♫ Miała zamknięte oczy, piękne i duże, skryte pod ciemnymi włosami wiecznie opadającymi na bladą skórę, nieziemski kontrast pomiędzy baśnią a światem realnym.
Była jak martwa, a jednak żywa.
Powinna nie żyć, lecz oddychała.
Dlaczego? Dlaczego wciąż oddychała? Wyróżniona przez bogów oceanu, czy może przeklęta? Najprawdopodobniej jedno i drugie. Jako jedyna ocalała dryfując pośród zniszczeń własnego świata, kochała - nienawidziła?
Tajemnica z głębin oceanu.
Emma nigdy nie zapomni chwili, gdy po raz pierwszy ujrzała jej twarz z bliska. Wszystko działo się tak szybko, mięśnie spinające się pod wpływem wysiłku, dreszcze zimna przychodzące wraz z kolejnymi falami rozkołysanego morza i nadzieja mieszająca się ze strachem. Logika podpowiadała, że ujrzy jedynie śmierć, jednak dopóty iskierka wiary wciąż się tliła, dopóki nie miała dowodu.
Aż go otrzymała i przekonała się, że fatalny los zdołał oszczędzić ją jedyną.
Później pozwoliła by przenieśli kobietę z morza do kajuty, położyła ją i opatuliła kocami... wyglądała nieźle, jeśli tak to można określić, lekkie stłuczenia i obdarcia, nie miała żadnych ran, to tyle z obdukcji zewnętrznej, cóż dalej miała robić Emma, ukucnęła przy niej.
Dziwnie było tak trwać w samotności, dlatego w pewnym momencie ujęła jej dłoń, a była ona zimna, nie lodowata - w odruchu chciała cofnąć się, nawet odejść, wtedy jednak nieznajoma poruszyła się.
Serce Emmy ponownie ścisnął strach, lecz teraz przed słowami, które będzie musiała wypowiedzieć. Z lękiem obserwowała jak powoli w bezruchu otwierała oczy. Zamrugała, potem raz jeszcze. Czy wiedziała, co ją spotkało? Czy pamiętała?
Niespodziewanie wbiła wzrok w Emmę, jak ostry sztylet przebijający skórę.
Swan wstrzymała oddech, po chwili z jej ust mogło wypłynąć tylko jedno pytanie.
- Jak masz na imię?
Twarz nieznajomej rozciągnęła się w niejakim grymasie bólu i ulgi.
- Clarissa - odpowiedziała bez lęku, bez strachu.
- Co ty sobie wyobrażasz? - gruchnęło na nią ostre oskarżenie.
Emma obróciła gwałtownie głowę w stronie gniewnego głosu, po tym wszystkim czuła w stosunku do Hooka głębokie rozczarowanie.
- Naprawdę pozwoliłbyś jej zginąć!
- Może powinna - odparł szorstko nie odrywając wzroku od księżniczki.
- Powiedz, że nie to chciałeś rzec...
Umilkła czekając na jego słowa, lecz nie powiedział nic, zacisnął usta i wbił wzrok w deski pokładu swojego statku.
Zapragnęła uciec, to wszystko i tak nie miało sensu... pokładać wiarę w bandycie. Czy w jego sercu była choć odrobina ciepła? Emma aż zacisnęła powieki, kiedy uświadomiła sobie, że na świecie istnieją ludzie z wnętrzem zimnym i pozbawionym uczuć, czyżby rzeczywiście stała przed jednym z nich? Jego twarz nie wyrażała nic prócz ostrej zaciętości.
- Pomyślałaś o konsekwencjach. - Hook zasłonił jej drogę. - Nie masz pojęcia kim ona jest. Jak się nią zaopiekujesz na statku? A co z twoim zadaniem? Ona jest tylko kłopotliwym bagażem.
- Moje zadanie to ostatnie, co powinno cię interesować. Jesteś tylko piratem, cholernym egoistą skupionym wyłącznie na sobie. Chcesz, abym zobaczyła w tobie kogoś innego, udowodnij!
- Swan! - krzyknął, lecz nie zatrzymała się.
♫ Czy ten sztorm kiedyś minie? Och, kiedy wszystko przestanie wirować, znów i znów od nowa - życie... to przywiązanie człowieka do wielkiego, drewnianego koła, zakręcenie nim tak mocno, aby nie widział świata wokół, podczas gdy ślepiec rzuca w niego - raz po raz - zaostrzony sztylet. Tak szyderczy los potrafi także wepchnąć nam w usta gorzki owoc, śmiejąc się prosto w twarz. Czy uda nam się wymknąć spod ostrzy?
Nie. Dlaczego tak trudno zapanować nad własnym życiem, wypominała sobie Emma z gniewem. Owszem, Clarissa stanowiła pewien kłopot, ale nie do tego stopnia, by zostawić ją na pastwę zimnego oceanu. Przecież ostatnie dni życia Emmy były usiane "kłopotliwymi" wydarzeniami, a i również "kłopotliwymi" tajemnicami, dodać jedno, ująć drugie - cóż to za różnica.
Wielki kapitan Hook się myli, nie może mieć racji.
Wiele można unieść na barkach, samotność szarpiącą serce można zdusić, a dalej po prostu robić swoje. Prawda?
- O czym myślisz?
Emma ocknęła się słysząc delikatny głos swojej podopiecznej okrytej kocami na pryczy. Sama siedziała na niskim drewnianym stołku, a w ręku trzymała miskę z niezbyt smacznym jedzeniem... dlaczego wciąż miała je w dłoniach, przecież przyniosła to dla Clarissy. Ach, o czym myślała? Czy da się to ująć w jednym słowie?
- Przepraszam - mruknęła Emma wymuszając na swoich ustach uśmiech i poddała Clarissie drewnianą miseczkę. - Przyniosłam to dla ciebie.
- Nie mam ochoty jeść - odparła, głos miała coraz silniejszy, a ruchy pewniejsze.
Odłożyła jedzenie na stolik obok.
Odłożyła jedzenie na stolik obok.
- Ta kasza, ona smakuje lepiej niż wygląda...
- Tak - przyznała Clarissa podnosząc się na łóżku, podkuliła nogi obejmując je smukłymi ramionami. - Trzeba w to tylko bardzo mocno wierzyć, prawda?
- Hm - odmruknęła Emma z uśmiechem. - Wiara. Moja mama mawia, wiara w szczęśliwe zakończenie potrafi zdziałać cuda.
- Ja wierze w siebie - odpowiedziała po chwili Clarissa. - Nie w cuda. Myślisz, że cud mnie uratował? Gdybym nie działała sama, pewnie zginęłabym jak reszta na tym moim przeklętym statku. Nie patrz tak na mnie, to prawda i sądzę, że wiesz o tym doskonale.
- Dlaczego tak myślisz? - zapytała głucho Emma. Clarissa trzeba przyznać, była osobą, która wywoływała fascynacje pomieszaną z niejakim lękiem. Ten moment, kiedy wypowiedziała swoje imię, spojrzała wtedy spod kąta oka na Emmę i rzekła pustym głosem - wiem, był sztorm - a potem dodając tonem, który wskazywać mógłby na pytanie, lecz pytaniem nie był - czy przeżył ktoś oprócz mnie.
Swan nie wiedziała, co dalej powinna rzec, była przygotowana na wściekłość, żal, łzy... lecz na spokój? Zapewniła, że tu nic jej nie grozi oraz powiedziała na jakim statku się znalazła. Nawet nie zaczęła protestować na wiadomość, że otaczają ją piraci. To wszystko.
- Odpowiedź. Twoje życie, czy było złe? - ciągnęła dalej Emma.
- Nie musisz się o mnie martwić - odparła wzruszając ramionami Clarissa. - Moje szczęśliwe życie straciłam wiele, wiele lat temu, sztorm nic mi nie odebrał, a jedynie przedłużył moją podróż.
- Sztorm o mało nie odebrał ci życia - zaakcentowała Emma nie mogąc pogodzić się z irracjonalnym spokojem płynącym od Clarssy. - Ciągle nie mogę uwierzyć, że ci się udało, próbuje sobie odpowiedzieć na pytanie jak? Dlaczego? Jedyna! Ty.
Clarissa spuściła wzrok jak mała zawstydzona dziewczynka, wciąż milcząc rozdzieliła pasma swoich włosów i bez celu zaczęła przeplatać z nich warkocz.
- Tobie mogę to opowiedzieć - co działo się na statku, tylko musisz mi zaufać.
Emma z niepokojem skinęła głową. - Jesteśmy tutaj tylko my dwie - zapewniła.
Clarssa wypuściła powietrze z lekkością i zaczęła snuć swoją opowieść, nadal zajmując się czarnymi kosmykami swych włosów.
- Jestem dziwna, jestem zamknięta w sobie, jestem wymagająca, a ludzie mnie nienawidzą. Przez życie idę sama, więc i samotnie wyruszyłam w podróż przez morze. Będąc na statku podsłuchałam, jak planowali moje zabójstwo. Wiem to może wydawać ci się nieprawdopodobne, ale mnie nie zaskoczyło. Przyznam moja śmierć byłby opłacalna, jestem bogata i niezależna, sprawiam kłopoty, ale nie będę wdawała się w szczegóły. W nocy miałam wykraść łódź, wziąć ze sobą zapasy i odpłynąć.
Nie wiem, co sobie wyobrażałam, ale właśnie... tak zamierzałam. Mnie i moich towarzyszy zaskoczył sztorm. Oni ani myśleli uciekać, sądzili, że przetrwają, ale ja wiedziałam, że tak nie będzie. Zabrałam się w środku sztormu - moją łódź wkrótce połamały fale, jednak miałam szczęście, gniew uderzył mych towarzyszy, a ja widziałam ich ciała unoszące się na powierzchni oceanu, roztrzaskane deski... i topiłam się wśród strzępów ich śladów istnienia... aż wybawiłaś mnie od tego.
Nie myśl, że jestem potworem. Nie miałam złego życia, byłam żoną bogatego kupca, lecz on umarł już dawno temu, kochał mnie nad swoje własne życie, tak jak mój ojciec. Nic jednak nie mogło zagłuszyć... czegoś wewnątrz mnie, co sprawiało, że zawszę czułam się samotna i niezrozumiana. Byłam Inna i to była tylko kwestia czasu nim wszyscy mnie odepchną. Nie miałam zamiaru na to czekać. To ja postanowiłam zrezygnować z nich, z wszystkich oprócz siebie. Nie żałuje tych drani, którzy umarli na statku.
- To smutna opowieść - odpowiedziała Emma. - Stąd twe słowa, jeśli walczyć to tylko o siebie.
Clarissa unosiła głowie i jakby raz jeszcze oglądając sylwetkę Emmy powiedziała.
- Rozumiesz mnie, mam rację?
Lecz Emma spojrzała w górę zastanawiając się czy słońce znów zaszło zza horyzont. Od sztormu nie zmrużyła nawet oka, a zmęczenie coraz bardziej wdawało jej się we znaki. Już nawet nie chciała wiedzieć jak wygląda, potargane jasne włosy, zwykła prosta koszula i bose stopy... Ale jak mogłaby odpocząć? Poczucie odpowiedzialności było silniejsze, najpierw czekała aż Clarissa otworzy oczy, a potem musiała zapewnić należne jej bezpieczeństwo, tym bardziej że najpewniej na pokładzie nie spotka się z miłym powitaniem.
Jakakolwiek nie byłaby Clarissa zasługiwała by żyć.
Mimo wykończenia, w umyśle Emmy słowa Clarissy nie potrafiły obejść się bez echa.
Bo czyż ich historie nie są podobne?
Wybór, wybór samotności był dla Emmy łatwiejszy niż czekanie, aż ktoś ujrzy w jej wnętrzu potwora posługującego się magią, a miłość rodziców była niewystarczająca, by zagłuszyć ból bycia Innym. Czyż również nie postanowiła, że rozwiąże wszystkie problemy sama, jak na wojownicze przystało?
Z ledwie dosłyszalnym westchnięciem Emma wdrapała się na górną prycze łóżka. Och, jaką przyjemność sprawiało zwyczajne łóżko, jedna poduszka i drapiący szary koc. Z rozkoszą zamknęła zmęczone oczy.
- Nie - powiedziała z niejakim wysiłkiem. - Nie rozumiem cię Clarisso. Nie potrafiłabym zrezygnować z tych których kocham. Jeszcze nie.
Ponieważ bez nich dryfujemy w samotności - na wieczność po lodowatym morzu, żyjąc jakbyśmy byli jednocześnie martwi.
Szkoda, że Emma nie wiedziała, jak jej ostatnia myśl była trafna i bardziej odnosząca się do rzeczywistości niż jej się zdawało.
♫ Emma nie pomyliła się zbyt wiele w swoich dwóch stwierdzeniach, słońce znów zachodziło, a miłość naszych bliskich nieraz jako jedyna trzyma nas przy zdrowych zmysłach, lecz skupmy się teraz na nadchodzącej ciemności.
Ciemności, która pochłaniała każdy nawet najdrobniejszy szelest, krzyk przerażenia. Och, jeszcze dziś ujrzymy wirującą w powietrzu obrzydliwą i okrutną mgłę, a będzie to wtedy gdy na niebo wstąpi nocy król roztaczając nad światem swój srebrny blask. On nadchodzi, wystarczy tylko chwila cierpliwości.
Tik-tak, tik-tak, sekunda za sekundą, jak niekończąca się mroczna kołysanka zwiastująca nadejście koszmaru. Tik-tak, tik-tak! Big-bam-bom! Big-bam-bom...
Który to zegar wybił północ, który to z tworów ludzkich rąk jest tak bezlitosny!
Jolly Roger bez walki poddał się ciszy. Każdy nawet najbardziej zatwardziały pirat przegrał walkę z nadciągającymi z odległych krain marzeniami sennymi.
Wbrew pozorom tylko jedna istota nie była znużona wczorajszym sztormem oraz piekielnymi przygodami. Kobieta silniejsza niż każdemu mogłoby się wydawać.
W czym tkwiła jej siła? Magiczna, magnetyczna, powalająca na kolana.
Powalająca! Tak, już za moment się przekonacie.
Wydostała się bezszelestnie, jakby unosząc się centymetr nad ziemią, leciała. Mgła stanowiła jej nieodłączny element, ukrywała pod nią swe wszystkie sekrety, najbardziej zwyrodniałe pragnienia, topiła się w ostrej i gęstej atmosferze tajemnicy.
Z niewiarygodną lekkością wydostała się na pokład, wciągnęła w martwe płuca wilgotne powietrze nasycone mdłą mieszanką strachu i grozy, uśmiechnęła się.
Dalej! Po cichu podążała za swoją niezawodną intuicją, zawsze w niekończącej się podróży.
Nie z tego świata, wiatr rozwiewał jej długie czarne włosy, otaczał czcią niczym królową oceanów, poruszał zwiewną czarną halką, ona jedyna okrywała piękną, aczkolwiek zimną postać.
Tak, lepiej schowaj się przed jej lodowatym piekłem.
Z głębin najmroczniejszego oceanu.
Jej ciemna sylwetka ruszyła nieśpieszne w stronę poręczy statku, wkrótce towarzyszyć zaczął jej delikatny śpiew wydobywający się z pełnych, cudownych ust. Cii... nadchodzi...
- Dlaczegoż pani jeszcze nie śpi? - padło ciche pytanie, wydawało się pogłębiać tylko pustkę dzisiejszej nocy. Cisza.
- Jest już późno i...
- Jak ci na imię? - przerwała mu głosem przypominającym śpiew, ostatnia uciecha.
Poruszała się wraz z podmuchem powietrza, pojedyncze kosmyki włosów wirowały okalając twarz, jak aureola utkana z mroku.
- Ja... pani...
- Odpowiedź - zażądała podchodząc do niego coraz bliżej...
- Malcolm - wydusił zwilżając swoje suche i popękane usta. Czy to sen? Nie wiedział co miał myśleć, co czynić, byli tutaj całkowicie sami, pochłonięci przez noc i mgłę, żadnego światła, tylko on, pirat i zjawiskowa pani morza, której ciało osłonięte było skromniutką halką.
- Jestem Clarissa - przedstawiła się lekko i z gracją znalazła się tuż przy nim. Tak blisko. - Podoba ci się moje imię?
- Jest piękne, pani - odparł bez namysłu. - Tak jak ty.
Clarissa uśmiechnęła się, chciała skryć tym swój cichy, niesforny chichot. Niczym mały, mroczny chochlik.
- O czym myślisz? Czy mnie pragniesz? Proszę, powiedź z głębi serce, czego pragniesz.
Malcolm ciężko westchnął czując na sobie jej przeszywający na wskroś wzrok.
- Ciebie - szepnął.
- Zawsze nocą, gdy jesteś zupełnie sam - zamruczała w odpowiedzi Clarissa hipnotyzującym głosem. - Wiesz... lepiej uciekaj, będziesz tęsknił za ciepłem... - położyła na jego sercu swą lodowatą dłoń, zadrżał nie mogąc się poruszyć, czuł jedynie strach pomieszany z niewytłumaczalnym pożądaniem.
Nie odrywając ręki płynnym ruchem zaczęła wędrować po jego ciele. Przy pasie wyczuła chłód stali - sztylet - wyjęła go nie tracąc kontaktu wzrokowego z piratem. Tak! Pragnęła nim zawładnąć, pragnęła go złamać.
- Mogłabym wyrywać ci serce, uwierz to najwspanialsze uczucie na świecie! Lecz - cmoknęła z niesmakiem - przeczucie mówi mi, że na tym statku jest o wiele bardziej cenniejsze serce od twojego.
- Pani... - wykrztusił prawie łkając, ale musiał się jej poddać, naparła na jego barki ciężkimi niczym dwa lodowce ramionami. Ugiął się.
Padł przed nią na kolana.
Nareszcie, z poczuciem spełnienia nachyliła się ku niemu, szpecą delikatnie swą pieśń śmierci.
- Tej nocy, wystarczy mi zobaczyć jak życie ulatuje z ciebie, wraz z twoją przeklętą krwią - tak nucąc przebiła jego szyje, drżącą, bladą skórę.
Clarissa niebłagalnie wpatrywała się w oczy pirata, jego agonia wydawała się nie mieć końca. Jakby gestem łaski wyjęła z jego ciała stalowe ostrze, a z jego ust wydostało się ostatnie westchnięcie ulgi - aż pełne przerażenia oczy zaszły błogą mgłą.
♫ Tik-tak. Tik-tak!
O błogi śnie, nie odchodź. Wydajesz się być dużo prostszy niż życie, nie jesteś realny.
Nie jesteś realny...
Męczący, radosny, nużący, słodki, lecz nieprawdziwy.
Lecz teraz...
Obudź się! Ponieważ tę uczucie przeraźliwego chłodu, które ogarnęło całe twoje ciało, przeniknęło przez mięśnie, kości, dusze...
...było realne.
Hook ocknął się niespodziewanie z swojego snu bez marzeń. Pustka - ciemność. Rozejrzał się po swojej kajucie, była pogrążona w mroku nocy, w otępiającym zmysły chłodzie. Czuł jak jego serce bije w przyśpieszonym rytmie, co się dzieje? Skąd ten chłód?
Przeniósł wzrok na okna szukając choć odrobiny światła, albo po prostu pocieszenia, lecz wydało się ono blaknąć z każdą sekundą, przygaszone, mdłe. Świat owinął się mgłą, a Hook uświadomił to sobie z dziwnym lękiem.
Och, niemiłosiernie bolał go kark, wszystko przez to, że zasnął przy stole przeglądając papiery. Leniwie rozmasowując szyje rzucił okiem na pozostawione w nieładzie zapiski i otwartą z boku skrzynkę. Nie powinien zostawiać tak tego na wierzchu, w końcu wszystko to dostał od Cory.
Bardzo niebezpieczne, a jakże intrygujące. W tych listach znajdowały się wszelkie informacje na temat Wody Życia, ale nie tylko... poza starymi legendami i różnymi wersjami przygód pierwszego poszukiwacza Nathaniela, były tam także pewne wzmianki o życiu Emmy Swan - to stanowiło zagadkę na miarę kapitana Hooka.
Nie namyślając się dłużej zagarnął wszystko i wrzucił do skrzyni zamykając swoje sekrety na kluczyk. Po tylu latach, nie mógł pozwolić sobie na błąd.
Teraz jednak nie to zajmowało jego myśli, uczucie niepokoju nie brało się z uwagi na osobę Emmy.
Chyba potrzebował powietrza, domagał się tego jego umysł, jakiekolwiek ono by nie było.
Po omacku wyszedł z kajuty i z nieufnością ogarnął wzrokiem świat wokół. Nie mylił się, mgła panosząca się na pokładzie zamazała sobą cały horyzont.
Hook sięgnął po wiszącą obok drzwi zapaloną lampę i ruszył przed siebie wraz z miarowym kołysaniem się statku. Nie minęło dużo czasu, a jego oczy wychwyciły osobliwy kształt rysujący się na pokładzie.
Jego powieki zmrużyły się mimowolnie, a usta ułożyły się przeklinając dzisiejszą noc.
Aż zatrzymał się przed martwym ciałem człowieka, który nosił imię Malcolm i był... jaki był, czy to teraz ważne? Był piratem, ale czy spodziewał się, że pewnej mglistej nocy zostanie porzucony zatapiając we własnej krwi?
⚓ ⚓ ⚓
♫ Gwar panujący na statku nie miał szans przedostać się do wykończonego umysłu Emmy. A było naprawdę gorąco, naprawdę lepiej dla niej, aby zaszyła się w świecie snu i marzeń. Lecz rzeczywistość wzywała, szturchała rękoma zimnymi jak dwa sople lodu.
- Emmo... - wołał głos z otchłani lodowego piekła, głos Clarissy.
Swan niechętnie pozwoliła, by dźwięki świata dotarły do jej uszu, czy ktoś krzyczał? Skąd wrzawa dudniąca od wściekłości, skąd tę obelgi! To uczucie...
- Myślę, że powinniśmy zobaczyć, co się dzieje, Emmo - zagaiła Clarissa stanowczym głosem, była już przygotowana do wyjścia z założoną na głowie czarną peleryną.
Bez żadnych pytań Emma wyskoczyła z łóżka, nakładając na siebie pobieżnie parę przypadkowych ubrań. Czuła się nieswojo, jakby właśnie ktoś wybudził ją z wiekowego snu, by potem wrzucić w przepaść bez dna. Czego miała się spodziewać? Po usłyszeniu tej przytłumionej kakofonii dźwięków nienawiści.
Wybiegła wprost na powietrze spodziewając się, że choćby słońce będzie na tyle łaskawe, by dodać otuchy, opromienić świat, lecz go nie było. Pogoda pozostawała równie ponura, co poprzednia noc. A ludzie? Zebrani w nierównym okręgu z setkami pytań na ustach zdawali się jeszcze bardziej pogłębiać niepokój Emmy.
Do czasu aż wszystko nabrało sensu i jej wciąż zaspane oczy dostrzegły kształt... nie, ludzką postać zawiniętą dokładnie w białe płótno, Emmie nikt nie musiał tłumaczyć, domyślała się prawdy. Z trwogą spojrzała na Clarisse stojącą u jej boku, nie wydawała się jednak zdruzgotana... lecz czyż sama nie powiedziała o sobie, że jest zimna i wyniosła? Swan pozostawiła ją samej sobie próbując skupić na na rozmowach piratów, na ich kapitanie o postawie czujnego i nieubłaganego przywódcy, który musi zmierzyć się trudami swego położenia.
- ...nikt nie nienawidził do tego stopnia Malcolma...
- ...wykitował na miejscu, ktoś rozharatał mu szyje.
- Ktoś? No pewno nie jeden z nas! - podniósł się gwałtownie jeden z głosów. Hook nastawił ucha, jednocześnie mając na uwadze ludzi unoszących martwe ciało Malcolma. - Jeszcze niedawno ramie w ramie walczyliśmy z przeklętym sztormem, tylko głupiec, nie potwór... myślałby teraz o krwi. Jesteśmy piratami, ale nie potworami! W środku nocy, pod osłoną mgły, skrytobójca, nie człowiek z honorem!
Jones nie dał rady ujarzmić emocji, na twarzy jego wykwitł okrutny uśmiech. Szybkimi i ciężkimi krokami podszedł do Garetta, człowieka, który pozwolił sobie na zbyt wiele.
- Skąd ta niezachwiana pewność, Garett? Chcesz rzucać oskarżenia, rzuć mi je prosto w oczy! Wskaż swego potwora!
Garett nie odpowiedział od razu, przecisnął się przez tłum i niespodziewanie wbił swe pełne nienawiści spojrzenie w Emmę uśmiechając się przy tym obleśnie.
- Chcecie potwora? Stoi tam w tłumie, skryty pod piękną, blond twarzyczką - jego wzrok i słowa takie bolesne, Emma cofnęła się mimowolnie krok w tył, lecz on wciąż kontynuował swój pokaz. - Nasza droga księżniczka Swan, już w porcie szeptano, że zabiła swoją matkę. Która córka ucieka od umierającej matki? Kto wie do czego jest zdolna ta kobieta?
- Nie masz prawa! - syknął Hook rzucając się niespodziewanie na Garetta, kiedy on jednak uśmiechnął się w odpowiedzi, Hook nie pohamował się i szarpnął go za koszule przykładając stal swojego haka do jego szyi.
- No? Pokaż na co się stać, kiedyś wychłostałbyś za to całą załogę, a teraz po cichu urządzasz pogrzeb? A może bronisz ją, kapitanie? Bronisz swego pięknego potwora?
Puf! I nagle Garett zatoczył do tyłu powalony przez pięść Hooka, ktoś z tyłu przytrzymał go i przywrócił do pionu, pirat zachłysnął się powietrzem i za moment poczuł jak z jego nosa cieknie strużka ciepłej krwi. Bez zastanowienia starł ją ręką i zaśmiał się cicho pod nosem.
- Ostatni raz odezwałeś do mnie w taki sposób, Garett. Naprawdę chcesz zobaczyć na tym statku potwora? Będę nim ja.
Tak odszedł dając znak piratom przy ciele Malcolma, aby dokończyli swoje. Po chwili gdy głosy ucichły, a jedynym dźwiękiem pozostał plusk zimnej wody przyjmującej w swoje odmęty ciało poległego pirata, Killian zdołał złapać kryjącą się w cieniu Emmę. Gdyby mógł zajrzeć w jej wnętrze zajrzałby jedynie pustkę, otchłań, w której jak echo powracało tylko jedno słowo. Potwór.
❀❀❀
Pierwszy wpis w nowym roku, niestety. To wymaga choć krótkiego podsumowania, a więc rok 2015 był dla mnie w miarę dobry, mój charakter został zahartowany, wróciłam też do pisania i podjęłam ważne decyzje, dotyczące mojej przyszłości. Teraz rok 2016 - rok na pewno jeden z najtrudniejszych w moim życiu, albo za bardzo panikuje... nie! Przede mną matura, ale to nic... mam wybrać studia, mam wybrać swoją przyszłość i wybrałam historie (kurcze, mam powołanie nauczycielskie haha jak Snow w OUAT :p), ewentualnie dziennikarstwo, może niezbyt lubię, ale miałam praktyki w liceum w gazecie lokalnej i całkiem nieźle mi szło, redaktor był zadowolony. Mimo podjętych decyzji i tak po głowie błądzą mi myśli, że nie uda mi się, że studia nie są dla mnie, a co jeśli nie znajdę pracy... Nie jestem praktyczna, nie będę pracować w urzędzie, chce żeby każdy dzień mnie zaskakiwał i dawał mi satysfakcje, bo robię to co kocham - no cóż łowcą skarbów nie zostanę, to chociaż będę wbijała historie do głowy nieukom, a może jednak ten łowca skarbów... - dobra nie ma na życie innej rady, jak nie myśleć za dużo o przyszłości i cieszyć się tym co teraz. Ale jakie to trudne! Hm? Poza tym nie chce robić długich wywodów.
Za dużo się rozpisałam, a jeszcze mam jedna kwestie do omówienia.
"Inna" muzyka w rozdziale. Zmieniłam sposób odtwarzania, gdyż osobiście słucham różnej muzyki, tych mocniejszych, tych balladowych... nie każdemu może się podobać, a odtwarzacz był trochę agresywny, Postanowiłam, więc przenieść się na nutki obok tekstu, jeśli ktoś chce posłuchać mojego wyboru tła, tak zrobi, jeśli nie to nie. Proste i bezpieczniejsze :)
+ Poznajecie zespół z obrazka obok? Mój ukochany zespół Paramore, to teraz duet - Jeremy Davis odszedł! To takie dziwne!! Bardzo potrzebuje ich nowych utworów, ich muzyka to moja główna inspiracja, są niezbędni dla mojego serca... będę ich potrzebowała w 2016, ale... Jeremy odszedł, a ja muszę usłyszeć coś nowego!
Dobra rozpisałam się STRASZNIE! Pozdrawiam Was wszystkich i dziękuje za poświęcony czas!! :)

