♫ Duszne powietrze wpadało do płuc niepoprawnej księżniczki i bezczelnego pirata. Oddychali ciężko i czuli się oszołomieni. Wszystkim.
Sklepienie grobowca było niskie i brudne, oblepione z rzadka paskudnymi pajęczynami wplątującymi się we włosy. Zewsząd docierał do ich nozdrzy zapach stęchlizny i mokrej ziemi. Ale nie to było wcale najgorsze, podziemny szyb tworzyły ściany z polnego kamienia i choć wydawały się one stabilne przyprawiały o zawroty głowy. Pewnie gdyby nie światło bijące od ognia pochodni wędrówka przez wąski korytarz byłaby szaleństwem, a przynajmniej dużym krokiem w jego stronę. Już samo zejście było śmiertelnie niebezpieczne. Szyb znajdował się niedaleko morza oraz strzelistych klifów, każdy więc krok w mniejszym lub większym stopniu zdawał się naruszać sekretną konstrukcje grobowca. W sekundzie wyczekiwany cel podróży mógł okazać się ich bezsensownym końcem.
Emma poczuła jak serce przyśpiesza rytmu, a dłonie zaczynają się nieprzyjemnie pocić. To ona prowadziła cichą wędrówkę, to była jej misja. Nie jakaś złodziejska wyprawa rabunkowa po skarb, ani nie bezmyślna, młodzieńcza zabawa. Miała uratować swoją matkę z objęć śmierci i tylko to się liczyło.
Hook był równie milczący, jak ona od czasu gdy po raz pierwszy ujrzeli namacany znak istnienia Nathaniela, pierwszego poszukiwacza Wody Życia sprzed wieków. To nie mógł być przypadek. To wszystko nie mogło być zrządzeniem losu. A oni? Emma i Hook? Czy spotkanie tych dwojga było przypadkowe?
Zbyt dużo było zbieżności. Nathaniel poszukiwał Wody Życia aby ocalić ojca, Emma zaś matkę. Oboje byli równie wyjątkowi, tak że można by rzec - magiczni. Wyrwali serce swym rodzicom i naprzeciw ostrzeżeniom innych rzucili się wir przygody. Jaki był koniec Nathaniela? Jaki będzie koniec Emmy? I co w tym wszystkim robi pirat?
Kapitan kompletnie nie pasował do całości obrazka. Lecz jednak był tam, tuż o krok za jasnowłosą księżniczką. Tak blisko, że Emma aż słyszała jego powolny oddech i szelest skórzanego płaszcza.
Uśmiechnęła się pod nosem. Nie musiała na niego spoglądać, by wyczuć jaki wyraz twarzy ma w tej chwili. Był zmieszany. Z lękiem zdała sobie sprawę ile czasu spędziła z nim wspólnie.
- Coś cię niepokoi? - zapytała wprost.
- Nie wiem, a ciebie?
Wzruszyła ramionami i odparła.
- Grobowiec nie może być duży, więc za chwile dotrę do celu swej podróży. Wszystko idzie zgodnie z planem.
- Pewnie - mruknął Hook na odchodne. - Mam pytanie. Co zamierzasz dalej?
- Jak będę miała Wodę Życia? Uzdrowię matkę, znajdę jej serce, które wyrwałam i które ktoś ukradł i... - przerwała.
- Pokręcona historia po której będziesz żyła długo i szczęśliwie w zamku?
- Tak - odszepnęła. - Wszystko wróci do normy - powiedziała w końcu głośno.
- No więc - Killian podniósł zadziornie głos. - Będziesz za czymś tęsknić?
- Za ciepłymi wieczorami na morzu - przyznała.
- A czy za kimś? - dopytywał.
Emma odwróciła się w jego stronę i uśmiechnęła się kącikiem ust.
- Może - odparła i ruszyła dalej przed siebie.
Hook uśmiechnął się smutno w półmroku. Czy będzie tęsknić za piratem i kłamcą, który spiskuje z jej największym wrogiem? Za tym kto okłamuje ją z każdą godziną wspólnie spędzonego czasu coraz bardziej nikczemnie.
Nawet w tym momencie.
Nie wiedział gdzie jest magiczne źródło Wody Życia, bo tylko Emma mogła go odnaleźć. Tego właśnie pragnęła Cora, która jedynie zmotywowała Wybawicielkę aby rozpoczęła poszukiwania tajemniczej Mocy w przekonaniu, że postępuje słusznie, czyli jak bohaterka.
Ale Hook wiedział, tak jak i wiedziała wiedźma, że Wody Życia nie odnajdą w grobowcu Nathaniela. Spacer po tym jakże mrocznym i smutnym miejscu nie miał żadnego sensu i to gryzło kapitana najbardziej.
W środku duszy Killiana Jonesa pojawiło się dawno utracone uczucie troski o drugiego człowieka, nie - tak naprawdę tylko o Emme. Ta niezwykła kobieta roztaczała wokół siebie mury, za których przebijało kuszące światło dające ukojenie dla zbolałego, czarniejącego przez wieki serca Jonesa.
Lecz on był zdrajcą nie zasługującym, choć na jej odrobione.
Dalej, dalej... w dół ku czeluści mroku duszy, ku kłamstwom i dalej krok w krok za Emmą w głębiny grobowca Nathaniela gdzie zostaną wszyscy poświęceni nadziei, tej nigdy nie spełnionej, gdyż po prostu za bardzo się bali.
Podziemia wcale nie były duże, choć mogłoby się wydawać, że Emma i Killian są już tam całą wieczność. Jednakże czas rozwiązania zawsze prędzej czy później nadchodzi.
- Widzisz to, co ja? - zapytała Swan. - To pomieszczenie na końcu?
- Tak - przyznał i nabierając powietrza w płuca nagle wyciągnął dłoń zaciskając ją na ramieniu Emmy. - Zaczekaj, chce ci coś powiedzieć.
- Teraz?
- Posłuchaj mnie. Tutaj niczego nie znajdziesz - oznajmił z powagą, która przeraziła Emme. - Nic tu nie ma - powtórzył.
- Nie rozumiem! Dlaczego mi to mówisz? Co to ma znaczyć... - słowa wypływały z jej ust.
- Po prostu to wiem. Myślę, tak bo... nie wydaje ci się, że mógł tu być ktoś przed nami? Takie miejsca przyciągają złodziei.
- Więc twoim zdaniem z tego powodu mam odwrócić się, odpuścić i patrzeć jak moja matka umiera.
- Swan!
- Milicz i jak chcesz odejdź.
⚔ ⚔ ⚔
♫Na końcu korytarza znajdowało się ciemne pomieszczenie, niewielka komnata o prostokątnym kształcie. U jej ścian przymocowane były drewniane belki, które tworzyły coś na wzór regałów. Emma w świetle zauważyła leżące na tychże półkach skrzynki, a w kącie jedną większą. Po środku stał zaś pokryty kurzem i pajęczynami stół. To wyglądało jak opustoszała... spiżarnia.
Emma znalazła tuż przy ścianie metalową obręcz, na której zawiesiła pochodnie i podeszła do stołu dotykając delikatnie jego brudnego blatu. Pustka. Wszędzie. To miejsce zostało wykorzystane i zapewne doszczętnie splądrowane przez ludzi. Czy coś tu pozostało? Obiecywała sobie, że brak wskazówki jej nie rozczaruję, nie sprawi że się podda.
Lecz oddech utkwił w jej płucach i nagle tknięta paniczną myślą odrzucała trzymaną ławę przed siebie. W komnacie rozległ się głuchy trzask łamanego drewna, gdy mocne krawędzie uderzyły o deski regału.
Mglista zasłona kurzu uniosła się, a kiedy ponownie opadła Emma dostrzegła wystający z ziemi kamień. Ukucnęła i dotknęła go. Był pęknięty wpół, naderwany z każdej strony.
Zawiedziona podeszła następnie do skrzyni szarpiąc się z jej wiekiem. Przez łzy cisnące się do oczu nie wiedziała wiszącej kłódki, aż nagle ktoś bez uprzedzenia odsunął ją na bok. To był Killian, który sam zaczął uderzać swoim hakiem o zamek dopóki nie pękł.
Otworzyli skrzynie w milczeniu, macając każdy jej kąt, lecz było to bezcelowe. W końcu Swan otrząsnęła kurz z swych spodni i podniosła się.
- Miałeś racje - głośno oznajmiła stawiając wolne kroki ku wyjściu.
- Tak - odszepnął Hook zaciskając zęby. - Przykro mi.
Emma była przy wyjściu, gdy niespodziewanie wróciła się.
- Nie twoja wina - wydusiła, ale tak trudno było wytrzymać. - Och! Przeklęty los! - krzyknęła upadając na kolana niemalże na wystającym kamiennym nagrobku, instynktownie wyciągnęła przed siebie ręce łapiąc wyszczerbiony kamień.
- Swan - Hook rzucił się jej na pomoc. Zabrał jej dłonie do siebie. - Krwawisz.
- To nic - mruknęła wyrywając ręce z jego uścisku. Czuła tępy ból, ale on był niczym w porównaniu z traconą powoli nadzieją. Ciepłe stróżki krwi wędrowały po liniach na jej dłoni i kiedy minął szok oraz napięcie zaczęły powoli, jedna za drugą kapać na ziemie.
Czerwona kropla, czerwone kap, kap - wydawało się, że słychać jak upadają, jak wybijają nierówny rytm, by potem rozpłynąć się. Tak? Nie? Tak.
One niknęły, ulatniały się, a może wchłaniały w kamienne płyty?
- Co się dzieję? - zapytała Emma.
- Nie mam pojęcia - odpowiedział jej pusto Hook, był wciąż pochylonym obok.
Znikły wszelkie ślady krwi z ziemi, a po chwili znikła także kamienna posadzka ukazując małą wnękę.
Po pomieszczeniu rozniósł się śmiech Emmy, która bez zastanowienia sięgnęła do wnętrza skrytki i wyciągnęła z niej oprawioną w czerwoną skórę książkę.
- Wiesz to zabawne - zaczęła, lecz Hook odpowiedział jej powątpiewającym spojrzeniem. - Mam podobną skrytkę w swoim pokoju, tylko mniej magiczną - dodała.
W głowie kręciło się od nadmiaru emocji, lecz mimo to na jej ustach zagościł najpiękniejszy uśmiech. Wzroku nie można było od niego oderwać.
Gdyby miesiąc temu wynikło podobne zdarzenie kapitan Hook byłby już pięćset metrów dalej z butelką rumu, która skutecznie pomogłaby zapomnieć o magii oraz o jej uśmiechu. Jednakże dziś pozwolił Emmie wesprzeć się na swoim ramieniu, by wraz z nią obejrzeć niewiarygodny skarb.
Swan przy blasku pochodni rozpoczęła kartkowanie. Robiła to tak szybko, że jej umysł wychwytywał tylko wyrwane z pełnych zdań słowa.
Nadszedł czas na pożegnanie...
...roztrzaskało mój świat.
Wciąż pamiętam... widok serca ojca.
Straciłem.
...byli moi bracia... pochłonięci...
Czas stanąć przed strażnikami... wygłodniali od wieków strzegą bram.
...sam.
Brak... sił... tęsknie za światłem.
- To jego dziennik, to opis całej podróży poszukiwacza - powiedziała Emma nie odrywając wzroku od księgi.
Strumień światła wlatywał przez otwór grobowca. Pierwsza schody ku niemu pokonała Emma. Wspinanie się na powierzchnie było trudniejsze, tym bardziej że ramie wciąż było obolałe po przygodach na Jolly Rogerze. Wylądowała więc niezdarnie na ziemi z cichym jękiem, jednakże obchodziła ją tylko trzymana w objęciach księgę Nathaniela.
Odnalezienie dziennika zdawało się było lekkim podmuchem wiatru pod skrzydłami - wiatru, który nagle zniknął z chwilą gdy księżniczka uniosła wzrok i napotkała dwa łuki naprężone i wycelowane prosto w jej klatkę piersiową.
Skamieniała, lecz nie ze strachu.
- Swan, jesteś tam? - zawołał Hook wydostając się na powierzchnie. W przeciwieństwie do Emmy jego wzrok od razu napotkał wycelowane, teraz także w niego strzały.
Dwa dni pisania, jeden dzień korekty i prawie dwa miesiące przerwy. Takie rzeczy tylko u mnie. Lecz wena mi padła jak nigdy i nie potrafiłam się nawet zmusić do pisania. Niestety bywa, wybaczycie mi? Rozdzialik nawet wyszedł, jak myślicie? Mam skłonności do patetycznych akapitów i zachowań, to wszystko przez muzykę jaką słucham gdy piszę! Jakieś opinie - złe - dobre - komentujcie śmiało, zawsze odpowiem przyjmując krytykę lub pochwałę. A przy okazji od października zaczynam studia nad historią! Ale jestem tym podekscytowana! Dobra, już znikam, tak więc do zobaczenia!

