♫ Czas na snucie opowieści... starej baśni, która ukradkiem wydostała się z pożółkłych stron księgi, by trafić wprost do Was. Teraz przeszłość powraca do życia, wzburza swą obecnością fale oceanu i przyprawia o szybsze bicie serca.
Lecz zacznijmy od słów dawno, dawno temu...
Tak... czas przestaje być istotny, jedyne znaczenie mają wdzięczne kroki przepięknej, kruczowłosej pani. Wirowała ona w tańcu niczym wchodzący na niebo księżyc, była pewna siebie i niesamowicie dumna, tym przyciągała spojrzenia wszystkich zgromadzonych.
Och słodkie uwielbienie, tylko tyle mogli jej ofiarować. Po chwili odeszła od zabawy, a zrobiła to nagle i bez wyrzutów, ignorując wszystkich. Ludzie zdawali się być cieniami nieistniejącymi w jej blasku, niestety oślepieni tymże blaskiem nie potrafili ujrzeć lodu we wnętrzu ich kruczowłosej królowej.
Skierowała się ona ku stołowi suto zastawionym smakołykami, zastanowiła się chwile i sięgnęła po dwa puchary napełniając je winem w odcieniu soczystej czerwieni.
Biorąc ze sobą szlachetny trunek podeszła do grupy starszych ludzi dyskutujących w kącie sali. To jak się poruszała było zadziwiające, robiła wszystko z lekkością unosząc się w powietrzu. O tak... unosząc się ponad zwyczajnych ludzi.
- Przepraszam panów - zagadnęła czarnowłosa dźwięcznym głosem. - Nie chciałam przeszkadzać zapewne w bardzo ważnym temacie, ale postanowiłam się przejść po ogrodach, czy mój drogi tatko zgodziłby się towarzyszyć córce?
Z szeregu wyszedł starszy mężczyzna, jego elegancko przystrzyżona broda zupełnie jak głowa była przyprószona siwizną, mimo wiekowego wyglądu w jego oczach wciąż skakały młodzieńcze iskierki.
- Z przyjemnością, moja Clarisso.
Odwzajemniła się uśmiechem i wyprowadziła ojca podając mu wino.
Clarissa miała wszystko, prócz miłości w sercu. Z wyboru i z zabawy, ponieważ cudownie czuła się z myślą, że znajduje się poza zasięgiem zwykłych ludzi. Odkryła to kiedy była jeszcze słodką, małą dziewczynką. Poczuła wtedy jak wielką władzę daje jej to kim jest... ale nie zwykłą władzę jaką mają królowie - ona panowała nad ludzkimi sercami. Zniewalała!
Clarissa długo rozmyślała jaką kobietą jest. Ojciec uczył ją szacunku do drugiego człowieka, przytakiwała wtedy śliczną główką rozmyślając w duszy nad słowami jedynego rodzica. Jednak nic nie mogła poradzić na to, co czuła do innych, a była to jedynie odraza.
Tak, czuła wstręt, pogardę i do tego nikomu nie przyznałaby się - także strach. Clarissa bała się poniżenia. Przecież nie mogła zrównać się z zwykłymi śmiertelnikami. Uroda, pieniądze i pozycja sprawiały, że była wyjątkowa.
Taka chciała pozostać na zawsze. Pełna blasku, władcza, urokliwa i jakże samotna.
♫Pragnęła samotności, gdyż jak sądziła tylko ona zapewni jej niezależność. Nikt nie odbierze panowania nad własnym losem.
W życiu Clarissy był jeszcze jeden szkopuł.
Nie mogła pokochać. By na to poradzić wymyśliła zwariowane życzenie, które jak sądziła pozwoli jej zachować wolność. A jednak myliła się. Mimo dziwacznego życzenia, znalazł się ktoś, kto pokochał Clarisse i stał się jej mężem.
Czas to jednak zmienić i odzyskać wolność.
- Tatku - zaczęła Clarissa trzymając się blisko ojca, ślepie ją kochającego. - Dużo ostatnio myślałam nad życiem, jakie teraz wiodę. Jestem żoną... - powiedziała cicho i tylko ona wiedziała jak wstrętne było to słowo. - Mój dawny pomysł wydaję się być teraz bez sensu - kłamała patrząc rzewnie przed siebie. Spacerowali po ścieżkach ogrodu kierowani przez światła lamp, w których tańczyły płomienie świec.
- Przynajmniej wiesz, że Gabriel jest ciebie wart - zaśmiał się, lecz w jego głosie pobrzmiewała nuta niezadowolenie. - Chociaż twój pomysł był lekko niepokojący...
- Gabriel zobowiązał się mnie chronić - przerwała mu dość ostro. - Niech więc tak pozostanie, do samego końca.
- Nie mów takich głupot, Clarisso.
- Och nie - szepnęła. - Dobrze, że pojawił się na mojej drodze. Podziwiam go za odwagę i kocha mnie najbardziej na świecie. W końcu przyrzekł mi, że gdybym umarła pierwsza on umrze wraz ze mną. Taki był mój warunek ślubu.
- Ale to już przeszłość, będziecie żyć długo i szczęśliwie, prawda?
Clarissa uśmiechnęła się czule do ojca.
- Oczywiście - odpowiedziała, choć w duchu układała zupełnie inny plan.
Jej drogi Gabriel powinien dostać nauczkę, nie ma pojęcia jaka jest moc obietnic.
Nikt nie będzie przygasał jej blasku.
Nazajutrz Clarissa wyruszyła w podróż. Narzuciła na siebie swój elegancki czarny płaszcz podszywany jedwabiem i zaplątała długie włosy, zawszę i wszędzie musiała prezentować się idealnie nawet w odwiedzinach u znajomej wiedźmy.
Clarissa grzecznie pożegnała męża Gabriela i sędziwego ojca, zaprzęgła powóz zabierając ze sobą najbardziej poddanych jej urokowi sług. Czar Clarissy nie był zwykły, było w tym coś magicznego.
Znajoma wiedźma była niesławną mistrzynią różnej maści eliksirów. Och idealnie się składało, bo właśnie czegoś takiego potrzebowała. Tego dnia Clarissa otrzymała magiczną buteleczkę wypełnianą czarnym, niezwykłym płynem, który zapewnić miał jej zwycięstwo i spokój na resztę życia.
Ukryła eliksir jak swój największy skarb. Nie myślała o konsekwencjach, o niczym innym jak tylko o chwili, gdy czarny płyn wypełni jej usta.
⚓ ⚓ ⚓
♫ - Swan! - Krzyczał Killian Jones dobijając do drzwi zamkniętej kajuty. Dlaczego przeklęte drzwi zacięły się właśnie w tej chwili. - Emma! - krzyknął, gdy do jego uszu dodarły ciche jęki bólu. Cierpiała jego nieustraszona złota księżniczka.
Nie, nie. Musi się tam dostać, uratować ją i przekonać się, że wszystko w porządku.
Z całych sił napierał na drzwi, aż poczuł pulsujący ból w barku. Nie, nie przestawał atakować.
Przecież musiał ją zobaczyć. Myślał: dla Wody Życia, którą tylko ona mogła znaleźć; dla Cory, która zniszczyłaby go za to, że pozwolił jej zginąć; ale nie...
...tylko i wyłącznie musiał ją ujrzeć dla samego siebie.
Przedostał się z trzaskiem wyłamywanego zamka. Kajuta była ciasna, widocznie jednak dostarczenie na tyle duża, by móc przygwoździć dorosłą kobietę do ściany między pryczami. Lecz to nie była zwykła szarpanina. Clarissa stała w nieznacznej odległości od Emmy i unosząc prawą dłoń dusiła jej krtań. Z jej ust wydobył się potok słów, jednak Hook nawet nie zwrócił na nie uwagi. Jego wzrok przyciągała przerażona twarz księżniczki. Cierpiała.
Nie namyślając się długo Hook sięgnął po szpadę i przy niesamowitej pewności ruchów wbił ostrze w postać Clarissy.
Czarownica, teraz już nie miał wątpliwości, drgnęła upuszczając Emmę na ziemie. Ostrze tkwiło w jej placach, wyglądała niczym potworne monstrum przebite srebrną wykałaczką, ale cóż to... niespiesznie zaczęła obracać się w stronę kapitana. Jej oczy rozjarzyły się na jego widok.
Hook nie miał czasu zastanawiać się, czemu mordercza czarownica wciąż żyje, przerwał mu zduszony głos Swan.
- Uciekaj - chrząknęła księżniczka. - Uciekaj! Ona chce ciebie.
Oczy Emmy i Hooka na moment spotkały się, oboje tkwili pomiędzy czarownicą nie mając pojęcia, co począć. Czas bezlitośnie się dopełnił.
Wołała uciekaj, a instynkt pirata podpowiadał mu dokładnie to samo. Do diabła, wystarczyło tylko obrócić się na pięcie, umknąć by zdobyć przewagę w walce. W tej chwili Clarissa była przerażająca jak nigdy, zwilżała swe krwiste usta pragnąc bez wątpienia jego śmierci.
Oderwał wzrok od Emmy, lecz zamiast kroku w tył z zacięciem ruszył do przodu rzucając się na wiedźmę. Złapał za rękojeść szpady tkwiącej w ciele Clarissy i z całą siłą na jaką było go stać przycisnął ją do ściany.
Odetchnął z ulgą, kiedy czarownica utknęła w groteskowej pozie między nim a ścianą.
- Emma - szepnął biegnąc ku księżniczce. - Uciekamy. Razem.
Kapitan podał jej swą dłoń, zaskoczona ujęła go i dopiero wsparta na jego ramieniu opuściła przerażający pokój.
Syk Clarissy wypełnił ich uszy, uciekając nie obejrzeli się za wiedźmą.
- Do mojej kajuty - zawyrokował Jones podczas biegu.
- Sądzisz, że tam cię nie znajdzie? - przerwała Swan.
Hook zatrzymał cisnące się na usta pytania, zacisnął zęby i pognał Swan czym prędzej, jak mu się zdawało w najbezpieczniejsze miejscu na statku.
Po chwili byli na miejscu, Hook pchnął ją delikatnie do wnętrza kajuty samemu chcą zabarykadować drzwi. Oboje nie wierzyli, że to coś pomoże, bo jak skryć się przed mocą wiedźmy?
Względnie bezpieczni. Czyż nie czas teraz porozmawiać?
♫ Zapadła cisza. Emma z dziwnym lękiem zdała sobie sprawę, że po raz pierwszy jest w kajucie kapitana, w miejscu gdzie planuje, śpi i marzy. Zakłopotana oparła się o jego burko, czy powinna? Spuściła wzrok nie wiedząc na co może patrzeć, a na co nie.
- Dobra - rzekł Killian stając na przeciw Emmy. - Przynajmniej wiemy, kto zabił Malcolma.
Emma uniosła wzrok. Jasne to Clarissa.
- Uratowałam potwora, tak - powiedziała przez zęby Emma. - Zadowolony? Przyznaje się.
- Nie prosiłem byś się przyznawała.
- Daruj - rzuciła kwaśno, emocje opadały i Emma poczuła pulsujący ból w prawym ramieniu, tak niezgrabnie upadła na podłogę i teraz całe ramie było gorące i napuchnięte. Och, dokładało do tylko irytacji do wrzącego już kotła emocji. - Dlaczego mnie nie posłuchałeś? - zapytała.
Hook zgarniał właśnie swoje papiery z biurka, ale jego pytanie brzmiało, dlaczego ona musi zadawać takie głupie pytania.
- Jestem kapitanem na swoim statku - wzruszył ramionami - nie muszę wykonywać twoich zaleceń, ale ty powinnaś słuchać moich. Czego do diaska, chce ta wiedźma?
Emma znów uciekła wzrokiem, tym razem kryła się za tym złość.
- Chce ciebie. Nie wiem dlaczego, ale ona chce ciebie, kapitanie. Mówiła, że brakuje jej czasu i musi zemścić się póki wciąż jesteśmy na morzu - umilkła. - Pytanie, co jej zrobiłeś?
- Nic, Swan - odparł zaskoczony. - Nawet jej nie znam.
- Jesteś pewny, kapitanie butelka wiecznie pełna rumu?
Uniosła brwi do góry, a Hook roześmiał się cicho. Naprawdę miał teraz ochotę chichotać, pomyślała Emma. Chciała się podnieść, lecz zamiast tego syknęła, ból z ramienia przeszył dreszczem jej ciało.
- Zostań - zatrzymał ją Killian.
- Przydałoby się coś zimnego - westchnęła mimowolnie.
Jones uniósł na wysokość swojej twarzy metalowy hak, który miał zamiast dłoni. W jego wyobraźni zrodziła się zbyt śmiała myśl.
- Nie ruszaj się - poprosił zbliżając się do niej.
Nie miała jak zaprotestować. Teraz stał tuż za nią, a ona wciąż opierała się o biurko trzymając rękę na spuchniętym ramieniu. Jego słowa sprawiły, że oddech utknął na chwile w płucach. Dlaczego stała się posłyszana jego rozkazom?
Delikatnie zdjął jej dłoń niechcący wywołując kolejną fale dreszczów. Niech tego nie robi, prosiła w duchu.
- Nie - szepnęła łapiąc cenny oddech, czy ją usłyszał? Nie przestał, nie odszedł. Poczuła na swoim ramieniu przeszywający skórę chłód. Każdym centymetrem ciała wyczuwała, jak zimna stal jego haka wędrowała po wrażliwej, nagiej skórze. Och, pragnęła zachować powagę, jednak wnętrze dygotało od tego cudownego uczucia. Rozgorączkowane ciało potrzebowało ukojenia, które tylko on mógł zapewnić. Swan zdusiła westchnienie przymykając powieki, ulga hipnotyzującego dotyku stawała się jednocześnie nieznośna, jak i oszałamiająca.
Kłamstwem byłby stwierdzenie, że Hook potrafił powstrzymać się od obserwowania uległego ciała Emmy. Wydawała się cała płonąć... jej policzki, oczy i usta. Sprawiał, że rozpływała się w sobie. Nie, ona sprawiała, że zaczynał wielbić każdy fragment jej ciała.
⚓ ⚓ ⚓
♫ Gorzki smak eliksiru wypełnił usta Clarissy. Daleko w przeszłości czarnowłosa bogini rozpływała się podekscytowana nadchodzącą zemstą na Gabrielu. Jakże cudowne uczucie ogarnęło jej ciało, uczucie zwycięstwa zapierające dech... dech... dech...
Powietrze? Utknęło w ciele Clarissy, zatrzymało się gwałtownie rozprzestrzeniając ból na wszystkie organy. Wydawało jej się, że cała krwi - nie - jest krwią i bólem. Najgorsze było jednak to, że nie mogła krzyczeć, wydrzeć krzyku, który przeszywał jej umysł.
Gabriel obiecał kochać Clarisse nie bacząc na jej prowokujący pomysł. Ha ha, nareszcie będzie miał za swoje, prawda? Clarissa zawyrokowała: poślubię tylko tego, kto zgodzi się umrzeć, gdybym śmierć postanowiła zabrać mnie pierwszą.
Clarissa wezwała więc śmierć, która była jej przyjaciółką i drogą do celu.
W ostatnich chwilach agonii uniosła się na łożu, a potem upadła bezwiednie wydając tchnienie pełne ulgi. Pomyślała, że jej cierpienie jest niczym w porównaniu z cierpieniem Gabriela. Myśl ta napełniła ją zadowoleniem.
Nie pamiętała nic z czasu, gdy trwała pomiędzy...
Umarła, a jej dusza oderwała się od ciała - sprawiła to magia i teraz magia pomoże jej wrócić.
Stało się to wraz z oddechem, który wtargnął w zimne ciało Clarissy. Nie od razu doszła do siebie, potrzebowała czasu nim zapanowała nad swymi ruchami, ale gdy to zrobiła...
Najpierw powoli otworzyła oczy, świat wydawał się inny niż pamiętała, a jednocześnie był dokładnie taki sam. Przez długą chwile leżała na plecach wpatrując się w biel sufitu. Poznawała jeden z pokoi swego domu. Teraz nadeszła chwila odebrania zapłaty za swój ból. Zemsta smakuje tak słodko, a upaja niczym najmocniejsze wino.
Obróciła głowę w prawo, pustka... parę badyli kwiatów i świece... obróciła się w lewo i westchnęła z ulgą. Obok niej leżąc na plecach spoczywał Gabriel. Odziany w odświętny strój miał zamknięte oczy i jak zwykle nic nie wyrażającą twarz. Clarissa nie chciała wiedzieć jak zginął, zabił się, czy otruł? Bez znaczenia, już nigdy nikt nie odważy się jej zniewolić - myślała w swoim chorym umyśle.
Teraz dopełnienie chwili. Clarissa złapała się za głowę, zdusiła uśmiech cisnący się na ustach i rozpoczęła swą ulubioną grę. Zaczęła krzyczeć wniebogłosy, głośnio i przerażająco... po chwili nie mogła złapać tchu, lecz wciąż wrzeszczała póki wszyscy żałobnicy nie zebrali się wokół jej osoby.
Stary ojciec o smutnym spojrzeniu przebił się przez tłum i zgarnął w niedźwiedzim uścisku swą zmartwychwstałą córkę. Oboje pytali jak? Jak? Jak?
Nie było odpowiedzi...
- Gabriel wypełnił swą obietnice.
Wydawałaś się martwa... a więc on ruszył za tobą i odebrał swoje życie.
- Nie, ojcze ja nie byłam martwa - mówiła chrapliwym głosem. - To musiał być podstęp, ktoś mnie otruł, ale wróciłam. Nie byłam martwa, a Gabriel powinien żyć.
Powtarzała nieustannie, na co ojciec mógł odpowiedzieć tylko jedno.
- Tak, powinien był żyć.
❀❀❀
Podkręcam tępo. Następny odcinek to już koniec historii Clarissy, zacznie się więc coś nowego. Rozdział, choć krótki napisałam wczoraj wieczorem w całości, szczerze nie mam za bardzo czasu pisać... być może po maturze fanfiction przyśpieszy. Wiem, że chcecie więcej Captain Swan... już się rozkręcam! Więcej takich scen jak dzisiaj i więcej emocji. Zobaczymy co powstanie!
