wtorek, 9 lutego 2016

VIII. Miłość, zemsta i Swan


Miała 6 lat i radośnie przemykała pośród tłumu gości zaproszonych na bal. Biała sukienka, jasne włosy splecione w warkoczyk przy drobnej twarz anioła. Miała swój dziecięcy, niewinny cel, ukryć się przed wzrokiem mamy. O tak! Od jednego do drugiego kąta, pomiędzy bufiastymi sukniami wystrojonych panien oraz dopiętymi na ostatni guzik strojami panów. 
- Emmo! - z oddali usłyszała swe imię, lecz do kogo należał ten głos? 
Mała dziewczynka zatrzymała się zaciekawiona w samym środku sali i poczęła oglądać się w każdą ze stron. Skakała jak najwyżej tylko potrafiła w delikatnych bucikach, które kazała założyć jej mama, ale nie potrafiła dostrzec kobiety wołającej jej imię. Może się pomyliłam, pomyślała zawiedziona i chciała już ruszyć przed siebie w poszukiwaniu zabawy, aż niespodziewanie poczuła na swoim ramieniu zimną dłoń. 
Odskoczyła. 
- Nie chciałam cię przestraszyć, Emmo - powiedziała starsza kobieta o mocnych rysach twarzy, była jak posąg wyrzeźbiony z kamienia ponadto ubrany w czarną, prostą suknie. Oczy Emmy otwarły się szeroko. 
- Kim jesteś? - spytała wprost głosem, z którego nie była dumna. Był zbyt piskliwy, zbyt delikatny, a ona przecież chciała być odważna jak tata. 
Kobieta przykucnęła, by patrzeć prosto w błyszczące oczy Emmy. 
- Jestem przyjaciółką twoich rodziców, stałam nad twoją kołyską kiedy się urodziłaś. Wyrosłaś, och i jesteś coraz piękniejsza! Jak anioł! - zawołała z zachwytem wyciągając swoją dłoń w kierunku Emmy. 
Dziewczynka nieufnie przyjęła gest. Nie wiedziała, że za chwile usłyszy coś, co zmieni jej całe życie. 
- Wiesz, jesteś kimś wyjątkowym. Jesteś wybawicielką.
- Kim? - spytała odruchowo, jednak małe serduszko księżniczki przyśpieszyło na dźwięk niezwykłego słowa. 
Królowa serc powtórzyła wyraźną przyjemnością. 
- Wybawicielką. 
Nie. Potworem. Monstrum. 
Tak właśnie wszyscy szepczą za plecami, ich ciche głosy zawsze zdają się wracać. 
Echo. Echo. 
Jaka córka ucieka od umierającej matki? Co? Pozostaje schować twarz w dłoniach. 
Och. Przecież nie ucieka, chce ją uratować. Śmiechu warte! Nie uciekam, przekonywała siebie. Mimo tego, że mnie okłamywała. Mimo, że płaci cenę za magie, którą użyła lata temu do wypędzenia Złej Królowej z tego świata. 
Musisz być silna Emmo Swan, aby zostać tym, kim wszyscy oczekują byś się stała - wybawicielką. 
Wstań, wyrzuć za burtę tego przeklętego statku cały swój strach i oczyść się. Potrafisz to zrobić, więc wstań do cholery i poszukaj odpowiedzi. 
Milion pytań, które z nich jest najważniejsze? Woda Życia? Nathaniel? Cora? Serce matki? Magia? Rumplestiltskin? Czy ten okropny pirat, Hook? A może dzisiejszej nocy po prostu morderstwo? 
Emma uniosła wysoko głowę, świat wokół był taki nierzeczywisty, przyszło nam żyć w okrutnej bajce, z której nie ma wyjścia. Clarissa leżała obrócona do Emmy plecami, spała? To było nieważne... inne istotne pytanie to kim ona jest? Taka oschła i wyniosła, kogo uratowała pośród niszczących fal oceanu? Czy miała coś wspólnego z morderstwem? 
Znów te cholerne pytania! Swan warknęła przeciągle i wyskoczyła z pryczy. Jeśli ten statek skrywa tajemnice, ona ją odkryte i oczyści swe imię. 
Nie wzięła ze sobą żadnego światła, po cichu opuściła kajutę planując rozejrzeć się po pokładzie. W nieodgadnioną ciemność korytarza wkroczyła z obawą. Czarna pustka - co skrywała? Jedynym śladem życia w tym mroku wydawał się równy oddech dźwięczący w płucach. 
Gdzie wyjście? Pytała ciągnąc dalej noga za nogą. Do głowy dobijały się niechciane myśli, coś w akcencie: ej, kobieto, morderstwo... ktoś rozharatał człowiekowi gardło. Odebrał mu życie i prawdopodobnie patrzył jak powoli ucieka z jego ciała. Piracki statek! To tylko piraci, którzy sądzą, że jesteś potworem, oni nie cofną się przed niczym. Więc jak potulny baranek wbiegasz w ich łapska błądząc po omacku w zupełnie obcym miejscu. 
Naprawdę trudno wyrzucić niektóre myśli. Ale... ale czy to złudzenie? Czy serce przyśpieszyło rytmu? Czy kroki stały się zbyt pośpieszne? Naglę drgnęła, ale było już za późno by zahamować, wpadła w czyjeś ramiona z cichym krzykiem, którego nie potrafiła zatrzymać w płucach. Stojąc tak blisko niego poczuła dziwną, aczkolwiek intrygującą mieszankę zapachu morza i rumu... nie, nie musiała unosić głowy, by rozpoznać na kogo wpadła, lecz mimo tego zrobiła to, aby spojrzeć w jego rozbawione oczy. 
- A niech mnie, Swan - rzucił szelmowsko wciąż zaciskając wokół niej swoje ramiona. 
- Możesz mnie już puścić - odparła stanowczo, a zarazem jak grymasząca dziewczynka. 
- Jak sobie życzysz. 
I wypuścił ją śmiejąc się pod nosem. Choć nadal otaczała ich ciemność, Emma potrafiła już dokładne rozpoznać zarys sylwetki swojego kapitania, dla bezpieczeństwa wolała cofnąć się o krok w tył. 
- Co tu robisz? - zapytała. 
- Miałem zapytać o to samo. 
- Byłam pierwsza. 
- Jesteś co najwyżej bardziej uparta - przyznał. - Spaceruje po moim statku, mogę to robić nawet w środku nocy, nawet gdy powinnaś siedzieć w swojej kajucie. 
- Bo twoja załoga wyrzuci mnie za burtę? - żachnęła się, a jednak uśmiech zszedł z jej ust, gdy ujrzała poważną minę Hooka. 
Killian nie odpowiedział, sięgnął po buteleczkę rumu, którą wydawałoby się zawsze miał przy sobie, po czym upił jej spory łyk. Spojrzał na Emmę i podsunął jej flaszeczkę złocistego napoju. 
Zaległa pomiędzy nimi cisza pełna napięcia i choć Emma nie miała ani grama ochoty poczuć znów w przełyku ognistą gorycz, to właśnie zmuszona przez tą atmosferę sięgnęła po rum i także zamoczyła  w nim usta. 
Oddając go Killianowi powiedziała:
- Nie jestem potworem. 
- Wiem - odparł odbierając rum, wydawało się jakby musnął przy tym jej dłoń, jednakże w morzu ciemności pozostało to tylko ulotnym momentem. 
- Znajdę morderce - powiedziała Swan przełamując chwile ciszy, jej słowa brzmiały jak obietnica. - Udowodnię wszystkim, że nie jestem potworem za jakiego mnie mają. 
- Nie musisz nic nikomu udowadniać - rzekł językiem równie ognistym, co Emma.
Swan potrząsnęła głową.  
- Jestem cholerną księżniczką, ale jak mam nią być skoro wszyscy myślą, że jestem potworem. 
- To chociaż wiedz, że nie musisz udowadniać nic mi.  
Hook zmarszczył brwi. Słowa te zaskoczyły nie tylko Emmę, ale i samego kapitana. Teraz czuł na sobie jej wzrok pełen rezerwy i jednocześnie ciekawości. Kontynuował. 
- Jeśli świat uzna ciebie za złoczyńce, masz do wyboru dwie ścieżki, jedna: stać się potworem, którego chcą z ciebie zrobić, albo druga: pozostać sobą, głuchą na gadanie innych. 
Emma uśmiechnęła się z przekąsem. W milczeniu wyminęła Hooka i ruszyła ku strumieniowi światła, do wyjścia z ciemności. Kiedy przekonała się, że on podąża za nią, zatrzymała się u progu schodów i rzekła. 
- Nie jestem już do końca pewna o kim mówisz. O mnie? O sobie? Kim jesteś? Kimś kogo stworzyli opowiadania innych ludzi, jesteś okrutnym i krwawym piratem? Czy naprawdę sobą, kapitanie? - zatrzymała na nim swój wzrok, jakby chciała go przeszyć na wskroś - przez ubranie, skórę, kości i sięgnąć po kawałek duszy. Uśmiechnęła się. - Co jest dla ciebie ważne?  
- Och. To będzie cię coś kosztować. 
- Słucham, kapitanie? - zachęciła unosząc do góry brew. 
- Niech pomyśle... - zaczął świadom, że mógłby poprosić o wiele. - To będzie cię kosztowało... opowieść. Jedna historia z twojego życia o którą poproszę, co ty na to Swan? 
Emma roześmiała się cicho zgadzając się na te warunki. Stawało się to coraz bardziej intrygujące, jak balansowanie na granicy. 
Najpierw jednak oboje wydostali się spod pokładu. Kiedy minął pierwszy zachwyt uderzania świeżego powietrza, Emma spostrzegła, że tym razem pokład nie jest pusty. Było cicho, a zarazem gwarno, jakby każdy swoją obecnością sprzeciwiał się wydarzeniom poprzedniej nocy. Większość zbiła się w grupę przy rozłożonym prowizorycznym stole, piraci jak to mieli w zwyczaju popijali swoje zakazane trunki przygrywając w karty. To z ich strony pochodził największy zgiełk, reszta czuwającej załogi przechadzała się mamrocząc pomiędzy sobą, ich rozmowy zdawały się cichsze niż skrzypienie starych desek pokładowych. Nie zabrakło oczywiście wyjątków, jak pirat, który na przekór mrozowi nocy rozłożył się na stołku w dość niewygodnej pozycji oparty o ścianę i tam pochrapywał cichusieńko. 
Emma poczuła się obca, a wraz z tym uczuciem jej ciało ogarnął chłód. Jak pewnie się spodziewacie jej pojawienie się w środku nocy wzburzyło bandę piratów, zawszę zwracała na siebie uwagę i zawszę sprawiało to problemy. Wracają do załogi, oni swe zainteresowanie ukazali w najgorszy sposób - poszeptując i śląc niejednoznaczne spojrzenia. 
- Nie okazuj strachu, Swan - usłyszała głos Killiana. - Pomyśl, że oni też się boją, te wszystkie słowa to tylko ich reakcja obrona. Nie każdy jest nastawiony przeciw tobie. 
- To reakcja na pojawienie się obcej, czy potwora, który przybył ich powybijać. - Jest to nawet nielogiczne, przyznała w duchu Emma. Ale kto ich tam zrozumie!
- Jesteś zamknęła w sobie, z nikim nie rozmawiasz, cóż poza Clarissą. Cała ta sprawa wydaje się... dziwna - rzekł Hook krocząc tuż obok Emmy.
- Oni tu wszyscy są z powodu morderstwa, ja również, a ty? - Chciała wiedzieć. - Podejrzewasz kogoś.
- W nocy zawszę ktoś czuwa, większość pewnie dość późno zejdzie pod pokład... ja zostanę wraz z Garettem. Pewnie nikt się nie zjawi, ale mamy trochę do obgadania i uspokoimy resztę załogi.
- Ale czy kogoś podejrzewasz? - Skąd tę drżenie w głosie?
- Tak - odpowiedział, a jego oczy nieznacznie pociemniały. - Spokojnie, ty musisz jedynie się rozluźnić. Pokaż, że nie masz nic do ukrycia. 
- Jak? - spytała rozcierając dłońmi ramiona. 
Niespodziewanie Hook przystanął, obejrzał się po statku i podszedł do jednego z swoich ludzi, Emma nawet w ciemności zauważyła jego rażącą czerwoną czapkę. 
- Smee - powitał go Hook szerokim uśmiechem, a potem szybko przeszedł do konkretów. - Załatw mi czapkę. 
- Przepraszam, co kapitanie? - mruknął zdziwiony. 
- Czapkę - powtórzył. Smee sięgnął głowy. - Nie twoją... - zdusił wyzwisko, które miał już na końcu języka - coś bardziej... pirackiego. 
- Aaa - wymamrotał Smee i ruszył w kierunku siedzącej przy stole załogi, wydawało się jakby targował się, hm... chyba z powodzeniem. Po chwili wrócił z niedużym, czarno-szarym kapeluszem. Podał go kapitanowi otrzepując pobieżnie kurz. 
- To mnie trochę kosztowało - rzekł z uśmiechem. 
- Taak, jestem ci bardzo wdzięczny - podziękował ładnie Hook i zabrał kapelusz pirata. Smee uniósł palec u ręki jakby miał coś jeszcze do powiedzenie, ale natychmiast zamilkł, gdy kapitan odwrócił się. Och niedoceniany Smee, pozostaje ci tylko wrócić do swoich zajęć. 
 Killian dotarł do księżniczki dumny ze swojej zdobyczy, nawet nie czekał na jej komentarz, zapewne byłby złośliwy jak zwykle, dlatego bez pozwolenia przełożył jej jasne włosy na bok i założył istny piracki kapelusz! 
- Teraz możesz się tutaj czuć, jak jedna z nas - powiedział półszeptem, radosny i dumny ze swojego pomysłu. 
Emma kątem oka dostrzegła rozbawioną załogę, chyba pozytywnie... sama uniosła wzrok do góry, jakby miało to jej umożliwić zobaczenie siebie w nowej ozdobie. Czemu nie? Pomyślała, skoro miało to pomóc. Na znak zgody poprawiła delikatnie kapelusz strzelając w niego palcami. Nowa księżniczka piatów, co? 
- Mówię ci, będą z ciebie ludzie, Swan - przyznał Hook i uśmiechnął się. 
Ni z tego ni z owego Emma roześmiała się, naszła ją dziwna wizja... w końcu stała jak gdyby nigdy nic na statku, w mroźną noc pośród złoczyńców i o dziwo, było jej z tym całkiem dobrze. Hook czekał cierpliwie.
- Nic, tylko pomyślałam, że mój tata dostałby zawału gdyby mnie teraz widział. Ale do rzeczy, kapitanie - zaczęła rozmowę opierając się o balustradę. Tej nocy statek kołysał się w leniwym rytmie, uspokajająco. - Co cenisz najbardziej w świecie? Szczerze.
Killian dołączył do niej. 
- Tak szczerze - wzruszył ramionami. - Cóż... w dawnym życiu powiedziałbym, że uczciwość, lojalność, honor. Tak, ale pewne rzeczy niestety się zmieniają i czasami musisz być tym złoczyńcą, którym inni chcą żebyś był. - Mówił cicho, wśród panującego szumu morza usłyszeć mogła go wyłącznie Emma. - Nawet będąc piratem wierz mi, ceniłem miłość, którą miałem i nienawiść, którą wybrałem. Lecz miłość została mi odebrana, zamieniłem ją na zemstę - Spojrzał na nią niepewnie, słuchała z uwagą. - To tyle o mnie, temu poświęciłem życie. Miłości i zemście.
- Więc jesteś innym człowiekiem niż przedstawiają cię legendy.
- Legendy? - zapytał zaintrygowany, jego twarz rozjaśniła się łobuzersko.
- Nie... przesadziłam, nie pusz się tak, kapitanie Hook. - Emma przywołała na usta nieśmiały uśmiech. Hook pochwycił go.
Miała zamiar odejść. Teraz. Przemyśleć wszystko, co dziś usłyszała. Ale co najważniejsze chciała odejść, by zastanowić się na tym, jak znaleźć tajemniczego wysłannika śmierci z zeszłej nocy. Lecz on zatrzymał ją. 
- Jedna historia z twojego życia, księżniczko - rzekł zachęcając Emmę skinieniem głowy. - Teraz twoja kolej.
- Co chcesz wiedzieć? - zapytała, w jej głosie ledwie wyczuwalnie brzmiała nuta wahania.
- To zależy, czy chcesz zaryzykować. - Starał się nakreślić swą myśl. - Spróbować czegoś nowego: zaufać. Podejmiesz wyzwanie?
- Nie - wydusiła z siebie Swan i odwróciła się. 
Hook nie zrezygnował, coś podpowiadało mu, że sam musi zaryzykować. Złapał ją za ramie i odwrócił w swoją stronie. Nie była zła, może to dobry znak? 
- Pamiętasz kiedy odwiedziłem cię na zamku...
- Włamałeś się - poprawiła go bez entuzjazmu. 
- Nieważne - zbył ją. - Odwiedziłem cię na zamku, byłaś dosyć roztargniona... a potem znikłaś w kłębie dymu jak...
- Jak wiedźma - dokończyła Emma wyrywając się z uścisk. 
Podeszła bliżej. Czekał.
- Czego się wtedy tak bardzo bałaś? - zakończył pytaniem, kiedy była jakże blisko niego. Hook przeniósł swoje spojrzenie na jej błyszczące zielone oczy. Niedługo trwała milcząca potyczka, odpuściła pierwsza. Zdała sobie sprawę, że jej złość jest bezsensu.
Ponieważ ta rozmowa i tak nie miała znaczenia. Oboje podróżowali na statku, gawędząc sobie o rzeczach mniej, lub bardziej przyjemnych - ale w perspektywie podróży Emmy Swan ta noc była nieistotna. Za parę dni dopłyną do brzegu ziemi Moor, kapitan Hook dostanie swoją zapłatę, magiczną fasolkę wedle umowy, a Emma ruszy dalej w poszukiwaniu miejsca pamięci Nathaniela, poszukiwacza Wody Życia, by tam szukać dalszych wskazówek.
Każdy z nas ma własną misje - życia biegnące w przeciwnych kierunkach.
 - To był jeden z najgorszych momentów mojego życia, a przynajmniej tak wówczas sądziłam, teraz już sama nie wiem... ale co do ciebie przyznam, masz wyczucie czasu - roześmiała się nieudolnie. - Nie była to najlepsza chwila na włamanie do mej komnaty.
Emma umilkła bojąc się, czego? Nie, nie mogła tego przyznać nawet przed sobą. Myśli pokierowała ku szaremu kapeluszowi, zdjęła go i przez chwile wpatrywała się w niego, jakby był symbolem. Zostawiła go na statku.  
Dobra, jeśli ma mówić, będzie mówić.
- Mówisz, że o tak... zniknęłam w kłębie dymu, cholera zrobiłam to pierwszy raz w życiu! Ja tylko chciałam być w innym miejscu, nie czuć... nie chciałam używać magii, nigdy nie chciałam jej nawet mieć. Zaskoczony? Nigdy nie chciałam mieć magii - powtórzyła. - Ona jest zła i przynosi wyłącznie zło. Ale ja świadomie ją użyłam, kiedy byłeś ze mną tego przeklętego dnia, więc nie dziw się, że po prostu...  bałam się.
- Czego? Magii, czy siebie? - zapytał Hook uważnie, lecz nie patrzył na nią, swój wzrok skupił na pirackim kapeluszu w jej dłoni. W pewnym momencie zostawiła go. 
- Wiesz jak dowalić - rzekła Emma i ruszyła w kierunku dziobu Jolly Rogera. - Widziałam zbyt wiele ludzi, których magia przemieniała, nie... niszczyła. Kiedyś też miałam taką śmieszną przygodę, może ją słyszałeś. Dzięki niej stałam się sławna. Księżniczka łabędzi, Emma Swan - stąd mój przydomek. - sprecyzowała i spojrzała na niego, zaprzeczył. 
Tą historię znała większość ludzi w królestwie. Tak, dla wszystkich była to ciekawa bajeczka, jedynie nie dla Emmy. 
- Niesamowicie śmieszna - powtórzyła Emma. - W sąsiednim królestwie miała odbyć się jakaś uroczystość, nie byłam tam do niczego potrzebna, ale i tak musiałam jechać. Ile miałam lat? - zapytała, choć doskonale wiedziała, dni wyjęte z młodzieńczych lat. - Trzynaście. Rodzice wyruszyli królewską karetą, powiedziałam, że pojadę za nimi swoim koniem. Pragnęłam... nie muszę ci mówić czego, sam to doskonale wiesz. Postanowiłam dotrzeć tam na własnych warunkach, choćbym potem miałam składać się z bólu, mimo protestów i... czy robiłam coś złego? Może, nie wiem - przyznała obojętnie. - W połowie drogi zobaczyłam, że kareta się zatrzymuje. Wysiadła z niej moja mama i przywołała mnie. Powiedziała, że jestem nieodpowiedzialna, nie powinnam się tak zachowywać. Nie tak? Więc jak? Zawsze musiałam być kimś. Kiedyś myślałam, że czyni mnie to wyjątkową, ale potem zrozumiałam, że przeklętą. Pierwszy śmieszny akcent w mojej historii. 
Więc wskoczyłam na konia i pognałam ile tylko miałam sił. Nie wiedząc dokąd, ani gdzie. Zostawiłam rodziców daleko za sobą, lecz co mnie podkusiło, abym zeszła ze ścieżki? Pewnie myślałam, że jeśli tego nie zrobię rodzice mnie znajdą, spojrzą na mnie tym zawiedzionym wzrokiem i... pamiętam tylko jak w pewnym momencie przeszły moje ciało zimne dreszcze. Zgubiłam się, choć znałam las, choć potrafiłam się w nim poruszać od dziecka, ale wtedy oglądałam się we wszystkie możliwe strony świata i nie poznawałam rzeczywistości wokół.
Była znajomy i obcy jednocześnie, chciała powiedzieć, ale powstrzymała się. - Za nic w świecie nie opowiem ci, co czułam dalej. Nie pamiętam. Bo zostałam przeklęta, tym razem na serio, księżniczka została zaklęta w łabędzia. Zabawne, aż mi się pewnie zatrzęsły piórka. Podobno miałam białe piórka, wiesz? I latałam na nich na błękitnym niebie, naprawdę szkoda, że nic nie pamiętam. Obudziłam się nad jeziorem odczarowana przez rodziców. I tak mi zostało Emma Swan. Niby to byłaby tylko przygoda z szczęśliwym zakończeniem, ciekawa anegdota z mojego dzieciństwa, ale coś kazało mi się zastanawiać, kto mógł mi to zrobić. Kto jest na tyle okrutny, by przemieniać zagubioną dziewczynę w łabędzia, tak by do końca życia wędrowała po świecie pozbawiona pamięci kim jest. Ten ktoś władał magią, tak jak reszta złoczyńców, bo jest to jedyny powód istnienia magii - zło, które zawsze za sobą niesie.
Emma odeszła od Killiana Jonesa przyglądając się pustoszejącemu pokładowi, większość załogi już wróciła do swoich pryczy i twardych poduszek.
- Już wiesz, dlaczego tak myślę o magii. Teraz wezmę chyba przykład z twojej załogi i wrócę do siebie.

⚓ ⚓ ⚓

To co Emma i Killian wyznali sobie tej mroźniej nocy było prawdą. Wzajemnie nie okłamywali się - lecz warto zaznaczyć, że w ich słowach były nieszczerości - Emma mówiła wszystko z przekonaniem, że to tylko gra. Hook sądził, że zwierzenia przyniosą mu zaufanie księżniczki, niezbędne do wykonania zadania powierzonego mu przez Corę. Dlaczego w tych sądach była nieszczerość? Gdyż tak naprawdę oboje potrzebowali bliskości i rozumienia dryfując samotnie na niszczącym morzu. Nie chcieli się po prostu przyznać się potrzebują siebie nawzajem.
To byłyby idealne słowa podsumowujące dzisiejszą opowieść, lecz to jeszcze nie koniec. Tej nocy miały rozbrzmieć nie tylko cenne słowa i ale krzyki, oba pełne przerażenia.
Statek pustoszał, sen pewnie zmorzył nieubłaganie. Tylko dwoje wartowników pozostało, Killian Jones i Garett, znany już nam łajdak.
Trzymać kurs, byle tylko nie skończyć jak Malcom. 
Wracając do naszych bohaterów, rozstali się oni tak jak spotkali - w mroku korytarza pod pokładem Jolly Rogera. Emma w milczeniu skierowała swe kroki w stronę drzwi, prawie już dotykała klamki, gdy nagle obróciła się na pięcie. 
Chciała zapytać, dlaczego opowiedział jej swoją historie, ty przeklęty piracie, dlaczego? Dlaczego przyznałeś się do tego zakamarka duszy, którego od wieków skrywałeś przed światem zewnętrznym? By potem rozjuszyć jej własne demony. W jednej chwili zrezygnowała z tego.
- Obiecaj mi coś, kapitanie - powiedziała cicho. - Obiecaj, że nigdy więcej nie zapytasz mnie o moje życie. Nigdy więcej. 
Uniósł głowę zaskoczony jej słowami, nie mógł nic więc zrobić.
- Obiecuje. - powiedział a ona zamian uśmiechnęła się leniwie i rzekła. 
- Dobranoc. 
- Nawzajem, Swan - skinął głową i odszedł.
Targały nim dziwne uczucia. Nie, nie zmienił decyzji, co do umowy z Corą - nawet nie pomyślał, że mógłby z tego zrezygnować. Wystarczająco mocno pamiętał o korzyściach z dotarcia do Wody Życia. Jedynie pogłębiły się jego obawy w stosunku do Emmy. Ona była pełna sprzeczności, otaczały ją setki barier i zobowiązań, przebić się przez nie? To szaleństwo, które nie przyniesie nic dobrego. Ale... odtrąciła go i jednocześnie pozwoliła mu słuchać.
Gdyby tylko bardziej mu zaufała.
Gdyby wszedł tam do niej i powiedział jej prawdę.
Ale co gdyby... nie rozległ się teraz jej krzyk? Niewyartykułowany krzyk dobiegający przez zamknięte drzwi, przebijający się przez wszelkie bariery.
- Emma! - Wrzasnął Killian bez kontroli własnego głosu.
Gdyby tylko bardziej mu zaufała.
❀❀❀

(c) emmaandhook.tumblr.com

Mam ferie to w końcu zabrałam się za pisanie. Mam nadzieje, że spodobał się Wam rozdział, mało efektowny, jeśli chodzi o akcje, ale dużo opowiedziałam. W końcu wiecie, czemu Swan to Swan, tłumacząc po prostu księżniczka łabędzi :) Przyznam, że poświęcam więcej uwagi na stylistykę opowiadania, zajmuje to czas, ale lepiej aby było porządnie! Jeśli są jakieś błędy to przepraszam, lecz czytając po raz dziesiąty akapit, tak już mam go dość, że nie wszystko jestem zdolna wyłapać. Dobra, pozdrawiam ciepło wszystkich moich czytelników. Kasia.