sobota, 12 grudnia 2015

VI. Morze kochanków


Przez nieoczekiwaną, a może jednak oczekiwaną zmianę planów Jolly Roger miał wypłynąć o świcie z portu. Jednak do poranka jeszcze daleko, nie trzeba obawiać się słonecznej jutrzenki. Ostatnia noc to przecież pożegnanie przeszłości... o nie to powitanie! 
Powitanie cudownej przygody! Czujecie miły dreszcz podniecenia, ciekawość tak głęboką, jakby stado motyli chciało roznieść na szczepy Waszą klatkę piersiową. 
Chciałoby się w tą niezwykłą noc zadrzeć głowę do góry, spojrzeć na błyszczące na niebie gwiazdy i zakręcić się tak, by cały świat przestał istnieć. 
Jest tylko tu i teraz. 
Noc, gwiazdy i rum!
Killian Jones, kapitan Jolly Rogera pomimo wszystkich swoich smutków nie zamierzał rezygnować z ostatnich chwil na stałym lądzie. Choć trzeba przyznać, że opuścił karetę Cory z mieszanymi uczuciami. Dziwny układ i niepewna nagroda. Hook nie ufał magii, nie ufał także Emmie, która mimo wszystko miała ten niebezpieczny dar. Przeczuwał, że samo przebywanie z nią będzie miało swoją cenę. 
Ale mógł jej odmówić, mógł odmówić Corze, więc dlaczego tego nie zrobił? To było dziwne uczucie - impuls, albo raczej intuicja, jak nagły wiatr popychający żagle wskazując kierunek w drodze do domu. 
Ach, wyrzucić wszystkie troski z każdym kolejnym krokiem, z każdym kolejnym łykiem palącego napoju. 
Pamiętacie karczmę "Pod Zatrutą Gruszą"? Obskurną tawernę w której Emma ubiła swój niezbyt trafny interes ze złodziejem, a potem... potem sama okradła swojego bezczelnego pirata. 
O tak, Killian również pamiętał i teraz stojąc przed jej drzwiami uśmiechnął się z przekąsem. 
Nie namyślając się dłużej pchnął solidne, drewniane drzwi i pozwolił, by do jego uszu dotarła skoczna muzyka skrzypiec, rozochocone śmiechy tłumu i głośne toasty rozbijających się o siebie kufli gorzkiego piwa. 
Wszedł miedzy tłum pewnym krokiem szukając znajomych twarzy. Jak zwykle pierwszą dostrzegł charakterystyczną, czerwoną czapkę na głowie Smee, jednego z członków załogi, który bez skrępowania odbierał kolejne porcje alkoholu, hm... jeszcze trochę, a jego twarz zrobi się równie czerwona, co ta irytująca czapka. 
Killian już miał dołączyć do swoich ludzi, gdy jego uwagę przykuł znajomy podniesiony głos. Nie mogąc w pierwszej chwili uwierzyć oparł się o stojący za sobą blat baru i zaczął przysłuchiwać się tej niespodziewanej scenie. 
Co królewska córka robiła w śmierdzącej na przemian rumem i piwem karczmie? Najwyraźniej zabawiała swoimi opowieściami... jego załogę. Nie zauważył jej w pierwszej chwili, gdyż zarzuciła na blond włosy ciemny kaptur peleryny, po za tym oczywiście nie miała sukni. A jednak temperamentu jej głosu nie dało się nie wychwycić pośród panującego tutaj gwaru, mówiła jakby chciała wznieć ogień. Nie było w tym nic próżnego, ona po prostu bawiła się, śmiała się i jak po chwili stwierdził Hook, była pijana. 
Ruszył w jej kierunku, a im bliżej podchodził tym wyraźniej słyszał jej historie. Opowiadała nie o diamantach, nie o sobie, ale o dziwo o tym jak przechytrzyć olbrzymiego ogra. Hook nie miał pojęcia z jakich przyczyn to mówiła, lecz twierdziła, że ogra najłatwiej zaskoczyć, gdyż nie jest to zbyt inteligentne stworzenie, atakować na dystans z łuku, i co brzmi okropnie celować w oko. Koniec zaakcentowała ponosząc gwałtownie mały dzbaneczek do ust i wychylając w sekundę jego zawartości. Uderzyła o stół. 
Ten nagły stukot ocknął grupę słuchaczy księżniczki i w tym samym momencie Smee zauważył stojącego za Emmą Hook'a.
- Kapitanie - wyprostował się. - Ona sama tu przyszła, chcieliśmy... pomyśleliśmy tylko, że ją przypilnujemy...
Rozbawiona Emma prychnęła. Oparła głowę na ręce i obracając się spojrzała w górę na Killina. 
- Powinnaś być na statku, co robisz tutaj? - spytał ją ignorując zdenerwowanego Smee. 
- Podejrzewam, że to samo co ty - odpowiedziała mu wprost. - Przyszłam się napić. 
Hook niedbałym gestem rozkazał załodze rozejść się i po chwili przysiadł się do stolika Emmy. 
- Jeszcze nawet nie wypłynęliśmy, a ty już ignorujesz moje rozkazy - stwierdził lekko nalewając do dzbaneczków stojący na stole rum. Emma z nieśmiałym uśmiechem obserwowała jego ruchy, nie wiedziała czego się spodziewać... w końcu to pirat.  
- Jestem dużą dziewczynką - odezwała się pod naporem jego spojrzenia. - Sama podejmuje decyzje. 
 - I twierdzisz, że zawszę są słuszne? 
Przymrużyła oczy, do czego zmierzał? I nagle jej uśmiech przygasł, gdy myśli powróciły do widoku swoich dłoni trzymających serce matki. Zacisnęła pięści. Och nie, zbyt wiele... zbyt wiele wątpliwości. Emma kątem oka spojrzała na rum pod swoją ręką, miło byłoby zagłuszyć wszystkie wątpliwości. 
- Tak więc pirat będzie mnie pouczał jak podejmować właściwie decyzje. 
Jones wzruszył ramionami. 
- Wiesz, jak na słynną Wybawicielkę jesteś strasznie... - przerwał szukając właściwego słowa, aż w końcu uśmiechnął się i dokończył - ...przemądrzała, spodziewałem się kogoś rozsądniejszego. 
- Dziś nie chce być rozsądna - rzuciła urażona i pod wpływem emocji zwyczajnie sięgnęła po rum i wychyliła go jedynym chełstem. - A ty piracie, nie mów, że przyszedłeś, aby postraszyć swoją załogę - korzystasz z życia. Dlaczego ja bym tego nie mogła robić - mówiła coraz szybciej czując, że przemawia przez nią alkohol, lecz rozsądek w tej bitwie pozostawał przegrany. 
Bo właśnie wyrwała serce matki akceptując tą cześć siebie, którą nienawidziła. O tak, dzisiejszej nocy rozum odpadał z gry, strach i wyrzuty sumienia... Emma miała dosyć tego palącego uczucia przegranej. 
Killian roześmiał się i idąc śladami Emmy ujął kieliszek nie spuszczając jej z wzroku. 
- Miałem rację, ale jesteś nie tylko przemądrzała, ale i też nieprzewidywalna. 
- To czemu się zgodziłeś? - zapytała gwałtownie. - Na wspólną podróż? Aż tak bardzo zależy ci na magicznej fasolce, czy masz jakiś inny powód? 
- Dobre pytanie, ale ja jest piratem... ciekawi mnie raczej dlaczego księżniczka podróżuje z złodziejami i bandytami. 
Emma uśmiechnęła się z przekąsem, może dlatego, że tak bardzo się od nich nie różnie, pomyślała. Poza tym potrzebowała transportu, który nie byłby związany z jej królewską rodziną. Jednak nie powiedziała tego, za to przybliżyła się do niego, by ściszonym głosem rzec: 
- Ponieważ ja... jestem księżniczką; mam swoje powody i wiem, że coś ukrywasz, albo... boisz się mnie... - Och! Rozbawiona sytuacją Swan sięgnęła po butelkę rumu i bez słowa wstała od stołu. 
Killian spojrzał w jej błękitne oczy domyślając się, tego co miała na myśli. 
- Tak sądzisz - odparł łapiąc ją mocno za ramię nie pozwalając odejść, jego pewność siebie przytłaczała Emmę w bardzo dziwny sposób, lecz wrodzona siła połączona z rumem pozwoliła jej tego nie okazać. - Spotykałem już czarowników, a z najpotężniejszych z nich walczę od wieków - powiedział podnosząc się - nie jesteś jedyna, twoja magia działa tak samo jak za każdym razem. Zawszę ma swoją cenę, znam się na tym i uwierz, potrafię cię powstrzymać. 
Emma chciała wyrwać się z jego uścisku, lecz w odruchu powiedziała jedynie usprawiedliwiającym tonem. 
- Nic o mnie nie wiesz, ani o mojej magii, ani o mojej rodzinie, więc jakim prawem...
- Oceniasz mnie? - dokończył za nią Hook. - Dokładnie takim samym, jak ty mnie księżniczko. - Wciąż nie spuszczał z niej swojego władczego spojrzenia, przez chwile sprawił, że wszystko wokół ucichło. Emma wypuściło głośno powietrze z płuc. - Nadal nie wierzysz w moje umiejętności? - zapytał. 
- Hm? Co więc zmierzasz mi zrobić? - prychnęła chcąc pokazać, że jego słowa, jego zaborcza postawa nie zrobiły na niej wrażenia. - Zmusisz mnie, żebym wróciła na statek? 
- Tego chcesz?
- Spróbuj - wyzwała go unosząc głowę do góry, lecz nim zrobiła cokolwiek innego poczuła nagłe szarpnięcie, a w kolejnej sekundzie znajdowała się już w ramionach Killiana. 
Tak, Hook nie zważając na otaczający ich tłum poderwał Emmę do góry zmuszając ją, aby zarzuciła ręce na jego szyję, hm? Na nic zdał się jej przerywany krzyk, nawet to, że po drugiej stronie nogi bezwiednie wierzgały protestując nagłemu zerwaniu kontaktu z podłogą, Hook bez słowa podrzucił ją delikatnie i nie mając zamiaru puścić z swoich objęć zaczął kierować się do wyjścia. 
- Co ty wyprawiasz? - syknęła Swan czując mimo sporej ilości alkoholu lekkie zażenowanie, tym bardziej, że w ręku wciąż trzymała butelkę rumu, właściwie mogła teraz robić ją na jego głowie, przyszło jej na myśl, ale po chwili zrezygnowała z tego pomysłu. Czy ktoś w tej zatęchłej karczmie czymkolwiek się przejmuje? Ani wynoszoną księżniczką, ani rozbitą butelką na czyjeś głowie. Westchnęła głęboko zatrwożona jego ciągłym milczeniem. - Naprawdę tym zamierzasz mnie powstrzymać? - spytała kiedy przekraczali wspólnie próg karczmy. 
- Jak na razie działa, księżniczko Swan - rzekł śmiejąc się pod nosem, na szczęście karczma była niedaleko pomostu i chwile po wyjściu widać już było ciemny zarys statku, Emma szarpnęła się gwałtownie, jednak ostatecznie trudno było uwolnić się i jednocześnie nie wylądować plackiem na ziemi. Sama już nie wiedziała, co gorsze... 
- Mam cię zanieść do samego statku, czy będziesz posłuszna rozkazom swego kapitana - zagadną szelmowsko spoglądając na blondynkę. 
- Nie - odpowiedziała Emma unosząc brwi. - A przepraszam... nie, kapitanie. 
Roześmiał się opuszczając ją powoli na ziemie. Chyba większego postępu nie powinien oczekiwać, ale czego się spodziewał? Nie łatwo ją rozgryźć, dlatego obiecał sobie, że zostawi własnemu losowi pokręconą księżniczkę. Jednak to właśnie los rzucił ją z powrotem w jego ramiona. Także upór i charakter Emmy fascynował go, w pewnym sensie chciał ją przełamać i zyskać nad nią przewagę, lecz rozmawiając z nią czuł się jakby rozmawiał z wzburzonym oceanem i to było najlepsze, była wyzwaniem. 
- Masz mi jeszcze coś do powiedzenia? - mruknęła zdezorientowana Emma, kiedy tak Hook pogrążył się w własnych myślach patrząc właśnie na nią. 
- Nie - odpowiedział z przekąsem unosząc swój metalowy hak do góry i wskazując nim Emmie drogę. - Radzę ci się wyspać i zostawić rum... hm? chyba, że chcesz...
- Dobra! - przerwała mu. - Wracam na ten twój przeklęty statek, zadowolony? 
O tak przecież zawszę musi robić to, co każą jej inni. Emma obróciła się na pięcie mając mętlik w głowie przez... wszystko! Przez matkę, którą przyrzekła uratować za wszelką cenę, przez swoją magią i wrogów. Miała dosyć siebie, swojego przeznaczenia oraz tego kim jest! 
Nagle poczuła, że pragnie krzyczeć, może w innej sytuacji przełknęłaby to dławiące gardło uczucie, ale nie dziś. Tak więc naglę obróciła się. - Wiesz może i dzisiejszej nocy zachowuje się jak kompletny błazen, ale to jest cholernie lepsze niż spojrzenie prawdzie w oczy, bo idealni rodzice kłamali przez całe moje życie, a nie mogę nawet za to na nich nawrzeszczeć, bo mama może w każdej chwili umrzeć. Wszyscy nazywają mnie bohaterką, więc co robi bohaterka... zawiera układ z Mrocznym, po czym ucieka i wyrywa matce serce, chce dalej uciec ale nie może, więc ląduje w cholernej pirackiej bandzie łudząc się, że jeszcze może wrócić do swojego dawnego życia. Ochhh!! - wrzasnęła wyrzucając na pół pełną butelkę złoto-brązowego płynu. 
Chyba czas najwyższy się schować twarz w dłoniach i udawać, że wcale nie otworzyła się przed piratem. Zacisnęła pięści w geście nadziei, że jego tu nie będzie i okaże się, że gadała co najwyżej do ściany. Przegryzła delikatnie wargę unosząc wzrok do góry, lecz Hook wciąż stał przed nią nie odzywając się ani słowem, postanowiła nie pozwolić mu jakkolwiek to komentować. 
- Chodziło mi o to, że nie chce, aby ktoś mnie potrzebował. Chce być wolna, więc najgorszą rzeczą jaką możesz zrobić dla siebie, to wydawać mi rozkazy, kapitanie - zakończyła, a jej głos stał się rzeczowy i zimny. Z tymi uczuciami Emma odeszła na Jolly Rogera. 

Cudowną, ciepłą noc spotkało gwałtowne oziębienie, niebo przestało tańczyć, a muzyka grać w uszach. Nastała cisza przerywana jedynie przez smutne zawodzenie wiatru zwiastującego... właśnie co? Co zwiastowała przerażająca pustka nawiedzająca duszę zarówno Emmy, jak i Killiana? Może nie długo się dowiemy. 
Tymczasem słońce zaznaczyło swoją obecność na horyzoncie otulając zimny świat naszej baśni. Czas na rozpoczęcie przygody, którą przecież nie może popsuć jedna gorąca noc. Tak więc nawet jeśli cała załoga wróciła nad ranem z nieokiełznanym bólem głowy, teraz musiała wziąć się w garść i zacząć pracować. 
Po kwadransie na pokładzie zaczęło robić się tłoczno od biegających ludzi, wnosili zapasy załadowane po brzegi w skrzyniach, dbali by wszystko było na swoim miejscu i działało jak należy podczas złych wiatrów. Pozostawało jeszcze tylko sumienie sprawdzić żagle i wytrzymałość grubych lin. 
Jednakże cała ich paca nie byłaby nic warta, gdyby nie jeden niezwykły człowiek przyodziany w czarny, skórzany płaszcz, z przywieszonym u boku rapierem, w którym odbijał się blask wschodzącego słońca, jego spojrzenie zwykle szelmowskie, mroczne teraz było w pełni skupione - to on z właściwą sobie pewnością ustalał wraz z kilkoma swoimi najlepszymi ludzmi północy kurs na krainę zwaną Moor... aż w końcu nadszedł ten moment. 
Nieważne ile razy Killian monotonie powtarzałby tę samą czynność, moment wypłynięcie na niezmierzone wody zawszę pozostawał dla niego upajający niczym najmocniejszy trunek. Kiedy czujesz jak zrywający się wiatr uderza na twoją twarz ze wzmożoną siłą, czujesz jak pojedyncze krople wody wirują w powietrzu nasyconym cudownym zapachem morza i wolności. O tak, to chwila kiedy krew zaczyna buzować w żyłach, kiedy upijasz się najwspanialszym uczuciem, wolnością. 
- Stawiać żagle! - krzyknął zdzierając gardło, na pokładzie rozbrzmiały wzburzone głosy załogi Jolly Rogera, ich kapitan ciężkimi krokami podszedł do steru i położył na nim swoją jedyną ręką. Ach nie mógł powstrzymać uśmiechu cisnącego się na usta. 
Z dumą ogarnął wzrokiem swój statek, spojrzał na powiewające na wietrze śnieżnobiałe żagle, tak zapierały dech w piersiach. Nagle jednak jego wzrok przeniósł się zupełnie w inne miejsce, tam gdzie oparta o barierkę stała kobieta nie z tego świata, z rysującym się na twarzy szerokim uśmiechem i rozwiewanymi przez wiatr jasnymi włosami. 
Jakby wyczuwając spoczywający na sobie wzrok odwróciła się do niego. 
- Kapitanie... myślę, że idzie ci całkiem nieźle - rzekła Emma z uznaniem. 

Pierwszy dzień na morzu był beztroski i tak, to właściwe określenie odnoszące się do nieziemskiej barwy czystego nieba, spokojnego horyzontu nasyconego wiecznym ukojeniem. 
Tak wielkie, tak niebieskie, tak piękne... 
Statek był jak jedna ogromna, nie zawszę urokliwa kołysanka. Na początku co silniejsze kołysanie było denerwujące, szczególnie gdy chciało się ukryć w tłumie, lecz z czasem stało się to nieodłączną częścią podróży, jak oddychanie. Wróćmy do słowa ukryć? To Was martwi? 
Emma nigdy nie przyznałaby się do ukrywania się, to zwykła bierność taktyczna, a wypracowała ją podczas sprzeczek z Śnieżką, kiedy coś przydatkiem wymknęło się jej spod kontroli. Dokładnie tak jak poprzedniej nocy, parę słów, dobra zbyt dużo słów wymknęło się z ust osączonych ohydnym rumem. Nie chciała rozmawiać z Hookiem, w ogóle nigdy nie chciała go poznawać, był jej zbędny i do tego stał jej na przeszkodzie. 
Postanowiła więc pozwiedzać statek, popatrzeć na niebieskie niebo i dla każdego sprawiać wrażenie nieprzeniknionej wojowniczki. Z czasem doszło jednak Emmy, że na statku wcale nie ma dużo zajęć, kiedy tak wałęsa się samotnie to na dziób, to na pokład, albo ewentualnie do swojej ciasnej kajuty. 
Aż słońce obniżyło się, zgasło i nastała ciemność.
Emma spędzała wieczór w samotności, leżąc na plecach i gapiąc się beznamiętnie w górę. Na początku myślała o mamię i Wodzie Życia, którą obiecała odnaleźć, potem pragnęła o wszystkim zapomnieć i tak znów powróciła myślami do nieuniknionego. Jej uczucia były nieokiełznane - w jednej chwili nienawidziła rodziców i ich kłamstwa, w drugiej za wszelką cenę chciała ich ratować udowadniają wszystkim, że potrafi więcej niż ładnie wyglądać. Także gdzieś tam w głębi zastanawiała się nad istotą Wody Życia, magii która miała ją wybawić od wszelkiego zła. Zagadka tak bliska jej duszy była boleśnie fascynująca, bo zarazem wiązała się z niesamowitą przygodą jak i bólem przełamania własnych słabości. 
Wszystko kołysało, w prawo, w lewo, w uszach zaczęło szumieć, Emma złapała się za głowę myśląc, że cały ten wybuch dzieję się tylko w nękanym demonami umyśle, lecz to nie prawda. 
 Naglę otrzeźwiała podnosząc się gwałtownie, szarpnęło ją tak mocno, że o mało nie przewróciła się, w ostatniej chwili zdołała schwytać się poręczy dwupiętrowego łóżka. Coś było nie tak, a zbyt zajęta sobą nawet tego nie zauważyła.
Teraz poważnie zalękniona nie miała zamiaru siedzieć bezczynie, nie zależnie od tego czy na górze spotka Hooka czy nie. 
Wbiegła po schodach znajdując się natychmiast na pokładzie, przez ten czas zdążyła się sporo po obijać o ciasne ściany statku. 
Kiedy stanęła na zewnątrz najpierw musiała znaleźć równowagę tak ciężko wyćwiczoną w monotonnych treningach na zamku. Dopiero po chwili zorientowała się w sytuacji: była noc, lecz nie sądziła, że będzie tak głęboka, pochłonięta przez ciemność, jedyne światło dawały nieliczne lampiony rozbujane przez szarpiący nimi porywisty wiatr zmieszany z ostrym deszczem. Och, jednak wiatr był najstraszniejszy, zawodził niczym głodne wilczysko żądające ofiar, a morze niczym cicha wspólniczka czekała tylko na moment, gdy jakieś niedorajdzie powinie się noga, by mógł wpaść w jej zimny uścisk. 
Emma zatoczyła się do tyłu uderzając przypadkiem jakiegoś pirata, to jednak nie czas na litość, ktoś po prostu odepchnął ją wracając do swojego zadania. Swan zacisnęła pieści i wbiegła na ster poszukując wzrokiem swego kapitana, odnalazła go pomimo panującego wokół wiru ludzi i wzburzonego morza. 
- Swan, wracaj do kajuty! - usłyszała głos przebijający się do niej jak przez ścianę. Bez względu na wszystko musiała do niego podejść, przecież mówiła mu, że nie lubi rozkazów. 
- Nie mam zamiaru! Chce pomóc! 
- Pomożesz schodząc mi z drogi - odparł gniewnie walcząc z sterem. Emma nie ruszyła się z miejsca, zrobił więc to co mu pozostawało. 
- Garet! Malcolm! - warknął przez gardło i za chwile obu mężczyzn stanęło przed nim na baczność. - Przejmujecie stery, sztorm odchodzi na północ, odbijamy na wschód! 
Mówiąc to złapał Emmę za ramię i pociągnął przez schody. 
- Wschód?! Ej, zatrzymaj się! - wrzeszczała protestując, jeszcze chwila i to ani nie morze, ani nie sztorm zagrozi niepokonanemu piratowi, lecz jej własna pieść. - Przecież to zupełnie inny kierunek, mieliśmy trzymać się planu. 
W tym momencie usłyszeli pełnej bólu krzyk, przerwany przez szarpiący statkiem wicher i niszczące fale. 
- Obejrzyj się, tego nikt nie planuje - zawołał Hook głosem, który przeszywał na wskroś, po czym obrócił ją do siebie ściskając za ramiona. - Niektórych rzeczy nie da się zaplanować, Swan. To nic złego poddać się emocją, musisz tylko wierzysz, że sprostasz panującej wokół burzy! Rozumiesz!
- Naprawdę myślisz, że to dobra chwila - odrzekła Emma wyłamując się z letargu jakiego wprowadziły ją słowa Killiana. 
- Może nie ma złych chwil, są tylko te nie wykorzystane - odparł i zaraz podbiegł do miejsca skąd niedawno dobiegał krzyk. Emma ruszyła za nim. 
- Co się stało?! - rozległo się skierowane do załogi ostre pytanie ich kapitana. 
Akcja rozgrywała się tuż pod jednym z masztów, dwóch mężczyzn ciągnęło nieprzytomnego towarzysza, którego twarz zasłaniała wylewająca się z rany na czole ciemna, gęsta krew. 
- Jedna z lamp oderwała się od ściny, a wiatr rzucił ją prosto w głowę Branda. 
- Zanieście go pod podkład, niech ktoś z nim zostanie, opatrzy rany i wraca na statek. 
- Kapitanie! - dobiegł ich kolejny głos nadchodzący od tyłu. - Liny na szalupach nie wytrzymały i jedna z nich odłączyła się. Brakuje nam ludzi, Garet i Malcom wciąż są na sterach... - nagle pirat skulił się pod gniewnym wzrokiem kapitana Hooka. 
- Idiota! Nie widzisz, co się dzieje! - warknął. 
- Ja pójdę! - krzyknęła Emma przekrzykując wszystkich i wszystko wokół. 
- Nie znasz się na tym, zmykaj pod podkład. 
- Poradzę sobie - odparła tonem, który kończył wszelkie pretensje do roszczeń. 
Killian przez chwile obserwował ją jak biegnie za piratem, który niechętnie musiał przyjąć pomoc kobiety. Emma dostała liny, które przerzucała na zmianę od rąk do rąk zawiązując przy tym mocne węzły. Nie można było powiedzieć, że nie potrafi sobie radzić. 
- Achh! - warknął Killian przeczesując palcami mokre od deszczu włosy i ruszył w kierunku swojego steru. 

Kiedy tylko Jolly Roger umknął burzowym chmurom nastał względny spokój, ostatnim śladem dawnego sztormu pozostał drobny deszcz ochładzające rozgrzane twarze załogi. 
Podczas, gdy statek płynął nieśpiesznie nurzając się w zimnym morzu Swan przechadzała się wolnym krokiem. Obserwowała uważnie swoje stopy stąpające po mokrych deskach pokładu i rozkoszowała się nieziemskim powietrzem uwolnionym od wszelkich napięć. 
Była wykończona, lecz czuła zarazem ulgę, dziwnym zrządzeniem losu to właśnie sztorm uwolnił jej umysł zmartwień, choćby to miało trwać tylko moment, czuła się szczęśliwa. Postanowiła właściwie wykorzystać chwile. 
Podeszła do Killiana, stał oparty o żółtą balustradę na dziobie statku. 
- Przepraszam za ostatni wieczór w karczmie, nie powinnam tak... wrzeszczeć bez sensu. 
Hook zerknął w jej stronę z zaciekawieniem. 
- Hm? - mruknął przyglądając się jej twarzy, zmęczonej i za razem pełnej wewnętrznej ulgi. - Właściwie... - zaczął - to było dosyć interesujące. 
- Interesujące - żachnęła się, to było jej życie, a nie interesująca historyjka. 
- Próbowałem poskładać w całość wszystko, co o tobie wiem i muszę przyznać, że nie jesteś jedynie śliczną blondynką. 
- Czy to miał być komplement?
- Zależy jak na to patrzeć - odparł, a kącik jego ust uniósł się do góry. Emma przechyliła niewinne głowę na bok. 
- Pozwól, że podsumuje: jesteś księżniczką podróżującą z piratami, wymachujesz mieczem, okradasz i czarujesz - tu w sensie nie tylko przenośnym, kłopoty na zamku i matka... której wyrwałaś serce. Domyślam się także, że pomimo złości na rodziców za to, że cię z jakiegoś powodu okłamywali wciąż chcesz jakimś cudem ich uratować. Mam racje?
- Niestety tak. Cieszę się, że nie powiedziałam ci więcej - odparła szczerze. 
- Moja ciekawość została jednak niezaspokojona - szepnął z dziwnym błyskiem w oku. 
- Ciekawość jest bardzo niebezpieczna - odparowała nieugięta, na co usłyszał równie intrygującą odpowiedź:
- Tak jak ty, Swan.
Nie odpowiedziała już nic więcej, uśmiechnęła się nieznacznie i odeszła w drugą stronę. Dobrze, że nie widziała ciągnącego się za nią spojrzenia Hooka, jego mroczne, błyszczące oczy wyrażały, że wie o niej znacznie więc niż przypuszczała - o dziwo znał jej zadanie nawet lepiej od niej samej i póki co nie zamierzał rezygnować z własnego planu. 
Killian podniósł wzrok na rozchodzące się przed nim czarne, nocne wody i... zmrużył powieki, coś z oddali zamajaczyło na horyzoncie. Wyczekiwał w samotności nieznanego. Intuicja człowieka, który spędził całe życie na morzu podpowiadała mu, czym jest ten migoczący cień. 
Wrak. 
Po drodze Jolly Roger zaczął mijać połamane deski, powyrzucane meble i skrzynie, nic cennego, a jednak... Hook wiedział, że morze pochłonęło coś o wiele droższego niż pieniądze i piękne suknie - zabrało życie. 
Nasz statek płynął powoli w ciemnościach pośród zniszczenia. Jak to możliwe, że coś tak niezwykłego jak bezgraniczne morze, jest zarazem tak okrutne i bezwzględne. Dwa oblicza zbyt dosadnie obrazujące władzę przypadku nad życiem i śmiercią. 
Wokół kapitana zebrało się kilkoro ludzi, zaciekawiona zbiegowiskiem podeszła również Emma. 
- Co... co to jest? - szepnęła do siebie. 
- Wracajcie do swoich zajęć! - padł rozkaz kapitana, ludzie jednak niechętnie ruszali się z miejsca wpatrując się w ciemną noc, czyżby szukali ciał? 
Zniechęceni po chwili zaczęli się rozbiegać, w przeciwieństwie do Emmy, ona nie mogła pogodzić się z tym widokiem. Jolly Roger wciąż płynął, a ona wciąż miała swoje zadanie, lecz ci pozostali? Nie pozostało po nich nic więcej niż skupiska drewna i tkanin. 
- Emma, powinnaś się położyć, jesteś zmęczona, a przed nami nowy dzień. 
- Zaczekaj - mruknęła nieobecna. 
- Proszę...
- Nie, zaczekaj! - powtórzyła tym razem głośniej. - Tam chyba ktoś jest! 
- Wydaje ci się, jesteś zmęczona nikt tego nie przeżył - naciskał - musieli trafić w samo serce sztormu. 
Emma jednak nie dawała za wygraną. 
- Nie tam ktoś jest - upierała się nie odrywając wzroku od jednego punktu. Hook podążył za nią, czyżby miała rację? Ale to nic nie zmieniało. - Tam na tej wielkiej skrzyni, musisz też to wiedzieć. To kobieta - stwierdziła po chwili. 
- Za późno, Emma. Wracaj do swojej kajuty - kontynuował Hook z odrobioną gniewu w głosie, który narastał. Czas przyśpieszył, jakby zbyt szybko zaczęli zbliżać się do punku tak wyczekiwanego przez Emmę, miał złe przeczucia. 
- Ona może potrzebować pomocy - odezwała się po raz pierwszy nawiązując z nim kontakt. 
- Chyba oszalałaś, co chcesz zrobić?
Emma jeszcze raz rzuciła wzrokiem na postać kobiety, teraz miała pewność, dryfowała na morzu i choć Emma miała świadomość, że sytuacja wyglądała beznadziejnie, nie mogła oprzeć się myśli, że ta kobieta ją potrzebuje.
Nie zastanawiając się dłużej oparła się o balustradę stawiając na niej swoją stopę. 
- Hej, co robisz! - zareagował natychmiast Killian łapiąc ją przed wyskokiem. Jej nagły czyn znów przyciągnął uwagę załogi która nie odrywała wzroku od kapitana i jego niezwykłej towarzyszki. 
- Musisz pozwolić mi samej decydować - poprosiła cichym głosem. - Wiem co robię. 
- Możesz się zabić, nie wiesz co robisz! - odparł Killian wściekle, nie miał co ukrywać, ten czyn był nawet bardziej idiotyczny niż picie rumu w karczmie. 
- Po prostu mnie puść - powiedziała spokojnie i naglę ręka Killiana zwolniła uścisk.
Postawiła na swoim, tak? Skoczyła w głąb lodowatej wody, w środku nocy za obcą kobietą, która prawdopodobnie i tak już nie żyje. 
- Przeklęta bohaterka - mruknął do siebie Killian, by za chwile krzyknąć do załogi - Wyrzucić na morze liny! 
Jego oczy czujnie obserwowały Emmę, zatopiła się z morzu pozwalając mu na chwile pochłonąć całą siebie, Killian naprawdę bał się, że nie wypłynie... upadek na pewno był bolesny, przecież tak wielu nie dało rady morzu. Odetchnął z ulgą, kiedy wynurzyła się łapczywie łapiąc cenny oddech. Swan nie czekała długo, nie oglądała się nawet za siebie, zaczęła jak najszybciej płynąć w kierunku dryfującej bezwiednie kobiety. 
Zatrzymała się dopiero będąc przy niej i otoczyła ją ramieniem, Hook był pewny, że coś mówiła... och, bał się myśleć jak dalej to wszystko się potoczy. Jedno słowo i wszystko stało się jasne. 
- Żyje! - krzyknęła uradowana Emma. - Ona żyje! 
Hook przeklął pod nosem, to naprawdę fatalny obrót sprawy. Dodatkowa pasażerka? Nie, to obłęd, czy oni wciąż są na pirackim statku, a może teraz to pierwsza pomoc rybacka? 
Ona może nie przeżyć, myślał sobie, może wydaje właśnie ostatnie tchnienie... prawdę mówiąc przecież mogła mieć gorszą śmierć, ta nadchodziła prawie bez boleśnie, jak zimny sen. 
Ale gdyby przeżyła, jak potoczy się dalej podróż jego i Emmy? Mogła zepsuć cały plan, skomplikować wszystko. Naprawdę okrutny losie!
Nim się obejrzał jego załoga pomagała wejść już Emmie trzymającej w ramionach swoją ofiarę sztormu. 
Jakim cudem przeżyła? Przecież była blada jak trup, a może wrażenie to potęgowały ciemne, długie włosy okalające twarz i równie ciemna suknia przylepiona teraz do ciała. Mimo to kobiecie nie można było odmówić urody, wyglądała na silną, a opisać można ją było mianem majestatycznej i mrocznej zarazem. 
- Ona żyje - powtórzyła szeptem Emma łapiąc oddech, ktoś rzucił jej parę szarych koców, którymi zaczęła okrywać nieznajomą. 
Hook nie dowierzając przerzucił wzrok na ciemnowłosą postać. Gdyby nie wolny, nieregularny oddech zaznaczony przez poruszającą się klatkę piersiową, mógłby pomyśleć, że była jedynie zimnym posągiem wyrzeźbionym z marmuru lub duchem nawiedzającym jego ukochany statek.

❀❀❀

Miałam długą przerwę, nie będę dużo pisała, gdyż wystarczy sięgnąć do ostatniego mini-postu. Teraz jakoś nic się nie zmieniło, mam zbyt wiele zajęć , ale przecież nie zrezygnuje ze swojej pasji jaką jest pisanie. A maturka próbna zdana... ale matura to bzdura. 
Tak w ogóle jak rozdział? Oby był dobry, ja osobiście mam dziwny stosunek do moich rozdziałów, wiem, że włożyłam w niego serce, lecz zawsze mi czegoś brakuje - jakby wewnętrzny głos w mojej głowie mówił, że mogłam lepiej... Hm? Ogólnie pierwsza scena jest nawiązaniem do finału 3 sezonu OUAT, jednego z moich ulubionych odcinków, więc mam sentyment, lecz ogólnie staram się być w miarę oryginalna. Np. wymyśliłam piękną scenę CS i tak sobie pomyślałam, że gdyby ta scena (o której niedługo napisze haha) pojawiła się w serialu, większość anty-CS zaczęłaby rzygać tęczą i cukierkami (sorry za wyrażenie), ale mam nadzieje, że Wy będziecie czekać na tą scenę. 
A na koniec wlepiam taki plakacik z nieznajomą kobietą z lodowatego morza, już nie mogę się doczekać kiedy przedstawię Wam jej historię,