swojej matki. 
Coś trzasnęło o ziemie, pośród ciszy dźwięk ten był niczym ostre noże wymierzone w serce. Emma spojrzała na upadający przedmiot, to szkatułka wypadła z dłoni Śnieżki, a zrobiła to z najgłośniejszym na świecie trzaskiem, choć był to zaledwie odgłos pękającego szkła. Czarny łabędź, który zdobił wnętrze szkatułki wyrwał się z swojego bezpiecznego domu łamiąc jedno z swoich skrzydeł podczas upadku. 
- Mamo... - wołała Emma pragnąc zbudzić ją swoim dotykiem. - Tato, proszę cię zrób coś - przeniosła swoje zamglone oczy na David'a, ale on sam nie wiedział co robić. Razem mogli jedynie trzymać Śnieżkę w objęciach, patrzeć jak powoli zamyka oczy opływając z rzeczywistości. 
- Nie - usłyszała głos swojego ojca, a potem on wziął nieprzytomną Śnieżkę na ręce i wyniósł z sali nie bacząc na tłum ludzi gapiących się z rozdziawionymi ustami na rodzinę królewską niczym na przedstawienie teatralnie. 
Emma jeszcze przez chwile została na zimnej podłodze, nie miała sił wstać, ani spojrzeć tym ludziom w oczy. Jej matka upadła trzymając w rękach szkatułkę od niej, mogła być zatruta, mogła... to pierwsze, co przyszło Emmie do głowy i wiedziała, że inni myślą dokładnie to samo. 
Załkała, starając się zatrzymać dłońmi drżenie ust, otrzeć łzy lecące po policzkach. Bez sensu, wszystko bez sensu. Wtopiła ręce w delikatny, jasny materiał sukni i zapragnęła go rozerwać na strzępy. 
Nagle wstała gwałtownie, poczuła obok siebie czyjąś obecność. Nie chciała nawet wiedzieć kto to, ani po co przyszedł. 
Podniosła wzrok do góry patrząc na milczący tłum ludzi, którzy jeszcze niedawno bawili się w najlepsze. I po raz pierwszy Emma poczuła, że brak jej sił aby powiedzieć... cokolwiek. Zamknęła oczy i wybiegła. 

Jeśli czarny łabędź był odzwierciedleniem Emmy, to czuła się dokładnie jak on teraz. Jakby upadła z wysoka rozbijając swój bezpieczny dom, raniąc się przy tym dotkliwie. 
Może byłoby łatwiej gdyby znała przyczynę, ale tak nie było. Ostatnie minuty to ciąg jakiś dziwacznych zdarzeń, nawet połączone ze sobą nie mają sensu. 
Emma skryła się w swoim pokoju, zamknęła drzwi od komnaty i oparła się o nie, jakby bała się, że ktoś może zaraz wejść. Zamknęła oczy, lecz w głowie wciąż przesuwały się te same obrazy upadającej matki, rozbitej szkatułki i ojca niosącego Śnieżkę w ramionach. 
Tego było zbyt wiele. Nie teraz, nie dziś, powtarzała w myślach jak mantrę. 
Odetchnęła otwierając oczy, jednak dopiero co zaczerpnięty oddech utknął w płucach Emmy, gdy zobaczyła jego. 
On był ostatnią osobą, jaką spodziewałaby się dziś ujrzeć i to jeszcze w swoim własnym pokoju. Stał oparty o kolumnę łóżka z założonymi rękoma w swoim jakże zaskakującym czarnym, skórzanym stroju z przyczepionym do twarzy szelmowskim uśmiechem. 
Emma nie wierzyła własnym zmysłom. 
- Hook - wymamrotała. 
***
>> Otwórz                                                                    Otwórz <<
Hej :D Witam wszystkich po 2. rozdziale! Przyznam, jak na razie sprawił mi najwięcej problemów, robiłam dużo poprawek, tylko końcówkę napisałam na jednym wdechu. Początek był taki depresyjny, że w pewnym momencie chciałam zmienić tytuł rozdziału na: Księżniczka na skraju depresji, która najprawdopodobniej popełni samobójstwo wyskakując przez okno. I tak odcinek jest dobijający, ale zostawiam tą wersje. Usunęłam też moment, kiedy pojawia się córka Kopciuszka... nie wiem, nie pasowała mi w tym odcinku, ale może kiedyś postanowię o niej napisać...
Tak jak obiecałam mam dla Was także tapety. Dwie w różnych stylach i całkowicie mojego wykonania, cóż także dwa moje ulubione fragmenty o CS. Napiszcie, która lepsza, albo która bardziej beznadziejna, jak wolcie :)
Poza tym Wy także nie możecie do czekać się 5 sezonu? Mnie już ściska z niecierpliwości. Ja chce mroczną Emmę i troszkę złego Killiana - tak! No i Camelot, wprost kocham Legendy Arturiańskie i Merlina oczywiście.
Na koniec, mam nadzieje, że nie zanudzam, znalazłam na YT ciekawy filmik o Captain Charming Hood. Mnie powalił na kolana, nowe Aniołki Charliego! 

poniedziałek, 10 sierpnia 2015

I. Kłamcy i złodzieje


Wiele lat upłynęło od narodzin Emmy, córki Śnieżki i Księcia. Zła Królowa, Regina zniknęła z z Zaczarowanego lasu i życia wszystkich, których znała. Jej osoba pozostała jedynie mroczną legendą, złym wspomnieniem dawnych, minionych czasów. Nikt tak naprawdę nie poznał jej historii, tak jak nikt nie wiedział w jakie sposób zniknęła oraz gdzie obecnie przebywa. Wielu po prostu myślało, że królowa nie żyje, że to miłość Śnieżki i Księcia wygrała - a zło, które płynęło od Reginy musiało w końcu polec w walce. 
Jedynie parę osób znało prawdę. A była to Cora, matka Reginy, której historię na razie pominę, gdyż pozostaje tajemnicą dla wszystkich bohaterów. 
Prawda ciążyła najbardziej na królewskiej parze, Śnieżce i David'owi. Oni jedyni znali tajemnice Złej Królowej, powód jej zemsty i mroku w jej duszy, oraz to w jaki sposób Regina zniknęła z Zaczarowanego Lasu. 
Tajemnica ta była dla nich niczym najostrzejsze szpony potworów nocy, które bezlitośnie wbijały się w ich bohaterskie serca. I za każdym razem, gdy patrzeli sobie w oczy, gdy przemawiali do królestwa niczym herosi i gdy mówili swojej jedynej córce jak ma postępować, czuli jak mrok coraz bardziej zagnieżdża się w ich wnętrzu. Wstyd i upokorzenie, który musieli skryć za maską idealności. 
Mogli sobie wmawiać, że postąpili słusznie, że cenę za ten czyn spłacają z każdym dniem z nawiązką, ale w głębi zawszę wiedzieli, że postąpili jak potwory.
Długo się zastanawiali, czy gdyby dana była im druga szansa podjęliby inną decyzję. Myśleli wtedy o Emmie, mądrej księżniczce i pięknej kobiecie o dobrym, walecznym sercu. I wiedzieli już, że dla niej poświęciliby swoje serce i życie Reginy, raz jeszcze. 

Zobaczycie jeszcze, czy cena jaką zapłacili Śnieżka i David są wystarczające, czy magia nie wymaga więcej ofiar? Lecz na razie zatrzymajmy się na chwilę i posłuchajmy początku niesamowitej historii, którą jak sądzę powinna zaciekawić Was ponad miarę. 

Zaczynało już zmierzchać. Chmury wędrujące po niebie przybrały barwę purpury. Ptaki ucichły pozostawiając wieczorny koncert szumiącemu pośród drzew wiatrowi, a cień i mrok niespiesząca się kładły swoje łapy na letnią krainę Zaczarowanego Lasu. 
Było przyjemnie ciepło, lecz ciałem Emmy Swan wstrząsną nieoczekiwany dreszcz. Przystanęła na chwilę rozkoszując się chwilą. Wokół panowała cisza zakłócona jedynie pogwizdywaniem wiatru cudownie ochładzającym rozgorączkowany umysł. Czuła podekscytowanie, bo choć była już wprawioną w boju wojowniczką dobrze znającą swoją sztukę oraz świat, to wyczekiwanie przygody zawszę sprawiało Emmie tyle samo nieposkromionej radości. 
Tak jak teraz, gdy wyruszała samotnie, w sekrecie na wyprawę, która była jej misją i walką z przeznaczeniem. 
Emma niepokojąc nikogo, nawet własnych rodziców bezszelestnie wymknęła się z zamku. Włożyła na siebie spodnie i skórzaną kamizelkę - ubranie którym mało która księżniczka chciałaby się poszczycić, ale nie Emma. Ponadto przy swoim boku zawiesiła swój wysłużony miecz, który dawno temu dostała od ojca. 
Tak przygotowana skierowała się do królewskiej stajni. Od razu wiedziała do kogo ma się skierować. 
- Witaj Maximusie - szepnęła z uśmiechem do pięknego, białego konia głaszcząc swojego zwierzęcego przyjaciela po grzbiecie. - Ruszamy na przygodę, gotowy?
A Maximus jakby w odpowiedzi potrząsną głową i z niespotykaną radością w swoich końskich oczach dał się poprowadzić Emmie ku zachodzącemu słońcu. 

Kiedy Emma dotarła do celu słońce już całkiem ustąpiło miejsca srebrnemu blaskowi księżyca. 
Zatrzymała Maximusa przed niewielką, ale za to strasznie obskurną karczmą, która już na pierwszy rzut oka zapraszała jedynie kłamców i złodziei. 
Nazwa jej brzmiała "Pod Zatrutą Gruszą".
Nie wywołało to jednak strachu u księżniczki, a jedynie skryty uśmiech szalonej osoby, którą w rzeczywistości była. Jednak szaleństwo to tylko jedna z wielu odsłon Emmy Swan. 
Emma wkroczyła do karczmy i już od samego wejścia uderzyła ją woń mocnego alkoholu, piski tanich panien i rechot pijanych, podejrzanych typów. Z kąta pokoju dobiegał do jej uszu dźwięk pianina, nie była to elegancka i czysta gra do jakiej przywykła na królewskich salonach, lecz za to idealnie wpasowująca się w posępny klimat pomieszany z rubasznym humorem stołujących się tu gości. 
Nie chcąc czekać dłużej, Emma ruszyła odważnym krokiem ku stojącemu w rogu stolikowi. Bez zbędnych ceremonii i z miną zahartowanej w świecie kobiety przysiadła się do obcego mężczyzny. 
- Sądzę, że możemy ubić interes - powiedziała Emma tonem pewnym siebie - Dobry interes. 
Facet, do którego się dosiadła zmierzył ją jakby wygłodniałym wzrokiem. Był dosyć tęgi, choć nie gruby. Twarz zasłaniała mu szczeciniasta, czarna broda. Policzki miał czerwone od taniego alkoholu, co w sumie dawało dość nieprzyjemny widok. Złe wrażenie spotęgował na dodatek jego zachrypnięty głos. 
- No, skarbeńku... myślę, że moglibyśmy się dogadać - rzucił niby nonszalancko i wyciągnął swą rękę ku siedzącej na przeciw pięknej blondynce. 
Ręka jednak nie zdołała zbliżyć się do Emmy, gdyż dziewczyna z zaskakującą siłą i szybkością odepchnęła ją od siebie przyciskając do drewnianego blatu stołu. 
- Magiczna fasola - odparła Emma nie odrywając swoich stalowych oczu od uciekającego wzroku faceta. - Wiem, że mogę ją tu od ciebie kupić. Słono zapłacę, nie pożałujesz. Ale jeśli jeszcze raz spróbujesz mnie dotknąć osobiście przefasonuje ci twarz. Zrozumieliśmy się? 
Kiedy zniknął z jego twarzy pierwszy szok i alkoholowe zamroczenie, mężczyzna kiwną głową na znak, że przyjmuje warunki. Zaczął rozmowę. 
- To bardzo cenny przedmiot, wyjątkowy i jeszcze bardziej rzadki - powiedział szeptem, widocznie transakcja nie potrzebowała dodatkowych słuchaczy.
Emma westchnęła. Spod swojej kurtki odpięła skórzaną sakiewkę wypchaną brzęczącymi, złotymi monetami. 
- To tylko część twojej zapłaty. 
- Tak, dogadamy się - odparł, pomimo ciemności Emma mogłaby przysiąc, że w jego oczach pojawiły się iskierki. Nie uznała tego za dobry znak. 
Handlarz jak wcześniej po Emmę, tak teraz po złoto, a może nawet bardziej łapczywie wyciągną swą długą łapę. Na szczęście Emma, jak wiemy, miała dobry refleks i zdołała zabrać sakiewkę z stołu. 
- Najpierw fasolka. 
- A skąd mam wiedzieć, że mnie nie oszukasz? - odrzekł. 
- Mogłabym powiedzieć to raczej o tobie. To ja tu jestem ta dobra. 
Na dźwięk ostatnich słów handlarz zaśmiał się wręcz teatralnie i zwrócił się do Emmy. 
- Słuchaj, wiele już przeżyłem i wiele widziałem, znam się na ludziach. Ty, maleńka, aż gotujesz się od emocji. A najciekawsze, że potrafię zobaczyć czające się w twoim sercu zło, które pragnie wyjść na światło dzienne. Dlatego szukasz fasoli. Prawda?
Swan zadrżała pod jego wnikliwym spojrzeniem, pod głosem, który przedzierał się do umysłu, podszeptując podstępnie, mówi prawdę
- Sprzedaj mi tą cholerną fasolkę, a jak już mówiłam nie pożałujesz - starała się nie odwracać od niego wzroku, pokazać, że myli się całkowicie. Była twarda. 
Po chwili cichej bitwy, mężczyzna zaśmiał się ponownie i ściągnął z swojej szyi naszyjnik z szklaną buteleczką, w której środku jasno błękitnym światłem świeciła niewielka magiczna fasola. 
Podał ją Emmie przyglądając jej się bacznie. Dziewczyna z chwilą dotknięcia fasolki poczuła niezwykłość tego przedmiotu przebijającą się nawet przez kruche szkło buteleczki. 
Odłożyła na chwile niezwykły naszyjnik i wyjęła z powrotem swoją sakiewkę, dorzucając na stół mały złoty przedmiot. 
- W środku jest 100 złotych monet, a złota bransoletka jest warta o wiele więcej. Dobijamy targu. 
Kiedy podniosła wzrok zauważyła, że handlarz ponownie waży w ręce naszyjnik odpływając myślami daleko. 
- Aż smutno rozstawać mi się z moim miłym talizmanem... 
- To dobra cena - oparła Emma zaciskając pięści z niecierpliwości. 
Facet wzruszył ramionami rzucając buteleczkę na stół, po czym wziął zapłatę i uśmiechnął się zachęcająco. 
- Sprzedane. 
Emma odetchnęła z ulgą, co starała się oczywiście ukryć pod surową miną. Nie czekając na nic więcej założyła buteleczkę z czarnym rzemykiem na swoją szyję i wyszła z karczmy nie oglądając się za siebie. 

Tajemniczy uśmiech zaczął błądzić na ustach Emmy, kiedy tylko przekroczyła próg tawerny "Pod Zatrutą Gruszą". 
Prawdą było to, że magiczna fasolka miała dać Emmie odpowiedź na dręczące ją pytania. Dlatego teraz czuła ogromną ulgę. Nie żałowała, ani pieniędzy, ani swojej biżuterii, obie te rzeczy miała po dziurki w nosie na zamku i obie były dla niej kompletnie bez wartości. 
Ale przygoda się jeszcze nie zakończyła. Zdobycie magicznej fasolki to tylko cześć jej planów. Jutro czeka ją kolejne spotkanie i kolejne chwile niepewności. 
Aby opanować drżenie i myśli, Emma oparła się o zimną ścianę karczmy i sięgnęła po rzemyk z niesamowitą fasolą. Dotknęła ją z myślą o spokoju i magii, jaką od niej spodziewała się poczuć - jednak nie poczuła, ani spokoju, ani tym bardziej magii. 
Zaniepokojona przyjrzała się buteleczce. Fasolka rzeczywiście tam była, ale straciła swój niepowtarzalny blask. Coś było nie tak... Odpowiedź przyszła naglę i była oczywista. 
Podróba. Musiał ją podmienić. 
Emma w wściekłości rzuciła wisiorem o ziemie. Usłyszała dźwięk tłuczonego szkła. 
- Nie. Nie. Nie. 
Powtarzała zaciskając pięści. Oszukał ją. Ten bezczelny złodziej, kłamca. Oszukał ją, Emmę Swan. Przeklęty. 
Pod wpływem impulsu wróciła do tawerny szukając wzrokiem oszusta. Oczywiście, fuknęła z złości - nie było go. Przeszukała jeszcze raz pomieszczenie i oczyma odszukała tylne wyjście. 
Szybko przedarła się tłum ludzi wybiegając za tył karczmy. Zobaczyła go jeszcze. Złodziej nie spieszył się, obrócił się w stronę Emmy i posłał jej jeden z tych swoich chamskich uśmieszków. 
Bezczelny, wyrzuciła w myślach Emma, przysięgam w swojej dobroci, przynajmniej złamie mu nos. 
Już miała krzyknąć, podbiec, kiedy zauważyła wychodzący z mroku cień, zarys jakieś postaci, która wyszła na przeciw jej oszustowi. Bez zbędnych pytań on, bo to był na pewno mężczyzna, stwierdziła Emma, przywalił mu w twarz na tyle mocno, że złodziej zatoczył się do tyłu i upadł na ziemie. 

Zamarła. Była zaintrygowana tym mężczyzną kryjącym się w cieniu, a za razem czuła już, że jest na niego wściekła - za to, że odebrał jej całą przyjemność w przywaleniu temu bezczelnemu handlarzowi. 
Podeszła do nich bliżej, na wszelki wypadek trzymając dłoń na rękojeści miecza. Wtedy zobaczyła, że sytuacja uległa małej zmianie. Teraz złodziejem nie był już jej niedoszły znajomy z karczmy, lecz dziwny cień, który pojawił się nie wiadomo skąd i nie wiadomo po co. 
Emma nie poznawała go, a może powinna? Nie ważne. Najważniejsza była dla niej buteleczka z magiczną fasolką, którą na jego nieszczęście trzymał w ręku. 
- Hej! - krzyknęła Emma nareszcie zwracając na siebie uwagę ich obu. - Ta buteleczka jest moja. 
- Nie sądzę - odparł tajemniczy mężczyzna wychodząc z cienia, bliżej ku Emmie.  
Emma po raz pierwszy przyjrzała mu się dobrze. Miał ciemne włosy, przystojną twarz na której igrał szelmowski uśmiech. Ubrany był na czarno, w skórzany płaszcz, może więc dlatego z daleka wydawał się być jedynie nierzeczywistym cieniem błądzącym pośród nocy. Mimo to coś jeszcze przyciągało uwagę. To coś, co trzymał w ręce i co odbijało światło księżyca. Ale nie... to chyba był hak... i nie trzymał go w dłoni, bo po prostu jej nie miał. 
Odetchnęła unosząc głowę do góry, nie mogła pozwolić, by zbliżył się do niej zbyt blisko. Wyciągnęła miecz. 
- Kupiłam tą cholerną fasolkę - odezwała się przyjmując pozycje do walki, kątem oka zauważyła jak handlarz z tawerny ucieka oglądając się na nich. - Potrzebuje ją. Więc oddaj mi ją, albo walcz ze mną. 
- Oszukano cię i niestety, moja piękna pani, rozczaruje cię, ale nie oddam ci tej cennej buteleczki. Tak się składa, że potrzebuje jej bardziej od ciebie. 
Swan prychnęła pogardliwie, nie zamierzała się poddawać, wciąż trzymała przed sobą swój miecz. 
Nieznajomy z nieokreślonego powodu zamiast odejść, czy walczyć podszedł do Emmy. Nie przejął się trzymaną w jej dłoni bronią - zbliżał się, tak że ostrze miecza naparło na jego hak. Teraz choć przestrzeń pomiędzy nimi była niewielka, wciąż dzielił ich miecz skrzyżowany z hakiem. 
Emma opanowała drżenie wywołane przez jego nagłą i niebezpieczną bliskość. Jej wzrok zapatrzony w skrzyżowane bronie przeniósł się w górę. Tam napotkała jego mroczne spojrzenie, za którym kryło się zbyt wiele emocji, by Emma mogła je tak łatwo zinterpretować. 
- Kim jesteś? - zapytała mrużąc oczy, pchnięta dziwnym impulsem.
- Killian Jones - przedstawił się - ale większość nazywa mnie barwniejszym imieniem... Hook. 
Emma odskoczyła. Wzięła głęboki oddech, była zła na siebie, że straciła kontrole, lecz bardziej wściekła była na niego. 
- Captain Hook? - Skojarzyła od razu księżniczka. - Pirat. 
- Do usług - odparł Hook robiąc delikatny ukłon w stronę Emmy. 
Dziewczyna prychnęła złośliwie spoglądając na jego hak w miejscu, gdzie powinna być ręka. 
- Oczywiście, mogłam się domyślić - powiedziała lekceważąco. Złość dodawała Emmie wiele uroku. - Wam, piratom, zawszę brakuje jakieś części ciała? Jednoręki, jednooki, drewniana noga... Hm? Ta magiczna fasolka jest moja. Więc walcz ze mną, chyba, że brakuje ci jeszcze innej części ciała... by być prawdziwym mężczyzną. 
Hook spojrzał na Emmę uśmiechając się kącikiem ust. 
- Chcesz, możemy się o tym przekonać? 
Lecz Swan nie zwracała uwagi na słowa, raczej na jego ruchy, w których jak spostrzegła starał się zamaskować, że zawiązuje rzemyk z magiczną fasolą u swojego pasa. 
A więc tak, pomyślała postanawiając schować miecz. 
Bez namysłu znalazła się przy Killianie obdarowując go pięknym, niewinnym śmiechem. Otoczyła go wolnym krokiem, stając lekko za nim, musiał obrócić głowę, by spojrzeć w jej oczy. A jednak nie sprawiał wrażenia niezadowolonego. 
- Proszę - powiedziała Emma pokazując swoje nowe oblicze, zmysłowe, lecz nie uległe, choć prosiła robiła to dumnie. - Ja naprawdę potrzebuje tej fasolki.
- Jest zbyt cenna, nawet jak dla ciebie - odparł Hook pragnąc rozszyfrować tą niezwykłą kobietę. 
Emma wstrzymała oddech przysuwając się do niego. Killian cofnął się zaskoczony, lecz szybko napotkał opór ściany. 
- Proszę - powtórzyła i naprawdę bardzo trudno było odmówić, kiedy jej zielone oczy wpatrywały się tak intensywnie, kiedy była tak blisko. Otworzyła usta zbliżając się coraz to mocniej do niego, czuł jej słodki oddech, prawie jej usta na swoich. Zahipnotyzowała go całkowicie i wtedy odeszła, jakby rozpływała się powietrzu. 
Killian potrzebował chwili, by wrócić do realnego świata, by zapomnieć o pragnieniu poczucia jej ust na swoich. 
Potrząsnął głową podświadomie sprawdzając buteleczkę, którą zawiązał rzemykiem u pasa. 
Coś było nie tak. Zaczął to sprawdzać niedbale, w końcu z złości wyrwał rzemyk od pasa. Nic na nim było, żadnej buteleczki, żadnej przeklętej, święcącej fasoli.  
Nie wiedział jakim cudem obwiązała buteleczkę od sznurka, ale zrobiła to. Nie wiedział nawet jak się nazywała, choć może wyglądała znajomo. Czyżby spotkał ją wcześniej? Nie pamiętał. Odkąd stracił Milah, inne kobiety nie miały dla niego znaczenia. 
Zaśmiał się z własnej głupoty. Rzucił rzemykiem o ziemie, jak jeszcze parę minut temu oszukana Emma. Role szybko się odwracają. 
Zaczął biec mając nadzieje, że ją jeszcze dogoni, lecz ujrzał jedynie jak puszcza się galopem na swoim białym koniu. 
Emma obejrzała się za nim z szerokim uśmiechem. 
- Powodzenia, piracie! - krzyknęła zadowolona trzymając w dłoni swoją cenną zdobycz. 
- Jedź - odkrzyknął za nią Hook. - Ale wiedz, że i tak się znajdę, choćbyś ukryłaś się w najbardziej zapomnianym z światów. 
Hook słyszał jeszcze jej kolejne złośliwe prychnięcie, a potem nieznajoma zniknęła pozostawiając go samego pośród srebrnego blasku księżyca. 
Odpowiedź na dręczące go pytanie przyszła nieoczekiwanie. 
- Swan... Emma Swan - wyszeptał z zadowoleniem i bez zmartwień ruszył przed siebie.

***

Witam po pierwszym rozdziale. Jestem ciekawa, co o nim sądzicie. Będę z Wami szczera, kocham komentarze! Więc jeśli to czytacie liczę choćby na słówko od was. To mnie strasznie motywuje do pisania i wymyślania, co raz to lepszych historii. Skoro to chwila szczerości muszę Was uprzedzić. Otóż chyba nie potrafię pisać krótkich rozdziałów... nie za bardzo wiem cz do dobrze, czy źle - sami oceńcie. Pisząc scenę w karczmie nie wiem czemu skojarzyła mi się ta scena z Shreka 2 - kiedy ojciec Fiony wchodził do tawerny, gdzie spotkał Kota w Butach. Pamiętacie? Od razu musiałam dorzucić do opowiadania ponurą grę pianina 9 piosenka ta jest w odtwarzaczu. 
Pozdrawiam, a na koniec...
Mam dla Was zagadkę: 
Koń Emmy nazywa się Maximus. Jaką bajką - ja - inspirowałam się nadając mu to imię? 
Jeśli zgadniecie w pod następną notką pojawi się skromna tapeta mojej roboty z Captain Swan.

sobota, 8 sierpnia 2015

Dawno, dawno temu...


Zaczarowany Las kryje w sobie wiele nieodkrytych tajemnic, nieopowiedzianych historii owianych nieprzeniknioną mgłą magii. To powykrzywiane, złudne odbicia lustrzane wszystkich światów. Legendy o Bohaterach z brudnymi sumieniami i o Złoczyńcach z poranionymi sercami.
Tak, podzielę się z Wami sekretnymi opowieściami o bólu zbyt realnym. O sekretnym spojrzeniu wypełnionym niepewnością, które przerodziło się prawdziwą miłość, pełną oddania, cierpienia i czułości. Opowiem o poświęceniu i lojalności wiecznie walczącymi z gniewem i ślepą zemstą.
Pozwólcie, by powrócili ludzie prowadzący nieprzerwaną bitwę z własnym sumieniem, ze słabościami i porażkami. Na nowo poznamy tych, których toczy okrutne zło, pragnienie zemsty i tych, którzy obdarowują świat nadzieją i niezłomną wiarą.
A jednak wszystkich ich łączy jeden cel - odnaleźć swoje szczęśliwe zakończenie.
Ta historia mogła się więc wydarzyć.
A opowiada ona o zupełnie niezwykłej bohaterce, owocu prawdziwej miłości, jasnowłosej księżniczce zwanej Emmą Swan Wybawicielką oraz Killianie Jones, samolubnym piracie przez wieki zaślepionym żądzą zemsty na Mrocznym.
W pewien ciepły wieczór spotkają się ich drogi, na pozór tak różne, lecz w głębi bardzo do siebie podobne, gdyż oboje szukają światła w swoim życiu pełnym niepewności, wrogów i samotności.
Bo tak naprawdę każdy ma swoją mroczoną stronę i walczy z ciemnością ogarniającą swoje serce.
Jednak wiedźcie, że istnieje sposób, by czarniejące serca znów rozbłysły pięknym blaskiem.
Pytanie tylko czy oni zdołają go odnaleźć?

Dawno, dawno temu w baśniowym zamku Śnieżki i Księcia przyszła na świat wyjątkowa dziewczynka. Jednak dzień jej narodzin, choć wyczekiwany przez całe królestwo naznaczony był czarnymi wydarzeniami.
Właściwie to nic niespodziewanego. Nim księżniczka przyszła jeszcze na świat została owiana tajemniczą legendą, która spowić miała także jej daleką przyszłość.
Księżniczka, wojowniczka i Wybawicielka, która w głębi serca zawszę pozostawała zagubioną dziewczynką szukającą swojego miejsca na ziemi.
Nie mogła pamiętać swoich pierwszych wrogów, gdy stali nad jej kołyską z zimnym sercem i obietnicą zemsty. Była niewinna i nie prosiła się o nich, lecz walka z nimi była jej spadkiem dziedziczonym po rodzicach.
Rodzicach, którzy trzymali ją w ramionach chcąc ochronić swoją małą córeczkę przez oziębłym światem, przed całym złem czyhającym na jej duszę. Nie chcieli jednak wierzyć, że największe przekleństwo rzucili na nią właśnie oni sami.
Śnieżka płakała trzymając w objęciach swoją córkę owiniętą w biały, wełniany kocyk z wyszytym imieniem Emma. Patrzyła na nią i czuła strach. Strach przed dzisiejszym dniem i strach przed przyszłością. Jak mam ją ochronić? myślała, przed jej własnym przeznaczaniem... i mimo, że duchem była zupełnie poza realnym światem, poczuła jego delikatny dotyk na włosach.
- Już czas - powiedział zduszonym szeptem.
- Nie. To nie był dobry pomysł, znajdziemy inny sposób - odparła nie odrywając wzroku od Emmy.
- Ona tu niedługo będzie. Wiesz, że nie odpuści... odbierze nam wszystko, co kochamy...
- Dlatego mamy wybierać - rzuciła wybijając wzrok w Davida - albo my, albo ona. Staniemy się potworami.
- Ochronimy Emmę - zapewniał David odbierając córkę z ramion matki. - Będziemy razem, zobaczysz...
- Ochronimy ją - wydusiła Śnieżka powtarzając za ukochanym. - Nawet za wszelką cenę.
David przytulił do siebie córkę, złożył delikatny pocałunek na czole Śnieżki, a potem na Emmie - dwóm najważniejszym osobą w jego życiu.
Podzielał zdanie Śnieżki. Stawali się potworami i to w dzień, który powinien być dla niej tym najszczęśliwszym, ale nie widział innego wyboru. Wolał poświęcić własne sumienie niż niczemu winną córkę. Dlatego zgodził się na układ, którego zobowiązania musiał wykonać właśnie teraz.
Jednak Książę nie zdołał zrobić wiele, gdyż do komnaty właśnie w tej chwili weszła Regina, Zła Królowa ubrana jak zwykle idealnie do okazji - do zemsty.
- Witam szczęśliwą rodzinę - rzekła Regina na powitanie z dostojeństwem królowej i z uśmiechem pełnym mrocznych obietnic.
Serce Śnieżki zabiło mocniej na widok swojej starej przyjaciółki, macochy i wroga.
- Nie odbierzesz nam Emmy - krzyknęła głosem pozbawionym sił.
- Emma... - wymówiła jej imię Regina, zbliżając się powolnymi krokami do Śnieżki i Księcia. David widząc to wyciągnął z kąta pokoju miecz i wymierzył go w nadchodzącą królową.
- Nie waż się do niej zbliżyć - zagroził, ale Regina jedynie wzruszyła lekko ramionami i z uśmiechem, który przerodził się w nienawistny grymasem uniosła rękę, która zaczęła dusić Księcia. Kiedy wystarczająco nasyciła się tą chwilą odrzuciła go za siebie swoją magią. Podeszła do Śnieżki trzymającą swoją córkę.
- Nie zasługujesz na nią - wysyczała Regina. - Nie zasługujesz na swoje szczęśliwe zakończenie.
- A kto na nie zasługuje, Regino - odrzekł kobiecy głos, ale nie należał on Śnieżki.
Królowa zamarła, wolnym ruchem zdołała obrócić w stronę drzwi komnaty.
- Co tu robisz, matko?
- Nie wiesz? - odparła Cora. - Chronię cię.
Matka i córka zbliżyły się do siebie, pomiędzy nimi była niewielka przestrzeń przesycona atmosferą pełną napięcia i urazy. Zapadła cisza zmącona jedynie krzykiem nowonarodzonej dziewczynki.
- Nie potrzebuje cię - wydusiła Regina głosem wyzutym z emocji. - Wynoś się!
- Och. kiedyś zrozumiesz moja droga, dlaczego jesteśmy tutaj wszyscy razem - zapewniła Cora.
Podczas, gdy Regina rozmawiała z nieoczekiwanym przez nią gościem, Śnieżka ostatkami sił wstała z łóżka biorąc ze sobą Emmę ukrytą w białym kocyku. I choć bardziej podtoczyła się niż podbiegła, dotarła do nieprzytomnego Davida. Zapłakała bezgłośnie widząc jak jego biała koszula zalewa się szkarłatną krwią. Nie widziała tego, ale musiał on rozbić jaką rzecz, kiedy Regina rzuciła nim niczym szmaciana lalką. Teraz był nie przytomny i Śnieżka bezskutecznie pragnęła go zbudzić swoim dotykiem. W końcu bez jakiejkolwiek nadziei przeniosła wzrok na stojące z boku wielkie lustro.
Wiedziała już jak ma postąpić - jak potwór, którym za chwile miała się stać, w dodatku trzymając na rękach córkę, dla której miała wyrządzić całe tę zło.
- Regino - zawołała.
Zła Królowa przeniosła swe mordercze spojrzenie na Śnieżke, zbyt dużo wymknęło jej się spod kontroli. Czuła niepokój uzasadniony pojawieniem się Cory, swojej matki.
- Spójrz w lustro i zobacz do czego nas to wszystko doprowadziło - powiedziała Śnieżka. - Niszczymy siebie nawzajem.
I Regina spojrzała. Na siebie, tak niepodobną do tej dziewczyny zakochanej w stajennym, na rannego Davida, Śnieżkę zalaną łzami trzymającej w objęciach córkę, która nie przestawała cicho płakać.I Odpowiedziała.
- Nigdy nie spocznę, póki nie zniszczę was i waszego królestwa, choćby to była ostatnia rzecz jaką zrobię w życiu.
- Dlaczego? - Załkała Śnieżka. - Dlaczego nam do robisz?
Regina zbliżyła się do niej patrząc jej w oczy.
- Bo to jest moje szczęśliwe zakończenie.
Z swoim ostatnim słowem Zła Królowa poczuła szarpnięcie i nie kontrolując już własnego ciała uderzyła o lustro, które otworzyło swoje przejście do innego świata. Regina wrzasnęła rozpaczliwie spoglądając w oczy tej, która jej to uczyniła.
- Matko - wysyczała trzymając się jeszcze ostatnimi siłami woli pozłacanej ramy zwierciadła.
Wtedy też Śnieżka zostawiła przy boku Davida, Emmę i wstała, kosztowała ją to dużo bólu i siły, lecz zacisnęła pięści i poczuła jak czarna mgła przysłania jej oczy, jak mrok wzbiera się w sercu, choć myślała tylko o tym by chronić tych, których kocha.
Śnieżka nie pamiętała później dokładnie tej chwili. Tylko jeden wielki wrzask, jej i spadającej w otchłań Reginy, którą własnymi rękoma pchnęła ku nieznanemu, obcemu światu.

Po paru dniach, słońce znów zagościło na niebie w królestwie Śnieżki i Księcia. Jednak w ich sercach na zawszę pozostanie mrok i wspomnienie pierwszych chwil życia ich córki, naznaczonych złą, czarną magią.
Emma dostała wspaniały pokój, godny wyjątkowej księżniczki. Nad jej kołyską zawisła prześliczna karuzela z jednorożców, miała wszystko, lecz mimo to jej życie miało być wypełnione ciężką walką z swoim przeznaczeniem. Wiarą, że jest wystarczająca dobra, by być dla innych bohaterką, jaką potrzebują.
Nikt nie powiedział Emmie o tym, co wydarzyło się w dzień jej narodzin. Słyszała jedynie pogłoski o Złej Królowej, która rozpłynęła się w powietrzu nie pozostawiając za sobą żadnych śladów, poza mrocznymi opowieściami, które do teraz wywołują dreszcze na ciele.
Nikt nie powiedział Emmie także o umowie zawartej z pewną czarownicą imieniem Cora. Ale o tym zwiedzili tylko Śnieżka i David, a oni pragnęli pogrzebać tą tajemnice na dnie ich serc, mając nadzieje, że nigdy nie przyjdzie czas zapłaty, jaką obiecała im Cora stojąc nad śpiącą w kołysce małą, złotowłosą księżniczką Emmą.
- Magia zawszę ma swoją cenę - rzekła Cora zwracając się do Śnieżki i Davida. - Możecie cieszyć się swoim szczęściem, lecz czas zapłaty nadejdzie.
- Wiemy - odparła Śnieżka spoglądając z bólem na śpiącą córkę. - Dlaczego to zrobiłaś, Coro? Swojej własnej córce.
- Miłość jest słabością - odparła zbliżając się do Śnieżki, by dotknąć delikatnie dłonią jej policzka. Gest ten był zimny, a jego wspomnienie miało być obietnicą ponownego spotkania.
- Teraz twoje serce należy do mnie, Śnieżko. Przyjdę kiedyś po nie i po twoją córkę. Nie sprzeciwisz się ani mnie, ani przeznaczaniu Emmy. Wtedy rozpocznie się ostateczny walka o duszę nas wszystkich.
Śnieżka niczym posąg odsunęła się od zimna, jakie biło od Cory i wtuliła się w Davida, która zawszę miał być jej oparciem i bohaterem.
Cora zaśmiała się cicho widząc lęk na twarzy królewskich rodziców.
- Na czele walk stać będzie Wybawicielka. Tylko czy jej serce będzie wystarczająco czyste, by stanąć po właściwej stronie?

***

Witam wszystkich. Na imię mi Kasia i mam nadzieje, że prolog wam się spodobał. Sama nie wiem na co się piszę zakładając tego bloga, zrobiłam to pod wpływem impulsu i tyle. Opowiadanie będzie oczywiście na podstawie mojego ulubionego serialu Once Upon a Time, jednak skupiając się na Emmie i Hook'u. Jednak ta historia jest inna. Emma jako księżniczka, a Hook jako... Hook - tak więc zapraszam wszystkich ciekawych na poznanie ich nowej historii... takiej w której nie było klątwy Reginy.
Wygląd bloga zrobiłam sama, tak samo jak obrazek na początku i animację na końcu notki. Mam nadziej, że Wam się podoba. U góry bloga jest też odtwarzacz z muzyką, którą o ile pomysł z blogiem wypali będę zmieniała co jakiś czas. Czekam na Wasze opinie, tylko szczere! :) W przyszłym odcinku, coraz więcej Captain Swan.
Ps. Uwielbiam tą scenę z animacji, ale w ogóle jeśli chodzi o Captain Swan wolicie sceny z finału 3 sezonu, czy 4?
U mnie wygrywa finał 4 sezonu, myślałam, że dostane zawału jak Hook umierał, a ostatnia scena... po prostu najlepsza z całego serialu! Emma to największa bohaterka i koniec kropka. :)