Chciała oddać magiczną fasolkę Rumpelstiltskin'owi. Pożegnać się z swoją przeklętą mocą, która przyniosła jej jedynie samotność i sekret zatruwający serce. Mogła być znowu dawną Emmą Swan; nie będzie musiała martwić się, czy za tydzień, miesiąc, rok... nie skrzywdzi ludzi, których kocha.
Emma wiedziała, że gdy odda mu fasolkę jej życie stanie się prostsze. Wróci na zamek i przywita go z ulgą, że kiedyś to ona zatroszczy się o przyszłość wszystkich jego mieszkańców. A potem... potem będzie tylko pustka.
Bezdenna pustka.
Bez mamy, która zawszę wierzyła, że wszystko ułoży się, jeśli tylko postępuje się właściwie. Bez uśmiechu taty i jego radości życia. Śnieżka i David byli fundamentem tego zamku oraz życia Emmy - bez nich wszystko legnie w gruzach.
Emma nie była gotowa ich stracić.
Tak, mogła oddać magiczną fasolkę w zamian za pozbycie się mocy, jednak uzmysłowiła sobie, że nigdy nie wybaczyłaby sobie, gdyby chociaż raz nie spróbowała.
Nie, musiała zaryzykować, nawet jeśli oznaczałoby to użycie magii. Będzie gotowa na każdą okoliczność, na długą wędrówkę, magie, walkę z wszystkim wokół - tylko jednego nie mogą się przewidzieć, a co stanie się najważniejszą częścią podróży.
- Nie, Mroczny - powiedziała zamykając dłoń z leżącą w niej małą, magiczną fasolką; przytuliła ją do siebie jak najcenniejszą rzecz na świecie. - Zrywam umowę.
Zaskoczony Rumpelstiltskin nawet nie opuścił swoich zachłannych rąk wyciągniętych w stronę Emmy. Dopiero po chwili cofnął się i bez wiary w to co usłyszał powiedział:
- Pozwól, że ci coś wyjaśnię, kochanieńka. Ja nie zrywam umów. Ty oddajesz fasolkę, ja odbieram twoją moc i wszyscy są szczęśliwi - zaakcentował. - Więc... dalej... - zachęcił ja ponownie wyciągając dłoń.
- Ale ja muszę spróbować uratować mamę - odparła Emma niczym dziecko, odpowiedź jednak nie usatysfakcjonowała Mrocznego, który w nagłej złości jak błyskawica znalazł się tuż przy Swan.
- Nie chcesz mnie mieć za wroga, moja miła księżniczko. Ja zawsze dostaje to, czego chce.
- Umowa była taka, że mam dla ciebie zdobyć fasolkę, a potem ci ją oddać - Emma wbrew sobie zmusiła głos do krzyku. - Nie dotrzymam drugiej części umowy, choćbyś miał mnie prześladować, obiecywać zemstę... uratuje mamę za wszelką cenę.
- Ona już umiera! - wysyczał Rumple prosto w twarz Emmy dodając nienawistnym głosem. - Nie uratujesz ją od przeznaczenia, musi zginąć, a ty musisz się z tym pogodzić.
- Nie! - krzyknęła wyrywając się spod wpływu Mrocznego.
- Oddaj mi fasolkę!
Emma drżąc uniosła wysoko głowę. Musiała zebrać całe swoje siły, aby z dumą przeciwstawić się mu niczym prawdziwy wojownik. Walczyła i to nie było łatwe, ale wierzyła w swoja siłę, więc zacisnęła usta zaczynając cofać się krok po kroku od Rumpelstiltskin'a.
- Nie będę robiła tego, co inni ode mnie oczekują. Będę robiła to, co chce... Od zawszę wszyscy mówią mi jak mam postępować, kim mam być - przeklętą bohaterką... Wybawicielką, którą nie jestem! Nie będę więcej wierzyła w wasze kłamstwa. Nadszedł czas abym zaczęła życie na własny rachunek.
Wypowiadając ostatnie słowa Swan obróciła się, nie będzie dłużej zastanawiać się czy ruszyć przed siebie, zrobiła to i już. Lecz czy poczuła ulgę? Nie, jej serce ścisnął lęk o przyszłość swoją, Śnieżki, a także całego królestwa, za które w końcu była odpowiedzialna.
Ale podjęła ryzyko, więc pozostaje wierzyć, że postąpiła słusznie.
Odchodząc słuchała proroczego głosu Mrocznego z wyraźną nutką rozbawienia.
- Pamiętaj tylko, panno Swan, ja - nie odpuszczam. Prędzej, czy później nasze drogi się zejdą, a wtedy zapłacisz za wszystko. Bo magia - zawsze ma swoją cenę!
I nagle fasolka, którą Emma trzymała w dłoni stała się ciężka niczym kamień.
Emma Swan tej nocy nie zmrużyła oka.
Po kryjomu wślizgnęła się do wieży zamkowej, by tam ułożyć swoje myśli i plan działania. Nic jednak nie mogła poradzić na to, że najchętniej po prostu przestałaby myśleć.
Zbyt wiele uczuć kłębiło się, nakładało na siebie, jak kule miażdżące umysł, które sprawiały realny ból.
Dlatego gdy Swan znalazła się w wieży jedyne, co mogła zrobić to wychylić się ku zamkowemu oknu i z wysokości obserwować pogrążony w żałobie świat.
Ciemność była wszechogarniająca, jakby zza światów przyszła sama Śmierć przynosząc ze sobą niekończącą się rozpacz i noc. Niebo sprawiało wrażenie czarnego, wzburzonego oceanu, z którego potokiem wylewały się miliony łez. Czy ktoś zdołał usłyszeć ich historie nim rozbiły się o twardą rzeczywistość?
Nie, upłynęło wiele czasu nim niebo znudziło się okaleczać świat swym żalem, aż pozostawiło po sobie jedynie mdłą szarość spowijającą wszystkie sekrety Zaczarowanego Lasu.
Gdzie się podziała stała, solidna rzeczywistość? To nie może być prawdziwe, to tylko odbicie najgorszego koszmaru. Gdyż wszystko jest lepsze, niż samotność.
Samotność, która przypomina ci to, co utracone - jakby było się jedynie duchem osoby, którą dawniej doskonale się znało.
Niczym kołysanka układająca do snu... samotność.
Emma czuła jak jej ciało ogarnia zmęczenie, niedbałym gestem odgarnęła z twarzy wilgotne i poplątane od deszczu włosy zarzucając je na plecy. A przepiękna suknia? Teraz nie wyglądała już tak idealnie. Przemoczona i oklapnięta... materiał, z którego została uszyta wydawał się być szary jak cały świat wokół. Bezbarwny oraz brudny, przypomniał utracone dni.
Wciągając do płuc duszne powietrze wieży Emma złapała delikatnie w palce rąbek sukienki i udając, że tańczy wraz z swoim niewidzialnym towarzyszem opadła zgrabnie na leżący w kącie stóg siana.
Naprawdę chciała wierzyć, że wszystko będzie dobrze. Musiała w to wierzyć, bo nic innego jej nie pozostawało.
Nad ranem Swan wymknęła się z wieży nie wiedząc dokąd zmierza. Bała się wrócić do rodziców, a nikogo innego tutaj nie miała, nie ufała przyjaciołom, którzy tak naprawdę nic o niej nie wiedzieli.
Problemy... zawszę rozwiązywała sama.
Ni stąd ni zowąd znalazła się więc w stajni, gdzie z radością przywitała swojego białego rumaka, Maximusa. Uśmiechnęła się do niego ciepło, jakby był czym więc niż tylko zwierzęciem. Oczywiście, był jej towarzyszem wypraw, tych udanych i tych będących porażką - przypomnieniem, że nie wolno obawiać się przygody.
A przygoda wzywa! Emma tylko jeszcze nie wie jak bardzo zmieni jej doczesne życie.
Po niespokojnej nocy zimny poranek wydawał się być cudownie orzeźwiający, a obecność Maximusa łagodząca. Podeszłą do niego leniwie gładząc jego rozpuszczoną, jasną grzywę.
- Może ty powiesz mi, co powinnam zrobić? - zapytała z lekkim rozbawianiem spoglądając w jego wielkie, brązowe oczy. - Jak mam uratować mamę?
Lecz pytanie chyba przerosło Maximusa. Emma z uśmiechem pogłaskała go uspokajająco... gdyby to było takie łatwe.
Niespodziewanie Maximus zarżał i poruszył się niespokojnie. Jak porażona Emma obróciła się spodziewając się najgorszego wroga, bo czyż ostanie dni nie były pasmem istnych niepowodzeń. Równie dobrze mogłoby jej teraz spaść na głowę drzewo. Chyba nie zdziwiłoby ją już nic.
Ale Emma zobaczyła jedynie niską staruszkę z plecionym koszykiem w ręku i w wysłużonym, czarnym płaszczu, który miała niedbale zarzucony na zgarbione plecy.
Staruszka zapewne także nie spodziewała się tu nikogo zastać, wyraźnie mówiła to jej zlękniona twarz poraniona przez czas zmarszczkami i zamglonym spojrzeniem. W pierwszym odruchu zaczęła cofać się pochylając nisko głowę, lecz gdy tylko usłyszała cichy głos Emmy, zatrzymała się.
- Proszę się mnie nie bać - powiedziała łagodnie, a potem dodała z nikłym uśmiechem - nie jestem potworem.
Zrażona tymi słowami staruszka uniosła szybko, jak na swój dostojny wiek głowę i z przestrachem odpowiedziała.
- Oczywiście, księżniczko, ja tylko... - i zamilkła.
- Żadna ze mnie księżniczka - zaczęła Emma szarpiąc swoją brudną sukienkę, z której nawet nie miała kiedy się przebrać, przynajmniej podkreślała beznadziejność sytuacji w jakiej się znalazła. - Mam na imię Emma i właściwie czuje się lepiej tutaj, w stajni rozmawiając z babcią, a nawet z moim koniem - roześmiała się - niż gdybym była na królewskiej uczcie. Byłabym rada, gdyby mogła dotrzymać towarzystwa babci - dodała nazywając ją tak z szacunku.
Zachęcona staruszka poprawiła swoją starą narzutę i powolnym, wiekowym krokiem zbliżyła się do karego konia.
Emma obserwowała ją ukradkiem. Przy tym wielkim zwierzęciu wydawała się być taka drobna i krucha.
- To bardzo piękne i mądre zwierzęta - zaczęła staruszka po czasie z lekką chrypką, głos miała całkiem przyjemny, jakby stworzony do tajemniczych opowiadań. - Opiekowałam się nimi przez całe życie. Nawet kiedy przestałam być im potrzebna zawszę do nich wracam. Inni... pozwalają mi tu przychodzić.
Emma spojrzała na nią łagodnie ciesząc się, że nie okazała się być takim bezlitosnym potworem.
- Tak, zgadzam się - odparła. - A jednak, nie widziałam tutaj babci wcześniej...
- Ani ja księżniczki - odpowiedziała zwięźle. - Lubię przychodzić o świcie, kiedy wiem że nikogo nie spotkam i nikomu nie będę przeszkadzać. Wole skryć się przed ludzkim wzrokiem.
- Ja również, w przeciwieństwie do ludzi mój Max mnie nie oceni, nie będzie kazał mi decydować - powiedziała Emma z nutą rozbawienia, za którym tak naprawdę krył się wielki smutek.
- Naprawdę przykro mi, księżniczko z powodu naszej królowej - rzekła powoli staruszka, lecz pomimo najlepszych chęci te słowa sprawiły ból Emmie.
- Mama wciąż żyje - odparła sucho.
- Nie chciałam cię urazić, księżniczko...
- Emmo - poprawiła ją. - I nie uraziłaś mnie; uratuje mamę, nawet wtedy gdy wszyscy zwątpią.
Schowała twarz w cieniu nie chcąc mówić już nic więcej. Musiała uciekać, znaleźć sposób... przyczynę - cel. Broniła się aby bezradność znów nie wypełniła jej wszystkich myśli.
Nie mogła znowu się temu poddać.
Niespodziewanie Emma poczuła na swoim policzku chłodną i szorstką dłoń, otworzyła oczy napotykając wzrok nieznajomej. Musiała na chwile stracić poczucie rzeczywistości, gdyż staruszka pojawiła się tak nagle i bezszelestnie, poczuła niepokój.
- Szukasz Wody Życia, moja droga. Jesteś gotowa zapłacić każdą cenę, by uratować matkę. Podobna historia miała już miejsce, a jej zakończenie... Lepiej pogodzić się z okrutnym losem, czas leczy rany.
- O czym pani mówi? - zaniepokoiła się Emma ściągając z twarzy lodowatą dłoń staruszki.
- Och - westchnęła uniżając głowę. - Wybacz mi, och... nie wiem, co mówię, jestem tylko niedołężną babcią... wspomnienia powracają tak nieoczekiwanie.
- Wciąż nie rozumiem, co to ma wspólnego ze mną.
- A ma! - wykrzyknęła odsuwając się od Emmy. - Tak, bo kiedyś już słyszałam tą opowieść, czuje wszystko w moich starych kościach, chcesz zrobić to samo co on.
Nie przestawała się cofać, jej drżące dłonie rozmasowywały ramiona, jakby nagle w całym pomieszczeniu zapanował chłód.
Swan zignorowała podszepty rozsądku, które mówiły jej, że staruszka bredzi pokonana przez czas. Podeszła do niej i otoczyła ją ramieniem prowadząc do w miarę wygodnego miejsca, na którym obie mogły usiąść.
- Może babcia opowie mi wszystko od początku, chętnie wysłucham opowieści. Nawet myślę, że skądś ją kojarzę... Woda Życia... to stara bajka o poszukiwaniu magicznej wody oraz o tym, by zawszę pomagać innym. Prawda?
Ale staruszka zaprzeczyła zdecydowanie.
Ale staruszka zaprzeczyła zdecydowanie.
- Dobra z ciebie dziewczyna - odparła chcąc ponownie dotknąć Emmy, zatrzymała się jednak w połowie drogi wbijając swój wzrok w lodowatą, drżącą dłoń. Po chwili zamyślenia odsunęła się. Emma widząc jej onieśmielenie nie namyślała się długo, ujęła jej ręce w swoje nie zważając ani na chłód, ani na starą, poniszczoną skórę.
- Ja pamiętam... trochę inną historie... czasy wyparły ją pozostawiając przyjemną wersje wydarzeń. Zycie nie jest przyjemne.
- Możesz mi ją opowiedzieć - zachęcała Emma kierowana nieokreślonym pragnieniem.
Staruszka obróciła twarz w stronę pustej przestrzeni, jej wzrok zdawał się przenikać rzeczywistość i czas. Swą opowieść snuła nieprzerwanie głosem powolnym, zmęczonym - przepojonym mrocznymi zakamarkami dawno utraconej przeszłości.
- Dzieło się to jeszcze przed moimi narodzinami, a więc bardzo dawno, dawno temu... lecz jak widać historia lubi się powtarzać - przerwała. Emma myślała, że to z strachu, który z niewiadomego powodu ogarnął małą, skuloną postać staruszki.
- Możesz mi ją opowiedzieć - zachęcała Emma kierowana nieokreślonym pragnieniem.
Staruszka obróciła twarz w stronę pustej przestrzeni, jej wzrok zdawał się przenikać rzeczywistość i czas. Swą opowieść snuła nieprzerwanie głosem powolnym, zmęczonym - przepojonym mrocznymi zakamarkami dawno utraconej przeszłości.
- Dzieło się to jeszcze przed moimi narodzinami, a więc bardzo dawno, dawno temu... lecz jak widać historia lubi się powtarzać - przerwała. Emma myślała, że to z strachu, który z niewiadomego powodu ogarnął małą, skuloną postać staruszki.
- Właśnie tego nie rozumiem, co się powtarza?
- Ty... ty... księżniczko... dokładnie te same słowa, to właśnie wywołało moje wspomnienia z dzieciństwa. "Nawet wtedy gdy wszyscy zwątpią" - powiedziałaś. On mówił dokładnie to samo.
Zamilkła odwracając wzrok. Emma musiała wymusić z niej odpowiedź, czuła się zaintrygowana, a jednocześnie gdzieś wewnątrz pojawił się niepokój.
- On? Bohater opowieści, tak?
Staruszka kiwnęła głową kontynuując swoja bajkę, melodyjnym głosem.
- To był młody, dobry chłopiec wychowywany z dwójką swego starszego rodzeństwa jedynie przez ojca. Pewnego dnia ojciec trojga synów zachorował ciężko na nieuleczalną chorobę, która z każdym dniem wysysała jego siły życiowe. Synom pozostawiło jedynie patrzeć jak dusza kochanego patriarchy ucieka z słabego ciała, dzień po dniu, uderzenie serca po uderzeniu.
Wkrótce najstarszy syn podkuszony chyba opowieściami samego czarta wyruszył na poszukiwania lekarstwa, które miało zwać się Wodą Życia. Parę dni później na poszukiwania wyruszył także drugi syn. Oboje nie powrócili.
Przerwała spoglądając przez chwile na skupianą twarz księżniczki. - Oboje nie powrócili - powtórzyła z melancholią.
- Najmłodszy z braci nie chcąc patrzeć na cierpienia ojca zatopił w jego klatce piersiowej dłoń i wyrwał z niej gasnące serce. A musisz wiedzieć, że było on wielkim czarownikiem mimo swego młodego wieku... Wtedy spostrzegł, że choroba przestała postępować. Dopóki trzymał w swoich dłoniach zaklęte serce jego ojciec żył, będąc jednocześnie martwym.
Młodzieniec podjął więc decyzje, że ukryje serce ukochanego rodzica i sam wyruszy na poszukiwani Wody Życia.
Podobno wiele przeszedł nim odnalazł to czego szukał. Pod drodze spotkał nawet swoich braci, o których powiadają, że mieli szaleństwo w oczach, a zło w sercach. Chłopak musiał ich zabić, gdyż ich serca sczerniały, niczym smoła i nie mieli w sobie ani krzty człowieczeństwa.
Cierpiał, moja babka mówiła, że krzyki młodego czarownika rozbrzmiewały pośród całego lasu, powracały jak głuche echa. Wciąż na nowo i na nowo... powtarzały się... niczym nieme głosy.
- Och - westchnęła znów Starucha podnosząc się z łamiącymi kościami. - Powinnam iść, to już nie ta głowa, powinnam wrócić do domu.
- Nie! - zatrzymała ją Emma gwałtownie. - A zakończenie? Proszę, chce poznać zakończenie twojej opowieści.
- Zakończenie? - powtórzyła babcia jakby zapominając o wszystkim, co przed chwilą powiedziała.
- Co stało się z chłopcem, czy uratował ojca? - zapytała dociekliwie Emma.
Staruszka rozciągnęła swoje blade wargi w grymasie, który mógłby przypominać uśmiech. Cała jej postać wydawała się być w tej chwili nierealna, utkana z nierzeczywistego, duchowego materiału.
- Powstało kilka zakończeń - rzekła dostojnie i nie śpiesząc się owinęła głowę czarną chustą - jedni mówią, że nigdy nie odnalazł Wody Życia... że umarł w bólu i żalu; inni z kolei mówią, że jego poszukiwania zakończyły się szczęśliwie i Wodę Życia oddał swemu ojcu. Albo, że Woda Życia nigdy nie istniała i nie istnieje. Myślę, że chłopiec wierzył w moc magicznej wody, nawet wtedy gdy wszyscy zwątpili, on jedyny wierzył do końca.
Emma nie wiedziała, co mam myśleć. Dla niej ta historia była jedną z wielu bajek z dzieciństwa, nierealną opowieścią, która miała nauczyć małą dziewczynkę, że dopóki ma się nadzieje można naprawić wszystko. To, co wypłynęło z ust staruszki było inne, prawdziwsze i szarpiące za jej niepewne serce. Woda Życia stała się dla Emmy ideą - czymś co właśnie powinna znaleźć.
Ale jeśli to kłamstwo? Nie ma w końcu żadnego punktu odniesienie.
Emma zbyt długo rozmyślała, bo gdy podniosła wzrok staruszka zdążyła wziąć swój koszyk i stanąć przy drzwiach. Tknięta paniką Emma odruchowo wyciągnęła przed siebie ramiona - z skutkiem takim, że znów uwolniła swoją moc - i drzwi które tak bardzo próbowała zatrzymać, zamknęły się z hukiem tak głośnym, że zwierzęta zadrżały na swoich miejscach.
Ale jeśli to kłamstwo? Nie ma w końcu żadnego punktu odniesienie.
Emma zbyt długo rozmyślała, bo gdy podniosła wzrok staruszka zdążyła wziąć swój koszyk i stanąć przy drzwiach. Tknięta paniką Emma odruchowo wyciągnęła przed siebie ramiona - z skutkiem takim, że znów uwolniła swoją moc - i drzwi które tak bardzo próbowała zatrzymać, zamknęły się z hukiem tak głośnym, że zwierzęta zadrżały na swoich miejscach.
Babcia zatrzymała się obracając się znów do Emmy. Nie było czasu na wyjaśnienia.
- Jakie zakończenie jest prawdziwe?
- Wszyscy mają inne, ale ja czuje w moich kościach jak było naprawdę. Obyś nie musiała przekonywać się o tym na własnej skórze.
- To wszystko bajka - odparła lekko Swan chcąc przekonać tymi słowami chyba bardziej samą siebie.
- Nie - zaprzeczyła. - Naprawdę nie wiesz? To wydarzyło się naprawdę, cała ta historia jest prawdą i jest bliższa tobie bardziej niż myślisz, księżniczko.
- Dlaczego? Dlaczego uważasz, że postąpię tak samo jak ten chłopak... nie jest aż tak naiwna, aby szukać wiatru w polu, Wody Życia, która nawet nie istnieje.
- Och, moja złotowłosa księżniczko... ten chłopiec... nie wiesz? Jest twoim przodkiem, a ty jego daleką prawnuczką... mimo upływu wieków widzę jak w rozbitym zwierciadle. Och... widzę jego poświęcenie, na które ty także jesteś gotowa. Może nie powinnam tego mówić, starość przyćmiewa mój osąd... och...
- Za późno - rzuciła Emma czując w gardle dławiący strach.
- Nie. Jeszcze na nic nie jest za późno.
- To wszystko bajka - odparła lekko Swan chcąc przekonać tymi słowami chyba bardziej samą siebie.
- Nie - zaprzeczyła. - Naprawdę nie wiesz? To wydarzyło się naprawdę, cała ta historia jest prawdą i jest bliższa tobie bardziej niż myślisz, księżniczko.
- Dlaczego? Dlaczego uważasz, że postąpię tak samo jak ten chłopak... nie jest aż tak naiwna, aby szukać wiatru w polu, Wody Życia, która nawet nie istnieje.
- Och, moja złotowłosa księżniczko... ten chłopiec... nie wiesz? Jest twoim przodkiem, a ty jego daleką prawnuczką... mimo upływu wieków widzę jak w rozbitym zwierciadle. Och... widzę jego poświęcenie, na które ty także jesteś gotowa. Może nie powinnam tego mówić, starość przyćmiewa mój osąd... och...
- Za późno - rzuciła Emma czując w gardle dławiący strach.
- Nie. Jeszcze na nic nie jest za późno.
Zaskoczona tą odpowiedzią Emma nie zatrzymywała już staruchy, pozwoliła odejść nieznajomej pozostając sam na sam z pustką, która wydawała się wypełniać wszystkie kąty, dawniej tak przytulnej stadniny.
Gdyby Emma wiedziała o wszystkich układach w Zaczarowanym Lesie... gdyby mogła spojrzeć przez rozbite zwierciadło i ujrzeć prawdę.
Czym była prawda?
Drobna, zgarbiona staruszka opowiedziała Swan prawdę. Przodkiem naszej księżniczki rzeczywiście był bohater legendy o Wodzie Życia, czarownik i poszukiwacz.
Lecz intencje to już zupełnie inna sprawa. Gdyż pod maska starości kryła się dawna wspólniczka tajemnicy Śnieżki i David'a.
Więc poznajcie prawdę i zobaczcie w biednej babci potężną kobietę o imieniu sławnym i dobrze Wam znanym - Cora.
Zaczyna się historia, która została już przepowiedziana nad kołyską niewinnej, małej Emmy.
Czy jesteście gotowi poznać dalszy ciąg układów w Zaczarowanym Lesie? Uwaga, to może boleć.
Gdyby Emma wiedziała o wszystkich układach w Zaczarowanym Lesie... gdyby mogła spojrzeć przez rozbite zwierciadło i ujrzeć prawdę.
Czym była prawda?
Drobna, zgarbiona staruszka opowiedziała Swan prawdę. Przodkiem naszej księżniczki rzeczywiście był bohater legendy o Wodzie Życia, czarownik i poszukiwacz.
Lecz intencje to już zupełnie inna sprawa. Gdyż pod maska starości kryła się dawna wspólniczka tajemnicy Śnieżki i David'a.
Więc poznajcie prawdę i zobaczcie w biednej babci potężną kobietę o imieniu sławnym i dobrze Wam znanym - Cora.
Zaczyna się historia, która została już przepowiedziana nad kołyską niewinnej, małej Emmy.
Czy jesteście gotowi poznać dalszy ciąg układów w Zaczarowanym Lesie? Uwaga, to może boleć.
❀❀❀
Nareszcie! To bardzo dobre słowo. To była długo przerwa, lecz spowodowana po prostu brakiem czasu, aby w ogóle zasiąść do pisania... w sumie pisałam rozdział tyle co zwykle, czyli jakieś 4/5 dni... To dlaczego tak długo się nie pojawiał? Jedno, najgorsze słowo na świcie - MATURA! Nienawidzę go!! Ach!! Zwykle przychodzę do domu tak zmęczona, że mam ochotę jedynie spać... a tu jeszcze masa nauki! Tym bardziej, ze geniusz (wielka ironia) wybrał trzy przedmioty rozszerzone na maturze: polski, historia i filozofia - hahaha - uwierzcie, że to jest tragiczne. Dlaczego? Chce studiować historie, już mam nawet wybrany uniwersytet! :) No z tego się cieszę. Ale dosyć o mnie...
Rozdział jest na razie tylko pierwszą częścią... planując go nie spodziewałam się, że będę musiała go podzielić, więc w tej części nie ma nic o Killianie :( W następnej będzie!! Jupi!! Baśń o Wodzie Życia istnieje w Baśniach Braci Grimm ...(mam na półce ponad 1000-stronową księgę z baśniami Grimm, więc będę często wplatała ich historie)... i to ona będzie głównym celem FF. Przerobiłam ją jednak i skomplikowałam... czyli coś w stylu serialu OUAT. Podoba Wam się taka koncepcja?
Na koniec dla tych, co czytają mój dziwny ff mam mały spoiler: wspólna przygoda Emmy i Hook'a rozpocznie się na statku, będę wspólnie podróżować, wpadać na siebie, kłócić się i posyłać sobie takie słodkie spojrzenia! :)
PS. Cudna animacja!!! Mam nadzieje, ze rekompensuje brak Hook'a w rozdziale :)
(c) captainswanouat.tumblr.com
