♫ - Przestań, to nie pomaga - powiedziała Emma przyciszonym głosem. Chciała, aby wszystkie problemy przestały istnieć, jak przed chwilą kiedy pozwoliła mu na ten tak... nietypowy gest... na dotknięcia zimnego metalu haka z jej skórą.
Ale odnalazła w sobie siłę i odskoczyła od jego postaci na kilka kroków. Bezpieczna? Ściągnęła głos, by mieć w nim więcej władzy i oznajmiła:
- To nie pomaga w odnalezieniu sposobu na walkę z Clarissą. Proszę weź się w garść.
Odetchnęła.
- Ale jest całkiem przyjemne - odrzekł lekko zmieszany Hook nie tracąc przy tym swojego poczucia humoru.
Jego uśmiech pozbawił Emmę pewności siebie, bez myślenia odparła.
- To był więc ostatni raz kiedy sprawiłam ci jakąkolwiek przyjemność, kapitanie - wstrzymała powietrze.
- Dlatego, że nie chcesz, czy dlatego że wiedźma ma chętkę na moje serce?
Prychnęła rozbawiona wracając do siebie.
- Jedno i drugie - odpowiedziała zirytowana. - Jakiś plan?
- Więc... co ty na to, żeby ją poćwiartować?
- Nie. To obrzydliwe - skrzywiła się.
- Hm a twoja magia? - dodał wyraźnie niechętnie. - Skoro mojego miecza się nie ima, to może chociaż twojej magii?
- Nie.
I jak nieprzewidziany akcent rozległ się niski, męski krzyk i następny, zduszony ryk.
Oczywiście wiedzieli, że była to pułapka, ale co innego im pozostawało?
Hook odsunął od siebie Emmę i ruszył w kierunku drzwi.
- To co Swan? - uśmiechnął się z przekąsem odwracają głowę w jej stronę. - Gotowa na śmierć u mego boku?
- U twojego? Za żadne skarby świata - odparła i podążyła za swoim kapitanem.
⚓ ⚓ ⚓
Gabriel, mój dzielny małżonek nie żyje, powtarzała sobie w myślach dawna Clarissa tuż po pogrzebie. Cóż, na sam pogrzeb nie dotarła, ale to wcale nie przeszkodziło jej rozkoszować się wygraną.
Nie każdemu udaje się zadrzeć i wygrać ze samą śmiercią. Clarissie przechytrzyła wszystkich, a cena? Ona wcale nie była wielka. Przecież ani serce, ani uczucia nie były jej kiedykolwiek potrzebne.
Któż teraz odważy się związać z Clarissą? Kto? Jaki głupiec? Piękny czarny anioł pozostanie na zawszę wolny. Gabriel naprawdę sądził, że swoją obietnicą miłości zmiękczy jej duszę? Oczyści ją?
Dla Clarissy historia była prosta. Gabriel był gotowy za jej miłość umrzeć, dostał więc to czego pragnął najbardziej - najpierw ją, a potem śmierć.
Mijały miesiące, a Clarissa nie odzyskiwała zdrowego wyglądu po przechadzce z zaświatów. Eliksir zadziałał, bo wciąż żyła, ale dawna uroda pełnej życia kobiety nie chciała powrócić. Zamiast zdobiących twarz rumieńców pozostała twarda i biała jak marmur skóra, a oczy? Na zawszę zdawały się być zimne, tajemnicze i mordercze zarazem. Coraz trudniej było utrzymywać pozory dobrotliwej córeczki.
Odwieczna gra stała się wyzwaniem.
Żal? O nie. Miała wszystko, czego tylko w życiu pragnęła.
Jeszcze w miesiącach żałoby Clarissa wyruszyła w morską podróż by złożyć kondolencje rodzinie małżonka. Wyprawa na pełnym morzu przypieczętowała jej los.
Dokładnie jak myślicie. Zburzone morze połączyło historie Clarissy sprzed laty i walkę Emmy Swan u boku swego nieokrzesanego pirata z hakiem zamiast dłoni.
Ciekawi kto zwycięsko wyjdzie z tej bitwy?
♫ Pokład opanowała nocna cisza zakłócona przez szum wody i delikatne fale uderzające o deski Jolly Rogera. Gdzie się podziały przerażające krzyki, które słychać było aż pod pokładem? Ucichły. Emma i Killian doskonale wiedzieli, że spokój jest jedynie zapowiedzią nadchodzącego sztormu.
Swan zacisnęła swoje dłonie przenosząc mimowolnie na nie twardy niczym stal wzrok, co jeśli rzeczywiście jedynym sposobem na wygraną będzie magia, jej magia, której tak mocno się obawiała? Wspomnienia, gdy trzymała serce matki były wciąż żywe. Zbyt bolesne.
Hook pierwszy spostrzegł ciche poruszenie na pokładzie, czyżby jego załoga była tutaj? Gdzie Clarissa? Plan, plan, plan... powtarzał w myślach. Emma pochwyciła jego spojrzenie, Hook odwzajemnił je lecz po chwili jego oczy rozwarły się szeroko.
- Uważaj! - krzyknął jednocześnie popychając Swan w bezpieczne miejsce. Obok nich przeleciała sylwetka rozpędzonego pirata z kordelasem w ręku.
- Garett - mruknęła Emma wciąż będąc w szoku.
Mrok. Naglę zgasły latarnie statku, ciemność i szum wody. W pełnej napięcia atmosferze wydawało się, że wyłonią się z przestrzeni nocy najgorsze straszydła, widma. Zamiast ich, oczom naszych bohaterom ukazała się w całej swej upiorności załoga otoczona krwistą mgłą.
Stojący blisko siebie Emma i Hook zapragnęli cofnąć się, uciec, lecz tym razem nie było dokąd.
- Nie zabijajcie ich - rozniósł się echem nieskazitelny, kobiecy głos Clarissy - Nie. Jeszcze nie.
- Co jest wiedźmo - zawołał Hook, a Emma powstrzymywała się by nie walnąć go w takiej chwili. - Podejdź. Chcesz to chętnie znów przebiję cię na wylot.
Clarissa przybyła więc krocząc wśród zaklętej załogi z wyciągnięta przed siebie dłonią, jakby była już gotowa by tylko położyć rękę na jego klatce i wyrwać z niej bijące serce.
- Och, możemy spróbować, moje słodkie pyskate trofeum. - Oboje nie spuszczali z siebie wzroku, Clarissa delikatnie musnęła jego ciało i dodała. - Ale potem ja zrobię dokładnie to samo i sięgnę aż do twego wnętrza - po to, co w tobie rwie się i wyrywa do walki, aby zniszczyć i uczynić cię mym zwycięstwem.
Emma wyszarpnęła się do przodu z drżącymi dłońmi, na wpół otwarte usta przymknęły się naglę.
- Śmiesz myśleć, że mnie pokonasz swą durną magią? Problem w tym, że ja już nie żyje. Nie wierzysz? Oczywiście księżniczko. Ty zawszę będziesz widziała tylko to, co sobie założysz... nie, co sobie uroisz, że jest prawdą. Pragnęłaś uratować nieszczęsną damę w potrzebie? Więc masz co chciałaś, więc teraz posłusznie zamknij oczy i idź dalej przez życie w kłamstwie i obłudzie.
Emma poczuła w ustach gorzki smak krwi z przegryzionej wargi. Czy właśnie to ma sobie poczuć chcąc uaktywnić moc? Gniew, złość, zawiść?
Pozwoliła by energia przepłynęła przez jej ciało, otwarła dłonie i wraz z okrzykiem furii wypuściła fale energii nacierającą w Clarisse. Lecz Clarissa? Ona zatrzęsła się nieznacznie pod naporem magicznej fali.
- Nieźle, złotowłosa księżniczko. - Emme otoczyli piraci obezwładniając ją. - Pozwól, że teraz ja trochę się zabawie, co kapitanie?
Zwróciła się do niego, a kiedy podeszła bliżej Hook nie namyślając się przebił jej ciało swoją jedyną na ten moment bronią - hakiem. Nie poddając się wyszeptał do niej.
- Wydaje się jakbyś była otchłanią, pustą i czarną, dokładnie jak miejsce gdzie powinno leżeć twe serce.
- I tu masz absolutną racje, kapitanie - odrzekła z prawdziwie złowieszczym błyskiem w oczach i rysującym się złośliwym uśmieszkiem na twarzy. Pewnym ruchem wyciągnęła z siebie rękę z hakiem, nawet nie okazała śladu bólu.
Była jedynie widmem.
⚓ ⚓ ⚓
♫ Podróżowała oparta o barierę statku.
- Clarisso. Twoje wnętrze jest otchłanią, ciemnością - tam gdzie powinno leżeć twe serce. Nigdy nie sądziłem, że wypowiem takie słowa o własnej córce, ale sprzedałaś własną duszę, by zemścić się na człowieku, który tylko chciał twojego szczęścia.
Nim spojrzała w oczy ojca dotknęła swego serce chcąc wyczuć jak wybija choćby nierówny rytm... nie biło...
- Takie są zasady gry, drogi tatku - odparła Clarissa.
- Nikt nie kazał ci w niej uczestniczyć... gdybyś chociaż miała powód...
- Miałam powód, wciąż go mam. Chce zwyciężać... nie, ja już zwyciężyłam.
- Nie, nie pozwolę ci na to. Nie wiem w którym momencie straciłem córkę, chciałem widzieć w tobie wyłącznie dobro, choć rozum podpowiadał inaczej. Chciałem być ślepy, bo nie mogłem pojąć byś była zdolna uśmiercać, ale to robiłaś, prawda? To co stało się z Gabrielem przelało czarę.
- I co zrobisz? Teraz to ty mnie usuniesz?
- Powiem ci prawdę - odparł ojciec czując się teraz jak najstarszy człowiek na świcie, brakowało powietrza.
- Jaką prawdę?
- Że twoje poświęcenie... własnej duszy poszło na marne.
Clarissa spojrzała na ojca martwymi oczami, podeszła bliżej.
- Nie pozwoliłem Gabrielowi umrzeć, widziałaś jedynie dobrze wykonany fortel. Nie umarł, bo nie zasłużył na cierpienie.
- Będzie cierpieć! - wrzasnęła Clarissa nie bacząc na nic, swoje dłonie zatopiła w klatce ojca.
- Już dawno na bezkresnych wodach nie wyczułam tyle potencjału jak na tym statku - rozbrzmiewał zimny głos Clarissy. Teraz to ona dominowała na pokładzie, podczas gdy zarówno Hook i Emma byli przetrzymywani przez zahipnotyzowaną załogę na jej rozkazach. - Poczucie wartości zakłamanej bohaterki, które z przyjemnością złamie i serce przeklętego mężczyzny, który zniewolił nie jedną kobietę uczynniając z niej zabawkę. Tak się nie robi, kochany - zagadnęła. - Serce kobiety powinno być wolne.
- To szaleństwo! - uniosła się Emma. - A ty jesteś przeklęta, wszystko co powiedziałaś było kłamstwem, grą. Kto pozwolił tobie tak surowo oceniać innych?
- Ponieważ mogę! - wykrzyczała. - Zrobię wszystko, by zniszczyć was wszystkich. A on będzie cierpieć! - Złowrogie spojrzenie wbiła w postać wyprostowanego i gotowego na wszystko kapitana. - Za wszystko, za waszą miłość i poświęcenie, nienawidzę tego! Waszego zakłamania... - wysyczała. - Tylko ja miałam odwagę by być w życiu tym, kim naprawdę pragnęłam być. A wy? Ile zła kryje się w waszych sercach? - Zakończyła Clarissa podchodząc do Hooka i zatapiając w jego ciele dłoń.
Z gardła wydobył się ryk bólu, jego powieki zamknęły się. Delikatność nie była w naturze czarnego anioła. Tak, wreszcie miała jego serce, bijące czerwienią i z miejscami przysłoniętymi wirującymi plamami.
- Nie... - szepnęła Emma.
⚓ ⚓ ⚓
♫ - Nie zabrałam duszy Gabriela, to zabiorę setki innych. Będę przekleństwem wszystkich mężczyzn, którzy uważają, że potrafią zniewolić kobietę. Wyrwie im serca i będę rozkoszowała się ich upadkiem.
Rozpętała się burza - nie - piekło.
Trzymała w dłoniach serce ojca, ale wciąż nie wierzyła. Przynajmniej pewna cząstka jej, która jeszcze nie została pochłonięta przez mrok, reszta pragnęła już tylko niszczyć.
- Gabriel żyje? - zapytała przekrzykując sztorm, który wydawało się sama wezwała, aby roznieść na strzępy cały statek.
- Żyję - wydusił ojciec. - Nigdy już nie zejdziesz na ląd i nigdy go nie dosięgniesz.
- Więc przeklinasz mnie? Własną córkę? - zapytała bez śladu emocji ściskając mocniej jego serce.
- Nie córkę... - wyszeptał bez mocy - ...tylko mrok który ją ogarnął.
Tak ostatnim ludzkim wspomnieniem zostało uczucie - uczucie jak popiół z serca ojca prześluzuję się pomiędzy palcami.
Potem? Grzmoty, ulewny deszcz i ludzie, którzy próbowali ją skrzywdzić. Ranili ją, a ona wyrywała im serca, jedno po drugim jakby znaczyła ścieżkę samej śmierci.
Niszczyła. Była na dnie, patrzyła martwymi oczyma na świat, który był jakby taki sam, tylko bardziej mroczny, rozpływający się. Gdzie miejsce ukojenia?
Spojrzała na wzburzone wody z wraku statku i skoczyła zatapiając się w niezbadane głębiny. Tam gdzie fale będą ukojeniem. Takie słodkie, takie zimne.
Jej dłonie zaciskały się pod wodą, czarne włosy rozpływały się pomiędzy wzburzonymi falami.
Nie ma ukojenia, jedynie pragnienie zemsty.
Emma doskonale pamiętała moment, gdy wyrwała serce matki. Miała wtedy w dłoni nie tylko jej życie, ale również wszystkie pragnienia, marzenia i obawy. Wszystko. Uświadomiła sobie, że śmierć przez zniszczenie czyjegoś serca jest najokrutniejsza oraz taka prosta. Wystarczy zacisnąć dłoń i poczuć nienawiść.
Clarissa miała tyle nienawiści, miała serce Killiana Jonesa w dłoniach.
Swan zapragnęła uwolnić się z niekończącego się kręgu zawiści.
- Przykro mi - powiedziała Emma przyciągając uwagę Clarissy. - Opowiadałaś o tym jak się czułaś, że zawsze byłaś odtrącana.
- Może tylko się tobą bawiłam?
- Może - powtórzyła Emma głucho. - Ale mówiłaś szczerze, wiem to.
- Kapitanie - rzuciła Clarissa głosem wypranym z emocji. - Rozkazuje. Zabij naszą dzielną bohaterkę.
Miała go we władaniu, na każde polecenie.
Jeden z członków załogi rzucił do ręki Killiana szpadę, on złapał ją kręcąc głową, bronił się - na nic.
- Zabij ją!
Przeniósł spojrzenie na uwolnioną Emme, w jego oczach kryło się tyle bólu. Nie mogąc uwolnić się spod władania widma zaatakował Swan tnąc powietrzu tuż obok niej, była jak ofiara czekająca na drapieżnika.
- Killian - szepnęła Swan. - Nie chce cię skrzywdzić.
- A gdzie się podziało "piracie"? - Podburzała Clarissa. Hook zaatakował z zwiększona siłą natarcia. - No dalej Emmo Swan, broń się. Przecież nie zaryzykujesz własnego życia dla jakieś bandyty.
Emma zachwiała się unikając po raz ostatni cięcia kapitana. Broń się, uciekaj - zbyt długo jej życie polegało wyłącznie na tym.
Nie mogła więcej tak postępować, zmusiła ciało by wyprostowało się dumnie - jaka była tego cena?
Najpierw poczuła lodowane zimno, a potem zalewającą fale piekielnego gorąca.
Ramie, choć draśnięte natychmiast spłynęło szkarłatną krwią.
Nie potrafiła. Upadła przetrzymując krwawiąca ranę, zaciskając mocno powieki. Może nie chciała ich otworzyć?
Lecz zrobiła to i ujrzała załogę, jak stado duchów czekającą na jej egzekucje - katem był Hook. Stał nad nią, ale to nie była jego wina, nie miał przecież żadnego wyboru. Prawda?
Killian uniósł błyszczącą stal nie przestając wpatrywać się w jej krew powoli przeciekającą przez palce.
Jeden moment, gdy spotkały się ich spojrzenia, chwila przed zamachem i nagły paraliż. Szpada bez żadnego ostrzeżenia wypadła z jego ręki obijając się o pokład z głuchym echem.
Emma wychwyciła konsternacje Clarissy. Wtedy zobaczyła, że jednocześnie z ostrzem z jej rąk wypadło serce Jonesa.
To był odruch, rzuciła się osłaniając niedoszłe trofeum przed upadkiem, złapała w ostatniej chwili. Znów miała ludzkie serce w swojej władzy, lecz tym razem było inaczej. Uśmiechnęła się do Hooka, po czym podbiegła do niego niezdarnie przywracając mu serce.
Czy było w tym coś magicznego? Nauka zaufania, próba pokonania własnych słabości, uprzedzeń. Tak. Widocznie to jest magiczne.
Clarissa zatrzęsła się nie odrywając wzroku od Emmy i Killiana. Powoli bez słowa zaczęła cofać się aż znalazła się przy barierze.
W jej ostatnim spojrzeniu kryło się coś dziwnego, niedowierzanie... a może i odrobina zazdrości, w końcu ona nigdy nie potrafiła zaufać. Choćby na jedną chwilę w swoim życiu.
Skoczyła po raz kolejny dając pochłonąć się falą, na zawszę.
⚓ ⚓ ⚓
Odeszła, czarny anioł rozpłynął się pośród fal. Emma z uwagą obserwowała morze, jednak ono z każdą sekundą wydawało się emanować coraz to większym spokojem.
- Udało nam się! - wykrzyknęła pełna rozpierającego ją szczęścia.
- Swan - uśmiechnął się do niej Hook, lecz on wiedział, że o czymś zapomniała. - Nie całkiem.
W końcu do niej dodarło, przeniosła wzrok na budzącą się z otępienia załogę, tą samą która jeszcze parę dni temu gotowa była nazwać ją potworem. Czyż teraz nie będą szukać wyjaśnienia ich dziwnego stanu? Clarissa odeszła, obwinią więc ją.
- Ta wiedźma... - usłyszała pierwszy złowieszczy syk któregoś pirata.
- Uratowała nas wszystkich! - krzyk kapitana, lecz jego głos nie przedzierał do rozgorączkowanego tłumu,
Emma cofnęła się niczym wystraszony ptak, była w pułapce. Znów.
Poczuła czyjeś dłonie zaciskające się na jej ciele.
A potem była już ciemność, tylko ciemność zakrapiana przez ból pulsujący od jej krwawiącego ramienia.
Koniec części drugiej.
Witam po długiej przerwie. Aktualności: napisałam maturę, więc generalnie powinnam mieć czas, lecz... zaczęłam pracę, więc znów nie miałam czasu pisać. Taaak. Chociaż powinnam powiedzieć wprost nie miałam siły i ochoty, gdyż zaczęłam prace w gazecie lokalnej i właśnie tam głównie piszę... po wyczerpującym artykule nie mam siły stukać więcej w klawiaturę. Ale wiedźcie, że na tyle ile będę mogła pisać fanfic, będę to robiła. Cóż mam jeszcze mówić... w czasie przerwy przypomniałam sobie sezon najlepszego serialu jaki powstał i choć OUAT zajmuje wyjątkowe miejsce, nie mówię o nim, a o Charmed. Ktoś słyszał? Powiedźcie, że tak bo poczuje się staro, serial mojego dzieciństwa. Gdyby ktoś chciał obejrzeć mega pozytywny o magii, rodzinie, wspaniałych kobietach i tak naprawdę wszystkim - polecam Charmed. Tu zachęcam.
Do zobaczenia przy następnym wpisie, przy kolejnej części przygód księżniczki Emmy i jej pirata Killiana. ❤

